GDY JUŻ STRACIŁAŚ WSZYSTKO, MUSISZ PRZEDE WSZYSTKIM ODZYSKAĆ SIEBIE
Kiedy Sara odzyskuje przytomność po wypadku, w którym zginęła jej dziewczyna Elena, szybko orientuje się, że coś jest nie tak… Dlaczego nikt jej nie poznaje? I dlaczego nikt jej nie ZAPAMIĘTUJE? Czy to kara za to, co zrobiła?
Sara, kompletnie załamana, opuszcza rodzinne miasto. Trafia do Seattle, a tam na jej drodze staje tajemniczy Horus, który przedstawia propozycję nie do odrzucenia: w zamian za zuchwałą kradzież, Sara dowie się co ją spotkało i jaką rolę odegrali w tym dawni bogowie. Dziewczyna podejmuje wyzwanie, ale sprawy zaczynają się komplikować.
Karkołomne pościgi, tajemnicze bractwo i starodawne artefakty o magicznej mocy – to będzie jej nowa rzeczywistość.
Kim tak naprawdę jest Sara? Czego chce Horus, do którego dziewczyna zaczyna żywić coraz głębsze uczucia? I czy śmierć Eleny była tylko wypadkiem?
jak wiecie nie jestem fanem prowadzenia historii z dwóch perspektyw czasowych, jednakże czasem rozumiem ich zastosowanie, tak tutaj... niestety nie widze ich funkcji...
podobała mi sie teraźniejsza oś czasu, opowiadała wartką, angażująca historię, oś z przeszłości w moich oczach opisywała jedynie to jak bardzo nasza bohaterka kochała swoją zmarłą dziewczynę.
sam pomysł na fabułę był ciekawy, jednakże im głębiej się z nią zapoznawałem rodziło się więcej pytań, na które odpowiedzi nigdy nie padły. na największy plus zasługują zdarzenia, w których nasza bohaterka wpada na pomysł jak wykorzystać swoją nietypową sytuację, po czym zostaje zaangażowana w „tajemnicze” coś.
ciężko jest mi opowiedzieć wam coś więcej tak, aby nie dać spoilerów. rzeczywiście gdy już jakieś kwestie się wyjaśniały to można powiedzieć, że było to na swój sposób satysfakcjonujące. poza głównym rozwinięciem, tym największym plot twistem, którego fanem nie jestem.
dla romansiar: uważam, że nasz główny love interest jest personą intrygującą i wpisującą się w teraźniejsze trendy książkowych mężów. owiany tajemnicą i arogancki.
była to dobra rozrywka i miejscami naprawdę bawiłem sie dobrze, jednak zabrakło mi tu tego nadrzędnego celu historii. miejscami była dla mnie absurdalna i nie wierzyłem w to co czytam. jedną z takich scena była scena zbliżenia, najostrzejsza z całego repertuaru tej pozycji.
czy będę czytał następne tomy? jeszcze nie wiem. z jednej strony widzę potencjał tej historii, z drugiej tak jak wspominałem na początku… zmieszanie…
Szybko moich przemyśleniach. Gdyby nie pewien rozdział i pewna sytuacja, ocena książki byłaby trochę wyższa, ale to było zbyt z dupy bym dała więcej niż 4⭐️
Ogólnie podoba mi się koncepcja na tę książkę, chociaż wydaje mi się że autorka nie miała zbytnio na nią pomysłu, albo wręcz miała za dużo pomysłów I nie wiedziała trochę jak je ze soba połączyć.
z perspektywy czasu zmieniam na 1⭐️bo wciąż nie mogę przeżyć tej sceny sek$u na koniec
Zobaczyłam tę przepiękną okładkę. Przeczytałam ten niesamowicie interesujący opis i pomyślałam sobie „to będzie coś mojego”. Przysięgam Wam, byłam pewna, że ta książka mnie wciągnie, zachwyci i wreszcie będę mogła powiedzieć, że całkowicie przekonałam się do polskich twórców. Ale niestety tak się nie stało. Zawiodłam się i jedyne co mi po niej zostało, to naprawdę duże skonfundowanie.
Zaczęło się naprawdę dobrze. Poczułam klimat Addie LaRue, którą uwielbiam. Główna bohaterka, Sarah, przeżyła tragedię, a świat nagle o niej zapomniał. Została całkowicie sama, bezradna i każdego dnia walczyła o to, żeby przetrwać. Życie nie było dla niej łaskawe, do momentu, aż nie stwierdziła, że jedyną osobą, która jest w stanie jej pomóc jest ona sama. Przez pierwsze sto stron naprawdę wczułam się w tę historię, zżyłam z jej uczuciami. Podobały mi się obie linie czasowe, rozdzierające serce sceny w szpitalu, jak i późniejsza rozmowa z panią w second-handzie i „akcja” w hotelu. Styl Melki był lekki przez co szybko przewracałam kolejne strony mimo że większość z nich zapełniały opisy i przemyślenia Sarah.
Ale później, niestety, kiedy myślałam, że robi się jeszcze lepiej, wszystko się sypnęło, a moja ocena tej książki z każdą kolejną stroną spadała coraz niżej. Akcja z tajemniczym laptopem, włamanie się do budynku po skradzione artefakty. Wszystko to było bardzo obiecujące, ale… Pojawił się główny love interest, który o ile na początku był super fascynujący i tajemniczy, tak później im więcej się odzywał, tym bardziej przestawał mi się podobać, a moje zażenowanie niebotycznie szybko rosło.
„To zrozumiałe, że obecność takiego samca alfa jak ja działa na ciebie pobudzająco”. Przewróciłam oczami.
„(…) chyba ci się to podoba, skoro siedzisz tu sobie cała w pąsach, a twoje s* napierają na materiał bluzki”. Tu aż się skrzywiłam.
Później zaczęłam się też zastanawiać, czy ta linia czasowa sprzed wypadku była w ogóle potrzebna, gdyż po pewnym czasie miałam wrażenie, że czytam wciąż o tym samym. Pewna sytuacja na imprezie, rozdarcie między Jasonem i Eleną i wielka miłość do Eleny. I tak w kółko. Jeśli chodzi o wielki plot-twist z tajemniczym zakonem również nie poczułam się usatysfakcjonowana. Owszem, było to w miarę ciekawe, ale już wcześniej domyśliłam się kto jest Horusem (bo z wspomnianej dwójki męskich bohaterów wystarczyło strzelić na chybił, który z nich jest bardziej prawdopodobny), a wyjaśnienie mocy głównej bohaterki skojarzyło mi się tylko z „Kronikami Atlantydy” Marah Woolf.
Ale to nie te rzeczy, aż tak bardzo zaważyły na mojej opinii, a ostatnie 40 stron i scena erotyczna, która została wrzucona do tej książki całkowicie niepotrzebnie i nachalnie. Która była maksymalnie niekomfortowa, bezsensowna i wręcz, nie wiem, nieprzyjemna? To jaki czworokąt stworzył się między bohaterami na sam koniec całkowicie nie pasował mi do fabuły i zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę nie było tam ani jednej postaci, która w jakiś sposób nie byłaby toksyczna i którą bym faktycznie polubiła. Uczucia i fascynacja pojawiały się znikąd. Ta scena, motyw zdrady (?) w ostatniej linijce książki, wykorzystywanie innych, żeby dopiec komuś innemu. Nie trafiło to do mnie i serce mi pęka, że nie odnalazłam w tej książce mojego nowego ulubieńca.
Uważam, że fabuła przygodowo-fantastyczna miała naprawdę ogromny potencjał, ale został on zmarnowany na korzyść absurdalnych miłosnych rozterek.
mam takie LOVE-HATE do tej książki ohhh dawno się tak nie czułam😭 ALE WCIĄGNĘŁA MNIE PRZEPOTĘŻNIE I BYŁA POZYTYWNYM ZASKOCZENIEM czuję potrzebę napisania posta, więc wait for it.
– And what gave you the confidence? Sarah: – Umm, delusion?
Po pierwsze: niesamowite jest to, że cały blurb tej książki jest spoilerem do największego plot twistu historii. Aż zaskakujące, że się na to zgodzono.
Po drugie: jeśli ktoś uważa, że opis brzmi jak mieszanka wybuchowa, to nie spodziewa się prawdziwego szaleństwa, ukrytego w tej książce. Historia Sarah to tak naprawdę trzy zgoła różne ścieżki, które trochę się łączą w ciąg skutków i wydarzeń, a trochę sprawiają wrażenie, że zaczęto pisać trzy inne książki jednocześnie. Mamy tu stereotypową, amerykańską nastolatkową dramę, obyczajówkę o bezdomności, a potem odlotowe agentki z magicznymi mocami. Nastrój - ale również charakter głównej bohaterki - robi fikołki, zmieniając się o 180° w zależności od prowadzonej ścieżki. Dużo tu chaosu, zdecydowanie książkę prowadzi fabuła, nie bohaterowie, jednak jest na tyle ,,dzika", że ostatecznie trudno mi określić, o czym jest. Zdecydowanie czeka na kolejne tomy. Czy ja będę czekać razem z nią? Wydaje mi się, że niestety nie.
Z początku jeszcze nadążałam. Ale im dalej czytałam, tym szerzej oczy otwierałam, im więcej świata było odkrywane, tym dziwniejszy się stawał. Konsekwencji czynów Sarah praktycznie nie uświadczymy, a powinny być kolosalne (chociażby ich wpływ na świat przedstawiony). Trudno mi też było ją polubić, szczególnie, że jej cechy są płynne – zmieniają się w zależności od rozdziału. Jak w kilka zdań przechodzi od bezdomnej do super agentki? Nie wiem. Ale tak jest.
Dużo w tej opowieści pomysłów, niekoniecznie złych, a ciekawych, miejscami nawet intrygujących, ale kompletnie niewykorzystanych. Może to kwestia debiutu (owszem, autorka ma dwie książki na koncie, ale z tego, co wiem, były selfpubem (nie spisuję ich na straty dlatego, że nim są, tylko zaznaczam, bo to jednak dwie różne płaszczyzny, współpracować z wydawnictwem a odpowiadać za wszystko samej)), ale można ją było doszlifować jeszcze. Trochę przemyśleć niektóre wątki, sposoby wplatania ich w już daną osnowę. Nie jest nieciekawa, ale chaotyczna, momentami absurdalna, a nie wydaje mi się, by taki był jej cel.
Jak czytalam poczatek, środek i koniec to mialam wrazenie że czytalam 3 różne książki 😭 totalnie to mi nie współgrało i tak sie zawiodlam... koniec byl najlepszy ale też miał bezsensowne rzeczy. Nie wiem już sama naprawdę
O Boże, nareszcie skończyłam! 😭 Muszę sobie jednak dać spokój z czytaniem młodzieżówek, bo to zdecydowanie nie jest gatunek dla mnie 💀. Męczyłam się z tą pozycją ponad pół roku... Dla mnie była to bardzo chaotyczna powieść, bohaterka wykazywała przejawy bipolarności, scena zbliżenia pod koniec była po prostu obrzydliwa i nie na miejscu, a te przeskoki w czasie przez pierwsze ok. 100 stron znacząco spowalniały fabułę. Dopiero później akcja nabrała tempa i już nie miałam takich oporów, aby sięgać po tę lekturę - nawet się wciągnęłam (choć tylko na parę rozdziałów). Myślałam, że poczuję klimat Addie LaRue, lecz nie było mi to dane. Nie polubiłam się z żadną postacią. Wciąż wiele rzeczy pozostaje dla mnie zupełnie niezrozumiałych, pomimo tego, że podobno zostały już rozwiązane 🤨. Cała kreacja tego świata nawet miała potencjał, ale rezultat był bardzo nieuporządkowany i powodował w mojej głowie mętlik, raz po raz. Spodziewałam się czegoś bardziej obiecującego po opisie, a dostałam żenujące teksty Horusa... Ta książka z pewnością długo nie pozostanie w mojej pamięci.
Książka, która okazała się dla mnie ogromnym i pozytywnym zaskoczeniem. Nie znałam wcześniej ani Autorki, ani jej twórczości, ale bardzo zainteresowały mnie motywy występujące w "Dziewczynie, którą zapomniano" i postanowiłam dać jej szansę. Połączenie moralnie szarego bohatera z mitologią? Przecież to brzmi tak dobrze!
Nie ukrywam, że pierwsze sto stron książki dość mocno mi się dłużyło. Prawdopodobnie zadziało się tak przez przeplatanie wydarzeń z przeszłości oraz tych z teraźniejszości. Jednakże, kiedy pojawiła się już akcja właściwa, ta "przeplatanka" przestała mieć wpływ na mój odbiór historii Sarah. Oczywiście przeszłość głównej bohaterki oraz jej dziewczyny były kluczowe dla całej fabuły - finalnie wszystko połączyło się w piękną, szokującą całość.
Bardzo podobał mi się styl pisania Melki. Było sporo opisów, ale czytało się je bardzo przyjemnie i szybko. Poza tym uważam, że myśli Sarah oraz jej emocje zostały spisane w rewelacyjny sposób. Nie miałam problemu żeby wczuć się w jej ciężką sytuację i od samego początku poczułam sympatię do dziewczyny oraz ogromne pokłady współczucia. Były momenty, że nie rozumiałam jej zachowań (zwłaszcza jeśli chodzi o jej obiekty uczuć), ale tak chyba właśnie jest z nastolatkami, prawda?
Książka pochłonęła mnie od momentu pojawienia się Horusa. Jak ja uwielbiam takich gości, którzy robią ze swojej tożsamości tajemnicę! Wszystko, co działo się później było wielkim rollercoasterem i nie wiem nawet kiedy dotarłam do ostatniej strony. Mnóstwo zaskoczeń, nie byłam w stanie przewidzieć niczego... Mitologia w "Dziewczynie, którą zapomniano" została przedstawiona w naprawdę interesujący sposób i jestem ciekawa jak Melka poprowadzi ten wątek dalej. W ostatnich rozdziałach otrzymałam odpowiedzi na wiele pytań, ale natychmiast pojawiały się kolejne niewiadome. Zakończenie było czymś z kategorii "wow, serio?!". Gdyby była taka możliwość to nawet nie robiłabym przerwy i od razu sięgnęłabym po drugi tom.
Moja ocena to bardzo mocne 4,5/5! Największym minusem był początek, przez który dość ciężko było mi przebrnąć oraz niestety scena erotyczna, która się w książce pojawiła, a której fanką nie zostałam. Była ona dla mnie dość niespodziewana i zważając na pewne okoliczności miałam poczucie, że jest trochę nie na miejscu. Potrzebowałam w tej historii więcej zbudowanego napięcia między postaciami - czuję więc lekki niedosyt.
Tutaj od razu chciałabym dodać, że książka ma ograniczenie wiekowe 16+ i to właśnie tej grupie najbardziej polecam lekturę. Podsumowując, "Dziewczyna, którą zapomniano" to cudowna pozycja dla osób, które nie szukają mocnej fantastyki, a przyjemnego romantasy osadzonego we współczesności. Ja bawiłam się podczas czytania doskonale, książka zrobiła na mnie duże wrażenie i nie mogę się doczekać kontynuacji. Z ręką na sercu mogę Wam polecić ten tytuł, warto się nim zainteresować!
Konstrukcja tej książki!!! Ja wręcz muszę od tego zacząć. Rozdziały są podzielone na teraźniejszość i przeszłość, jednak to co się działo rok temu też dodatkowo przeplata się godzinowo, co leżało mi idealnie. Przechodząc do fabuły -> chyba nie do końca spodziewałam się tego, co nadejdzie i to pozytywnie mnie zaskoczyło. Z rozdziału na rozdział moje zainteresowanie historia Sarah rosło, a w szczególności intrygowały mnie rozdziały z przeszłości bohaterki i muszę przyznać, że nie było żadnego rozczarowania. Ludziska, czytają finalne rozdziały tej pozycji siedziałam z rozdziawioną gębą i nie mogłam wyjść z podziwu jak bardzo w moim stylu było to zakończenie - niesamowicie bolesne, zaskakujące i otwierające mnóstwo nowych drzwi. Książkę będę wspominać z uśmiechem na ustach i zdecydowanie jeśli szukacie dobrej rozrywki i pozycji, która będzie utrzymywać w napięciu do końca, to ja serdecznie polecam “Dziewczynę, Którą Zapomniano”. Teraz tylko poproszę kontynuację <3 Nie będę ukrywać, że miałam wątpliwości, ponieważ ostatnio na rynku jest wysyp książek Influencerów, bookstagrammerów i innych rozpoznawalnych osób (niekoniecznie w środowisku literackim) i ja na to wszystko patrzę z dużym przymrużeniem oka, jednak w tym wypadku okazało się, że warto było spróbować.
Hmm... polubiłam się z piórem autorki oraz bohaterami, ale kilka rzeczy mi nie podeszło. Muszę pomyśleć 🤔
[edit: daję 3,5/5✨ ]
_____________pełna recenzja: "Starałam się ze wszystkich sił docenić to, jak wiele się zmieniło, i o niczym więcej nie myśleć, tylko oczyścić umysł i odprężyć ciało. Jednak gdzieś głęboko pod skórą czułam, że zapłaciłam za to większą cenę, niż sądziłam."
Narratorką "Dziewczyna, którą zapomniano" jest Sarah, rudowłosa nastolatka, która ulega wypadkowi. Wraz ze swoją dziewczyną, z którą dopiero co się pokłóciła, wpadają pod koła rozpędzonej ciężarówki. Sytuacja nie wygląda za dobrze. Z drugiej strony autorka wplata nam dodatkową, teraźniejszą perspektywę. Świat Lethy jest pełen adrenaliny, niebezpiecznych misji oraz odkrywania prawdy. Wraz z psem u boku, dziewczyna pragnie dowiedzieć się dlaczego nikt jej nie pamięta. Jaki los połączy z nią tajemniczego Horusa?
Mam dużo do powiedzenia o tej książce, a jednocześnie tak mało kwestii do poruszenia. Niestety duża część z nich byłaby spoilerem, a tego wolałabym uniknąć. Także postaram się Wam napisać o niej możliwie bez szczegółów. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy podczas czytania to lekki styl autorki. Przez tą książkę się po prostu płynie! Jest to jej duży plus, dzięki którym nie można się oderwać od opowieści Sarah. Pomysł był naprawdę dobry, historia ciekawa i poniekąd również te małe nawiązania do pewnych dzieł sprawiły, że przepadłam w tej powieści. Poznajmy ją z dwóch perspektyw. Rozdziały opisane rokiem 2023, które rozgrywają się po wypadku. Oraz te z 2022 opisujące wydarzenia z przeszłości. Jedne przeplatają się z drugimi tworząc zawiłe myśli, sytuacje oraz postacie mające na siebie ogromny wpływ. Panował tu lekki chaos, a przez moje niedopatrzenie dat, niekiedy gubiłam się podczas lektury. Dlatego zapamiętanie samego roku przyszło mi łatwo. Prócz Seattle czy Karoliny Północnej, autorka zabiera nas w podróż do Włoch, gdzie nasi bohaterowie zmagają się z kolejnymi niebezpieczeństwami. To właśnie z głosu Sarah stopniowo wchodzimy w ten świat - nieco magiczny, choć poruszamy się po znanych nam uliczkach. Jest to jedna z tych postaci, do których trzeba się przekonać. Niejednokrotnie było tak, że podejmowała swoje decyzje pod wpływem chwili czy emocji. Co ciekawe, wiele jej cech do końca pozostaje zagadką (jak choćby ta magiczna zdolność), także mam nadzieję, że kolejny tom pokaże nam ją z szerszej strony. Dalej mamy Elenę, z którą za długo nie pobyliśmy, ale z opowieści narratorki wnioskuję, że była to jedna z niewielu osób, którym ufała. Te dziewczyny stanowiły dla siebie oparcie, drugi dom. Melka Kowal ukazała tutaj przykład naprawdę pięknej, choć niepozbawionej wad relacji. Najlepiej ukazaną, najbardziej tajemniczą, zaskakującą osobistością w tej książce jest bez wątpienia Horus. Wiele się po nim spodziewałam, gdy czytałam opinie u innych osób. Cóż... sceny z nim były jednymi z moich ulubionych. Wokół niego czuć jakiś magnetyzm, który sprawia, że chcemy wiedzieć o nim więcej (to pewnie ta maska). Trochę jak Sarah. Bardziej jak Lethe Queen. Te ciągłe pytania, domaganie się odpowiedzi - ale między nimi było chemii! Ileż napięcia! Bardzo podobało mi się to, jak autorka ujęła ich współpracę w obliczu kolejnych zagrożeń. Podróż przez pół świata nigdy nie jest przewidywalna (dodajcie do tego dwa ogromne psy). Jednak jest pewien aspekt, ta konkretna scena, która miała miejsce na ostatnich stronach. Oj, nie podobało mi się to. Pytanie: Czy to w ogóle było konieczne? Nie wiem co mam o tym sądzić, dlatego pozostawię ten wątek bez odpowiedzi.
"Dziewczyna, którą zapomniano" owiana jest wielką niewiadomą. Odkrywamy ją wraz z Sarah przy jednoczesnym poznawaniu samej bohaterki. Mimo zabawnych scen i charakternych postaci, poruszone zostały tu wątki, które niejednokrotnie wywoływały we mnie smutek. Scena w szpitalu, scena pod hotelem. Nie spodziewałam się, że w tej historii znajdzie się tak wiele ciężkich emocji. Do tego dochodzi pewien fragment, który może sprawić wielu osobom ból, dlatego miejcie na uwadze zerknięcie przed lekturą na ❗️TW (śm¡erć, próba sam○bójcza).
Kim jest Sarah? Kim jest Horus? Na te pytania, choć niepełne, znajdziecie odpowiedzi sięgając po książkę Melki Kowal💚 Czekam na kontynuację!!
[ Współpraca reklamowa z Perseidy/ Znak Literanova ]
Krótko i zwięźle: + cool idea z Bogami, bardzo ciekawe użycie mitologii + budowanie napięcia, stale dziejąca się akcja + tajemnice, zagadkowość
+/- mam wrażenie że to miał być wydłużony bardzo wstęp do drugiego tomu
- pootwierane na sam koniec wątki (będące tak naprawdę kontynuacja tych od początku tego tomu - statuetka lwa ⅓, Cerber) - cała książka sprowadza się dla mnie przez to do chaosu, prowadzącego tak naprawdę donikąd - dwa timelines, które momentami nieco mi się rozjeżdżały i musiałam sobie przypominać który aktualnie czytam - smut jumpscare, general use of "hot" scenes... Według mnie nie były one w tej książce zupełnie potrzebne i tylko zmniejszyły mi frajdę z jej czytania - Hades (Horus) being a cheater, also the whole Hades×Artemis?? WASN'T ARTEMIS LITERALLY LIKE... GOD CANON ACE???
This entire review has been hidden because of spoilers.
Nie spodziewałam się, że ta książka mnie tak bardzo ruszy. Pierwsze rozdziały przypominały mi rzeczy, które już dawno zakopałam w umyśle i do których nie chciałam wracać, przez co uderzyły we mnie z podwojoną siłą. Jednak mimo to, nie związałam się jakoś z tą historią, a zakończenie sprawiło, że mam bardzo mieszane uczucia…🤨
"Dziewczyna, którą zapomniano" to książka, która przez większość czasu trzyma w napięciu i dopiero po przewróceniu ostatniej strony pozwala czytelnikowi na wzięcie oddechu pełną piersią. Zamysł na fabułę jest naprawdę interesujący, a sposób, w jaki historia Sarah jest przedstawiona (mieszanie teraźniejszości z retrospekcjami oraz stopniowe dostarczanie czytelnikowi i samej Sarah odpowiedzi) rodzi wielką ciekawość, a nawet pozwala na snucie własnych teorii.
Byłam miło zaskoczona stylem pisania autorki - jest on przyjemny, przez co książkę szybko się czyta. Główna bohaterka, choć znalazła się w naprawdę okropnej sytuacji, nadal potrafiła wywołać na mojej twarzy uśmiech swoimi kwestiami, które były blyskotliwe i zabawne (szczególnie spodobał mi się fragment, w którym skomentowała noszenie przez Horusa maski, uwielbiam go!).
Jedyna scena, która nie do końca przypadła mi do gustu to scena seksu - była dla mnie trochę zbyt impulsywna, ostra i niespodziewana. Brakowało mi przed nią kilku scen zbliżenia się bohaterów, zagłębienia ich burzliwej relacji - gdyby ten wątek był trochę dłużej rozwijany, a ogień między nimi wolniej wzniecany, wybuch tych uczuć byłby bardziej naturalny, pełen emocji, które mogłabym łatwiej zrozumieć i sama je poczuć.
Uważam, że historia ma duży potencjał i z welką chęcią przeczytałabym kolejne sto stron w tym tomie, które pokazałyby nową rzeczywistość Sarah i mogłabym poznać razem z nią jej obecne życie.
Zakończenie książki wbiło mnie w fotel - odpowiedzi, których kompletnie się nie spodziewałam i zaskakujące zwroty akcji sprawiły, że chcę po prostu więcej! Mam wielką nadzieję, że Melka napisze kolejny tom i pozytywnie mnie zaskoczy po raz kolejny z jeszcze większą siłą.
Sarah cieszyła się nastoletnim życiem — imprezami, przyjaciółmi, związkiem z dziewczyną, którą kochała ponad wszystko — do pewnego wieczora, po którym nikt nie pamięta, kim jest. Samotna, bez dachu nad głową czy pieniędzy na utrzymanie, krąży po ulicach Seattle. Gdy poznaje mężczyznę, który zna odpowiedzi na wszystkie dręczące ją pytania i zaczyna z nim współpracować, sprawy komplikują się jeszcze bardziej... Kim tak naprawdę jest Sarah? Czemu nikt o niej nie pamięta? Jak związek mają z tym Bogowie?
Książka pochłonęła mnie od pierwszych stron, potrzebowałam mniej niż dobę, by zapoznać się z jej treścią. Lekkie, ale utrzymujące napięcie pióro @s0ymel sprawiło, że poczułam te historię całą sobą. Powieści z wątkiem mitologicznym mają w mym sercu specjale miejsce, a "Dziewczyna, którą zapomniano" właśnie do nich należy (mimo, że sami Bogowie pojawiają się dosyć późno).
Dziękuję za możliwość poznania tej historii, jestem pewna, że zostanie ze mną na długo.
Wow, dostając tę książkę nie miałam żadnych oczekiwań. Po tak długim okresie nie czytania, nie wierzyłam, że właśnie ta historia wyciągnie mnie z dwumiesięcznego zastoju czytelniczego.
Szybkie i łatwe czytanie można zawdzięczyć na pewno przeskokom czasowym oraz dwóm wątkom, które świetnie się ze sobą łączyły i stanowiły spójną całość. •!Jednak nie możemy zwalić tego na "lekką młodzieżówkę". Książka porusza wiele ważnych, wrażliwych tematów. Między innymi takich jak: próba samobójcza, utrata bliskich osób, śmierć.
Bardzo polubiłam jak został rozwinięty wątek fantastyczny, zapomniana przez wszystkich dziewczyna, dawni bogowie, tajemniczy Horus. Mimo tego, że wszystko to jest nie tak realne, czytając wydawało się tak bardzo prawdziwe. Po prostu utonęłam w tej historii. Raz po raz zadawałam sobie pytania Dlaczego właściwe nikt nie mógł jej zapamiętać? Gdzie podziała się dawna Sara? Chciałam tylko czytać i czytać, aby dowiedzieć się co będzie dalej.
Nie zawiodłam się czytając tę książkę, być może dlatego, że nie miałam wobec niej żadnych oczekiwań, czytając przedpremierowo nie wiedziałam również czego się spodziewać. Więc dlaczego tylko 3 gwiazdki? Czy to oznacza że książka jest słaba? Nie. Po prostu nie posiada ona moich ulubionych motywów, o których uwielbiam czytać. Jednak nie powstrzyma mnie to od polecania tej książki każdemu kto uwielbia wątek fantastyczny w pleciony do świata ludzkiego/realistycznego.
❝ Wybrałam życie bez strachu i poczucia winy. Życie, w którym miałam kontrolę i odwagę. ❞
[współpraca recenzencka]
To chyba jedna z najtrudniejszych recenzji, jakie przyszło mi napisać, gdyż toczy się we mnie walka między moimi faktycznymi odczuciami po lekturze tej książki a moim emocjonalnym przywiązaniem do niej. „Dziewczyna, którą zapomniano” to pierwsza książka, którą otrzymałam w ramach współpracy recenzenckiej, dlatego chyba już do końca moich przygód z literaturą będę miała do niej duży sentyment.
Miałam wobec niej bardzo duże oczekiwania, bo nakręciłam się na nią jeszcze w trakcie czytania maila z ofertą współpracy i chyba sama jestem sobie wina, bo ustawiłam ją w swojej głowie na jakimś piedestale, a później musiałam konfrontować swoje wygórowane życzenia z rzeczywistością.
Nie zrozumcie mnie źle, książka naprawdę mi się podobała, a styl pisania Melki i język, jakim się posługiwała pozytywnie mnie zaskoczył i uważam, że „Dziewczyna, którą zapomniano” zdecydowanie jest warta uwagi. Opisy emocji były naprawdę przejmujące i sprawiały, że łatwo było nawiązać nić porozumienia z Sarah i obdarzyć ją szczerym współczuciem, gdyż sytuacja, w jakiej się znalazła, była tragiczna. Ciężko pojąć, jak wiele cierpienia spotkało tę niczemu winną nastolatkę. Nic dziwnego, że tak dużo, włącznie ze swoim człowieczeństwem, była w stanie poświęcić dla tych kilku odpowiedzi na pytania, które prześladowały ją każdej nocy. Muszę jednak przyznać, że mniej więcej do połowy książki trochę się nudziłam. Akcja się wlekła, było mnóstwo opisów, a przez to rozdziały się dłużyły i bardzo brakowało mi dialogów, które dynamizują akcję i wprowadzają napięcie. Ciężko było mi się oswoić z tym jedynie opisowym charakterem pierwszej połowy. Zdaję sobie jednak sprawę, że autorka nie do końca miała wyjście, gdyż ten sposób narracji wynikał z sytuacji, w jakiej znalazła się główna bohaterka, która wylądowała na ulicy i prowadziła życie samotniczki. Nie miała za bardzo z kim prowadzić tych rozmów, a poza tym te wszystkie opisy wprowadzały nas do życia bohaterki i przybliżały do samej Sarah, więc były konieczne. Przeplatana akcja –współczesnością i przeszłością też początkowo odrobinę mnie męczyła, bo bardziej zainteresowała mnie obecna sytuacja bohaterki niż przeszłość, ale te elementy również były niezbędne, gdyż nie tylko tłumaczyły to, co się stało z Sarah, ale także skrupulatnie budowały napięcie i muszę przyznać, że faktycznie rosło ono z rozdziału na rozdział.
To wszystko uśpiło moją czujność, dlatego kiedy w końcu akcja zaczęła się rozwijać, przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Z każdą kolejną stroną coraz bardziej ciekawiła mnie ta tajemnica, którą tak desperacko próbowała odkryć Sarah. Z tego powodu druga połowa znacznie bardziej przypadła mi do gustu, kiedy Sarah zaczęła dostawać zadania i w końcu pojawił się bohater, z którym mogła nawiązać kontakt. Ostatnie 70 stron zaś praktycznie „połknęłam”, nawet nie czułam, kiedy przewracam kartki i nagle po prostu dotarłam do ostatniej strony. Muszę przyznać, że Melce udało się mnie zaskoczyć. Zazwyczaj przewiduję akcję większości książek i znam zakończenie już po kilku rozdziałach, ale tym razem zupełnie nie spodziewałam się tego, co zaserwowała nam autorka. Miałam wrażenie, że na ułamek sekundy, kiedy bohaterka uzyskała odpowiedzi na swoje pytania, zespoiłam się z Sarah w jedność i odczuwałam wszystkie emocje, które towarzyszyły jej w tamtym momencie. Wówczas czytałam kolejne zdania z szeroko otwartymi ustami i wiedziałam już, że warto było tyle czekać na taki rozwój wydarzeń. Niestety później czar prysł, kiedy doszło do, irracjonalnej moim zdaniem, sceny zbliżenia, która przyznam szczerze, bardzo wpłynęła na mój finalny odbiór książki.
Niemniej jednak mimo tej jednej sceny, lekko mniej dynamicznej pierwszej połowy książki i nagromadzenia zdrad i zdrajców (których, jak już pewnie wiecie, naprawdę nie cierpię) „Dziewczyna, którą zapomniano” nie zostanie przeze mnie szybko zapomniana. 😉 Mogę ją z czystym sumieniem polecić czytelnikom 16+, którzy lubią lekkie romantasy, wnikliwie opisy emocji i motywy mitologiczne, które moim zdaniem zostały tu doskonale wplecione.
Czekam niecierpliwie na drugi tom, bo ta historia po prostu NIE MOŻE się tak zakończyć! Sarah dostała swoje odpowiedzi, teraz ja ich potrzebuję!
✨ Tą książką bardzo się zaskoczyłam. Nie czytałam opisu, tylko motywy dlatego treść była dla mnie zagadką. I uważam że bardzo dobrze zrobiłam. Dzięki temu cały czas byłam zaskoczona i co chwilę mnie coś dziwiło i zaskakiwało. Mogłam też lepiej odczuwać emocje podczas czytania. 🌫️ Styl pisania autorki był bardzo przyjemny i nie wyróżniał się niczym specjalnym. Książkę czytało się bardzo płynnie i przyjemnie a rysunki w książce dodatkowo były cudowną odskocznią dla oczu. Gratulacje dla ilustratorki, autorki, wydawcy i wszystkich innych osób bo zrobili bardzo dobrą robotę przy tej książce 🐾 Widać, że fabuła była przemyślana i plot twisty ciężko było przewidzieć. Jedynie fakt, że to co się wydarzyło naprawdę czytaliśmy jakoś 3 razy z odkrywaniem innego faktu sprawiło, że miałam ochotę przeskoczyć tą część. To powtarzanie jednej sceny było sporym minusem dla mnie. Można to było zredukować i poświęcić kilka stron więcej na wspomnienia Sarah. ✉️ Książkę czyta się bardzo przyjemnie i łatwo można się utorżsamić z główna bohaterką. Fabuła jest przemyślana, a plot twisty bardzo niespodziewane. Większych emocji nie odczuwałam, ale były momenty w których byłam blisko pisku z radości lub zaskoczenia lub wzruszenia. Zabrakło mi jakiejś iskierki, czegoś co sprawiłoby, że poczułabym, że ta książka jest „moja". Zdecydowanie warto zapoznać się z tą pozycją.
Mam straszne mieszane uczucia do tej książki. Bo z jednej strony hej, była fajna! Ale z drugiej? Co to było…
Podeszłam do niej z dużymi oczekiwaniami, ale niestety po jakiś 200 stronach one rozsypały się jak pamięć po Sarah/Lethe(?)
Gdyby te ostatnie 40 strony wydarzyły się w połowie książki, pokochałabym ją swoim całym serduszkiem. Choć jest tutaj dużo sprzeczności, sięgnę po następny tom (jeśli on kiedykolwiek wyjdzie…)
Jakie to było świetne. Po pierwsze kompletnie nie spodziewałam się że będzie to fantastyka tego typu. Świetnie się na niej bawiłam, dosłownie coś mnie do niej ciągnęło i jak ją odkładałam to myślałam tylko o tym żeby znowu do niej wrócić. Bohaterowie byli naprawdę świetni, a i humor genialny. Akcja dobrze poprowadzona, chociaż momentami nie wiedziałam o co chodzi to zaraz wszystko było fajnie wyjaśniane. I to co najważniejsze BYŁY PIESKI (aż 3 🥹), jakby ktoś jeszcze nie wiedział jestem totalną psiarą i kocham książki z pieskami!!
Pół gwiazdki odejmuje za zachowanie bohaterki na końcówce książki, gdzie dosłownie każdy był dosłownie dla niej obiektem westchnień oraz za niestety jedną naprawdę okropną scenę, która pojawiła się że tak powiem z dupy i nikomu nie była potrzebna i miałam wrażenie że wepchana na siłę.
Mimo wszystko polecam i nie mogę się doczekać kolejnego tomu!!