O problemach z dziećmi trudno się mówi. Rodzice starają się nie wypaść z roli, nie przyznać do tego, że sobie nie radzą, że czegoś nie rozumieją. Chcemy o sobie myśleć: „Dobra mama”, „Dobry ojciec”. Robimy wszystko dla dzieci. Chcielibyśmy, żeby to doceniły. Kiedy przychodzi czas nastoletni, trudno nam zaakceptować ich bunt, złość, negowanie naszych próśb i rad.
Lęk o nastoletnie dzieci wybrzmiewa w większości rozmów z rodzicami. I ja ten lęk bardzo dobrze rozumiem. Uwierzcie mi, bardzo dobrze.
Ale wiem też, że nastolatkowie źle znoszą nieustanną troskę i zmartwienie na twarzach rodziców. Czasem wolą się nie przyznać, że mają jakiś problem. Oni potrzebują, żebyśmy ufali, że sobie poradzą. Żebyśmy byli przy nich spokojni, gdy popełniają błędy, wściekają się, rozpaczają...
Treść tej książki ma pomóc w tym, by przez czas dorastania dziecka przejść możliwie spokojnie. Specjaliści podpowiadają, czym się przejmować, a co jest normalne i typowe dla tego okresu. Jak rozmawiać, żeby się nie kłócić, jak wspierać, żeby się nie wypalić.
Moi rozmówcy pokazują, gdzie może być mielizna, gdzie ostre skały, a gdzie bezpieczna przystań. Mam nadzieję, że czytając to, poczujecie, że mgła się rozsnuwa, a w oddali widać także innych dryfujących podróżników. Możemy sobie dodawać nawzajem otuchy, możemy podpowiadać, którędy do brzegu.
Czuję w sobie ogromną wdzięczność względem Autorki za te wywiady. Madre, z życia wzięte, wzruszające. Wiele zrozumiałam, wiele się nauczyłam, uspokoiłam się w relacji z moim Nastolatkiem. Dziękuję ❤️
Nie przemówiła do mnie formą "wywiadów", natomiast doceniam szeroki wachlarz poruszonych tematów. To nie są jakieś przełomowe (przynajmniej dla mnie) informacje, ale ogólnie to pozytywny i podnoszący morale obraz rodzicielstwa.
Buntowaliście się jako nastolatki? Mam nadzieję, że tak!
Zacznijmy od tego, że sarkazm dziecka jest zapowiedzią sporej inteligencji. Rozumiem, że to was nie przekonuje, gdy zamiast porozmawiać, nastoletni człowiek wkłada słuchawki na uszy, wywraca oczami lub trzaska drzwiami, jednak bunt jest ważny, jest dowodem na to, że człowiek zaczął określać swoją tożsamość, szukać siebie, dbać o wolność i autonomię. Ta wiedza oczywiście nie zmniejsza lęku, wiesz to, a i tak się boisz o to, czy twoje dziecko nie wpadnie w uzależnienia, czy sobie poradzi z nauką, a do tego dochodzi jeszcze wstyd, że pewnie to tylko ty nie radzisz sobie z dziećmi, nie dostajesz nagrody w postaci słów „kocham cię mamo/tato”.
Joanna Szulc w „Kochaj i pozwól na bunt. Jak towarzyszyć nastolatkom w dorastaniu” (wyd. Agora) po latach praktyki w psychoterapii dzieci i młodzieży oraz prowadzenia kursów z zakresu wspierania rodziców pisze, że najważniejsze jest to, by rodzice ufali, że ich dzieci sobie poradzą i by byli spokojni, gdy młody człowiek przeżywa trudne sytuacje. Autorka nie daje jednak przepisu, jak być rodzicem idealnym dla twojego dziecka, ale za to rozmawia z tymi, którzy znajdą się na konkretnym aspekcie życie nastolatka, pokażą, czym się przejmować, a co jest normalne, a przede wszystkim — jak rozmawiać i wspierać.
To szesnaścioro rozmówców, po jedynym na każdy rozdział, który poprzedza informacja, jakie tematy będą poruszane, np. w rozdziale pierwszym pojawią się rozważania o kłótniach, wstydzie, tym, co zdradza nasz rodzicielski lęk i jak wziąć odpowiedzialność za nasze emocje, by nie tworzyć łańcuszków z serii niefortunnych zdarzeń (podpowiadam — naprawdę dwójka z polskiego nie świadczy o tym, że ktoś nie umie pisać i nie poradzi sobie na studiach i nie znajdzie pracy).
Rozmowy przeprowadzone przez Szulc pokazują, jak można odmienić perspektywę, zamiast krzyczeć na syf w pokoju, powiedzieć, że na podłodze leżą brudne i czyste ubrania; jak słyszymy, że się przesadnie czepiamy, to może faktycznie tak jest, bo chociaż nie chcemy, to odtwarzamy schematy, które znamy z domu — nie dlatego, że nad sobą nie pracujemy, ale dlatego, że lęk o dziecko jest ogromny, a chcielibyśmy go uchronić od tego, co złe lub trudne. I zapomniał wóz, jak cielęciem był, że nastolatki mają trudności z planowaniem w dłuższym odroczeniu, że nie istnieje stałość, a my oczekujemy decyzji wiążących, np. o tym, czy dobrze wybrało nasze dziecko rozszerzenia, by zdać maturę i studiować to, co chce. Odbieramy im ich prawo do naturalnej i uwarunkowanej biologicznie bezradności.
W książce możemy przeczytać o zmianach w ośrodkowym układzie nerwowym, o tym, że mózgi między 12 a 18 rokiem życia wykonują kawał pracy, że naprawdę — każdemu bez wyjątku — spada liczba połączeń w mózgu, i to dlatego, co wczoraj interesowało młodego człowieka, dzisiaj będzie jedynie snem. Szulc w rozmowach pokazuje, że samotność jest tak przerażająca, że młodzi ludzie godzą się na przemoc rówieśniczą, a my nie mamy takiej mocy, by ulepić człowieka na własny obraz i podobieństwo, że rodzice też potrzebują wsparcia bez oceniania, bo wszystkim dobrze zrobi, gdy będziemy się komunikować z wyrażaniem potrzeb i emocji, a nie słów, które ranią i które są odtwarzane przez całe życie, bo słowa rodziców zostają w głowach na zawsze.
Przeczytacie również o tym, jak młody człowiek może reagować na rozstanie rodziców, na brak stałości w życiu otaczających go dorosłych ludzi, jak ważne jest pozostawanie w swojej roli i niepozwalanie na to, by młodzi ludzie byli opoką w naszych problemach. Dowiecie się, jak reagować, gdy wasze dziecko przegląda w sieci treści nieprzeznaczone do jego wieku, czy istnieje dobry wiek na pierwszy raz, czy i dlaczego je nocami zupki chińskie, z jakiego powodu młody człowiek się okalecza, jak wyrazić akceptację i poradzić sobie z żałobą, gdy dziecko powie nam, że jego tożsamość płciowa jest inna niż w wizji, jaką sobie stworzyliśmy.
To nie są tylko rozmowy dla rodziców, lecz także dla opiekunów i nauczycieli, bo opowiadają także o procesie przyswajania wiedzy, o nauce — jak ktoś nie chce, to go nie zmusimy, o tym, jak stworzyć motywację wewnętrzną i być z dzieckiem w jednej drużynie, grać do jednej bramki, nie siłować się, a słuchać. Znajdziecie tu rozważania na temat higieny cyfrowej, wypowiedzi o tym, że szkoła nie jest najważniejsza, podpowiedzi jak sprawić by to dzieciom się chciało, a nie nam, jak nauczyć je konsekwencji i pozwalać na błędy, bo przecież nawet osoby z deficytami uwagi (np. ADHD) nie są zwolnione ze starania się, bo diagnoza to nie jest odpuszczenie, to informacja, nad czym trzeba pracować i ten wysiłek powinniśmy jako nauczyciele i rodzice nagradzać - nie osiągnięcie celu, a drogę do niego (bez rywalizacji i ocenozy).
Wśród rozmówców Joanny Szulc znaleźli się (celowo skracam funkcje i opisy doświadczeń, bo to znane postaci): Agnieszka Stein (psycholożka), prof. Marek Kaczmarzyk (neurodydaktyk), Izabela Meyza (mediatorka i trenerka komunikacji), dr Anna Rustecka (psycholożka, terapeutka rodzin), Jarek Żyliński (psycholog wychowawczy), Magda Kobosko (nauczycielka), Małgorzata Musiał (pedagożka, mediatorka), dr Karol Jachymek (medioznawca), Joanna Fis (psycholożka), Anna Tulczyńska (psycholożka), Aleksandra Dulas (edukatorka seksualna), Paweł Jankowski (psychotraumatolog), Katarzyna Błażejewska-Stuhr (dietetyczka kliniczna), Kamila Drężek (trenerka psychoterapeutyczna DMT), Anna Gryczewska-Jowsa (psychotraumatolożka), dr Magdalena Śniegulska (psycholożka).
To dobra i potrzebna książka, nawet jeśli początkowo forma wywiadów wydawała mi się nużąca, wcale taka nie była i nie chciałabym, by porady i informacje o tym, jak nastolatki postrzegają świat, były pisane z jednego punktu widzenia. Ten zestaw i dobór rozmówców dają poczucie realnego wglądu w bycie rodzicem młodego dorosłego.
A cytat z rozmowy z Pawłem Jankowskim wydaje mi się podsumowaniem całej książki: „Rodzice mogą wspierać nastolatka z pozycji pasażera na tylnym siedzeniu. Najlepsze, co można mu dać, to przestrzeń na to, żeby przyszedł do nas, gdy w jego życiu pojawią się jakieś trudności. Nie zareagujemy lękiem i złością, ale ponownie zaciekawieniem — i być może również zaufaniem do niego”.
Książkę przeczytałam w ramach współpracy recenzenckiej z wydawnictwem Agora.
Nastolatek w domu? Zdecydowanie musisz zapoznać się z tą książką. Kiedy w domu pojawia się bunt-nagły, jasny, czasem wręcz huraganowy łatwo poczuć, że wszystko tracimy. Joanna Szulc przypomina nas, rodziców, że ten bunt jest częścią dorastania, a jej książka „Kochaj i pozwól na bunt. Jak towarzyszyć nastolatkom w dorastaniu” to spokojny przewodnik, który trzyma za rękę bez moralizowania. Autorka, związana z literaturą i publicystyką, podchodzi do tematu z wyczuciem i praktycznym rozsądkiem. To nie jest cienka ulotka, ale też nie akademicka rozprawa raczej solidny, przystępny poradnik. Już sam tytuł mówi wiele: „kochaj” i „pozwól na bunt” brzmi jak paradoks, prawda? Ale Szulc pokazuje, że to nie sprzeczność, lecz kluczowa postawa rodzica, który chce wychować samodzielnego człowieka, a nie wykonywalną kopię siebie. Książka prowadzi nas przez kolejne zagadnienia dojrzewania od zmian w ciele, przez burzę emocji, po relacje z rówieśnikami i świat mediów społecznościowych. Autorka rozkłada te tematy na praktyczne fragmenty: co jest normalne, kiedy warto się martwić, jak rozmawiać tak, by nastolatek naprawdę słyszał. To podejście „tu i teraz” bardzo ułatwia czytanie dla zabieganych rodziców. Co mi się spodobało jako mamie? Po pierwsze to ton. Szulc nie obiecuje cudów ani nie straszy apokalipsą. Zamiast tego daje przestrzeń dla błędów i wybaczenia naszym i dzieci. Zamiast recepty „zrób tak”, dostajemy zasady i przykłady dialogów, które można dopasować do własnej rodziny. Autorka często przypomina, że granice są potrzebne, ale sposób ich stawiania się liczy: chodzi o konsekwencję bez walki o władzę. To ważne, bo ileż razy wpadamy w pułapkę „kto silniejszy ten ma rację”? Tutaj uczymy się trzymać kurs: miłość + jasne granice + szacunek. Drugą mocną stroną książki według mnie jest praktyczność. Znajdziemy tu konkretne wskazówki jak mówić, gdy nastolatek zamyka się w sobie; jak reagować na ryzykowne zachowania; jak towarzyszyć w konfliktach szkolnych czy związkach. Autorka odwołuje się do realnych przykładów i pokazuje, kiedy warto interweniować, a kiedy obserwować z boku. To cenna mapa: nie trzeba zgadywać, można przeczytać i od razu spróbować. W recenzjach i opiniach czytelników często pojawia się słowo „otucha” i to jest trafne: książka dodaje odwagi, by nie panikować przy pierwszym kryzysie. Mimo wielu zalet, warto podkreślić również ograniczenia. Książka ma charakter poradnika ogólnego nie zastąpi specjalistycznej pomocy w sytuacjach kryzysowych (np. konkretnych zaburzeń psychicznych czy poważnych uzależnień). Jeżeli w rodzinie pojawiają się poważne symptomy (samookaleczenia, głębokie zaburzenia nastroju, uzależnienie), Szulc radzi sięgnąć po profesjonalne wsparcie a my, jako rodzice, nie powinniśmy się wstydzić poprosić o pomoc. To uczciwe i odpowiedzialne podejście autorki: porady codziennego użytku plus jasne wskazanie granic, gdzie kończy się poradnik, a zaczyna terapia. Język i forma są przyjazne nie ma tu nadmiaru terminologii psychologicznej, która mogłaby nas przytłoczyć. Zamiast tego dostajemy krótkie rozdziały, podsumowania i praktyczne „co robić” na końcu niektórych fragmentów. Dla rodzica, który chce przeczytać coś rzeczowego i szybko przejść do działania, to idealne rozwiązanie. Czytelnicy chwalą też wiarygodność książka nie jest jedyną „prawdą objawioną”, ale zbiorem sprawdzonych obserwacji, które łatwo zastosować w codziennym życiu. Dla kogo ta książka? Przede wszystkim dla rodziców młodszych nastolatków (11–16 lat), którzy chcą przygotować się na zmiany, ale też dla tych, którzy już są po burzy i szukają sposobów odbudowania relacji. Polecam ją każdemu rodzicowi, który czuje zmęczenie i potrzebuje praktycznych narzędzi oraz przypomnienia, że miłość (ta cierpliwa, czasem stanowcza) naprawdę ma moc. To lektura uspokajająca nie obiecuje idealnego rozwiązania na każdy konflikt, ale pokazuje, jak budować relację, by bunt nie stał się walką o wszystko.
Książka składa się z wywiadów z różnymi specjalistami, dzięki czemu dotyka wielu kwestii i problemów. Pozwala też poznać tych specjalistów, znaleźć ich w internecie i dokształcić się w tematach, które mogą nam się w danym momencie najbardziej przydać. Forma wywiadu nie jest tak przejrzysta, jak dobrze przygotowanego poradnika, ale wygrywa ciekawym przedstawieniem tematu. Myślę, że warto ją przeczytać nie tylko, gdy jest się rodzicem dojrzewającej osoby, ale dowolną osobą na tyle blisko, żeby mieć regularne kontakty z młodzieżą
Czytając opinie wiązałam wielkie nadzieję z tą książką. I może za wielkie. :( Moim zdaniem nie było w niej nic odkrywczego, raczej tematy które są poruszane w wielu publikacjach a tu zebrane w jedną książkę. Wstęp całkiem ciekawy, ale później... Czułam się jakbym czytała coś, co już wielokrotnie usłyszałam, przeczytałam. Na pewno jest to dobra książka dla osoby, która zaczyna się interesować tematem. Raczej nie dla kogoś, kto już czegoś na ten temat poszukiwał.
Ta książka jest bardzo moja. Zgadzam się z każdym zdaniem i pod każdym podpisuję. „Kochaj i pozwól na bunt” przytuliła mnie i kilka razy powtórzyła: „Jest Ok. Dobrze sobie radzisz”, ale też zapaliła różne czerwone lampki. W teorii wszyscy jesteśmy genialnymi pedagogami, ale w praktyce często ani jednym, ani drugim.
Pełna, wyczerpująca i życiowa. Jedna z niewielu ksiażek dla rodziców dająca praktyczne rady i podejście do dorastających młodych ludzi i kwestii ważnych dla rodzicow tj. Strefa cyberprzestrzeni, porzadek w pokoju czy kłótnie. Czytalam kilka tygodni dawkując sobie każdy rozdział . Bardzo, bardzo dziękuję.
Ciekawy zestaw wywiadów ze specjalistami na przeróżne tematy dotyczące nastolatków i problemów podczas ich dorastania. Na szczęście okazuje się, że wiele problemów jest bardzo powszechnych i w miarę łatwo rozwiązywalnych. Pomimo tego, że książka porusza te problemy dosyć powierzchownie i tak zostałam z poczuciem spokoju .