Komu i z czego wolno się śmiać? Czy satyra rysowana grubą kreską jest jeszcze możliwa? Jak długo żyją memy?
Autorka Duchologii polskiej bierze na swój antropologiczny warsztat poczucie humoru. W błyskotliwym eseju przygląda się różnym odsłonom i kontekstom dowcipu, ironii, abstrakcji i nonsensu – od mowy ezopowej w czasach PRL-u, przez twórczość sceny kabaretowej, po język reklam z początku transformacji, stand-up, memosferę i cenzopapę.
Drenda zastanawia się nad związkami humoru z polityką, bo kiedy wkoło jest wesoło, łatwo przymknąć oko na to, że żart z ekstremisty stał się nagle żartem ekstremisty. Pokazuje też, że śmiech może budować poczucie solidarności, a suchary bywają krzepiące.
Ależ kawał roboty wykonała Olga Drenda w swoim najnowszym eseju o tym, co i kiedy nas śmieszyło oraz jak to wpłynęło na nasze życia. O tym czy śmiech może być niebezpieczny czy polityczny. Wszystko Drenda podpiera przykładami, analizami, zagląda w odmęty internetu, przypomina różne memy, suchary, żarty i żarciki oraz kabarety, nie zapominając przy tym o rysie historycznym. Mamy tutaj tak wiele, memy o Janie Pawle II, pamiętacie Kopytko? Jest i Monty Python, ale i Sarah Silverman, nie zapominając o kabaretach czy Barei.
Kiedyś nadworna ducholożka, teraz spokojnie możemy ją nazywać naczelną śmiecholożką. Nie ukrywam, że momentami lektura mnie od siebie odtrącała, dlatego zalecam wracanie sobie do niej cykliczne. Wszystko to wypływa z faktu, że Olga Drenda dotyka tak wielu tematów, które niekiedy bywają skrajnie różne, że trudno utrzymać całkowite skupienie. Dla jednych może to być zarzut, a dla innych może się okazać fascynującą podróżą po licznych obliczach żartu, który potrafi niekiedy przestać śmieszyć. Nie da się jednak odmówić autorce erudycji i kolosalnej pracy, która wykonała, by stworzyć „Słowo humoru”. Nie lada gratka dla fanów autorki, ale też możliwie ciekawy początek, jeśli nie czytaliście wcześniej świetnej „Duchologii”.
+ Ogrom wiedzy, bogactwo treści. Tak jak można się uczyć słówek stopując serial, tak tutaj można sprawdzać poszczególne zdarzenia.
- Niestety, mnogość niszowych opisywanych sytuacji przerosła mnie. Orientowałem się tylko i wyłącznie w rozdziałach, których tematyka nie była mi obca. Mam wrażenie, że nie tylko na mnie tak to zadziałało, bo po rozmowach z innymi słyszałem podobne opinie.
- Książka nie jest jakąś kobyłą, ale przebrnąć przez nią było mi absolutnie trudno. Zapewne ze względu na punkt wyżej.
Przystępna stylistycznie i tematycznie, wnikliwa researchowo i prezentująca szeroką świadomość kultury popularnej, wysokiej i kontekstów społeczno-politycznych. Niestety nie ma aspiracji syntetyzujących czy konkludujących przez co bardziej wygląda na dygresyjny, nieco chaotyczny zlepek fragmentarycznych znalezisk i impresji niż spójny esej. Wolę Olgę w krótszych formach na łamach TP.
Punkt pierwszy: książka wyłącznie dla zainteresowanych tematem humoru, różnych jego odmian i dywagacji na ten temat. Punkt drugi: autorka przytacza dużo żartów i skłania do grzebiania w necie, a do tego wyjaśnia podłoże pewnych zjawisk. Punkt trzeci: bibliografia obszerna, acz nie ma konkretnie przypisów, co mi w ogóle nie przeszkadzało. Punkt najwazniejszy: bardzo dobra rzecz!
No... tak. Wycieczka (z przewodniczką) po tym, co bawi teraz, po tym, co śmieszyło kiedyś. Utwierdza mnie głównie w przekonaniu, że nie gustuję w bedekerach.
szeroki przekrój materiału: od cytatu z Belmondziaka, przez Kierkegaarda, Kiepskich i Monty Pythona, po papieżowe memy, a wszystko to zgrabnym, wnikliwym językiem, za którym chce się podążać, i któremu ufać można, że nie pokusi się o cheesy skręty
Monty Python a Kabaret Starszych Panów. Żarty fekalne lub te purnonsensowe. „Intelektualny papież szyderców” Gombrowicz a sprawa, jak zwykle, polska. Egalitaryzm a dowcip punching up/punching down. Olga Drenda, nomen omen, zabawnie i ciekawie pisze o humorze/dowcipie/żarcie – jego granicach, ale też korzeniach. W tym jakże klawym eseju, którego autorka mogłaby łatwo zaliczyć poślizg na skórce od banana (koszmar każdego trefnisia – tłumaczyć własny gag), autorce jednakże udaje się zgrabnie zarysować „teorię humoru” – co i dlaczego nas śmieszy lub też wywołuje w nas zażenowanie. Od „przychodzi baba do lekarza” po humor tzw. polityczny (wspomnieć ten najświeższy tj. hasła na transparentach przy okazji ostatnich protestów antyrządowych np. „Dóda to błąd” lub „Obyś ch*uju wdepnął w lego”). Fajne to wszystko i dobrze się czytające. Można się pośmiać, można się też czegoś dowiedzieć.
Luźny przewodnik po minionych kampaniach reklamowych, copypastach, dowcipach, memach, kabaretach i innych performansach. Ostatni rozdział - "Śmieszne rzeczy - wybór osobisty" ostatecznie potwierdza, że mnie i autorkę śmieszą totalnie inne rzeczy więc kto wie, może nawet te wspominki Was rozbawią. Słowa humoru jednak nie dam.
Niestety kompletnie nie rozumiem zamysłu tej książki. Owszem, można czasem się pośmiać i poznać spojrzenie autorki na niektóre kwestie z szeroko rozumianym humorem, ale czy była tu jakaś teza i myśl przewodnia? Mam wrażenie, że nie. Raczej chęć pokazania ogromnej wiedzy na temat kultury popularnej.
Książka o humorze, pisana z humorem. Myślę że jest git. Cenny nabytek na półeczkę humorologiczną. Bardzo podobały mi się ciągłe skoki czasowe między współczesnością i humorem internetu a humorem bardziej historycznym.
Olga Drenda pisze ze swadą, humorem, autorsko, ale też na autopilocie. Ogrom materiału mógłby układać się w wyraźniejsze punkty, nawet jeśli pisze się o czymś tak ulotnym jak humor. Czuję niedosyt po lekturze. To raczej wstęp do.
Trójka "z usmiechem". Pełna pasji i wszelakich odniesień, ale też niespójna, chaotycznie napisana książka. Drenda nie nadąża niestety z filozoficznymi rozważaniami za paradą internetowych forów oraz memów.
"Słowo humoru" działa świetnie przy relacjonowaniu rozwoju polskiego humoru: rozdziały o filmie oraz twórczyniach komedii potrafiły przekonać mnie do swojej tezy. Na tym chyba powinna się skupić Autorka - takie być może odtwórcze przedstawienie wydarzeń, w przypadku komedii jest najlepszą metodą badawczą. Wszystko wszak kręci się wokół kontekstu i tajmingu rzuconego żartu.
Z uwagi na tematykę oczywiście zabawna, natomiast daleko jej - też z uwagi na tematykę - do doniosłości Duchologii. Na pewno lekka i przyjemna lektura, choć niewiele z niej zapamiętałem.