Reżim to osobliwa rzecz, ludzie go bronią, opowiadają się za nim, a tak naprawdę zostawia brud, przemoc i wiele podejrzanych spraw w rozdziale historii.
Tak samo jest tu. Cała sprawa kradzionych dzieci, wręcz z brzuchów kobiet jest jedną wielką mętną wodą. Wiele nieścisłość, brak aktów urodzenia, kilkakrotne akty zgonu dla tej samej osoby i nabieranie wody w usta, ot taka codzienność poszkodowanych.
Wiem, że są sceptycy tych wydarzeń, mówią że tak zorganizowane wydarzenia wzbudziłyby czyjeś podejrzenia wcześniej. Jednak uważam, że na pewno takie sytuacje miały miejsce. Wyobraźcie sobie, kobiety, często dziewczynki, bez finansów, stałego partnera, wyrzucone często z domu z powodu brzucha. W tamtych czasach skandal, w teorii więc społeczeństwo rzeczywiście mogło myśleć, że robi dobrze. Sprzedaje te noworodki parom z stabilnym małżeńskim stażem, zaaprobowanych przez rząd, z pieniędzmi które zapewniłyby dobrobyt dziecku. W teorii lepsze rozwiązanie niż druga skrajność która często jest widoczna nawet w Polsce, dzieci z ubogich rodzin, często na wsiach gdzie nie stać ich na wyżywienie wszystkich, gdzie zaczyna szerzyć się patologia. Wierzę więc, że tak próbowano sobie z tym poradzić co jest tym gorsze że ktoś faktycznie to wprowadził w życie połowicznie w dobrej wierze połowicznie pewnie dla pieniędzy. Bardzo dobry reportaż który nie tylko przybliża samą sprawę ale i zarys polityczny i socjologiczny tamtych czasów. Pomimo dość często przewijających się podobnych lub jednakowych sytuacji ofiar, autorka w każdej z perspektyw zawarła nowe informację przez co fakty przyswajało się w przystępny sposób.