Niech rzuci kamieniem ten, kogo nie ciekawią sekrety i tajemnice. Od tych prostych i błahych, szeptanych na ucho, po te wielkie, o światowym zasięgu, przekazywane przez pokolenia. Taka już natura człowieka, że tajemnice istnieć będą, a te nierozwiązane ciągle intrygują.
Will Pearson w „Na tropie niewyjaśnionego” opisuje dwadzieścia tajemnic „wobec których nauka pozostaje bezradna”. Wszystkie one tworzą szerokie spektrum osobowości. Jedne z nich są bardziej, inne mniej znane. Myślę, że nie ma osoby która nie zna Wielkiej Stopy czy potwora z Loch Ness.
Po lekturze nie potrafię dokładnie określić grupy docelowej. Osobie znającej temat będzie pewnie towarzyszył uśmieszek drwiny, bo – choć do znawców nie należę – mam wrażenie, że tematy potraktowano mocno pobieżnie. Sama muszę przyznać, że żaden z rozdziałów nie pochłonął mnie na tyle, bym szukała w danej tematyce więcej informacji. Zaletą jest to, że autor nie narzuca swojej teorii, że próbuje na siłę podać rozwiązania. Jest więc tu trochę teorii i dużo pytań.
W mojej ocenie sporo tu chaosu. I jako nałogowy czytelnik czułam pewien niedosyt. Za mało efektów zaskoczenia, brak „wow!”. Zabrakło zdjęć, rycin czy ilustracji, które pomogłyby urzeczywistnić i zrozumieć pewne kwestie. Choć może to celowy zabieg, taka gra z czytelnikiem w „poszukaj sobie sam”. Dla mnie to ciekawostka, oddech od tego co czytam zwykle. Najważniejsze, że „Na tropie niewyjaśnionego” można czytać niekoniecznie jednym ciągiem, a małymi kawałkami, bo jest po prostu zbiorem wielu odrębnych wątków. Ot, lektura do porannej kawy.
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Znak