Fascynujące losy rodziny, która potrafiła ocalić miłość i godność. Drugi tom wzruszającej sagi rozgrywającej się w szalonym XIX w.
Rok 1852, świat zaczyna mocno przyspieszać, ale na Kujawach czas nadal płynie swoim rytmem. Tutaj słowiańszczyzna ciągle miesza się z chrześcijaństwem, chłopi solidarnie szukają sprytnych sposobów na przetrwanie, a dziedzic, jak zawsze, oczekuje szacunku.
W rodzinie Józwiaków dorasta kolejne pokolenie. Janek ma urodę, dowcip i wdzięk, dziewczyny i sąsiedzi go uwielbiają. Michał nie ma nic, poza zawziętością, nawet ojciec ledwie zauważa jego istnienie. Za płotem dorastają dziewczyny, Janek uwodzi je na potęgę, Michał nie śmie się odezwać do żadnej.
Okolicę pustoszy epidemia cholery, nad rodziną Józwiaków zdaje się ciążyć dziwna klątwa, a gdzieś tam daleko car zastanawia się nad zniesieniem pańszczyzny...
Drugi tom Sagi o ludziach ziemi to opowieść o rodzicielskiej miłości, o dzieciach bardziej i mniej kochanych, o tych, których fortuna uwielbia i tych, których lekceważy.
Cóż mogę powiedzieć? Zostałam wielką fanką tej niepozorne serii. Niby to opowieść „zwyczajna“, ale to w tym między innymi tkwi jej moc. Tom drugi podobał mi się jeszcze bardziej iż pierwszy i nie przewiduję, by w kolejnych moja sympatia mogła zmaleć.
Z mnogości bohaterów mogłabym wybrać kogoś zupełnie innego, ale jednak … ulubienicą tomu zostaje : JAGUSIA. Nic więcej tutaj nie powiem i nie dodam, bo każde słowo było by spoilerem, a nie chcę tego robić nikomu.
Perhaps it lost a bit of the originality, to me, because I have read the two parts of the saga one after the other. So, I must admit it wasn't as big a "wow" as I had earlier. Still, my review of the part Wpatrzeni w niebo fits this part too.
Do drugiego tomu „Sagi o ludziach ziemi” podeszłam bardzo optymistycznie. Pierwsza część nawet mi się podobał. Wiedziałam też, jakiego stylu się spodziewać, więc z pewnością odpadało przyzwyczajanie się do niego. W rodzinie Józwiaków dorasta kolejne pokolenie. Szczepan ma dwóch synów. Janka, który ma urodę, dowcip i wdzięk, a dziewczyny go uwielbiają. Z kolei na jego młodszego brata Michała nikt nie zwraca uwagi, ponieważ jest nieśmiały i chodzi zgarbiony, a na dziewczyny z sąsiedztwa nawet nie spojrzy. Na kujawy znowu dociera epidemia cholery, a na rodzinę Józwiaków spadają coraz to nowe nieszczęścia. Drugi tom jest odrobinę słabszy od poprzedniego. Jeśli mam być szczera to akcja dzieje się dużo za wolno, – jeśli porównamy ją do poprzedniej części. Autorka dalej pokazuje jak wyglądało życie chłopstwa w XIX wieku i jak wiele trudności dotykało zwykłych ludzi. W dalszym ciągu Anna Fryczkowska łączy wierzenia chrześcijańskie z zabobonami. Jest to fascynujące. Moim zdaniem jednak na jedną rodzinę spadło za dużo nieszczęść w dość krótkim czasie. W sumie w tamtych czasach było to bardzo prawdopodobne (i pewnie tak było skoro autorka opisuje dzieje własnej rodziny), ale w odbiorze trochę męczyło, bo ile można czytać o problemach jednaj rodziny? Wcale też to nie przyśpieszało książki. Doskonale w tym tomie widać różnice między chłopem pańszczyźnianym, a chłopem czynszowym. Jest to warte odnotowania, że ci drudzy też nie mieli lekko, bo nigdy nie wiedzieli czy uda się uzbierać na czynsz dla dziedzica. Doceniam walor historyczny tej powieści, bo podobnie jak w tomie pierwszym jest sporo informacji o tym, co działo się w świecie i jak to nie wpływało na wieś. Chłopi nie brali udziału w powstaniach, nowinki rozwojowe docierały do nich ze sporym opóźnieniem, a dodatkowo często były przyjmowane z dużą dozą nieufności i ironii. Chłopi nie rozumieli, po co ulepszać coś, co działa od wielu lat. Raczej w unowocześnianiu widzieli zwiększanie dobrobytu dziedzica i więcej dni w polu na rzecz dziedzica. Brakowało mi skupienia się na tradycjach w dni świąteczne. Opisano Noc Kupały, ale Bożemu Narodzeniu nie poświęcono akapitu. Na wisach zdecydowanie bardziej liczono się z tradycją i to było coś ważnego. Liczę, że jeśli wyjdzie następnym tom to będzie lepszy niż ten, bo w tej serii jest ogromny potencjał i uważam, że jest bardzo dobra. Pełna realizmu i dobrego pióra.
Czas płynie nieubłaganie. Synowie Szczepana i Zośki są już niemal dorośli. Choć Józwiakowie jeszcze tak niedawno sami byli młodzi i pełni szalonej wiary, że zmienią świat na lepsze ich czas dobiega końca, ich miejsca wkrótce zajmą ich dzieci i wnuki a życie zatoczy koło. Janek i Michał choć są braćmi nie mogliby się bardziej różnić, uważne oko czytelnika bez trudu wypatrzy, że młodszy z braci: cichy, wycofany i nieśmiały w swoim dumaniu i flegmatyczności niezwykle przypomina dziadka, starszy zaś tak pełen werwy, zawsze niespokojny, gadatliwy i ciekawy nie znajdzie nawet chwili, by szukać w sobie podobieństw do kogokolwiek. Piękne dziewczęta, tańce i opowieści o dalekich krainach – to go pochłania. Już jako młodzik z ciekawością przysłuchiwał się historiom opowiadanym przez kupców i podróżników: o niezwykłych krainach, maszynach i cudach jakich w Sokołowie nie znają i nawet czas nie zdołał tego zmienić. Powroty do chaty rodziny Józwiaków chyba nigdy mi się nie znudzą. Po tym jak porwał mnie tom pierwszy bez zastanowienia rzuciłam się na Czas rumianku i absolutnie się nie zawiodłam. Tym razem autorka skupia się na kolejnym pokoleniu swoich przodków a dwaj bracia Janek i Michał stają się osią opowieści - opowieści bardzo przejmującej i dotykającej wielu trudnych tematów. Czytelnik patrząc oczami bohaterów powieści będzie musiał zmierzyć się z „rodzicielską miłością”, która nie zawsze rozkłada się równo na wszystkie dzieci, z trudami dorastania i próbami znalezienia swojego miejsca we wszechświecie. Z byciem „gorszym synem” i ciągłymi próbami Michała, by okazać się użytecznym, wartym pochwały i miłości ojca czy Jankowym brakiem odwagi, by iść w świat i spełnić marzenia o odwiedzeniu dalekich krain… Nie przesadzę, jeśli powiem, że ta książka mnie oczarowała. Historia rodziny Anny Fryczkowskiej utkana jest niczym gobelin, w który autorka wplotła stare wierzenia i ślepą wiarę w Kościół i Jedynego Boga - na zasadzie Bogu świeczkę i diabłu ogarek, wciąż tak dobrze znanej i funkcjonującej po dziś dzień – kulturę polskiego ludu i obyczajowość wsi, której daleko do powstań, wojen i carskich nakazów. Z bolesną niemal szczerością pisarka przedstawia wieś taką jaką jest, pełną przesądów i zabobonów a jednocześnie rozmodloną i pewną boskiej pomocy lub kary. Żadnego naiwnego „wsi spokojna, wsi wesoła” obraz, który roztoczony zostaje przed czytelnikiem to opowieść o pracy do granic wytrzymałości i trudach dnia codziennego, przeplatanych barwnymi zabawami, odpustami i tańcami w karczmie, które jednak zawsze są brzemienne w skutki. Jak mogłabym nie polecać takiej książki? Czas rumianku skradł mi serce tak samo jak Wpatrzeni w niebo, od samego początku czułam więź z bohaterami tej książki i bez większych problemów potrafiłam wczuć się w ich troski i dylematy. Szczególnie upodobam sobie Michała, i możecie tylko domyślać się dlaczego tak dobrze rozumiałam jego rozterki – choć to chyba nie trudne. Dla mnie ta seria to totalny must read, Anna Fryczkowska ze swoich opowieści rodzinnych utkała tak niezwykle prawdziwą i boleśnie piękną historię polskiej wsi, że nie wiem jak można nie być pod jej wrażeniem. Chylę czoło przed autorką za jej kunszt i takt z jakim opisuje dzieje Józwiaków i aż żal mi, że w mojej rodzinie nikt nigdy nie przechowywał takich wspomnień o przodkach. Z zapartym tchem czekam na kolejny tom i kolejne pokolenie dorastające w Sokołowie <3 Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu W.A.B #współpracareklamowa #współpracarecenzencka #współpracabarterowa
Po „Wpatrzonych w niebo” przeszedł wreszcie czas – nomen omen – „Czas rumianku”, czyli drugi tom "Sagi o ludziach ziemi" Anny Fryczkowskiej. Pierwszy tom absolutnie skradł moje serce, byłam zauroczona i zaskoczona, że książka, po której niczego się nie spodziewałam, co do której nie miałam żadnych oczekiwań, tak mocno mnie poruszyła. Ciekawa byłam zatem, czy także tom drugi okaże się równie wzruszającą opowieścią i pozostawi mnie w podobnym stanie oczarowania wykreowanym przez Autorkę światem.
„Czas rumianku” pozostawia nas w wydarzeniach XIX w., jednak tym razem zaczynamy od roku 1852. Chociaż świat idzie do przodu Kujawy żyją własnym życiem, a i czas płynie tu jakby wolniej. Mieszkańcy tej okolicy żyją raczej niespiesznie, wsłuchani w rytm natury, wpatrzeni w lokalne pejzaże i oddani na równo tradycjom słowiańskim, jak i chrześcijańskiej moralności. Tu nikt nigdzie nie gna, tu role są podzielone, a i chłop i dziedzic znają i swoje miejsce w szeregu, jak i swój prawa. Jeden zatem pracuje na pańskie, poszukując sposobów na przetrwanie, drugi spija śmietankę i domaga się szacunku należnego panom.
W takich okolicznościach poznajemy dalsze losy rodziny Jóźwiaków. Kolejne pokolenie dorasta, kolejne będzie popełniać własne błędy, a tych z racji młodzieńczej buntowniczej natury nie zabraknie, tym bardziej, że tym razem na plan pierwszy wysuwają się dwaj bracia. Janek to miejscowy utracjusz, łamacz dziewczęcych serc, który swą urodą i wdziękiem, ale i rubaszną naturą podbija niewieście serca. Drugi z braci – zupełnie różny od pierwszego to Michał – spokojny i wyciszony, skupiony na roli i na pracy u boku coraz starszego ojca. Kiedy zatem Janek rusza na podbój, Michał nawet nie zerka na wdzięki płci pięknej, skupiając się na ojcowskiej akceptacji.
Szczęście i sielanka nie mogą jednak trwać wiecznie, a natura często sama daje prztyczka w noc. W przypadku mieszkańców Kujaw to daje nawet cios prosto w nos. Na Kujawy przychodzi epidemia cholery, która pustoszy okolicę. Jakby tego było mało nad rodziną Józwiaków unosi się dodatkowo dziwna klątwa. Jaka? Kto ją na nich rzucił? Jakie są jej skutki? Ciekawi przekonają się sami.
Gdyby tego było mało to pojawiają się jeszcze napięcia społeczne. W oddali car rozważa zniesienie pańszczyzny, co dodaje napięcia lokalnej społeczności i niepewności, co do przyszłości.
W każdym z tych wątków Autorka idealnie się odnajduje, doskonale oddając emocje, klimat i atmosferę przedstawianych wątków. Tu ludzkie emocje i koloryt tamtych czasów oddany jest perfekcyjnie tak co do obrazu XIX-wiecznej wsi, ukazania życia jej mieszkańców podporządkowanego cyklom natury, czy wreszcie budującym się między nimi relacjom, ich troskom, czy nadziejom w obliczu trudnych wyborów.
"Saga o ludziach ziemi. Czas rumianku" wciąż zachwyca, a jej autorka udowadnia, że potrafi nie tylko snuć piękną opowieść, ale także przemyślnie ukazywać różne aspekty ludzkiego losu, co czyni drugi tom sagi lekturą równie godną polecenia co tom pierwszy.
Druga część sagi Anny Fryczkowskiej przenosi nas do 1852 r. Cała Europa zmaga się wówczas z epidemią cholery, a zaraza zaatakowała też tereny Polski, w tym okolice Izbicy Kujawskiej. O dziwo jednak Józwiakowie nie z pomorem muszą stoczyć walkę na śmierć i życie. W „Sadze o ludziach ziemi. Czas rumianku” spotkamy się z dorastającymi członkami rodziny i choć w dalszym ciągu na kartach powieści przewijają się Hanka i Zośka Józwiakowa, jest też Kostek i Szczepan, to młoda gwardia odgrywa tu najważniejszą rolę. Michał i Janek bardzo szybko będą musieli wziąć sprawy w swoje ręce i podjąć współpracę przy zarządzaniu gospodarką. Nie będzie to łatwe, ale moim zdaniem autorka, rozpisując wątki tych postaci, chciała w tej części zaakcentować problem wychowania dzieci: tego, jakie błędy mogą popełniać rodzice bez przygotowania do tej roli i jak to później wpływa na losy tego potomstwa. Plus oczywiście temat napięć wewnątrz rodziny.
Przy okazji recenzji pierwszej części „Sagi o ludziach ziemi” spotkałem się opiniami, że Fryczkowska za mocno romantyzuje chłopstwo polskie doby XIX w. Nie wiem jak zostanie odebrana najnowsza książka, ale tutaj autorka (być może celowo) uderza w nich z całą siłą. Fryczkowska zarzuca im ciemnotę, która przyczyniła się do tego, że chłopi m.in. nie chcieli brać udziału w powstaniu styczniowym. Dodatkowo „Saga o ludziach ziemi. Czas rumianku” pokazuje dramat kobiet na wsi: brak szacunku mężczyzn nie tylko do żon, ale również córek, które były bite za lenistwo i nieposłuszeństwo. Zresztą scena śmierci jednego z bohaterów jest też rozpisana tak, aby pokazać, że miłość do ziemi jest silniejsza niż miłość do żony i dzieci.
Mamy tutaj również świetnie nakreślony stosunek szlachty do chłopstwa oraz ciekawie pokazaną rolę Kościoła w kontekście pilnowania porządku (pańszczyźnianego) w strukturze społecznej wsi. To, co jednak odróżnia część 2. od 1., to dynamika akcji. Fryczkowska wplotła tu więcej dramatów i zaskakujących scen, przez co trudniej oderwać się od tej historii.
Drugi tom odczuwalnie słabszy od pierwszego. Niby ma to sens, jednak jest tu wciśnięty paranormalny wątek, który moim zdaniem jest niepotrzebny i psuje klimat. Niepodoba mi się też nieprzerwane pasmo nieszczęść jakie nawiedza protoplastów autorki. Dziwne też jest traktowanie panów chłopstwa. Tzn mieliśmy wcześniej pięknie pokazany wątek mądrych właścicieli wsi głównych bohaterów, którzy jednak nie bardzo reagują na buractwo odwiedzających właścicieli ziemskich z sąsiednich miejscowości i trochę mi się to gryzie. Troche też liczyłem na szybszą przemianę Janka. Troche oklepane motywy pijaństwa z powodu nieszczęśliwej miłości powinny skończyć się znacznie szybciej i zupełnie inaczej - motywacja bohatera jest dziurawa jak ser w Szwajcarii. Mam nadzieję że w kolejnym tomie dowiemy się więcej o Władzi. Balans pomiędzy życiem codziennym a opisem chłopskich zwyczajów w poprzednim tomie był znacznie lepiej zachowany i dużo ciekawszy. W tym tomie dużo czasu poświęcono nocy Kupały a mam wrażenie że wydźwięk tego święta jest wręcz dominujący w opisie jakichkolwiek świąt. Tzn niby upłynęło kupę lat i minęło wiele pokoleń a nic nie ma na temat Świąt Zmartwychwstania a i bardzo mało jest np o Bożym Narodzeniu. Wiem że seks się sprzedaje ale wydaje mi się że o ile w poprzednim tomu lekko nakreślono romans autorki z podejściem feministycznym i nie kuło to w oczy o tyle w tym tomie aż za bardzo to czuć. Nadal szybko się czyta i umiejscowienie powieści w czasie to bardzo mocna strona tej pozycji. Uwielbiam czytać o tym jak świat się dookoła zmienia i ile się dzieje a wieś nadal taka sama i zabobonna i obojętna. Trochę dziwne jest to że nikt nie wie co się we świecie dzieje i że powstania są i ludzie giną a naszych bohaterów kompletnie to omija - co niejako ma wytłumaczenie w książce ale jakoś mnie to tłumaczenie nie satysfakcjonuje. Daje jej 7 ale troszkę z kredytem zaufania że następny tom nadrobi niedociągnięcia. Muszę dodać że książkę pochłonąłem w 2 dni co świadczy o tym że nadal dobrze się bawiłem.
Co tu kryć. Zachwyciłam się. Zachwyciłam się fascynującą i porywającą opowieścią o rodzinie, którą w pięknym stylu nakreśliła Anna Fryczkowska.
Jej "Saga o ludziach ziemi" to oparta na prawdziwej historii rodziny Józwiaków opowieść o chłopach i chłopkach, o piekle pańszczyźnianej rzeczywistości, ludowych wierzeniach, nie zawsze wygodnej miłości i dążeniu do lepszego jutra.
Naturalistyczny charakter powieści sprawia, że w życie pańszczyźnianej wsi wsiąka się ot tak. Nie bez znaczenia jest stylizowany język, który doskonale nadaje całości odpowiedniego klimatu. Autorka biorąc na tapet konkretny kawałek historii z precyzją oddaje panujące w XIX wieku realia, zwyczaje i myśli chłopskiej społeczności. Przejmuje losami bohaterów, ich codzienną heroiczną walką o kolejne jutro, niewdzięcznym losem i dzielnie znoszonym trudem egzystencji. Jednak w tym wszystkim oddaje sprawiedliwość ukazując drugą stronę medalu czyli strach przed nowoczesnością czy pogardę dla wszystkiego co miałoby ułatwić życie. To w bardzo realistyczny sposób odzwierciedla również odwieczne ścieranie się pokoleń, mądrości nabytych i zasłyszanych. W ten jednak dość dosadny i pozbawiony wszelkiej romantyzacji obraz wsi wkrada się w ludowych wierzeniach realizm magiczny. Boginki, śmiertelne świerki, czarownice czy grady niszczące nadają tej dość przygnębiającej wizji odrobinę lekkości, oddania pewnych spraw we władanie absolutu. Bo w świadomości chłopskiej zrządzenie losu nie istnieje.
Jak autorka podkreśliła w posłowiu, w sadze oddaje głos kobietom, które w rodzinnych przekazach były pomijane. Bo zawsze z dziada, pradziada przecież, a nie z matki i babki. I za tę pieczołowitość w oddaniu prawdy o chłopkach jestem jej ogromnie wdzięczna, bo tej kobiecej perspektywy w historii wsi XIX wieku ciągle jeszcze mało.
Mam ogromną słabość do powieści, których akcja rozgrywa się na polskiej wsi przełomu XIX i XX wieku. Pierwsza część sagi autorstwa Anny Fryczkowskiej naprawdę mnie wciągnęła i z niecierpliwością czekałam na dalsze losy rodziny Józwiaków. "Czas rumianku" utwierdził mnie w tym, że warto było czekać.
Sagi rodzinne często dopada jedna zmora – nawet jeśli zaczynają się dobrze, z czasem autorzy zaczynają stosować telenowelowe rozwiązania, a wtedy nawet najlepszy pomysł na historię rodzinną nie jest w stanie się obronić. Anna Fryczkowska w swoich powieściach unika tanich rozwiązań i udowadnia, że historie inspirowane prawdziwymi wydarzeniami są w stanie się obronić – nawet bez fajerwerków i nagłych zwrotów akcji.
Bohaterów "Czasu rumianku" spotykają wielkie tragedie i małe radości, a ich losy – chociaż często nie są zbyt burzliwe – potrafią zaangażować i chwycić czytelnika za serce. Obraz wsi, codziennego życia, trudu, ciężkiej pracy sprawia, że świat powieści naprawdę ożywa. I powiem całkowicie szczerze, że chociaż nie jest to tak monumentalne dzieło jak "Chłopi" czy "Noce i dnie", to wydarzenia w "Czasie rumianku" śledziłam z nie mniejszym zainteresowaniem niż losy Jagny, Boryny, czy Barbary i Bogumiła.
W najnowszej powieści Anny Fryczkowskiej wyczuwalna jest jeszcze nutka magii, która w pierwszym tomie również nadawała jej szczególnego uroku. Tak jak zachęcałam do lektury "Wpatrzonych w niebo", tak samo polecam "Czas rumianku". To kawał naprawdę solidnej literatury obyczajowej.
„Czas rumianku” to druga część sagi o ludziach ziemi. Pierwszy tom wciągnął mnie bez reszty i nie mogłam doczekać się kontynuacji, która okazała się równie dobrą lekturą. Akcja książki toczy się na Kujawach w XIX wieku. Świat powoli zmienia się, ale w tutaj płynie swoim rytmem. Chłopi codziennie szukają sposobów na lepsze jutro. Autorka ponownie zabiera nas do domu rodziny Józwiaków. Tym razem bliżej poznamy dwóch braci. Urokliwego Janka i Michała, którego nawet ojciec nie zauważa. Są braćmi, ale różnią się od siebie pod każdym względem. Janek lubi uwodzić, Michał wręcz przeciwnie. I to właśnie tego drugiego bardziej polubiłam. W tej części rodzina Józwiaków nie będzie miała łatwo. Wydaje się, że ciąży nad nimi fatum. Na dodatek w Europie wybucha epidemia cholery, a car ogłasza zniesienie pańszczyzny. Jaki to będzie miało wpływ na bohaterów? Książka całkowicie pochłonęła mój czas. A wszystko to za sprawą opisów pięknych, wiejskich krajobrazów, zwyczajów i mentalności ludzi żyjących w połowie XIX wieku. Zazwyczaj nie lubię takich opisów, ale tutaj autka robi to tak wspaniale, że przez książkę wręcz płynie się. Jak każda saga i jej bohaterowie, książka dostarcza wielu emocji. Od bohaterów udziela się uczucie osamotnienia, straty i rozczarowań jakie zdarzają się każdemu w życiu. Ale są również momenty wywołujące uśmiech na twarzy. Występują tutaj zarówno kłótnie, jak i wzajemne wsparcie rodzinne.
Następne pokolenie wkracza w dorosłość. Janek ma gadane i przebiera w pannach jak w ulęgałkach. Michał, choć mądry i pracowity, to nieśmiały i niedoceniany.
Nad rodziną wisi klątwa a car znosi pańszczyznę.
Z fascynacją śledziłam dalsze losy jednej z pierwszych czynszowych rodzin chłopskich.
Lektura była niemal nieodkładalna, ciągle się coś działo.
Czasami mnie szokowało i dziwiło, jakie wierzenia ludzie mieli, jak ślepo podążali za tym co mówił ksiądz bądź byli oporni na zmiany - chociażby czerpanie wody ze studni miast rzeki.
Niektóre zabobony teraz wydają się aż śmieszne a inne fascynujące.
Rodzinę dotykają kolejne tragedie, jedna po drugiej. Ale jak wiadomo, w rodzinie siła i Józwiakowie, głównie dzięki babce, stają na nogi.
Jestem ogromnie ciekawa, czy powstanie kolejny tom bo wraz z historią tej rodziny, spokrewnionej z autorką, poznajemy także historię naszego kraju a nawet świata.
Pełno tu miłości, zawiści, wierzeń ludowych, pracy a także wzruszeń nie brakuje.
Z przyjemnością zanurzyłam się w ten świat i przeniosłam w czasie dzięki kunsztowi autorki, która niczym zaczarowanym ołówkiem prowadzi nas kartka po kartce przez losy jej rodziny i życie na wsi, gdzie szlachta i chłopstwo żyją w symbiozie.
Dziękuję wydawnictwu za egzemplarz książki do recenzji 🤗.
W tej książce zostały opisane dalsze losy bohaterów, których poznajemy w pierwszej części. Książki należy czytać po kolei. Bez znajomości pierwszego tomu, nie wszystko może wydawać się jasne. Zostały tutaj opisane prawdziwe losy, to co naprawdę się wydarzyło, przynajmniej tak opowiadał Autorce jej dziadek. Poznajemy dalsze losy rodziny Józwiaków. Dobrze czytacie, Józwiaków, nie Jóźwiaków. W tej części głównie poznajemy życie dorosłych już dzieci Zośki Józwiakowej, Michała i Janka. Dowiadujemy się, że jeden był typowym lowelasem, który bajerował każdą dziewczynę we wsi, natomiast drugi z synów był pracowity, zawsze chodził w pole razem z ojcem i mu pomagał. I właśnie w najgorszej, i jednocześnie najważniejszej chwili to młodszy okazał się być rozsądniejszy i myślał trzeźwo. Jednocześnie nad rodziną wisi jakaś dziwna klątwa. Dlaczego nad nimi wisi? Dowiedzie się jak sięgniecie po książkę. Bardzo mi się podobała ta Saga o ludziach ziemi. Były przedstawione też smutne momenty, które poruszały, ale i takie przy których można się było uśmiechnąć. Zdecydowanie polecam i zachęcam do sięgnięcia po te książki 😊.
Jest rok pański 1852. Szczepan i Zosia Jóźwiakowie mają dwóch prawie dorosłych synów, różnych niczym dzień i noc. Janek to osiemnastoletni niezmiernie kochliwy kawaler. Piętnastoletni Michał to niezwykle pracowity, cichy i zamknięty w sobie chłopak. Rodzice zapatrzeni w starszego syna nie potrafią należycie docenić młodszego. Wiadomo, że słońce swym blaskiem przyćmi wszystko, ale największe wytchnienie daje przecież noc...
Drugi tom "Sagi o ludziach ziemi", czyli "Czas rumianku" to jedna z piękniejszych historii, jakie w życiu czytałam. Odnajdziemy tu pełen nostalgii i wzruszeń obraz dziewiętnastowiecznej Polski, gdzie okoliczne wsie pustoszy epidemia cholery, a na szczytach władzy ważą się losy chłopów pańszczyźnianych. Obraz zwyczajnego życia wypełnionego codzienną pracą, marzeniami o miłości, poszanowaniem obrzędów i tradycji, gdzie słowiańszczyzna wciąż ściera się z chrześcijaństwem. Obraz, który wywoła w nas tęsknotę za tym, co było i już nie wróci, a losy rodziny Jóźwiaków i ich sąsiadów, staną się nam niezwykle bliskie, wywołując radość, rozrzewnienie, śmiech i łzy.
Przepiękna lektura! Autorka świetnie układa fabułę: są dramaty i radości, zaskakujące zwroty akcji, emocje i wzruszenia, bardzo dobrze nakreślone postaci, a wszystko opisane jest słowami bohaterów: chłopów więc ludzi o języku prostym, konkretnym ale jednak pełnym słowiańskich wierzeń i katolickich porównań. Już pierwszy tom zachwycił mnie szacunkiem i stylem z jakim jest przedstawiony świat, teraz dalej z tego zachwytu nie wychodzę. I ogromy plus za notatki z tła historycznego, co się działo w świecie kiedy w Sokołowie śledzimy losy rodziny Jóźwiaków. Można dużo się dowiedzieć, m.in. skąd wziął się zawód pielęgniarki albo kto wymyślił chipsy! Moją ulubioną sceną jest moment w którym dziedziczka przyjeżdża do gospodarstwa Jóźwiaków razem ze znajomymi szlachcicami żeby im pokazać przykład chłopa czynszowego. Tak delikatnie ale jednocześnie tak dobitnie widać tam wszystkie różnice między klasami społecznymi i megalomanię szlachciców. Serdecznie polecam tę książkę, na pewno będę wracać do całej sagi.
Lepsze niż pierwszy tom. Tak dobre, że od razu kupiłam trzeci, finałowy.
Nie wiem, czemu, ale drugi tom sagi o XIX-wiecznej chłopskiej rodzinie z okolic Izbicy Kujawskiej podobał mi się dużo bardziej niż pierwszy (który też był dobry, żeby nie było nieporozumień, pamiętam, że połowę przeczytałam jednego dnia). Nadal mamy element fantastyczny, nowy i absolutnie wspaniały, upiór nęka Józwiaków, by wywrzeć zemstę za doznaną krzywdę, ale nic więcej nie napiszę, resztę odkryjecie sobie sami. Natomiast poza elementem fantastycznym na pierwszym planie historia stara jak świat - dwóch rywalizujących ze sobą braci, Janek i Michał. Ten pierwszy, przebojowy, z głową nabitą marzeniami o lepszym życiu i umiłowaniem wolności, to tak naprawdę zwykły egoista, któremu wszystko uchodzi płazem, bo ma gadane. Ale do czasu. Bardzo realistycznie zostało to opisane, aż mi było przykro, gdy pracowity, solidny, wytrwały Michał był ignorowany przez rodziców, a szczególnie przez Szczepana, na którego uznaniu tak rozpaczliwie mu zależało. Takie jest życie, ale rzadko trafia 1:1 do powieści historyczno-obyczajowych. Natomiast Saga o ludziach ziemi Anny Fryczkowskiej to nie jest próba podczepienia się pod popularny obecnie ludowy zwrot, mimo że to historia realnej rodziny autorki. Jestem zafascynowana faktem, ile tu - ponownie, bo we Wpatrzonych w niebo było dokładnie tak samo - znajdziemy warstw, wplecionych mimochodem, ale przecież niemożliwych do przegapienia. Na przykład w niby to po prostu romansowej historii z sąsiadkami zza płotu, Lewandoszczankami, pozostającymi we władzy ojca-tyrana, który co sobotę bije je rytualnie w celach wychowawczych i jeszcze każe dziękować. Ma to na dziewczyny skrajnie różny wpływ, a największy i najbardziej paradoksalny na tę, która, pracując z ojcem w polu i zastępując mu nieistniejącego syna, bita nie bywa. I tak jest z każdym wątkiem, wystarczy lekko poskrobać. Absolutnie wspaniała jest w tej odsłonie babka Hanka, rzucająca wyzwanie czy to upiorowi, czy to panom, przyjeżdżającym oglądać sobie czynszowych chłopów niczym niezwykłe okazy w zoo.
Zakochana! „Czas rumianku” to cudowna, wzruszająca podróż do świata, który pachnie ziołami, tętni słowiańską duszą i zachwyca każdym szczegółem. Fryczkowska stworzyła opowieść magiczną, ale zakorzenioną w realiach, które czuję całym sercem. Piękny język, głębia emocji i ta nieuchwytna melancholia – czuję, że ta saga już zostanie ze mną na długo.
Druga, równie udana część wieskiej sagi, której bohaterami są Jozwiakowie i ich sąsiedzi, bliżsi i dalsi znajomi. Te historia są tak prawdziwe, życiowe, że wzruszam się, raduję i smuce razem z mieszkańcami. Obraz wsi jest przepiękny, malowniczy, melancholijny, pachnący sianem i świeżo skoszona trawą. Zakochałam się w tych książkach.
Piękna książka, rozpoczynając czytanie nie sądziłem, że aż tak mnie "pochłonie". Opisane życie dla większości z nas nie do przejścia lecz tak naprawdę tak się żyło zwłaszcza na wsi "niedawno".