Minął już prawie rok, odkąd amerykańska rodzina Kostków odzyskała swój zamek rodowy w Czechach. Seria komediowa poświęcona perypetiom Marii, czyli ostatniej arystokratki, powoli zbliża się do końca.
Jednak do rozwikłania pozostaje jeszcze najważniejsza kwestia: sercowa. Maria znalazła się na miłosnym rozdrożu. Czy powinna poślubić biednego Maksa, z którym od dawna łączy ją zażyłość, czy może raczej poznanego niedawno Marka, holenderskiego multimiliardera?
Podjęcie decyzji będzie Marii skutecznie utrudniać sztab filmowy, nagrywający w zamku reality show. Jego reżyserka specjalizuje się w wywoływaniu nietypowych sytuacji, stanowiących niewyczerpane źródło gagów.
Tradycyjnie w tych trochę ponad 100 stronach zadziało się więcej niż ja kiedykolwiek przeżyję, ale mimo, że czasami można było ryknąć że śmiechu to trochę brakowało mi tej komedii. Trochę straciło też na tym, że ten tom został podzielony na dwie części, mam przynajmniej nadzieję, że druga część trochę podciągnie niedoskonałości tej.
Były tomy, które podobały mi się bardziej, niemniej jednak, Arystokratka nadal trzyma poziom. Nieco mniej zabawna niż poprzednie części, ale w tym przypadku fabuła skupiała się głównie na miłostkach głównej bohaterki, mniej zaś na aspekcie komicznym. Cóż by więcej mówić, dobra książka na rozpoczęcie nowego roku.
Arystokratka nadal bawi, ale już nie tak jak kiedyś. Choć zdarzały się momenty, że śmiałam się w głos to jednak końcówka, czyli jakaś 1/3 książki już słaba i nieciekawa. A rozdzielenie tego na 2 tomy to już naprawdę gruba przesada i skok na kasę. Ogólnie to jestem trochę zawiedziona.
Dziedziczka Maria po spektakularnym sukcesie na dworze królowej Niderlandów wraca na zamek Kostka w sam środek zwyczajowego burdelu. Tym razem, oprócz tradycyjnych fuck-upów serwowanych przez ekstrawaganckich domowników, pod nogami plączą jej się dwie upierdliwe Holenderki, które kręcą reality show z zamkowego życia, a sama Maria nie ma za bardzo głowy żeby to wszystko ogarniać, bo przeżywa rozterki miłosne będąc obiektem awansów dwóch kawalerów. Po poprzednim tomie, który mnie dość wymęczył i doszłam do wniosku, że Boček ciągnie Arystokratkę na siłę, żeby wydusić z tej serii każdy grosz, znów widzę powrót do formy. No podobał mi się ten tom, znów było absurdalnie i bardzo śmiesznie, kilka razy rżałam jak klacz, która poczuła zapach świeżego sianka, więc uznaję, że nowa część dowozi. Chociaż psiarze mogą się poczuć obrażeni 😅 Za to podtrzymuję opinie o brutalnej pazerności osób za tę serię odpowiadających - podzielenie tego tomu na dwie części, biorąc pod uwagę, źe ta ma tylko 100 stron (ebook), jest zwykłym dojeniem czytelniczek jak młodej jałówki. Irytujące.
Nie wiem, czy to już zmęczenie wizytami na czeskim zamku, czy po prostu już nie jest tak śmiesznie jak było wcześniej, ale wyjątkowo szósta część opowieści o losach Kostków jakoś do mnie nie przemówiła. Tym razem ot tak po prostu jednym okiem wpadło, a drugim wypadło, i szczerze powiem nie wiem czy mam ochotę na drugą część "Arystokratka pod ostrzałem miłości” Evzena Bocka. W pierwszej rozterki Marii, ostatniej arystokratki, jakieś takie były pozbawione polotu i mimo nawiązań do brytyjskiego dworu nie bawiłam się dobrze. Albo mi się humor stępił i na starość tetryczeję, albo ta część nie była śmieszna, mimo że wydawca zapewniał, że jak zawsze do tej pory będziemy boki zrywać w trakcie czytania. Ja tam sobie nic nie zerwałam. Co więcej, było mi zupełnie obojętnie czy Maria zwiąże się z Maksem, co to jak ona sama wie jak to jest być biednym jak mysz kościelna, czy też wybierze Marka, holenderskiego multimiliardera, co to może jej zapewnić dostatek. Stukałam się pół książki w głowę myśląc: „Dziewczyno masz dziewiętnaście lat, bierz tego który cię bardziej kręci, w końcu nie idziesz jeszcze przed ołtarz!” I faktycznie jedyne odrobinę humorystyczne momenty to były te, które odnosiły się do kręcenia dokumentu o rodzinie Kostków z Zamku Kostka przez holenderską ekipę filmową, tu zwłaszcza postacie drugoplanowe wspięły się na wyżyny. Czy sięgnę po vol. 2 – pewnie tak, chociaż nie wiem czy tak aż szybko. Boję się, że kolejny zawód z tą serią sprawi, że już nigdy po nią nie sięgnę, a do tej pory nie był tak źle. Odczekam zatem chwilę i albo Bocek wyjdzie z tej potyczki z tarczą, albo na tarczy. Poczekamy, zobaczymy.
Zapomniałam już, jak wiele radości potrafi dać ta seria - abstrakcyjna, absurdalna. dziwaczna, zwariowana i jednocześnie niezwykle trafna. Podoba mi się też to, jak zmienia się mój odbiór "Arystokratki..." z wiekiem - kiedyś uważałam, że jest to całkowity odlot, dzisiaj totalnie wierzę, że mniej więcej tak samo przebiegałyby losy mojej rodziny, gdyby to nam przytrafiło się odzyskanie rodowego zamku.
Nie mogę się też pogodzić z tym, że to ostatnia część opowieści o arystokratce (o czym dowiedziałam się dopiero po lekturze). Z jednej strony widzę, jak wspaniale Bocek podomykał wątki, i jak w gruncie rzeczy poetycko zdecydował się zakończyć serię, ale z drugiej były to książki, na które zawsze mogłam liczyć jako na poprawiaczy humoru. No cóż, takie życie. A jeśli jeszcze arystokratki nie znacie, to jak najszybciej nadrabiajcie - warto poznać ten wspaniały kawałek czeskiej literatury.
Bardzo przyzwoite zakończenie serii o ostatniej arystokratce z rodu Kostków. Słuchałam książki w audio i miałam wrażenie, że jakość dźwięku jest dużo niższa niż w innych częściach, coś mi na tym jednym audiobooku szumiało i trzaskało cichutko w tle (mam mega czuły słuch), przez co miałam ochotę obniżyć ocenę o gwiazdeczkę, ale to nie jest wina książki, więc gwiazdka zostaje ;)
Format zdecydowanie się wyczerpuje i chociaż miło jest powrócić do Kostki i jej barwnych bohaterów to zaczyna robić się męcząco. Z przyjemnością skończę tą serię i będę o niej ciepło myśleć, ale mam nadzieję, że autor kończy już tą przygodę.
Zabawne jak zawsze. Wspaniałe zakończenie serii. I chociaż będzie brakować tych postaci i tego humoru, dobrze, że autor nie planował ciągnąć tego w nieskończoność (vide: seria o Chyłce).
Jako niepoprawna fanka arystokratki bardzo długo zwlekałam z przeczytaniem ostatniej części, która, nie wiadomo czemu, została rozbita na dwie króciutkie książki. Uważam ten zabieg za zupełnie zbędny i w jakiś tam sposób skłania mnie do myślenia, że stoją za nim tylko względy finansowe.