Jak miło było wrócić do świata Leszego! Nawet nie wiedziałam, że ukazała się piąta część cyklu autorstwa Magdaleny Zawadzkiej-Sołtysek. Nie wiem jak mogłam ją przegapić, ale na szczęście błąd został naprawiony i „Martwy świt” już za mną. A u Autorki, jak to u Autorki, nie zabraknie słowiańskich odniesień, w końcu stworzony przez nią świat Krukowca pełen jest tajemnic, ale i wpływów słowiańskich bóstw i ich wysłanników.
Tu rusałki i wąbierze, domowniki i inne nadprzyrodzone byty wiodą żywot obok ludzi, czasami wchodzą im w drogę, a czasem żyjąc z nimi w symbiozie.
Tym razem w Krukowcu, życie splatać się będzie ze śmiercią. Radość urodzin przeplatać się będzie z żałobą po stracie, a ludzkie decyzje będą miały swoje namacalne konsekwencje. Tu powiedzenie uważaj czego sobie życzysz, będzie miało zupełnie inne znaczenie, a nieuchronność ludzkiego losu boleśnie zostanie mieszkańcom osady uświadomiona. A jaki wpływ na to będą miały Rodzanice, Libusza, Czajka czy Jaruś – bohaterowie tej części opowieści – musicie się sami przekonać. I chociaż tym razem zabraknie Gniewichy, pojawiające się w tej odsłonie postaci będą równie wyraziste.
Polecam zatem zarówno tę cześć, jaki i wszystkie poprzednie . Magdalena Zawadzka-Sołtysek potrafi w sposób mistrzowski budować napięcie w swoich opowieściach, kształtować ich niepowtarzalną atmosferę wciągając czytelnika bez reszty w stworzony przez siebie świat. Kto go raz pozna, ten w nim przepadnie. Warto tu jest się jednak zadomowić, bo to ciekawa i pełna humoru przestrzeń, w której nie zabraknie konfliktów społecznych, osobistych dramatów i nieuchwytnych tajemnic. Polecam zatem serdecznie.