Jedna z moich lektur z okazji rocznicy Powstania - fenomenalny wywiad-rzeka z człowiekiem, który na samym początku wojny trafił w przepaść - do Auschwitz - i gdy udało mu się ją opuścić, mimo wiedzy o tym, co grozi za walkę z okupantami, czy to niemieckimi, czy komunistycznymi, cały czas szedł po tej kładce nad przepaścią, bo uważał, że to doświadczenie zostało mu dane "po coś" - by mógł pomagać ludziom.
Zamiast recenzji kilka cytatów:
"Niektórzy historycy mówią, że w rezultacie powstania zabrakło tysięcy ludzi, którzy mogliby budować nową Polskę. Czyli że gdyby powstanie nie wybuchło, to Stalin zmieniłby swoje założenia strategiczne? A niby z jakiego powodu?Przypominam, ż na kresach żołnierze AK byli więzieni, deportowani, zabijani jeszcze przed wybuchem powstania. Że między latem 1944 r. i latem 945 r. wywieziono ze wschodniej POlski do Rosji kilkadziesiąt tysięcy ludzi [...]. To była wypróbowana stalinowska metoda, której powtórzenie w Warszawie nie wymagałoby większego wysiłku. Jeśli można deportować 50 tysięcy, to równie dobrze można deportować 100 tysięcy albo i dwa razy więcej. [...] Nie, nie wiem, co by było, gdyby powstanie nie wybuchło. Nikt nie wie. Jałowe rozważania! Wiem, co było! [s. 120]
"Dziś zastanawiam się, czy nie powinienem był zająć się edukacją, skończyć studia, znaleźć pracę na uczelni, skoncentrować się na karierze osobistej. Może wszystko poszłoby łatwiej? Może? Ale uważałem, że suma doświadczeń i wiedzy, która została mi dana - bo przecież ja sobie nie wybrałem ani obozu, ani konspiracji, ani powstania - zobowiązuje do działań użytecznych." [s. 136]
"Ludzie zachowują się albo przyzwoicie, albo nieprzyzwoicie. I to jest podział elementarny. Nauczyło mnie życie, że ludzi nie wolno oceniać wedle ich sympatii czy poglądów politycznych, ale według kryterium prawości. Idzie o siłę oporu przed pokusami. Że ktoś był więźniem politycznym, to wcale nie znaczy, że uzyskał od losu patent na szlachetność". [s. 188]
[o tym, jak został ambasadorem w Wiedniu - o swoim przerażeniu i zgodzie]
"Bo ja się uważam za patriotę. Co to znaczy? Że biorę odpowiedzialność za przeszłość mojego narodu w dobrym i złym, i za jego przyszłość, tak jak biorę odpowiedzialność za samego siebie. Patriotyzm jest dla mnie źródłem godności. A ponieważ tak się składa, że jestem wierzącym chrześcijaninem, to mam pewność, że moje dobro nie może stać w sprzeczności z dobrem mojego narodu i z dobrem powszechnym. Więc jeśli jestem potrzebny, to nie powinienem się wahać.
Dla mnie patriotyzm jest wartością. To znaczy czymś pozytywnym. Postawą wolną od demagogicznych podniet, od paranoicznego węszenia za wrogiem. Postawa na rzecz czegoś, a nie przeciw komuś". [s. 259]