Czym jest lewica? Jeśli nikt mnie o to nie pyta, wiem. Jeśli spróbuję to wytłumaczyć, nie wiem. Myślę jednak, że potrafię opisać, jakim chciałbym widzieć człowieka lewicy. Blisko 800 kapsułek tekstu, które składają się na książkę „Wieczna lewica” powinno mu służyć za swego rodzaju zwierciadło. Czytelnik znajdzie tutaj aforyzmy i anegdoty, myśli i maksymy, prawdy i paradoksy osadzone równie mocno w historii lewicy, jak w problemach teraźniejszości. Każde z nich, choć długością przypomina tweeta, stanowi zarazem zamkniętą całość, jak i część pełniejszego wywodu dotyczącego lewicowej tożsamości oraz tego, czemu i komu ma służyć lewica w XXI wieku.
„Lewica nie powinna być ideologią, zbiorem doktryn, ani partią polityczną. Musi być czymś znacznie więcej: postawą, drogą życiową wynikłą z wierności pewnemu kodeksowi postępowania. Alain mówił, że nie jest socjalistą, anarchistą, ani komunistą. Wszystkie te nurty są zbyt świeżej daty, wszystkie są przejściowe. On uważał, że należy do “wiecznej lewicy”.
Nie szukaj początków tej “wiecznej lewicy” w pismach XIX-wiecznych filozofów i ekonomistów. Pomyśl raczej, czy pierwszym lewicowcem był Prometeusz czy Lucyfer”.
jeśli umieszczamy przypisy do nazwisk postaci, to tym bardziej wskazane byłoby tłumaczenie obcojęzycznych wtrąceń... ale DLR rządzi i oby więcej takich projektów :)
Ta książka uświadomiła mi, że nie mógłbym być aforystą, bo aforyzm wymaga takiego spłycenia spraw, że aż zgrzytam zębami podczas czytania. Ocenę 3/5 daję na zachętę, rozstrzygając wątpliwości na korzyść autora. Spodziewałem się więcej o lewicy, dostałem zbyt wiele błędnej krytyki konserwatyzmu i niespodziewanej złośliwości wobec katolicyzmu, który najchętniej zostałby przez autora zredukowany do kazania na górze. Znać tu też niestety mierną znajomość filozofii społecznej i zbyt duże skupienie na doktrynach politycznych w oderwaniu od ich abstrakcyjnej macierzy. Spodobały mi się anegdoty historyczne i komentarze do historii, to zresztą jest główny obszar specjalizacji autora, a nie myśl społeczna i polityczna.
Bardzo fajna ale specyficzna książka. Jest to napisane w formie aforyzmów, czyli zbioru krótkich zdań i myśli. To moje drugie zderzenie z tego typu formą, pierwsze poszło tragicznie - nie mogłem zdzierżyć Rozmyślań Aureliusza. Dlatego ta książka była miłą odmianą. Tego typu książki powinno się czytać przez długi okres, po kilka, a może nawet tylko po jednym aforyzmie dziennie, natomiast ja w sumie przeczytałem ją longiem przez dwa dni. Być może i mniej wyciągnąłem z niej natomiast bardzo dobrze mi się ją czytało. Szczególnie polecam osobą nielewicowym.
Ale rozczarowanie. „Myśli i aforyzmy” more like wpisy na Twitterze. Cała piątka osób, która zrozumie tysiące odniesień do historii i polityki będzie zadowolona.
Lubię sporadycznie pochylić się nad aforyzmem, ale nigdy dotąd nie miałem okazji czytać całego ich zbioru. Tym bardziej, jeśli wszystkie dotyczą jednego tematu - w tym przypadku szeroko pojętej lewicowości.
Marcin Giełzak, autor zbioru, uznawany jest przez niektórych za najbardziej prawicowego z deklarujących się jako lewicowi czy wręcz za farbowanego lisa. Problem jaki tu widzę dotyczy raczej komentujących niż komentowanego - nie dostałem jak dotąd satysfakcjonującego wyjaśnienia takich twierdzeń. Za mało lewicowy według części lewicowców? Zbyt konserwatywny? Wychodzę z założenia, że cel co do zasady uświęca środki i jeśli swoimi działaniami odczaruje lewicę - to historia Giełzakowi wybaczy. Tym bardziej jestem skłonny mu zaufać, choć nadal ostrożnie, że od jakiegoś czasu obserwuję jego postać - jak i podcast Dwie Lewe Ręce - i widzę, że część zarzutów wynika z niezrozumienia tego, co zostało powiedziane. Czasem z dopowiedzenia sobie tego, co zostało pominięte. Tak po prostu - mam wrażenie, że część przypisywanych mu poglądów czy zachowań to zwyczajna projekcja własnych wyobrażeń na drugą osobę.
Kimkolwiek by zresztą nie nazwać autora - ewolucjonistą, socjaldemokratą, entrystą - zdziwiło mnie z jak wieloma spostrzeżeniami w tym zbiorze aforyzmów muszę się zgodzić. Przykład pierwszy z brzegu (298) - "w polityce też trzeba umieć odróżniać klimat od pogody". Inny (527) - "kanał La Manche jest szerszy i głębszy niż Atlantyk". Uwielbiam chowanie wielkich słów w krótkich zwrotach, i choć nigdy nie byłem fanem poezji, to doceniam proces rafinacji myśli. Czytając ziarno wykwita cały proces intelektualny prowadzący do konkretnego rezultatu.
Czy zgadzam się ze wszystkim? Nie. Czasem być może interpretuję po swojemu, niezgodnie z pierwotnym założeniem. Niektórych aforyzmów w ogóle nie zrozumiałem, bo wydały mi się zbyt zagmatwane i zabrakło mi do nich klucza. Ale Wieczna lewica nie pozostawiła mnie obojętnym i chociaż skończyłem ją czytać, to wiem że czasem do niej wrócę, wyciągając na chybił trafił stronę czy dwie, dając sobie paliwo do przemyśleń. Kilka szczególnie trafnych aforyzmów pozwoliło mi rozsądzić wewnętrzny spór w pewnych kwestiach - jak nacjonalizm, stosunek do rewolucji czy niepodległości. Przyjmuję też do wiadomości myśl o tym, że "lewica" to nie twór rewolucji francuskiej, a po prostu wygodnie zaadaptowana etykieta dla dużo starszego zjawiska. Dobrze się złożyło, że w zeszłym roku czytałem "Rozważania o wojnie domowej" Pawła Jasienicy, które dobrze korespondują z przynajmniej częścią Wiecznej lewicy - przede wszystkim w kontekście rewolucji francuskiej, arystokracji czy stanów społecznych - do Jasienicy mam zresztą zamiar kiedyś wrócić, bo wiem, że warto.
Giełzak wyraźnie nie pała sympatią do Nowej Lewicy - w kontrze do niej nawiązując do lewicy starej, proponując jej odrodzenie. Już we wstępie pozycjonuje się jako bezpartyjny pepeesowiec, wprost wiążąc się z ruchem pożartym przez przyniesiony na bagnetach PPR. Czy ta stara lewica ma sens? Moim zdaniem tak, choć dopiero aforyzmy w tym zbiorze uświadomiły mi, że myślałem na ten sposób już od dawna. Polecam wszystkim mającym podstawowy zasób wiedzy ogólnej (potrzebnej do zrozumienia nawiązań) i zainteresowanych polityką oraz społeczeństwem. Wieczna lewica wyrywa ze współczesnego, jałowego dyskursu i pokazuje, że mogą istnieć alternatywy do tego, co zastane - nie trzeba się z tym zgadzać, ale warto rozważyć.
Wyjątkowo zgadzam się z autorami blurbów zamieszczonych na okładce. Zbiór ten jest odświeżający, choć wraca do starego. Marzycielski, mimo że wciąż odwołuje się do podstaw. Osobisty, a jednak uniwersalny. Czasem bezczelny, a przy tym elegancki.
Czytelnik znajdzie tutaj aforyzmy i anegdoty, myśli i maksymy, prawdy i paradoksy osadzone równie mocno w historii lewicy, jak w problemach teraźniejszości. Każde z nich, choć długością przypomina tweeta, stanowi zarazem zamkniętą całość, jak i część pełniejszego wywodu dotyczącego lewicowej tożsamości oraz tego, czemu i komu ma służyć lewica w XXI wieku.
Marcin Giełzak w Wiecznej lewicy dokonuje rzeczy rzadkiej – przywraca socjalizmowi ludzką twarz i historyczną złożoność. Nie ucieka w modne uproszczenia, nie sięga po antyklerykalne kalki tak charakterystyczne dla współczesnej lewicy. Zamiast tego, rzetelnie i z empatią pokazuje, czym socjalizm był u swych źródeł: sprzeciwem wobec niesprawiedliwości, próbą budowania świata bardziej sprawiedliwego, nawet jeśli niedoskonałego.
Forma aforystyczna nie jest tu kaprysem, a świadomym wyborem. Autor idzie tropem Nietzschego, Ciorana czy Davili. Krótkie, gęste myśli trafiają w punkt, prowokują, czasem kąsają, czasem wzruszają. To książka nie do połykania jednym tchem, lecz do smakowania, podkreślania, powrotów. Nie chodzi w niej o zgodę. Chodzi o intelektualną przygodę.
Komu ją polecam? Tym z prawej, którzy mają odwagę spojrzeć poza własną bańkę. Tym z lewej, którzy chcą przypomnieć sobie, skąd naprawdę przyszli. I każdemu, kto szuka książki, która nie schlebia, a myśli. Jak pisał Nietzsche – to książka dla wszystkich i dla nikogo.
Ta książka to miks złotych myśli, średnich żartów w stylu tych z książek "100 dowcipów do porannej kawy", przywołań do postaci zasługujących na pełne książki zamiast bycia wymienionym w szeregu z kilkoma innymi w jednym aforyzmie oraz stwierdzeń, które nieśmiały nastolatek mógłby sobie zapisać w pamiętniku, podbudowując sobie ego i myśląc "ale bym mu powiedział".
Zabrałem się za lekturę licząc na to, że lepiej poznam jednego z prowadzących DLR. Nie udało mi się. Trzeba mieć głęboką wiedzę historyczną, socjologiczną, aby w pełni zrozumieć zdawkowe przywoływanie zróżnicowanej gamy postaci i wydarzeń i zapożyczeń z francuskiego, które dokładnie w ten sam sposób przejawiają się w podcastach. Myślę, że autor ze swoją kopalnią wiedzy znacznie lepiej mógłby się nią podzielić rozbudowując swoje wypowiedzi w większą myśl zamiast publikowania przypadkowo rzuconych haseł.
Pomimo że wyciągnę z tej książki parę cytatów, a może i ripost czy też argumentów w rozmowie, liczyłem na bardziej historyczną, ciągłą podróż przez lewicowe postawy, udowadniającą ich wieczność. Potrzeba jednak znacznie więcej niż zbiór anegdot i maksym, żeby poczuć ciągłość myśli lewicowej i jej tożsamości.
Kilka ciekawych myśli i aforyzmów, kilkadziesiąt zupełnie głupich, a reszta mało odkrywcza. Zasadniczo strasznie nudna ideologicznie jest ta współczesna lewica. Jak już nie macha tęczowymi flagami, to tak jak Marcin Giełzak może robić za lewicę Platformy Obywatelskiej, gdyby Donald Tusk jeszcze ze dwa razy powtórzył słynne słowa o tym, iż stał się socjaldemokratą.
Na co bowiem komu lewica, która chce tylko trochę lepszych "usług publicznych" zamiast podważenia samej istoty systemu kapitalistycznego? Po co komu lewica, która tak jak Giełzak żyruje neoliberalizm skrywający się pod płaszczykiem euroatlantyzmu? Polska jest niestety kompletnie jałowa jeśli chodzi o myśl polityczną, bez względu na jej poszczególne nurty.