Tej jesieni daj się zabrać do ojczyzny syropu klonowego!
Ona szuka ucieczki od problemów u swojej ciotki w Kanadzie.
On jest dziennikarzem celebrytą, który zbiera materiały do książki.
Łączy ich pewna kawiarnia, starcie z niedźwiedziem i nieoczekiwana propozycja pracy.
Lena na kilka tygodni zostaje asystentką Jonathana Price’a i wraz z nowym szefem przemierza jesienną Kanadę wzdłuż i wszerz. Oczywiście w przerwach między researchem i wywiadami nie może zabraknąć chwili na pumpkin latte, bycie świadkinią zaręczyn nad Niagarą i spacery przez złoto-czerwone aleje klonowe.
Życie zdaje się dążyć do szczęśliwego zakończenia, aż nagle przeszłość daje o sobie znać. Przed czym ucieka Lena? Co skrywa Jonathan? Czy oboje będą w stanie pokonać przeciwności losu i znaleźć szczęście?
Vancouver, Montreal, Toronto – przemierz wraz z bohaterami jesienną Kanadę, spróbuj naleśników z syropem klonowym i przekonaj się, że ta książka to pozycja obowiązkowa dla każdej jesieniary!
Pochodzi z Opola, ale od kilkunastu lat mieszka za granicą – aktualnie w Brukseli. Szczęśliwa żona, a od niedawna mama. Z wykształcenia inżynierka chemiczka, na co dzień pracuje jako managerka projektów w dziale badań i rozwoju. W pracy i prywatnie pasjonuje się kwestiami zrównoważonego rozwoju i środowiska. Uwielbia czytać, a jej ulubionym autorem jest Terry Pratchett.
Chyba nie istnieje bardziej jesieniarska książka 🥺 Ale mi się ją dobrze czytało! wątek romantyczny był bardzo subtelny, ale pokochałam tę dwójkę 🧡 O klimacie nie będę się za dużo rozwodzić, bo czuję, że mogłabym napisać cały esej - ale jesień w Kanadzie to coś wspaniałego i aż miałam wrażenie, że i ja tam jestem i przechadzam się ulicami Vancouver, Toronto i Montrealu, smakuję tych wszystkich klonowych przysmaków i wdycham rześkie powietrze 🧡
Historia słodko-gorzka jak syrop klonowy, pokrzepiająca i dająca nadzieję. To książka o trudnych wyborach, ucieczce od ludzi, którzy pragną naszego upadku z piedestału i poszukiwaniu lepszego życia na bazie własnego 🤎🍂
Anna Chaber tym razem zabiera nas w świetną podróż po Kanadzie, ojczyźnie syropu klonowego. Za każdym razem jak mój wzrok padnie na ten tytuł to robię się głodna - to silniejsze ode mnie😅 i to nie tylko przez samą wzmiankę o syropie w tytule. Tutaj zdecydowanie powinno się znaleźć jakieś ostrzeżenie, w stylu - czytać tylko z zapasem przysmaków z dużą ilością syropu klonowego!
Z tej książki jesień wylewa się z każdej strony. Za każdym razem jak po nią sięgałam wskakiwałam w mięciutki sweterek i zakopywałam się pod kocem (brakowało tylko jakiejś pysznej dyniowej kawy!), a przed oczami przeskakiwały mi malownicze opisy, które serwuje nam autorka. I to opisy pięknej jesieni. Już samo to wystarczyło, żeby przekonać mnie do niej na maksa! Także jesieniary - to wasz must read!
To taka dosyć spokojna powieść, która jednocześnie ma bardzo dużo do zaoferowania, zatrzymuje przy sobie na dłużej, a świetne pióro autorki sprawia, że czyta się ją z niebywałą lekkością.
Jednocześnie sytuacje, w których znajdują się bohaterowie, i które pojawiają się w powieści skłaniają do głębszych refleksji.
Główni bohaterowie przejdą długą drogę, pełną zaskakujących sytuacji, konfliktów i niezbyt przyjemnych spotkań z przeszłością. Gwarantuje Wam, że pokochacie Lenę i Jonathana i ich historię. Trzymałam za nich kciuki do samego końca.
Chyba zostanie moją ulubioną spod pióra autorki. Będę często do niej wracać myślami.
A teraz żegnam, jadę na pancakes z syropem klonowym (chociaż wy to będziecie czytać po tym jak się nimi napcham ile się da! 😅❤️)!
Kolejna jesienna książka Anny Chaber i kolejna historia która zachwyca. Jestem typową jesieniarą, więc książka idealnie wpasowała się w mój gust. Żałuję tylko jednego, że nie mogłam wejść pomiędzy strony i wędrować po Toronto skąpanym w barwach jesiennych razem z Leną.
Literacka podróż po Kanadzie w jesieniarskim klimacie. Lubię książki tej autorki, bo nie są aż tak cukierkowe, przemycają trochę “poważniejszych” tematów. Świetnie się czytało, mimo że była dość przewidywalna 😅
Gdy tylko zobaczyłam okładkę tej książki i tytuł, wiedziałam, że będzie to moja obowiązkowa pozycja na jesienny czas 🍂🍁🇨🇦 i chociaż nie odczułam w niej aż tak bardzo tego jesiennego vibe’u, to zdecydowanie nie żałuję. Idealna, ciepła i wciągająca na te jesienne, szaro-bure dni. To moja pierwsza książka z repertuaru Anny Chaber, a że styl przypadł mi do gustu to sądzę że nie ostatnia 😉
Lena ucieka z Polski do swojego ojczystego kraju - Kanady, której tak naprawdę nie zna. Całe życie spędziła w Polsce, tam tylko się urodziła, bo rodzice chcieli zapewnić jej lepszą przyszłość - kanadyjskim obywatelstwem. I w końcu się na coś przydał ten paszport, chociaż w mało pozytywnych okolicznościach. Dziewczyna ucieka, by odciąć się od problemów, które generuje jej eks. NIe chcąc stawiać im czoła, postanawia wsiąść w samolot i zadokować się u swojej ciotki w Vancouver.
🇨🇦I to jest nasz pierwszy przystanek w pięknej Kanadzie - ojczyźnie syropu klonowego.
To właśnie tam w dość dziwnych okolicznościach Lena spotyka Jonathana Price’a - sławnego dziennikarza. I jakże przewrotne jest życie, a czekające na nas zmiany zupełnie nieoczekiwane. Jonathan zostaje bez asystentki w najgorszym z możliwych momentów. Właśnie zbiera materiały do książki, a do tego wciąż pełni obowiązki zastępcy naczelnego w gazecie. Nie będzie w stanie uporać się z tym wszystkim sam. Krótka znajomość zapoczątkowana przez spotkanie z niedźwiedziem przeradza się w służbową relację - Lena zostaje jego asystentką.
🇨🇦Przenosimy się do Toronto (ahh Toronto - tęsknię i ubolewam, że spędziłam tak tak niewiele czasu 🥺)
Chociaż Lena w 100% angażuję się w swoją pracę, która ma być odskocznią od problemów wciąż czających się na nią w domu, w Polsce, to i tu, w nowym miejscu czekają na nią nowe. Niemiła koleżanka w biurze gazety, ktoś to chce zaszkodzić Jonathanowi, a nawet, wydawało by się, zwykły i neutralny recepcjonista w hostelu, w którym Lena się zatrzymała. Oj, nie jest łatwo. Całe szczęście Jonathan jest zawsze w pobliżu, i zawsze skory do pomocy. Czy ich relacja napewno jest czysto służbowa? Czy w tak krótkim czasie, tych dwoje zdążyło się dobrze poznać?
🇨🇦Mamy jeszcze jeden przystanek - Montreal.
I tu robi się naprawdę gorąco. A uczucia tych dwojga względem siebie zaczynają zwyczajnie ich przerastać. Bo przecież ona jest tylko asystentką i pewnie niedługo wróci do Polski. A on jest wziętym dziennikarzem, o którym plotkarskie strony pisały już nie raz. Czy ta komplikacja jest im potrzebna? Czy Lena w końcu odważy się stawić czoła problemom w Polsce? Czy jeśli wsiądzie do samolotu to jeszcze kiedykolwiek się spotkają?
To naprawdę była przyjemna lektura, a by poznać odpowiedzi na te pytania musicie sami zagłębić się w tę historię ociekającą słodyczą syropu klonowego 🍁
„Jesień w kolorze syropu klonowego” to było moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki i przyznam szczerze, że jestem bardzo rozczarowana. Spodziewałam się lekkiej obyczajówki z wątkiem romantycznym, z którą spędzę miło jesienny wieczór. Piękne krajobrazy jesiennej Kanady, ucieczka przed szalonym byłym, przystojny dziennikarz i biurowy romans- ta historia miała potencjał, jednak, moim zdaniem, nie został on kompletnie wykorzystany.
Na okładce książki czytamy: „Ona szuka ucieczki od problemów u swojej ciotki w Kanadzie. On jest dziennikarzem celebrytą, który zbiera materiały do książki. Łączy ich pewna kawiarnia, starcie z niedźwiedziem i nieoczekiwana propozycja pracy.”🍁🍁
I to by było na tyle, jeśli chodzi o intrygującą i tajemniczą historię. Po pierwsze wszystko się dzieje zdecydowanie za szybko. Chociaż książka liczy prawie 400 stron, to miałam wrażenie, że wszystkie wydarzenia, decyzje bohaterów są nagłe, bez przemyślenia, bez budowania napięcia i przygotowania czytelnika na to, że historia będzie się rozwijać. Wiecie, na takiej zasadzie, że Lena i Jonathan ledwo się znają, zamieniają ze sobą kilka zdań (niezbyt ciekawych i bez żadnych emocji), po czym nagle okazuje się, że oboje czują do siebie ogromne przyciąganie, jeden pocałunek i kochają się na zawsze. Po drugie- może oni faktycznie coś czuli, ale ja, jako czytelniczka, zdecydowanie nie. Ani bohaterowie, ani opowiadana historia nie wzbudziły we mnie żadnych uczuć. Nie mogę nawet powiedzieć, że ta książka mi się jakoś specjalnie nie podobała, bo była po prostu nudna, a jej przeczytanie uważam za stratę czasu. W czytelniczych planach na listopad miałam jeszcze „Zaproś mnie na pumpkin latte”, ale chyba jednak odpuszczę.
„Jesień w kolorze syropu klonowego” Anna Chaber 2/5 ⭐️ (jedna gwiazdka za przepiękne kanadyjskie krajobrazy, druga za próbę -nieudaną- zaskoczenia czytelnika wątkiem przyjaciółki i byłego chłopaka).
Lena szuka ucieczki od problemów u swojej ciotki w Kanadzie. Ma kanadyjski paszport, więc sprawa jest trochę łatwiejsza. Przed czym ucieka? Nie wiadomo.
Jonathan jest dziennikarzem celebrytą, który zbiera materiały do książki. Pewnego dnia wpadają na siebie w kawiarni... Gdy połączy ich starcie z niedźwiedziem i nieoczekiwana propozycja pracy, będą razem przemierzać jesienną Kanadę wzdłuż i wszerz.
Oczywiście w przerwach między researchem i wywiadami nie może zabraknąć chwili na pumpkin latte, wycieczki nad Niagarę i spacerów przez złoto-czerwone aleje klonowe.
Życie zdaje się dążyć do szczęśliwego zakończenia, aż nagle przeszłość daje o sobie znać. Przed czym ucieka Lena? Co skrywa Jonathan? Czy oboje będą w stanie pokonać przeciwności losu i znaleźć szczęście? I jak bardzo w realizacji ich planów przeszkodzi im pandemia covid?
Cytat, który mi się bardzo spodobał z racji wykonywanego zawodu: „Chyba marna ze mnie asystentka, jeśli potrafisz się beze mnie obejść.”
To ciepła, słodka jak syrop klonowy opowieść o dwójce samotnych, trochę poranionych ludzi, którzy mają szansę na wspólną przyszłość. Nie zabrakło też trudnych tematów, rozliczenia z przeszłością i historii Kanady w tle. Zakończenie jest przewidywalne, jak to w takich historiach bywa, ale nie zmienia to faktu, że książkę Anny Chaber czyta się z przyjemnością, nawet jeśli Lena – niby dziewczyna poukładana i zorganizowana - jest wyjątkowo głupiutka i naiwna, bez jakiegokolwiek pojęcia o świecie czy chociażby kraju swojego urodzenia. To idealna, odmóżdżająca powieść na jesienne dni.
Gdy dowiedziała się, że jedna z moich ukochanych polskich autorek wydaje ostatnią książkę w tym roku wiedziałam, że muszę ją jak najszybciej przeczytać i że poprzeczka ustawiona jest bardzo wysoko (w końcu "Zdążyć do domu na święta" jest naprawdę wysoko), więc gdy zagłębiłam się w historię Leny poczułam się momentalnie otulona ciepłym kocem w chłodny jesienny dzień, ta historia rozgrzewa człowieka od środka i sprawia, że jest się głodnym (kurczę ciągle tam coś wspominają albo o jedzeniu albo o syropie klonowym ciężko jest nie być głodnym w czasie czytania), ale Ania Chaber nie była by sobą gdyby w tej słodkiej historii nie pojawiła się pewna gorycz, a więc mamy nawiązanie do Pierwszych Narodów o których strasznym losie dowiedzieliśmy się parę lat temu i po dziś dzień ciężko uwierzyć w to co człowiek może zrobić człowiekowi, a oprócz tego mamy tutaj zastraszanie drugiej osoby poprzez chęć rozesłania jej zdjęć/filmów w których bywa w dość jednoznacznej sytuacji. Teraz wiem jak to zabrzmi, ale cała ta książka jest naprawdę fajna, czyta się ją błyskawiczne, a wszyscy bohaterowie są wielowarstwowi i bardzo ciekawie przedstawieni. Nie pozostaje mi nic innego jak czekać na koleją książkę tej autorki, ponieważ ta była naprawdę super!!
Lena wiodła spokojne życie jako współwłaścicielka firmy organizującej eventy do czasu aż jej chłopak (już były) zrobił coś przez co dziewczyna chciała zapaść się pod ziemię. Dla dobra jej przyszłości oraz rozwoju firmy jej wspólniczka, a zarazem najlepsza przyjaciółka, proponuje jej pomoc w uspokojeniu sytuacji i namawia Lenę do chwilowego wycofania się i odpoczynku. Dzięki rodzinie w Kanadzie nie zastanawia się ani chwili, pakuje walizkę i czym prędzej leci do kraju płynącego syropem klonowym.
Będąc już na miejscu wybiera się do kawiarni, a w drodze do domu ciotki spotyka… niedźwiedzia! Z opałów ratuje ją przystojny mężczyzna, którego wcześniej spotkała już na kawie. Okazuje się, że to nie byle kto, ale Jonathan Price, słynny kanadyjski dziennikarz.
Lena szuka zajęcia, więc przystaje na propozycje Jonathana by zostać jego asystentką. Razem pracują nad książką dziennikarza, równocześnie Lena stara się naprawić sytuacje w Polsce…
Anna Chaber jak zwykle nie zawiodła! Cudowna, jesienna historia, otulająca na te deszczowe dni.
Szczerze? Cieszę się, że przez nią przebrnęłam. Liczyłam na coś bardziej w stylu jesieniarskim, z większą ilością jesieni, syropu klonowego, jesiennych opisów Kanady (halo - Vancouver i Toronto to duże miasta, miałam nadzieję, że coś się tam jesieniarskiego będzie dziać). A my dostaliśmy Święto Dziękczynienia (liczyłam na większe opisanie tego święta), wspomnienie, że jesień w Kanadzie jest 🍂magiczna🍂 i że pięknie wygląda no i nawiązanie do klonowych i dyniowych słodkości. A liczyłam na fajną, jesienną magię i na coś podobnego do „Zaproś mnie na Pumpkin Latte”. Ale nie ukrywam, bardzo podobała mi się relacja Leny i Johnatana, a koniec ich historii? Jestem z tego zadowolona.
Przyjemna lektura, choć pierwsze tytuły tej autorki uważam za znacznie lepsze. Ta powieść miała większy potencjał. Mimo wszystko dość przyjemna historia, chociaż takie bardzo marginalne zahaczanie o poważniejsze wątki naprawdę się nie sprawdza. Albo przyjemna i lekka opowieść, albo książka, która niesie ze sobą głębszy przekaz i inspiruje do przemyśleń. Za często też powtarzał się motyw makijażu bohaterki i zielonej kredki. W pewnym momencie miałam wrażenie, że tylko to jest ważne w jej wyglądzie.
Książka, która faktycznie otula jak przyjemny kocyk. Wprowadza w absolutnie jesienny klimat 🍂 Prosty romans, który jednak trochę za długo się rozkręca i czasami między bohaterami nie czuć głębi albo mocnej więzi, ale za to porusza ważne rzeczy o Kanadzie. Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona! Tez czytałam 27 śmierci Toby’ego Obeda i jestem bardzo mile zaskoczona, ze polska autorka zdecydowała się wspomniec o tych wydarzeniach w swojej książce - za to OGROMNY plus!
Przyjemna, jesienna lektura. Przewidywalna aż do bólu, ale dobrze skonstruowana i napisana. Motyw z niechlubną historią Kanady, został dobrze wykorzystany, w sposób aby nie przytłoczyć czytelnika. Nie jestem pewna co do głównej bohaterki, której zachowanie wydawało mi się miejscami dziwne a jej wiedza o świecie mocno wątpliwa. Ogólnie oceniam książkę pozytywnie i spędziłam przy niej przyjemne wieczory.
Dzisiaj zabiorę Was w podróż do Ameryki Północnej a dokładniej do Kanady. Nasza główna bohaterka: Lena ucieka od swojego dawnego partnera, który zniszczył jej życie prywatne i zawodowe. Postanawia wyjechać na jakiś czas do rodziny do Kanady, dopóki pewne sprawy nie ucichną. Już od pierwszych chwil dziewczyna doświadcza uroków nowego kraju jak np. spotkania z niedźwiedziem. Pewnym zbiegiem okoliczności poznaje Jonathana, który pisze książkę i poszukuje asystentki. Lena stawia wszystko na jedną kartę i przyjmuje od niego oferte pracy.
Co wydarzyło się w Polsce, że Lena ucieka aż na inny kontynent?
Czy ludzie, których uważamy za przyjaciół, zawsze są względem nas lojalni?
Od jakiej przeszłości nie potrafi się odciąć Jonathan?
Cała książka to poznawanie uroków Kanady, pięknych miejsc i dobrego jedzenia. Ta powieść wprowadzi Was w jesienny klimat. Niestety jak dla mnie czegoś w niej zabrakło. Akcja toczyła się stanowczo za wolno a w relacji między bohaterami brakuje mi prawdziwości.
Pomimo problemów z jakimi musiała się zmierzyć Lena, pierwszym słowem, które przychodzi mi na myśl po przeczytaniu tej książki jest „przytulna”. Autorka zaprasza nas do Kanady, pokazując nie tylko tą dobrą stronę państwa. Potrzebowałam takiej otlulającej historii, która daje nadzieje. Klimatyczny opis jesiennej aury sprawia, że ma się ochotę na naleśniki z syropem klonowym.🍂
Ach, co za cudowna opowieść (jak zawsze u Chaber zresztą)! Ciekawa fabuła, idealnie opisane postaci, piękne opisy przyrody (i jest ich akurat nie za dużo), ciekawe wątki kanadyjskie (zweryfikowane! 😉) i z taką delikatnością, ale jednak należytą uwagą pociągnięty ważny wątek "społeczny" (żeby nie dawać spoilerów). Bardzo bardzo polecam tę książkę!
Bardzo mi się podobała! A przez wątek Kanady czułam się jakbym tam była naprawdę. Nie jestem przekonana co do zakończenia. Nie czuję, żeby każdy wątek był domknięty. Czy to znaczy, że będzie drugi tom? Czekam z niecierpliwością!
2.75 Niestety rozczarowała mnie ta książka. Poprzednia jesieniarska książka autorki bardzo mi się podobała i nadal ciepło ją wspominam, ale ta historia zdecydowanie nie była moja. Plus za poruszenie trudnych tematów, ale nie zachwyciła mnie ta opowieść a zakończenie rozczarowało
Cóż - nie jest to pozycja wybitna, ale nie jest zła. Typowe romansidło i byłam świadoma po jaką książkę sięgam. Dwie gwiazdki odejmuję za: 1. Brak tego jesiennego klimatu, którego oczekiwałam 2. Banalność historii - typowy schemat romansu i problemów - wszystko do przewidzenia.
Takie pół na pół, z jednej strony lekka historia miłosna, z drugiej jakieś grubsze tematy związane z rodziną i biznesem. Zakończenie bym zmieniła :D trochę mi się dłużyła, aczkolwiek klimat jesienny na plus