Czy kolejne prawie trzydzieści lat staczania się Białorusi w objęcia Rosji było nieuchronne, czy może Polska przyłożyła do tego rękę? Czemu Polska wspierała Aleksandra Łukaszenkę, gdy kandydował na prezydenta? Witold Jurasz, dziennikarz Onetu i były dyplomata opisuje Białoruś, w której pracował najpierw jako charge d'affaires RP, a następnie zastępca ambasadora RP. Szuka odpowiedzi na pytanie o to, czemu przegraliśmy Białoruś i czy kiedykolwiek w ogóle podjęliśmy grę o to, by nie stała się rosyjską półkolonią. Zdaniem Jurasza Białorusini są jednym z najbardziej zachodnich w duchu narodów byłego ZSRR, a równocześnie obywatelami najbardziej sowieckiego państwa powstałego po rozpadzie Sowietów.
O ile Jurasz czuje sympatię do Białorusinów, o tyle nie ma złudzeń co do Aleksandra Łukaszenki. Jak pisze: Tym, czego nigdy nie jestem w stanie zrozumieć, myśląc o Łukaszence, jest to, pochodną jakiej aberracji – o ile z aberracją, a nie z uwikłaniami agenturalnymi mieliśmy do czynienia – była decyzja o poparciu przez Polskę Aleksandra Łukaszenki w wyborach prezydenckich w 1994 roku. To skądinąd coś, o czym w naszym kraju niemal nigdy się nie mówi. Tymczasem zaś nasz kraj dwadzieścia dziewięć lat temu udzielił poparcia Łukaszence. Ci, którzy w 1994 roku przekonali władze państwa, że powinniśmy poprzeć Łukaszenkę jako kandydata na prezydenta, nigdy nie ponieśli za to odpowiedzialności i nigdy nie zostali z owego faktu rozliczeni. Wszystkie cechy charakteru Łukaszenki wskazywały tymczasem na to, że jest to człowiek ze skłonnościami autorytarnymi i niemający skrupułów, jeśli chodzi o stosowanie przemocy. Jeszcze jako dyrektor sowchozu zasłynął wszak pobiciem podwładnego. Z psychologicznego punktu widzenia Łukaszenka od początku spełniał wszystkie warunki kogoś, kto będzie w stanie przekształcić państwo w pełną dyktaturę. Poparcie Łukaszenki było straszliwym błędem.
Słuchałam jej z ogromnym zaangażowaniem. Napisana ciekawie, największym plusem jest, że historie w niej opowiedziane były przeżyte przez autora, który oczywiście opowiada o swoich odczuciach, swojej perspektywie jako dyplomaty, tak różnej od tej z ministerstwa, które siedzi w Polsce. Przy takich książkach warto też zachować głowę, bo łatwo jest przyjąć poglądy autora jako te najbardziej odpowiednie.
Ciekawe szczególnie pod względem opowieści na temat 10 kwietnia oraz wewnętrznych relacji w rodzimej dyplomacji, gdzie każdy każdego...no właśnie. Chociaż wydaje mi się, że książka o Białorusi jest pełniejsza pod względem przedstawienia reżimu jak ta o Rosji, to jednak czytało się ją dłużej i bardziej żmudnie.
Dowiedziałam się rzeczy dotyczących Białorusi, o których nie miałam kompletnie pojęcia. Super aspekt, ze wszystkie przeżycia były opisywane z punktu widzenia dyplomaty; ogólnie książka krótka, ale ciekawa. Przeszkadzało mi jednak to jak bardzo autor uważał, że sam robił wszystko idealnie, a winni byli wszyscy wokoło… 🫠
Bardzo ciekawa i świetnie napisana książka o Białorusi. Relacje z pierwszej ręki od człowieka, który przez rok pełnił obowiązki ambasadora RP na Białorusi.