『저주토끼』로 부커상 최종 후보에 오르며 국내를 넘어 전 세계 독자들에게 충격을 안겨준 작가 정보라의 신작이 다산책방에서 출간된다. 『고통에 관하여』는 붉은 칼 이후 4년 만에 선보이는 장편소설로, 정보라 특유의 치밀하고 치열한 설정과 서늘하게 파고드는 문장, 어둡게 번뜩이는 사유가 더욱 돋보인다. 이야기는 고통을 무력화시킨 진통제 ‘NSTRA-14’를 만든 제약회사와, 고통이 인간을 구원에 이르게 한다고 주장하는 종교단체의 갈등에서부터 시작된다. 정보라는 소설이라는 매혹적인 가능성의 도구를 통해, ‘고통’이라는 감각의 뿌리까지 낱낱이 해부하며, 독자들에게 철학적 통찰과 내면을 집요하게 찌르는 이야기의 쾌감을 동시에 선사한다.
Bora Chung has written three novels and three collections of short stories. She has an MA in Russian and East European area studies from Yale University and a PhD in Slavic literature from Indiana University. She currently teaches Russian language and literature and science fiction studies at Yonsei University and translates modern literary works from Russian and Polish into Korean.
Jest taki wiersz Wisławy Szymborskiej "Prospekt". W nim mowa o pigułce, która jest remedium na wszystko - ból, brak sensu życia, niepokój. Na końcu: "Sprzedaj mi swoją duszę. / Inny się kupiec nie trafi. / Innego diabła nie ma". Skąd to skojarzenie? W powieści "Łowcy bólu" Bory Chung (iwielbiam tę autorkę!), osią historii jest przełomowy wynalazek, efekt lat poszukiwań i eksperymentów - lek, który eliminuje ból, czyli marzenie wszystkich. Tyle że wielu na świecie zwolenników teorii mówiącej o tym, że cierpienie uszlachetnia, że ból to czynnik kształtujący nas jako ludzi, wzmacniający osobowość. Stąd też tajemnicza sekta, która w tym bólu się lubuje, ból wywołuje, bólem chce manipulować. Dochodzi do starcia, a w konsekwencji do tragedii. Giną twórcy leku, a ich córka po latach wchodzi w interakcję z zamachowcem.
To nie jest łatwa książka. Bora Chung tasuje czasem, wydarzeniami i bohaterami. Potrzeba wielkiego skupienia, by wiedzieć, w którym miejscu czasoprzestrzeni właśnie jesteśmy. Gatunkowo tu też niejednorodnie. Kryminał, bo po latach giną kolejni ludzie, a macki sekty sięgają daleko, więcśledczymają trudne zadanie. Może trochę horror z elementami nadprzyrodzonymi - ale tu nie zdradzę więcej. No i przede wszystkim niemal rozprawa filozoficzna o granicach, które może przekroczyć człowiek, by osiągnąć cel, o wynalazkach, które są bronią obosieczną, o wilkach w owczej skórze, o ofiarach, które mają blizny nie tylko na ciele.
To nie będzie moja ulubiona powieść tej autorki, ale dała mi sporo do myślenia, o bólu właśnie. Nie znoszę tego okropnego "co nas nie zabije, to nas wzmocni", tego babrania się w cierpieniu i licytacji typu - tylko poród bez znieczulenia to prawdziwy poród (o cesarce lepiej nie wspominać). W cierpieniu nie ma nic pięknego i wzniosłego... Zakończę znowu poezją. Białoszewski napisał (wprawdzie o śmierci), że "ubyleca ciało". Z bólem jest chyba podobnie...
Właściwie 3.5. To solidna rozrywka, dobry thriller, który leci jak woda z przyjemnością dla czytelnika, właściwie “Łowców” połknąłem. Niemniej wydaje się, że kilka pomysłów zostało niedociągniętych.
Interesujące posłowie autorki daje ważny rzut na ocenę fabuły - chciała osiągnąć więcej niż osiągnęła, główny wątek nie został pogłębiony na poziomie motywacji i szkoda.
Po lekturze “Przeklętego królika” liczyłem też na większą dawkę szaleństw i grozy, która tu schodzi na dalszy plan aby rysować relacje między bohaterami. W gruncie rzeczy książce chyba po prostu nie służy objętość - gdyby była dłuższa, może udałoby się uniknąć skrótów.
💊Bora Chung to koreańska pisarka, jest znana z książek specyficznych, nietuzinkowych – byłam w stanie stwierdzić to osobiście po lekturze “Przeklętego królika”, która bardzo, bardzo do mnie przemówiła i chciałam poznać szerzej twórczość tej autorki.
🧪Łowcy bólu to książka, która ma wysoki próg wejścia – już na samym wstępie pojawia się tutaj wiele postaci, a każda jest istotna dla fabuły. Gdy okazuje się, że ktoś wykonał zamach na twórcach cudownego leku eliminującego ból, rozpoczyna się śledztwo, a każdy niewłaściwy ruch może mieć znaczące konsekwencje.
🧬Autorka miała ciekawy pomysł na fabułę – lek, który usuwa ból, tajemnicza sekta i najciemniejsze zakamarki ludzkiej psychiki, które mogą mówić więcej niż sądzimy. Do połowy książki czytałam bardzo ostrożnie, nie chcąc przegapić żadnego szczegółu, bo bałam się, że nie zrozumiem co się właściwie dzieje. Miałam wrażenie, że jednocześnie Bora skąpi detali, by jeszcze bardziej zaintrygować czytelnika tym, że właściwie nic nie wiadomo na pewno.
❤️🩹“Łowcy bólu” to też książka w której pojawia się wątek wlw, którego, przynajmniej ja, widzę mało w literaturze. Gyeong to kobieta po stracie, a Hyeon staje się dla niej oparciem w najgorszych momentach. Ich relacja rozwijała się stopniowo, powoli; na początku nie byłam pewna, czy jestem w stanie dojrzeć jakąś zażyłość, czy zwykły związek biznesowy, ale widziałam w trakcie, że bardzo ewoluują w dojrzałości.
💊Wątek sekty religijnej również jest bardzo aktualny i zdecydowanie warto mówić o tym głośno. W tym przypadku, rzekoma organizacja zmuszała wyznawców do celebrowania bólu i cierpienia, wmawiając im, że jest to jedynym sensem życia, który zbawia. Stojąc z boku, od razu widać, jak szkodliwe jest to przekonanie i do jak wielu dramatycznych sytuacji może doprowadzić. Ostatnio wiele razy słyszałam o koreańskich sektach, które prężnie działają nawet w Polsce, przez co warto być szczególnie ostrożnym.
🦠Nie jestem w stanie powiedzieć, że książka była dla mnie jakimś przełomem, ale nie nudziłam się nią, tylko z ciekawością przewracałam kolejne strony. Zdecydowanie bardziej polubiłam “Przeklętego królika”, ale ta pozycja również ma swoje dobre strony i zachęcam miłośników koreańskiej literatury do zapoznania się z nią.
🩸🖤 Są książki, które już od pierwszych stron dają czytelnikowi poczucie, że właśnie wkroczył do świata, w którym nic nie będzie do końca normalne. Łowcy Bólu Bory Chung zdecydowanie należą do tej kategorii. Pomysł wyjściowy wydaje się pozornie prosty: powstaje lek, który całkowicie eliminuje ból, a ludzkość otrzymuje możliwość życia bez jednego z najbardziej nieprzyjemnych doświadczeń, jakie zna. Tylko czy rzeczywiście byłoby to wybawienie? Czy świat pozbawiony cierpienia stałby się automatycznie lepszym miejscem? Bora Chung bierze ten koncept i zamiast udzielić łatwej odpowiedzi, zaczyna coraz mocniej podważać nasze wyobrażenia o tym, czym właściwie jest ból i jak bardzo jesteśmy z nim związani.
🩸🖤 Początek tej historii był dla mnie jednak sporym zaskoczeniem. Przez pierwsze strony czułam się zagubiona i nie do końca wiedziałam, dokąd autorka właściwie zmierza. Łowcy Bólu mają w sobie ogromną dawkę abstrakcji, a kolejne wydarzenia nie zawsze układają się w oczywisty ciąg przyczynowo-skutkowy. Z czasem zaczęłam jednak dostrzegać, że właśnie ta dziwność jest jednym z fundamentów całej powieści. Bora Chung nie próbuje stworzyć świata, który będzie wygodny dla odbiorcy. Wręcz przeciwnie — zmusza nas do zaakceptowania jego osobliwości i pozwala, żeby absurd mieszał się tutaj z problemami, które są boleśnie prawdziwe. To połączenie może początkowo dezorientować, ale kiedy już wejdzie się w rytm tej historii, potrafi dać naprawdę sporo satysfakcji.
🩸🖤 W centrum opowieści znajduje się Tae, człowiek skazany za udział w zamachu, oraz Gyeong, córka naukowców zamordowanych podczas tamtych wydarzeń. Ich spotkanie trudno nazwać przypadkowym, a relacja pomiędzy nimi szybko zaczyna wykraczać poza prosty schemat ofiary i winnego. Szczególnie interesujące było dla mnie obserwowanie, jak autorka bawi się pojęciem odpowiedzialności, krzywdy i tego, czy człowieka można sprowadzić wyłącznie do jego najgorszego czynu. Gyeong ma własny ból, własną historię i własne powody, by nienawidzić Tae. On z kolei jest człowiekiem naznaczonym konsekwencjami przeszłości.
🩸🖤 I właśnie tutaj powieść zaczyna otwierać kolejne drzwi, za którymi czekają następne tematy. Mamy wyobcowanie, potrzebę przynależności i desperackie poszukiwanie akceptacji. Jest też toksyczna potrzeba bycia częścią grupy, problemy w relacjach i małżeństwie, przemoc, a nawet transfobia. Ten ostatni element szczególnie mnie zaskoczył, ponieważ zupełnie się go tutaj nie spodziewałam. Jednocześnie bardzo doceniam sposób, w jaki autorka wplata w historię związek nieheteronormatywny oraz postać transpłciową. Nie są to elementy dopisane na siłę po to, żeby zaznaczyć swoją obecność. Po prostu są częścią tego świata i jego bohaterów. Niby niewielki szczegół, a jednak w thrillerach i kryminałach nadal nie zawsze jest to tak oczywiste, dlatego naprawdę mnie to ucieszyło. ㅤ 🩸🖤 Mam jednak poczucie, że Łowcy Bólu mogliby zyskać, gdyby autorka dała tej historii więcej przestrzeni. Pomysł jest naprawdę mocny i ma potencjał na dystopię, do której chciałoby się wracać, szczególnie ze względu na pytanie o to, czy ból jest wyłącznie czymś, czego należy się pozbyć. Problem w tym, że Bora Chung próbuje zmieścić w jednej powieści bardzo wiele różnych tematów. Niektóre z nich spokojnie mogłyby stać się podstawą osobnej książki, a tutaj momentami walczą ze sobą o uwagę. Są też fragmenty, które nie do końca do mnie przemówiły albo których sens pozostał dla mnie niejasny. Mam wrażenie, że historia mogłaby skorzystać na mocniejszym skupieniu się na swoim najważniejszym pytaniu i jeszcze dokładniejszym rozwinięciu konsekwencji świata bez bólu. ㅤ 🩸🖤 Mimo tych zastrzeżeń bawiłam się przy tej książce wybornie. To jedna z tych historii, które niekoniecznie muszą być idealnie poukładane, żeby zostawić po sobie coś więcej niż tylko fabułę. Bora Chung ma niezwykłą wyobraźnię i potrafi wykorzystać absurd do opowiadania o rzeczach bardzo ludzkich. Łowcy Bólu są dziwni, momentami brutalni, czasem dezorientujący, ale przede wszystkim prowokują do myślenia. Bo czym właściwie byłoby życie, gdybyśmy mogli całkowicie odciąć się od bólu? Czy cierpienie zawsze jest czymś złym? A może jego brak również miałby swoją cenę?
„Łowcy bólu” to powieść, która łączy thriller z fantastyką i stawia bardzo ciekawe pytanie: czy życie bez bólu rzeczywiście byłoby lepsze? Co myślicie na ten temat?
Punktem wyjścia jest stworzenie przełomowego leku, który całkowicie eliminuje cierpienie fizyczne. Wynalazek nie dla wszystkich okazuje się jednak błogosławieństwem. Pojawiają się ludzie przekonani, że ból stanowi nieodłączną część człowieczeństwa, a sprzeciw wobec nowej terapii prowadzi do tragicznych wydarzeń. Po dwunastu latach sprawa ponownie daje o sobie znać, gdy osoby związane z przeszłością zaczynają ginąć w tajemniczych okolicznościach.
Najbardziej zainteresowali mnie bohaterowie: Tae, który poniósł karę za udział w wydarzeniach sprzed lat, oraz Gyeong, córka twórców leku. Oboje zostali naznaczeni przez tę samą tragedię, choć każde z nich znajduje się po zupełnie innej stronie. Ich spotkanie budzi wiele emocji i pokazuje, że granica między winą, krzywdą a odpowiedzialnością nie zawsze jest tak wyraźna, jak chcielibyśmy sądzić.
Autorka stworzyła ciekawą, niejednoznaczną historię, ale najbardziej interesująco przedstawiła samą kwestię bólu. Pisze zarówno o życiu z nim, jak i o świecie, w którym można go całkowicie wyłączyć. Czy ból wyłącznie nas ogranicza, czy również ostrzega i chroni? Czy jego brak oznacza wolność, czy może pozbawia człowieka czegoś ważnego? Bardzo ciekawe.
„Łowcy bólu” to nie tylko opowieść z zagadką w tle, lecz także książka o cierpieniu, pamięci, odpowiedzialności i konsekwencjach naszych wyborów. Wciąga, ale przede wszystkim zostawia z pytaniami, na które nie ma prostych odpowiedzi.
Uwielbiam twórczość Chung. Jej klimat, poetycko-dosadny język, bezceremonialne “branie się za bary” z trudnymi tematami i umiejętne wplatanie niecodzienności w codzienność. Niestety, czytając “Łowców bólu” miałam poczucie, jakby ktoś się pod nią podszył. Znalazłam tu bowiem jedynie namiastkę tego, do czego zdążyła mnie przyzwyczaić.
Autorka w posłowiu sama określa swoją powieść jako “chaotyczną” (słusznie), co samo w sobie byłoby w porządku, gdyby w tym szaleństwie była metoda. Tymczasem, był to raczej przerost formy nad treścią.
Świat bez bólu, fanatyzm, wina i kara... to fascynujące motywy, które nie zostały należycie rozwinięte, a jedynie niedbale połączone niczym puzzle, które teoretycznie łączą się w jedną całość, ale obrazek nie ma do końca sensu. Domyślam się, co miało zostać powiedziane, w pewien sposób przekaz nawet dotarł, a jednak... Rozmył się pod nadmiarem pomysłów, z których część sklejała się całkiem zgrabnie, a niektóre zdawały się po nic (choćby podobno kluczowa dla fabuły kwestia morderstw). Opowieść skakała w czasie i przestrzeni trochę bez ładu i składu. Wątki urywały się nagle by być kontynuowanymi kilka lub kilkadziesiąt stron później... albo wcale. Sceny zbliżeń (żeby nie powiedzieć... gw*łtów?) przez dłuższy czas zdominowały fabułę, a szczątkowe nakreślanie kontekstu więcej mieszało niż faktycznie tłumaczyło.
Charakterystyczne dla Chung wplatanie realizmu magicznego, przez pewien czas nadawało całości “mistycyzmu”, wzbudzając nadzieję na coś więcej. Owszem, wolę “przyziemne” wstawki paranormalne od tych kosmicznych, ale i te doceniam, jeśli zostają zaimplementowane w ciekawy sposób. Jednak rozwiązanie tej zagadki sprowadziło ten element do bycia swoistym “kwiatkiem do kożucha”. Niby ozdoba, a niezbyt pasuje.
Chciałabym dać tej powieści kredyt zaufania, określić ją mianem jednego wielkiego eksperymentu odbijającego przesłanie książki. Tak jak cierpienie członków sekty nie prowadziło ich do zbawienia, tak lektura nie doprowadziła do głębszych wniosków, nie mówiąc o “katharsis”... Ale pewnie oszukiwałabym samą siebie. Największym grzechem tej książki jest jednak to, że na koniec nie poczułam nic poza znużeniem... Zupełnie jakbym to ja łyknęła tabletkę kasującą nie tylko ból, ale wszelkie odczucia. A to ostatnie, co spodziewałam się powiedzieć po lekturze Bory Chung.
Ech, mimo całej mojej sympatii do autorki, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Bora w swoich kolejnych utworach nie jest w stanie doskoczyć poziomem do bookerowego „Przeklętego królika” :( To czwarta próba wydana w Polsce, po której obiecywałam sobie wiele - zwłaszcza, że pomysł wydawał się fantastyczny. Początkowo zaintrygował mnie sposób prowadzenia fabuły, która kluczyła po różnych wątkach, bohaterach i planach czasowych. Dość szybko jednak straciła ona cały impet i moje zainteresowanie. Refleksje na temat bólu, jego przeżywania, traumy etc były dość przezroczyste, a rozwinięcia wątków raczej mdłe. Szanuję cel stworzenia tej powieści, zdradzony w posłowiu i wynikający z poznania historii rynku opioidów w USA, ale czekam, aż Bora znów zatraci się w klimatach grozy i weird fiction - nawet za cenę porzucenia swoich lewackich misji na polu literatury.
A new addition to Korean language collection at my regional library
"인간은 자신의 신체를, 신체의 감각과 기능을 타인과 공요할 수 없다. 그 어떤 환희나 쾌락도 오로지 감각하는 사람 자신만의 것이며 고통과 괴로움도 마찬가지다. ... 인간은 태어난 순간부터 죽는 순간까지 자신의 신체 안에 고립되어 있기 때문이다." 128p
"사람이 신체를 가진 물리적인 존재인 한, 배고픔과 피로와 통증에서 완전히 자유로울 수는 없을 것이다. 그러므로 아픈 사람도 아프지 않은 사람도, 늙은 사람도 아직 늙지 않은 사람도, 장애가 있는 사람도 그렇지 않은 사람도, 모든 인간이 다양하게 잠 잘 자고 밥 잘 먹고 자신이 선택한 방식으로 존업하게 할 수 있는 사회를 원한다." 작가의 말 중.
To było naprawdę dziwne. Ogólny koncept jest świetny, ale sam fakt, że czytałam tą książkę ponad miesiąc może pokazywać jak duży problem z nią miałam. Milion wątków naraz, postacie, które nie różniły się między sobą (i nie wiedziałam kto jest kim), ciągle przeskakiwanie czasowe. Wątek lgbt był na siłę i te zajście w ciążę poprzez zamianę komórki jajowej w plemnika Wtffffff. Ale przy końcówce, gdzie pojawia się kosmita już naprawdę jebłam XD Ta książka jest dosłownie jak sen podczas gorączki 🫠
as she intended, the link between a cult and suffering points to the everyday now. the same invisible hands that deprive me of human dignity are the hands of god when they give me water, food, shelter. suffer for validation from those hands and in fear that it strikes me. 수험생들은 잠을 자지 않고 직장인들은 아파도 야근. suffering is a necessity to justify your exploitation. it all means nothing
Title: „About Pain“ Think about a world where a medicine is developed to suppress pain and all consequences you might have with pain. It sounds delightful in the beginning, yes! What a beautiful and delightful life we all could have! But what consequences would await us with no pain in life?
The book contains a creative start for a dystopian novel which has the potential to become a classic. But I felt that the story was not elaborate enough. It definitely deserves another round with the publisher or agent to keep the story tight and focus on the philosophical question on what is pain and why we need it (or not). Also, there were some parts in the book which didn’t quite fit (or I didn’t understand it). Plus, the author tries too much to include all sorts of topics which would deserve a whole new book instead of pressing it all together in around 300 pages.
Anyway, I believe that the author has great talents to tell a story and I’m excited to read her next book!
Bawiłam się wybornie, chociaż na początku czułam się dosyć zdezorientowana i nie do końca rozumiałam co się dzieje. Jak wspomina sama autorka, ta powieść to totalna abstrakcja pomimo tego, że porusza jak najbardziej prawdziwe problemy. Czy to wyobcowanie prowadzące do szukania pomocy, a właściwie zwykłej akceptacji, wśród ludzi toksycznych, czy to problemy w małżeństwie, czy nawet transfobia. Tak, to wzięło mnie totalnie z zaskoczenia, ale mamy tutaj bardzo naturalnie wpleciony związek nieheteronmatywny oraz wspomnianą postać transpłciową! Niby nic, a jednak w thrillerach oraz kryminałach nie jest to takie oczywiste i całkiem cieszy.
Trochę kojarzyła mi się z powieściami Murakamiego (czytałam całą jedną, wow, rzeczywiście mam porównanie) i ,,cudami za rogiem". Cóż, tak jak rozumiem Murakamiego, to te cuda nie wiem skąd wzięłam!
Według mnie tę książkę można podsumować czterema słowami - genialny pomysł, fatalne wykonanie. Temat bólu i cierpienia nie jest mi obcy więc z chęcią sięgnęłam po powieść autorki, byłam ciekawa jak przedstawi to zagadnienie. I choć niektóre przemyślenia były trafne, tak przeskoki czasowe, kluczenie pomiędzy postaciami i wydarzeniami oraz ogólny chaos narracyjny utrudniały czytanie, przez co nie umiałam zaangażować się w opowiadaną historię. Mam również wrażenie, że autorka chciała przemycić zbyt dużo ważnych społecznie problemów na raz, a wciskanie prawie wszędzie wątków LGBT wydało mi się zbyt usilne i nienaturalne.
Koniec końców nie rezonowała ze mną ta powieść, nie trafiła do mnie, była zbyt chaotyczna, udziwniona i niezrozumiała. Po skończonej lekturze mam wrażenie, że cała fabuła za chwilę wyparuje mi z głowy. A szkoda, bo drzemał w niej wielki potencjał.
Gdybym nie próbowała robić pod koniec roku speedrunu, żeby się podciągnąć w yearly challenge to dałabym sobie od razu spokój. Na początku myślałam że to może kwestia słabego tłumaczenia ale okazało się że nie chodzi tutaj tylko o styl pisania. Brak jakiegokolwiek wordbuildingu, płytkie postaci, które robią rzeczy „bo tak”, no i sam fakt, że książka jest opisywana jako thriller i kryminał ale jest kompletnie nieinteresująca i niewciągająca XD Sam opis z tyłu okładki oraz posłowie autorki są dużo ciekawsze niż treść. Bardzo nie polecam.
Bora, chciałbym się znaleźć w Twojej głowie chociaż na chwilę.
Ciekawe to było, ale mam wrażenie, że dużo wątków jednocześnie zostało poruszonych. Z czego na końcu i tak nie wszystko zostało domknięte. Na pewno jedna z tych lżejszych książek od tej autorki i mi trochę brakowało tej grozy. Ale też nie myślcie sobie, że jest easy bo są mocne i cięższe fragmenty. Muszę się przespać z tym, ale posłowie też mi dało sporo do myślenia.
zapowiadało się bardzo ciekawie ale nie podeszło mi prowadzenie narracji, wypadło jakoś sucho i reportersko, elementy realizmu magicznego też zupełnie mi tutaj nie pasowały.. szkoda, bo temat odczuwania bólu i mechanizmów rządzących sektą bardzo mi pasuje i były tu mocne elementy, ale całościowo po prostu nie dla mnie
"Łowcy Bólu" to książka, którą naprawdę szybko się czyta, a wrzucenie nas, już od pierwszych stron w intrygę i akcję, sprawia, że ciężko odłożyć książkę. Zostaje tu poruszona dość duża ilość wątków i nie wszystkie, są dla mnie satysfakcjonująco domknięte, albo nie zostały, wcale wyjaśnione. Trochę z początku odrzucało mnie, zbyt dużo akcji intymnych, choć napisanych ze smakiem i mających swoje wyjaśnienie fabularne - tak, na początkowym etapie lektury, ich ilość mogła być przytłaczająca. Tak na dobrą sprawę, mamy tutaj niewielu bohaterów i choć nie wymienię ich imion z głowy, to każdy odegrał tutaj swoją znaczącą rolę. W tej książce, poznajemy nie tylko mechanizmy, jakie mogą stać za sektami, ale również traumy i ich konsekwencje, jakie mogą nosić na sobie osoby, których bliscy zginęli w zamachu. Z czasem poznajemy wiele teorii co się stało, dlaczego i co za tym stało. No i w finalnym rozrachunku, nigdy bym nie zgadł, a nawet nie przeszło mi przez myśl- kto był założycielem "sekty". Mamy tutaj poruszony wątek, czym jest ból w iście metafizycznym podejściu. Jest również wątek, radzenia sobie z bólem poprzez przyjmowanie specjalnych lekarstw. Ale to sama autorka książki w posłowiu, pięknie wyjaśnia, czym jest uzależnienie od leków. Mamy też parę wątków, które dla mnie mniej, lub bardziej były wrzucone na siłę, albo sytuację gdy problemy bohaterów, ni stąd w ciągu kolejnego akapitu, okazują się już rozwiązane. Myślę, że takie skróty były konieczne przy tak, złożonej intrydze, a niewielkiej obojętności książki.