Stało się. Świat się skończył. Nadeszło Groźne i Inne. Przestańcie się mazać, to dopiero początek. Nie zapinajcie pasów. To bez sensu.
2014. Jacek Nitecki stoi samotny przed halą odlotów Okęcia. Zaczyna padać deszcz. Dzwoni telefon. Jacek odbiera, myśląc, że jego droga do piekła właśnie się skończyła. Ale ona dopiero się zaczyna.
2020. Warszawa wchodzi w kolejną falę pandemii.
Lockdown zamyka ludzi w ich domach, w ich głowach, w kleszczach lęku. W środku tego szaleństwa Marta Pazińska próbuje walczyć o życie i godność tych, którzy są samotni i bezbronni. Nie rozumie jednak, że cała Warszawa stała się bezbronna jak dziecko. A ci, którzy przez lata czaili się w ciemności, teraz ruszyli po władzę. Idą po nią po trupach dzieciaków, policjantów, polityków. Kości chrzęszczą pod ich stopami.
Parę lat po wydarzeniach ze Ślepnąc od świateł bohaterowie tamtej powieści schodzą pod powierzchnię miasta, zanurzają się w płynącym pod nim złu. A zło jest zimne. I gęste.
Popularny pisarz młodego pokolenia. Pochodzi z Nidzicy, ukończył studia dziennikarskie na UJ. Współpracownik pism „Lampa” i „Machina”, twórca rubryki „Tydzień kultury polskiej” w tygodniku „Wprost”. Autor kilku powieści, z których dwie ostatnie – "Instytut" i "Zmorojewo" wpisują się w konwencję horroru (przy czym "Zmorojewo" jest przede wszystkim powieścią przygodową dla młodszych czytelników). Fani alternatywnej muzyki rockowej z kolei wysoko cenią sobie Radio Armageddon, wydane w 2008. Sam Jakub nazywa siebie „pisarzem, niezależnym publicystą, recenzentem, felietonistą, blogerem, konsumentem śmieci i wzorowym odbiorcą kultury masowej”.
Tej książki nie da się odłożyć nawet na moment. Wciąga się ją jak narkotyk, momentami jest jak uderzenie w splot słoneczny, ściska klatkę piersiową i wywala całe powietrze z płuc. Pan Kuba zaserwował rzeczywistość kompletnie na surowo w najobrzydliwszy i najlepszy sposób. Absolutna topka.
2,5. zulczyk ewidentnie mial pomysl, na ktorym probowal oprzec cala historie, ale im dalej w las tym mniej ma to sensu. pierwsza polowa ksiazki czyta sie dobrze, druga - niekoniecznie. zdecydowany regres w porownaniu do slepnac od swiatel, widoczny zwlaszcza w postaci jacka, ktory z inteligentnego chlopaka z bogatym monologiem wewnetrznym zmienia sie w powolnego cpuna popelniajacego najglupsze bledy, ktory nawet sam przed soba nie potrafi wytlumaczyc wlasnych dzialan. jego smierc jest jakby pospiesznie wcisnieta miedzy strony, nie robi prawie zadnego wrazenia, jest anticlimactic, rozczarowujaca - jakby byl przypadkowym przechodzniem, a nie glowna postacia. i ta pazina ktora pod koniec ksiazki staje sie niesmiertelnym terminatorem epilog kurtki pozostawia dodatkowy niesmak, jego rozdzialy byly niepotrzebne i jakby na sile smieszne, luzne, mlodziezowe.
umiejetnosc zulczyka do wciagniecia w historie - nie wazne jak odklejona - lekko ratuje calosc, bo czlowiek jednak ludzi sie, ze dalej historia znow staje sie ciekawa.
mialam wysokie nadzieje, ale niestety dawno temu w warszawie rozbilo je w drobny mak.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Język to u Żulczyka wszystko. Może i jest śmiesznie, może jest zabawnie, kinowo niemal. Jak w prozie Doroty Masłowskiej – dużo przekleństw, dużo zlepków, dużo form mutujących w ustach postaci, które je tworzą. Dialogi czytają się same, ale spomiędzy słów wypływa smutek i poczucie narastającej beznadziei. Dla Jakuba Żulczyka język to narzędzie, a przekaz każdego zdania jest precyzyjny. I tnie jak ostrze. Nawet nieśmieszny żart Daria, czy jego CAPSLOKOWE wywrzaski. W tej powieści słowa są utytłane i polepione – potrzebne, by Warszawa i jej światki-półświatki stanęli nam przed oczami w całej swojej krasie.
Wreszcie – pandemia. Choroba, która jest jak odbicie schorowanego społeczeństwa, schorowanego systemu i ich ofiary – schorowanego miasta. Gorycz tamtego wspomnienia, czasu, którego nikt nie chce pamiętać, a który jest tu i teraz dla bohaterów powieści. W obliczu światowego kryzysu wszystkie kryzysy pomniejsze powinny stracić na znaczeniu. A Jakub Żulczyk paradoksalnie naświetla je, wyostrza, przybliża. Narkomania, prostytucja nieletnich, nietolerancja i homofobia, korupcja i handel narkotykami, polityka. Kłamstwa. Przemoc. Świat za woalem noir. „Dawno temu w warszawie” to jak satyra na okrucieństwo, która sama w sobie jest okrutna.
Nie jestem pewna, czy na twórczość Jakuba Żulczyka można być przygotowanym. Niby wiem, po czyją prozę sięgam, ale to zawsze jest jakiś cios, zawsze zaskoczenie, błysk prosto w oczy. Dla tych, co zapytają o kontynuację – chociaż „Dawno temu w Warszawie” nie istnieje w oderwaniu od „Ślepnąc od świateł”, to można wejść do tej rzeczywistości od tej właśnie strony, od szarego końca. A potem zobaczyć, jak to wszystko się kiedyś zaczęło. To na pewno jest już inna opowieść i Jakub Żulczyk też jest inny. Co nie znaczy, że nie satysfakcjonujący.
3.5 „Ślepnąc” było lepsze. To była jazda bez trzymanki i płynęło to wszystko jakoś tak prosto z duszy, czuło się to. „Dawno temu” angażuje słabiej, zachwyca rzadziej, niektóre wątki są dziwne lub na siłę, a bohaterowie stali mi się obojętni. Nadal czyta się to fantastycznie, a Żulczyk to kocur, bez dwóch zdań. Jednak jakiś niedosyt pozostał. No i tym razem niestety przerost treści nad formą, a ja wolę na odwrót.
Trzyma poziom 'Ślepnąc od świateł ', chociaż miejscami trochę traci dynamikę. Myślę, że udałoby się usunąć 100 stron a nie wpłynęłoby to znacząco na przebieg fabuły.
Żulczyk w wywiadzie u Paciorka w Imponderabiliach powiedział, że chce, aby "ślepnąc od świateł" było traktowane jako prequel do właściwej historii, czyli "Dawno temu w Warszawie". Ja mam inną teorię. Napisał to tylko po to, aby nie mieć więcej pytań o kontynuację. "Ślepnąc od świateł " było historią, która pokazała jak szybko może upaść iluzja poukładanego życia dilera. Zakończenie było otwarte, ciekawe, dobre. W tym przypadku zakończenie nie pozostawia złudzeń. Od pierwszej strony wiedziałam, że to do tego zmierza, ale aby dotrzeć do ostatniego zdania, ostatniej kropki, musiałam przebrnąć przez prawie 800 stron historii, która była... Hm? Nieco powtarzalna? Mniej angażująca? Z pewnością mniej dynamiczna. Dynamizmu odbierał jej sposób narracji podzielony między dwóch głównych bohaterów i trzeciego drugoplanowego. Gdy tylko działo się coś interesującego, narracja przeskakiwała do innej postaci, żeby tylko pozostawić nas z tą ciekawością. Tylko, że w momencie, gdy byłam zainteresowana historia Jacka (no come on, po to tu przyszłam), nagle wchodziła narracja Paziny, która stała się w tej części idealistką do przesady.
Momentami umiejętność dosadnego opisania rzeczywistości przez autora w tych małych, pozornie nieznaczących opisach, jest abstrakcyjnie precyzyjna i piekielnie dobra.
Książka wciąga, ale jest przewidywalna kilkadziesiąt stron wcześniej (np. Kurtka i jego nieudany plan ucieczki z Warszawy — zagrywka stara jak świat; zakończenie głównego wątku).
Za punkt honoru autor postawił sobie maglowanie tematu zaburzenia tożsamości płciowej przez całą książkę. Stawiam, że to przede wszystkim celowy zabieg marketingowy.
Są celne nawiązania do polskiej rzeczywistości, ale czasem autor głucho pudłuje i za bardzo tę rzeczywistość przerysowuje.
Postać Daria kończy się z niewykorzystanym potencjałem. Prawie dwie książki Dario jest postacią ponad wszystkich, a na koniec się okazuje, że to zwykły emeryt. Epilog zbędny.
Główne zakończenie? Nieszablonowe zwycięstwo LGBTQ, zwycięstwo kobiet i zwycięstwo dobra.
„Wiesz, o co chodzi.”
This entire review has been hidden because of spoilers.
Żulczyk dowiózł przepotężnie, ale mam jeden problem z tą książką. Jest dużo bardziej rozbudowana niż Ślepnąc od świateł, co oczywiście jest na plus. Dodatkowo pisania z trzech perspektyw, dzięki czemu poznajemy Pazinę i dostajemy nowego bohatera - Kurtkę. Problem pojawia się jednak w tym, że o ile Ślepnąc od świateł było osadzone w takim "prawdziwym i realnym" świecie, ta historia była serio realna i być może w Warszawie serio istnieje taki Jacek ze Ślepnąc, to Dawno temu w Warszawie już trochę odbiega od tej realności, staje się bardziej fikcyjne, robi się z tego takie Narcos, już raczej nie zbyt możliwe do wykonania w dzisiejszych czasach. Przez to książkę trochę trudniej odnieść do prawdziwego życia, ale nadal jest to bardzo dobra pozycja, która dostarcza nam tylu informacji z uniwersum Ślepnąc, że można by ją przeczytać znowu od początku i odkryć kolejne rzeczy.
Chyba faktycznie rzadki przypadek sequelu lepszego od części pierwszej. Rzeczy, które robisz w covidowej Warszawie, będąc duchem, psychopatą, dilerem lub aktywistką. Sporo wątków, które uważni czytelnicy mogą kojarzyć z otaczającego świata doklejonego z większym pomysłem niż "na ślinę". Z kategorii minusy: rozumiem, że część rzeczy w książce jest w kategorii mało prawdopodobne, ale chyba najmniej prawdopodobne pozostaje tam kierowanie ośrodka dla dzieciaków przez podmiot bez żadnej tożsamości prawnej i ludzi bez żadnego doświadczenia w tym temacie.
To najmniej żulczykowa książka Żulczyka. Początek mnie podekscytował (w końcu to powrót do Ślepnąc), ale im dalejtym poziom przekombinowania jak dla mnie za duży. „Dawno temu…” po prostu nie smakuje mi Żulczykiem. Za dużo ostrych przypraw, które palą i szokują, ale zaraz zostaje tylko gorzki posmak. I to nie tak, że całkiem mi sie nie podobała, to bardziej rozczarowanie, bo kto to widział, żebym dała Żulczykowi ledwo 3/5
Dla mnie taka książka skrajności. Czytałam ją prawie rok i momentami mnie cholernie męczyła, ale ostatnie 250 stron przeczytałam na raz. Mam strasznie mieszane uczucia. I chyba jednak wolałabym, żeby ta historia zakończyła się na pierwszej części.
Nie spodziewałem się tak genialnej kontynuacji; nie mogłem oderwać się od tej książki. Wydaje mi się, że to jedno z lepszych dzieł Żulczyka, jakie miałem okazję czytać. Opowieść wręcz ocieka groteską, brudem i mrokiem nocnej Warszawy tak gęstym, że można go wyczuć w każdym zdaniu. To niezwykle brutalna narracja, pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji, które stopniowo odkrywają zło w każdym z bohaterów. Gorąco polecam - jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałem w tym roku.
I didn't expect such a brilliant continuation; I couldn't stop reading this book. It seems to me that this is one of Żulczyk's best works that I've had the opportunity to read. The story is full of grotesque, filth, and the darkness of Warsaw's nightlife so thick that you can feel it in every sentence. It's an incredibly brutal narrative, full of unexpected twists that gradually reveal the darkness in each of the characters. I highly recommend it - it's one of the best books I've read this year.
Bardzo lubię styl Żulczyka. Lubię tekst, który często mnie bawi. Lubię jakość wykreowanych postaci, przekleństwa, które zupełnie mi nie przeszkadzają, a można by powiedzieć, że do tej historii pasują idealnie. Lubię Daria, ze swoim stylem wypowiedzi, który powoduje dotkliwość jego szaleństwa. Obejrzałam serial „ślepnąc od świateł” i przy każdej wypowiedzi Daria miałam przed oczami Jana Frycza. Oceniłabym może Pazinę w tej części i jej zachowanie, ale co ja będę spoilery robić? Daruję sobie. Ciągłość książki, była urywana, ale wyrył mi bruzdę w mózgu jak świetliki. Nie czytałam, nie mogłam czytać, nie miałam jak, a i tak o niej myślałam. Może koniec bym sobie życzyła inny, może … Ale mocne 4,5 ⭐️ To była przyjemna podróż.
No genialne prawie że. Już Ślepnąc od Świateł było świetne, a tu Żulczyk co najmniej dorównał poziomem, a na pewno przerósł ambicją. Sporo nowych postaci, narracja z różnych perspektyw, proceder na miarę Breaking Bad, wciąż tona nawiązań do popkultury, świetnie oddany klimat wczesnego Covidu. Ogólnie sama fabuła jest bardziej fantastyczna niż w Ślepnąc, ale to w ogóle nie przeszkadza bo Żulczyk potrafi to zrobić, potrafi to opowiedzieć. Super, chyba najlepsza pozycja tego autora.
4,5 tak naprawdę Bardzo fajnie ten Żulczyk pisze, momentami może zbyt poetic jak na mój gust ale w większości ciekawie, kreatywnie, zabawnie, współcześnie, z dobrym researchem. Ale po co takie długie napisał???? Nie dało się mniej niż 800 stron? Na pewno się dało. Możnaby parę wątków wywalić bez kitu.
Tak fajnie mi się to czytało aż do ostatnich stu stron, gdzie po prostu była zjeżdżalnia bez trzymanki. Jak można tak zwalić książkę takim posranym zakończeniem??!! 🤦🏼♀️🤷🏼♀️