Jedna z najbardziej demaskatorskich biografii ostatnich lat
Czerwona kanalia, Goebbels stanu wojennego, morderca.
Mistrz felietonu, dżentelmen, ikona
O jego śmierci napisał „New York Times”, a na pogrzebie obok zagorzałych przeciwników pojawili się między innymi Aleksander Kwaśniewski, Marian Turski, Adam Michnik, Olga Lipińska i Monika Jaruzelska. Umarła czarna legenda PRL-u. Człowiek kontrowersja. Jerzy Urban.
Od objętego zakazem druku bezkompromisowego dziennikarza „Polityki” przez bezpartyjnego rzecznika brutalnego rządu, prezesa telewizji, redaktora naczelnego szargającego wszystkie świętości tygodnika „Nie” po milionera i „śmiesznego dziadka z uszami” z internetowych memów – to jedna z najbardziej wyboistych i spektakularnych karier w historii.
Setki godzin rozmów, tysiące stron archiwaliów w Polsce, Izraelu i USA, niepublikowane wspomnienia – Dorota Karaś i Marek Sterlingow kilka lat pracowali nad opowieścią o Jerzym Urbanie. Byli ostatnimi dziennikarzami, z którymi rozmawiał. Stworzyli wielowymiarowy portret najmroczniejszej postaci powojennej Polski i pokazali polityczne gry w szeregach oficjeli PRL aż po narodziny III RP, jej układy i podejrzane interesy.
Urban zdumiewa swoim rozmachem, dbałością o historyczny detal i nieustępliwością w poszukiwaniu prawdy. Bez znajomości tej biografii trudno zrozumieć współczesną Polskę.
Świetna książka, nie wchodzi w jakieś biedapsychologiczne rozważania nad motywacjami Jerzego Urbana, nie wartościuje jego życia - po prostu pokazuje je chronologicznie, w migawkach, przez pryzmat jego tekstów i czynów, do tego czyta się to niesamowicie lekko, bo warsztatowo "Urban" to kawał dobrze wykonanej pisarskiej roboty.
Jeszcze taki cytacik z obrad Okrągłego Stołu, bodajże z rozmowy z Kuroniem: "- Telewizja jest instrumentem władzy, takim samym jak wojsko i milicja". Zbyt wiele się od 1989 roku nie zmieniło, chyba tylko milicja w policję...
Ogrom pracy i bardzo dobry efekt. Co najważniejsze biografia ani nie tyranizuje, ani nie wynosi na piedestał bohatera i dzięki temu pozwala wyrobić sobie własne zdanie
Chyba najlepsza biografia, jaką czytałam, przy czym muszę zaznaczyć, że generalnie nie lubię biografii, więc czytam ich mało 😛 Do tej przyciągnął mnie kontrowersyjny bohater, o którym bardzo chciałam dowiedzieć się więcej i nieco swoją wiedzę uporządkować. Jako osobie pochodzącej z porządnego antykomunistycznego katolickiego domu, Urban długo kojarzył mi się tylko i wyłącznie negatywnie, dopiero z czasem zaczęłam poznawać różne niuanse jego działalności, jak choćby to, że we wcześniejszych latach PRL był właściwie w opozycji i nigdy nie został przyjęty do partii, a wręcz był karany zakazem publikowania. Natomiast w schyłkowym okresie PRL był jedną z osób usilnie dążących do reform.
Takie powinny być biografie. Po pierwsze, jest to książka mega rzetelna, widać ogrom pracy i researchu włożonego przez autorów - w tym dotarcie do różnych źrodeł, rozmowy z osobami z otoczenia, jak i samym bohaterem. Po drugie, Karaś i Sterlingow starają się podejść to tak niejednoznacznej postaci w możliwie neutralny i obiektywny sposób - wiadomo, że całkowite wykluczenie subiektywizmu jest niemożliwe (zresztą byłoby nudne), ale biografowie Urbana nie próbują go ani nadmiernie demonizować ani usprawiedliwiać. Widać to zwłaszcza przy opisie najbardziej wrażliwych tematów, jak okres stanu wojennego, sprawa Grzegorza Przemyka oraz zabójstwa ks. Popiełuszki. Mam też takie poczucie, że jakoś tam udało się uchwycić "esencję" jego postaci.
Inny plus (dla mnie) to fajnie opisany kontekst historyczny, mała powtórka z PRL od powstania aż do upadku władz komunistycznych. Jako osoba urodzona rok przed Okrągłym Stołem bardzo lubię czytać o okresie Polski Ludowej. Oczywiście historię poznajemy z perspektywy Urbana i jego w niej udziału, ale jako dziennikarz, a potem osoba związana z rządem był w jakiś tam sposób zaangażowany właściwie we wszystkie ważne wydarzenia.
Ciekawa była też pierwsza część książki o rodzinie Urbachów, dziejach przedwojennych i wojennych. Natomiast trochę mi zabrakło szerszego omówienia lat 90 i 00. Po okresie kapitalizmu już się autorzy prześlizgują w pewnym pośpiechu, a szkoda. Nieco jednak dowiadujemy się o tym, jak doszło do tego, że Urban został "śmiesznym dziadkiem z memów", nie zabrakło też kilka słów o Michale Marszale, który w sumie stał się już teraz nową twarzą tygodnika "Nie". Ze swojej strony mocno polecam, zwłaszcza milośnikom historii XX wieku, czyta się (lub słucha) jak najciekawsza powieść.
Momentami wspaniała, np. gdy opisuje historię przedwojennej kariery ojca Urbana albo czas II Wojny Światowej (wówczas 5 gwiazdek). Dalej, dzieło dla smakoszy PRL-u, takich jak ja: niemal tydzień po tygodniu przez cały PRL i wolną Polskę wędruje się przez wydarzenia, które taki miłośnik zna albo już dawno zapomniał, a tu proszę, wspomnienia ożywają.
Chuj z uszami, obrzydliwy sługus zbrodniczego reżimu, jeden z najświatlejszych umysłów w Polsce, a może wszystko na raz? Zajebista biografia zajebiście ciekawej postaci.
Doskonale napisana biografia kontrowersyjnej postaci. Urban będący dysydentem przez większość okresu komunizmu staje się członkiem komunistycznego establishmentu lat 80 tych, choć nigdy formalnie nie był komunistą. Odnalazł się w wolnorynkowej rzeczywistości po 1989, choć przyszłość jego pisma NIE w obecnych okolicznościach ( rewolucja technologiczna) stoi pod dużym znakiem zapytania (nie stworzył sukcesji).
To nie jest książka o Urbanie, którą chciałem przeczytać. Podszedłem do niej z oczekiwaniem, że pozwoli mi wejść do głowy Jerzego Urbana, poznać odpowiedź na pytanie "jak to się stało, że Urban był właśnie taki jaki był". Dostałem zupełnie inną książkę niż myślałem. Ale taką, którą czytałem w autobusach, o której myślałem, kiedy grałem w kręgle i skręcałem ikeowskie meble. Przez którą kładłem się spać zdecydowanie zbyt późno, żałując, że muszę ją odłożyć do następnego dnia. Początki jednak wcale mnie nie powaliły. Wstęp jest znakomity, ale właściwa część pierwsza (Syn dziennikarza) jest zdecydowanie najsłabszą częścią książki. Głównie przez to, że pomimo wojny (a bohater przecież jest pochodzenia żydowskiego), nic szczególnie ciekawego się nie dzieje. Urban pomieszkuje to tu, to tam, a dzięki temu, że wygląd ma raczej mało żydowski, razem z rodziną wyjdzie ze wszystkich kłopotów bez szwanku. Najciekawsze z tego pierwszego rozdziału jest jednak poczucie, że Urban był taki *zawsze* - nie ukształtowało go jakieś jedno pojedyncze (czy nawet zbieg kilku) doświadczeń. Nie, wzbudza niechęć od samego początku. Pierwsza część wydaje mi się jednak najgorzej napisana i jeśli komuś będzie trudno przez nią przebrnąć, to śmiało może przeskoczyć do następnej. W szczególności, że zarówno tutaj, jak i w dalszych dwóch czy trzech częściach zdarzają się (tymczasowe) przeskoki czasowe, które powodowały moją frustrację i potęgowały wrażenie, że materiał nie jest właściwie (czyli tak jak ja bym chciał) uporządkowany. Im dalej jednak, tym lepiej. Arogancki bachor, którego poznajemy na początku, zmienia się w człowieka. Człowieka, który bardzo stara się, by być postrzeganym jako cynik i osoba pozbawiona moralności, którego czyny (zazwyczaj) świadczą jednak o czymś zupełnie przeciwnym. Człowieka, który do samego końca kocha swoją (trzecią, co prawda) żonę. Człowieka o niezwykłym intelekcie. Wybitnego dziennikarza, fantastycznego redaktora. Błazna. Głos rozsądku. Patriotę. Człowieka którego nienawidzą wszyscy - Niemcy (za pochodzenie), władza (bo jako dziennikarz jest krnąbrny, więc nie zostaje przyjęty do PZPR), Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, a wreszcie opozycjoniści. Ale ta nienawiść nie jest nieuzasadniona. Zbrodnie, które pomagał kryć Urban są niewybaczalne (z czego, przynajmniej częściowo, sprawę). Niewiarygodne jest, jak bardzo udało się autorom zbudować we mnie poczucie, że bycie dziennikarzem w czasach PRLu, było najbardziej ekscytującym zajęciem na świecie. Zbudować świadomość, jak bardzo ówczesne środowisko dziennikarskie zaangażowane było w sprawy Polski. Tak jak napisałem na początku, książka nie jest portretem psychologicznym Jerzego Urbana. Skupia się na faktach i wydarzeniach, nie spekulacjach i opiniach. I pomimo kilku wad, czyta się znakomicie. Jedna z najlepszych rzeczy, które czytałem w tym roku.
Moje pierwsze skojarzenie z Urbanem to krzykliwe wydanie „Nie”, które zobaczyłam w latach 90. w witrynie kiosku. Tygodnik wyróżniał się nie tylko barwną szatą graficzną, ale też, o czym miałam przekonać się później, porządnym, kredowym papierem. Ba! I zawartością. Potem mam kilka migawek z „obrazoburczych” wystąpień naczelnego m.in. w czasie pielgrzymki papieża do Polski (po latach wielu z nas przyzna mu rację) oraz – na drugą nóżkę - z lekcji historii (nasz nauczyciel był członkiem Solidarności). Nie jest to postać mi nie znana, ale też nie z gatunku tych, do których żywię dużo emocji, i której losy z zapartym tchem śledziłam. Dlatego z wielką ciekawością podeszłam do biografii Karaś-Sterlingow. Jak zatem ta dwójka autorów poradziła sobie z tak „barwną” postacią jaką był Jerzy Urban? Przekleństwo „ciekawej” biografii polega bowiem na tym, że łatwo można zgubić się w zachwycie nad opisywanym "obiektem" i zatracić się w ogromie materiału. Autorzy jednak, podobnie jak w przypadku biografii Walentynowicz, potrafili wydobyć „prawdziwą” postać z morza brokatu/spekulacji/plotek z prawej i lewej strony i opowiedzieć o nim w sposób arcyciekawy i możliwie udokumentowany. Z mojej literackiej, non-fikcyjnej perspektywy zaskoczyła, ale też zrobiła na mnie spore wrażenie, dziennikarska przeszłość Urbana. To jak cenionym był współpracownikiem „Polityki”, że pomagał przy pracy i wymyślił tytuł do jednego z najsłynniejszych tekstów Szejnert: „Mitra pod kapeluszem”, że choć wkurzała go swoją niesubordynacją Krall wspieraj ją, gdyż uważał, że ma wielki talent. Zresztą jego „Pamiętnik swata” (ponoć pierwsza polska wcieleniówka) trafił do antologii Szczygła „100/XX”. Urban, który był twarzą reżimu, który swoją inteligencją w debacie publicznej bił na głowę oponentów, który kłamał, wygłupiał się, ośmieszał Kościół i wytykał mu błędy, gdy cały naród na kolanach w latach 90. bił mu pokłony, a rząd bez większych protestów przyjął „kompromis aborcyjnym” wraz z zachwytem nad kapitalistycznymi możliwościami rynku. Wtedy Urban był tym, który się sprzeciwia. „Urban. Biografia” Doroty Karaś i Marka Sterlingowa to kawał monumentalnej opowieści o człowieku, który był naocznym świadkiem prawie całego XX wieku. Czynnym uczestnikiem historii, adresatem wszelkiej maści epitetów i w końcu postacią, która „poprawności politycznej” się nie kłaniała. Autorzy wykonali kawał solidnej pracy, dając czytelnikowi i czytelniczce fascynującą [sic!] biografię, która dobrze oddaje niejednoznaczny wizerunek Jerzego Urbana.
Pytacie - co polecasz do czytania? Odpowiadam. Urbana. Co prawda premiera za kilka dni, ale już przeczytałem i bardzo zachęcam do przemyślenia książki Karaś i Sterlingowa jako wyboru konsumenckiego. --- Jerzego Urbana nienawidziły miliony. Jako rzecznika prasowego rządu w czasie stanu wojennego. Jako kontrowersyjnego redaktora naczelnego tygodnika „Nie”. Wreszcie jako postaci „z internetu”. „człowieka-mem”. Uwielbiały go również miliony. Właśnie jako „człowieka-mema”, ale też jako jednego z najlepszych polskich dziennikarzy lat 60. i 70. „Był egzotyczny”, piszą w biografii Jerzego Urbana, Dorota Karaś i Marek Sterlingow. To nie ich słowa. Powiedziała tak Irena Rybczyńska-Holland, redaktorka naczelna tygodnika „Nowa Wieś”, w których swoją dziennikarską karierę w 1951 roku rozpoczął Urban. Dobre dziennikarstwo w PRL niekoniecznie robiło się w najważniejszych magazynach. Były one dokładniej kontrolowane, a dopiero w latach 70. „Polityka” wywalczyła sobie taką pozycję, że - na krótko - nie podlegała cenzurze. - To był przystojny, trochę nieśmiały chłopiec - wspominała Rybczyńska-Holland. Książka Karaś i Sterlingowa, których czytelnicy i czytelniczki mogą znać dzięki biografii Anny Walentynowicz, to niezwykle wciągająca, monumentalna, a jednocześnie nieprzytłaczająca opowieść nie tylko o samym Urbanie, ale też o historii polskiej prasy, której rodzina Urbachów była ważnym elementem. Urbanów, a raczej Urbachów, bo pod tym nazwiskiem Jerzy przyszedł na świat w sierpniu 1933 roku. --- Więcej napisałem w serwisie Pasje, mam nadzieję, że za chwilę się tam spotkamy. Kierunek lektury - https://www.empik.com/pasje/ksiazka-t...
Świetna, świetna książka. Głęboki portret nie tylko Urbana, ale też przede wszystkim środowiska dziennikarskiego PRL. Autorzy nie próbują psychologizować, nie wchodzą Urbanowi do głowy - przedstawiają fakty, relacjonują wydarzenia i opinie osób zaangażowanych, zdanie czytelniczka ma szansę wyrobić sobie sama.
Po lekturze Urban jest dla mnie wciąż enigmą. Od zawsze w kontrze, zawsze przeciw hipokryzji (choć nie zawsze gotów przyznać się do swojej), egoistyczny społecznik, imprezowicz i tytan pracy, odpowiedzialny dziennikarz i działający impulsywnie krawędziowy dowcipniś.
Wielki indywidualista z niepohamowanym przymusem przekłuwania balonika wzmożeń moralnych z każdej strony sceny politycznej.
Wciąż niejasne jest dla mnie dlaczego przyjął pozycję rzecznika rządu - powodów obstawiam jest wiele i są one niejednoznaczne. Częściowo z przyjaźni z Rakowskim, z podziwu dla Jaruzelskiego, z chęci władzy, pieniędzy, pozycji, dla możliwości bycia gwiazdą konferencji prasowych - ale też przecież z przekonania, że ustroju nie da się zmienić inaczej niż od środka, z nadziei na to, że jego uczestnictwo w działaniach rządu zmieni coś na lepsze, z przekonania że ruchy opozycyjne konserwują władzę i zamykają przestrzeń dla jej liberalniejszych odłamów.
Wielu jego decyzji nie rozumiem, wiele jest nie do obrony, ale ciężko nie mieć podziwu dla człowieka żyjącego zawsze na własnych zasadach, czym one by w danym momencie nie były (przy czym jest przecież wiele wiele stałych).
No i KURWA jak w tym kraju brakuje TAKICH dziennikarzy...
To jest taki format postaci, która nikogo nie pozostawia obojętnym. Są wśród nas ludzie, których życie ani odejście ani nas ziębi ani parzy. Są też jednak tacy, którzy swoją postawą życiową nikogo nie pozostawiają obojętnym. Dobrze, że ta książka wpadła po lekturze biografii Ryszarda Kapuścińskiego bo dzięki temu mam trochę lepsze rozeznanie w czasach, w których obu bohaterom przyszło żyć i kiedy przypadły ich najlepsze lata, bardziej znam środowisko w którym się obracali i mogę sobie wyobrazić jaką wówczas byli potęgą. Opowieść ta nie tylko pokazuje kulisy działania PRLu, ale jest także na kierowana na sprawy kultury i pokazywanie, że nie tylko beton i ludzie bez polotu sprawowali wtedy władzę w Polsce. Bardzo interesującą wydaje mi się też postawiona teza, że do zmiana zakresie władzy nie doszło tylko i wyłącznie dzięki działalności tak zwanej opozycji, szeroko rozumianej tutaj jako Solidarność na czele z Wałęsą, ale także za sprawą wewnętrznych czynników w samej partii, której jednym z trybików był przecież bohater tej książki. Pamiętam też, że w czasach mojego dzieciństwa przezywano dzieci Urban, a tym także mnie z uwagi na dość odstające uszy, może nie tak jak u bohatera tej książki, ale jednak. Wtedy pamiętam, że sprawiało mi to przykrość, ale dziś po zakończeniu lektury tej biografii uznał bym taki epitet za komplement.
Urban jako postać medialna zasługiwał na kompleksową biografię, która nakreśli jego sylwetkę na tle historii. Biografia Sterlingowa i Karaś odpowiada na tę potrzebę, choć jest to lektura nierówna. Autorom ciąży konwencja klasycznej biografii realizowanej według schematu "urodził się jako/dorastał/był tu i tam" - początkowe partie książki są dość męczące i właściwie jałowe, zaledwie klejące kolejną wojenno-powojenna biografię inteligenta. Dalej widać też, że bardziej niż zrozumienie Urbana interesuje autorów kronika towarzysko-branżowa dziennikarstwa PRL-u, w efekcie czego dość kuriozalnie na długie partie znika sam bohater, potrzebny ledwie jako soczewka, punkt nawigacyjny. Na szczęście gdy życiorys dochodzi do lat 70. i momentu gdy Ubran zaczyna mocniej zajmować pozycje polityczne, narracja łapie grunt pod nogami i do końca już staje się wciągającą lekturą. Wyłania się z niej dość złożony obraz Urbana jako skrzyżowania inteligentnego cynika z pragmatycznym ideowcem, a zza jego pleców wygląda ciekawy portret przemian powojennej Polski. Szkoda, że autorzy nie zdecydowali się na biografię stricte polityczną, bo ta warstwa "Urbana" jest najciekawsza, a swoista obsesja-fetysz Sterlingowa i Karaś na punkcie dziennikarstwa czasem męczy. Niemniej jednak to ciekawa pozycja i satysfakcjonujące spojrzenie na jedną z najbardziej barwnych i kontrowersyjnych postaci PRL i III RP.
Trochę szkoda, że część poświęcona działalności Jerzego Urbana po PRL-u jest najkrótsza. Chętnie poczytałbym nieco więcej anegdot i historyjek na temat kształtowania się polskiego kapitalizmu w świetle rozwoju tygodnika "NIE". Z drugiej strony trudno się o cokolwiek innego przyczepić. Książka jest naprawdę dobrze napisana i żaden z jej fragmentów nie nuży, ani nie jest przegadany. Bez względu na opinię na temat Urbana (to nie moja światopoglądowa bajka) był on postacią na tyle wpływową i wyrazistą, że ta biografia bez ryzyka dla jakości mogłaby mieć nawet dwie części.
Epicka biografia. Aż zacząłem żałować że nigdy nie przeczytałem ani jednego numeru Nie. Za czasami kiedy Urban był gwiazdą polskiego dziennikarstwa nie tęsknię i absolutnie nie chciałbym wtedy żyć ale nutka żalu że nie mogłem go czytać na bieżąco - przyznaję - pojawiła się. Nie wiem czy bym czytał jego artykuły i felietony nawet gdybym żył w jego czasach bo sprawy którymi się zajmował kompletnie mnie nie interesują. Mimo to od biografii nie mogłem się oderwać - to solidne 550 stron a wciągnąłem w 4 dni czytania.
Ależ to jest dobra książka! Kawał super lektury, tak się powinno pisać biografie: mało oceny, sporo politycznego i historycznego mięsa, lotny język, lekkie pióro, konsultacje z Urbanem i otoczeniem; nie wybiela, nie miesza z błotem. I kończy się takim zdaniem, że prawie miałam łzy w oczach. Polecam z całego serca.
Postać nieoczywista, wielopoziomowa i zaskakująca. Śmieszny dziadek z uszami, Goebbels stanu wojennego i czerwona kanalia. Na pewno - ikona i mistrz felietonu. Biografia obowiązkowa dla wszystkich, którzy chcą oprócz historii Jerzego Urbana, poznać kulisy historii Polski w drugiej połowie XX wieku. Bardzo polecam!
Dla większości Polaków negatywna postać naszej najnowszej historii. Stan wojenny 1981 - 1983 i raczej ponure lata 80. kojarzą się z rzecznikiem ówczesnego rządu. Para dziennikarzy w reporterskim stylu przedstawia tę na pewno arcyciekawą postać.
Świetnie napisana biografia. Trochę za dużo prywatnych wątków, ale dzięki temu zdaje się, że mamy obraz kompletny. Faktologicznie oddaje historię najnowszą Polski