Gdy już osądzisz tych, którzy cię skrzywdzili, czas na zemstę
W rezydencji państwa Curtisów dochodzi do brutalnej zbrodni. Jej ofiarą jest jeden z przyjaciół domu, goszczących w posiadłości z okazji rocznicy ślubu gospodarzy. Wezwana na miejsce detektyw Alex Farris z lokalnego posterunku policji nakazuje uczestnikom imprezy zgromadzić się w salonie. Nim jednak zdąży kogokolwiek przesłuchać, wszyscy tracą przytomność. Kiedy ją odzyskują, okazuje się, że część gości oraz cała służba domowa zniknęli, pozostałym zaś osobom, w tym również policjantce, podrzucono karteczki z zagadkowymi numerami oraz cytatem z Kubusia Puchatka. To jeszcze nie koniec niespodzianek: sieć telefoniczna nie działa, a bramy posiadłości nie da się otworzyć. Wkrótce dochodzi do kolejnej zbrodni. Wszystko wskazuje na to, że morderca dopiero się rozkręca…
Pierwsze zdanie książki poruszyło mnie do głębi i spowodowało, że nie potrafiłam nie czytać dalej.
Z pewnością sentyment do tej książki pozostanie na długie tygodnie, może miesiące, a może nawet lata, gdyż jest to dzieło trochę już starszej, bo z naturalnej klasy, koleżanki z liceum.
Książkę, napisaną dość prostym językiem, czyta się szybko, a rozwijająca się akcja sprawia, że nie można się od niej oderwać. Czytelnicy już od pierwszej strony rzuceni są w sam środek miejsca zbrodni - do rezydencji bogatych państwa obchodzących swoją rocznicę wraz z garstką znajomych. Mnie taka prędkość trochę skonfundowała, niemniej jednak w żaden sposób nie wpłynęła na jakość czytania.
Przez dziewiętnaście rozdziałów (książka ma dwadzieścia, ale ostatni jest czymś w rodzaju epilogu i sama akcja jest tylko podkreśleniem szaleństwa sprawcy) mała ekipa śledcza - detektyw wspomniana w opisie, lekarz i syn pierwszej ofiary - starają się rozgryźć chore działania mordercy. Wraz z biegiem akcji umierają kolejni goście, a pozostawione przy nich karteczki z wyrokami odsłaniają ich mroczną przeszłość.
Każdy w końcu dostał to, na co zasłużył.
Urzekające w zagadce jest to, że... każdy może okazać się mordercą. Dosłownie każdy. Czytelnicy nie znają bohaterów i nie mogą żadnemu z nich ufać, podobnie jak główna bohaterka. Ja do samego końca wahałam się, kogo obstawić za mordercę, a okazało się, że wytypowany przeze mnie delikwent był tylko pośrednim działaczem, agentem Sędziego wpuszczonym do domu.
Zakończenie jest zaskakujące, autorka w przedostatnim rozdziale ujawnia motyw i mroczne zakamarki umysłu mordercy. Przyznam, że nie spodziewałam się takiego zagrania, które pani Oliwia wykonała naprawdę po mistrzowsku.
Podsumowując - "Sędzia" to bynajmniej nie lekki, ale wciągający kryminał, idealny na wieczór. Wiele postaci, wisząca nad nimi mroczna zasłona śmierci spowodowanej ich brudną przeszłością i świadomość, że i tak wszyscy odpowiedzą za swoje występki wprowadzają bohatera w nieciekawy nastrój oraz skutecznie zbijają go z tropu.
Naprawdę serdecznie polecam wszystkim fanom kryminałów.