Czy podczas jednych wakacji może zmienić się wszystko?
Mia jest nieustraszoną marzycielką. Mieszka ze swoją mamą Nylą i ojczymem Benem w Cape May w New Jersey. Kocha bez, szum oceanu, baseball i swojego prawdziwego tatę, Cadena, który niestety mieszka daleko. Wiedzie spokojne życie, ale wszystko zmienia się, kiedy do miasteczka sprowadza się tajemnicze rodzeństwo, Sophie i Nicholas.
Tak miało być to opowieść o dorastaniu, pierwszej miłości, ale także o determinacji, rodzącej się przyjaźni, szczerości, marzeniach i tym, co w życiu jest najważniejsze. Mia chce wygrać zarówno w miłości, jak i na boisku. Czy zdoła połączyć te dwie światy?
Influencerka, wokalistka, tancerka. Szerszemu gronu dała się poznać za sprawą projektu TEAM X, jednak największą popularność zyskała po rozpoczęciu kariery solowej. W internecie skupia się głównie na tworzeniu materiałów wideo o zwierzętach, w których pod płaszczykiem rozrywki przemyca najmłodszym treści edukacyjne. W 2022 roku na rynku ukazało jej debiutanckie wydawnictwo „Miłostki”. Płyta pokryła się złotem, a towarzysząca premierze trasa koncertowa przyciągnęła ponad 10 000 uczestników. Kiedy nie nagrywa filmów i nie zdobywa scen, równie chętnie udziela wywiadów i gości w programach telewizyjnych. Nie ma jednak wątpliwości, że jej widownia bardzo to lubi – dowodem sympatii była nagroda w plebiscycie Gwiazdy Party Young. Prywatnie miłośniczka zwierząt, choć największym uczuciem darzy psy. Sama dzieli codzienność z dwoma papillonami – Lilką i Bajką. Lubi testować własne granice i doświadczać życia. Do marzeń podchodzi ambitnie. Zawsze dąży do spełnienia każdego, które pojawi się w jej głowie, by udowadniać sobie i innym, że można osiągnąć wszystko – nawet jeżeli inni mówią, że jest to niemożliwe.
Czy to była typowa historia dla młodzieży/dzieciaków? Tak. Czy to coś złego? Nie.
Najważniejszym punktem całej tej książki jest fakt, iż jest ona (w mojej ocenie) 9+. Dla mnie, dla „doświadczonego” czytelnika nie było tu nic niezwykłego, innowacyjnego, zachwycającego. Co nie zmienia faktu, że dla wielu osób może to być pierwsza książka ever. Ja sam wychowywałem się na bajkach/filmach, które cały czas wałkowały te same motywy i nie widziałem w tym nic złego, wręcz bawiłem się świetnie.
Ta historia w 100% spełnia swoje zadanie - delikatna opowieść o dziewczynie pełnej pasji, mającej w swoim życiu jakieś przeszkody, uczącej się jak działają relacje. Nie jest to kolejna książka o toksycznych relacjach i badboyu, którego każdy na żywo by unikał.
Mia, główna bohaterka ma 17 lat, ale czytając tę książkę ma się wrażenie, jakby była jednak młodsza. I tak właściwie to mój jeden z dwóch zarzutów, gdybym miał coś zmienić to właśnie wiek bohaterów (tylko, że to z kolei wpłynęłoby na uzasadnienie pewnych kwestii).
Drugi zarzut - brak rozwiązania w sprawie dotyczącej ojca.
W mojej ocenie to idealna książka dla młodszego czytelnika. I to właśnie po literaturę tego typu powinny sięgać dzieciaki, które widuję w kolejkach do autorek piszących dla starszych czytelników. (jest to jednak dyskusja już wielokrotnie poruszana i nie chce mi się nawet tego roztrząsać).
Jeśli główna bohaterka jej przyjaciółka mają 17 lat, to oczekuje, że ich zachowanie będzie na to wskazywać, a one się zachowują jakby miał lat 12/13.
Tematyka jest dosyć oklepana i płaska. Zakładam, że książka może spodobać się młodszym czytelnikom, czyli w sumie grupie docelowej Julki, ale imo są znacznie lepsze książki na rynku jak np Krzewiedźma czy Enola Holmes albo Gregor.
styl, w jakim napisana jest ta ksiazka jest tragiczny, tak samo pisalam w swoim pamietniku z violetty jak mialam 12 lat
"Udaję wtedy, że śpiewam, bo oczywiście tylko poruszam ustami, ale tańczymy razem i to zawsze jest bardzo spoko." TO ZAWSZE JEST BARDZO SPOKO nie dam rady, jestem dopiero na 3 stronie
"Kto by przypuszczał, że ze średnią 5,5 była z niej taka imprezowa bestia." pominiemy sformulowanie imprezowa bestia i skupimy sie na sredniej 5.5. OTOZ, dlatego wlasnie nienawidze jak polskie autorki pisza o stanach. piszcie o czyms, co znacie. w usa najwyzsza mozliwa srednia to 4.0, wiec sophia musiala sie niezle napracowac na to 5.5:p
"– To ci Johnsonowie, tak? – Zmarszczyła brwi. – Może są upośledzeni? – Nie można tak żartować – powiedziałam upominającym tonem, ale po chwili dodałam: – Ale może są. Nie wiem. W każdym razie to by wiele tłumaczyło. – To może lepiej dać mu spokój? – Żartowałam! – Ja też!" normalnie usmialam sie po pachy, smiechow bylo co niemiara
julia zugaj dostaje jednego plusa: nicholas poki co nie jest typowym "bad boyem" tylko normalnym, nawet troche niesmialym chlopakiem, mila odmiana po hell
rozmowy w ten ksiazce sa tak... dretwe, nienaturalne i bezsensowne!!!
kazda, doslownie kazda sytuacja, ktora mamy uznac za smieszna, jest opisana w tak slaby i sztywny sposob, ze przez cala ksiazke mam grobowa mine
"– To naprawdę godne podziwu – stwierdziła moja mama. Patrzyła na Nicholasa z uznaniem. Miałam wrażenie, że jej imponował." nie no co ty, skad takie wrazenie??
skonczylam. nie wiem, ostatecznie nie mam za wiele do opowiedzenia o tej ksiazce, bo byla po prostu slaba, infantylnie napisana, bez zadnej glebszej fabuly (niech tylko mi ktos sprobuje wmowic ze watek z nicholasem lub z przygotowaniami do meczu byly w jakikolwiek sposob dobrze napisane). julia zugaj napisala (przemek corso napisal?) slodka ksiazke dla mlodszej widowni, ale ta ksiazka nie powinna sie tak latwo znalezc na polkach w ksiegarniach, gdzie na pewno na wydanie czeka mnostwo duzo lepszych i bardziej wartosciowych ksiazek. nie ma w niej nic szkodliwego jak w hell czy w rodzinie monet, ale ta ksiazka po prostu nie zasluguje niczym na wydanie, jest nijaka i jesli julia zugaj chciala sie spelnic, to powinna napisac ksiazke SAMA i dodac ja na wattpada. ale wtedy nie byloby trzepania kasy na zugajkach, prawda?
edit: jeszcze chce dodac co do relacji mii i nicholasa, mam wrazenie ze mimo ze to jest glowny watek w tej ksiazce, to my nic o niej nie wiemy😭 dostajemy na poczatku to jak sie poznali, potem dostajemy informacje ze "zaczeli ze soba pisac" przy czym nie widzimy zadnej z tych rozmow. ich spotkania ktore sa opisane moznaby policzyc na palcach jednej reki (i dodam, ze podczas tych spotkan zamieniaja ze soba po dwa zdania, opis tych spotkan to rowniez ze 2 strony), po czym na koniec nicholas wyznaje mii ze ja kocha. be fr.
This entire review has been hidden because of spoilers.
JPRDL JAK JA N NAWIDZE TEJ SKAIZKI KUTWA MAC POSTAXIE SA TAK OKROPNIE PROSTE BIPOLARNE NIE NAIWDZE CHARAKTERU GLOWNEJ BOHATERKI, ZREZZTA ONA GO WGL N MA, WATEK PRZYJQZNI I ROMASU JEST TAK BASICOWY ZE JPRDL NIENAIWDZE ZAKONCZENIA KITWA JEBANE OTWARTE ZAKONCZENIE I PRZYSOEGAM WSTAJE WYCHODZE DODTAKOWO JEST TAK ZLE NAPISNA NO NMG
2,1/5 Zrobiłam bingo najbardziej typowej książki dla przedziału 12-15 i wattpadowych romansów sprzed 5 lat (tych z justinem Bieberem czy innym shawnem mendesem czy Harrym stylesem) i wykreśliłam całe bingo. Przemo, julka - nie piszcie i nie "wymyślajcie" więcej książek, bo szkoda papieru
To nie jest książka dla mnie - ale nie miała być. To pozycja dla młodszych czytelników, może nie tak obeznanych z książkami YA, nie tak wymagających - bezpieczna, nietoksyczna, bez negatywnych wzorców. Tak, banalna i prosta, ale stanowi miłą odmianę od tych książek, które z nastolatków robią dorosłych i wciskają ich w „dorosłe” fabuły. Dla mnie jako dorosłej - 2⭐️, ale na pewno chętniej podsunęłabym to 10-latce szukającej pierwszej książki o miłości niż „Rodzinę Monet” 😉
Podszedłem do tej książki z otwartym umysłem, bo myślałem, że skoro autorów jest aż dwóch, to nie może być aż tak źle. Spoiler: Może.
Ta książka nie wnosi kompletnie nic nowego do świata czytelniczego. Wątki są prostolinijne a postacie płytkie. Styl pisania przypominał mi opowiadanie, które napisał w ramach pracy domowej jakiś piątoklasista. Książka jest skategoryzowana jako Young Adult, co jest przekomiczne, biorąc pod uwagę, że nawet grupa docelowa tej książki (8-12) będzie tym po prostu znudzona.
Jest to kolejna oklepana historia o dziewczynie, która żyje w USA (i jeśli liczycie tu na jakiś soczysty worldbuilding to nie róbcie sobie nadziei).
Mówię to z bólem serca, ale gdyby nie nazwisko Julii Żugaj to mam wrażenie, że książka po miesiącu trafiłaby do tych kubłów w supermarketach, gdzie trafiają książki, których nikt nie kupuje i sprzedają je po 2 zł.
Ciężko właściwie powiedzieć dla kogo jest przeznaczona ta książka. Dla mnie była ona okropna, męcząca, mdła i prostolinijna. Czy młodym fanom przypadnie ona do gustu? Tego też nie byłbym taki pewien.
To nie jest książka dla dzieci tylko dla debili, Juleczka naciąga naiwne faneczki na kasę, a one są w nią zapatrzone jak w obrazek
Masz tak niskie mniemanie o swoich widzach, że myślisz, że normalny dialog jest dla nich za trudny i nic innego poza - tak - nie - ok nie napiszesz? Dzieci nie są takie głupie za jakie je uważasz
Zwłaszcza, że tym bardziej książki dla dzieci powinny wzbogacać słownictwo i być poprawnie napisane, a nie specjalnie je ogłupiać i zaniżać IQ. Tu jest taka masa błędów, powtórzeń, braku jakiegokolwiek researchu i logicznej składni, że mam ochotę się popłakać na myśl o drzewach, bo mogły być wykorzystane na cokolwiek tylko nie na to coś
Nazywanie cudownego ojczyma „wyposażeniem domowym” to zdecydowanie są te wartości, które chcesz przekazywać swoim 10 letnim fankom co nie Żygajko?
Postacie są bardziej płaskie od kartki papieru, relacje plastikowe i tu nie ma żadnej przyjaźni ani miłości, tu nie ma NIC
Wszyscy się zachowują jakby byli jacyś niepełnosprawni i na pewno nie jakby mieli te 17 i 19 lat XD
Jeśli ktoś chce kupić książkę dla dziecka, żeby zaczęło przygodę z czytaniem i je do niego zachęciło to to jest najgorszy możliwy wybór
„To były zwariowane wakacje” dosłownie nic się nie działo
I o co one grały? O puchar Tymbarka?
Dałoby się całą książkę napisać o tym dlaczego ta książka jest zła i poruszyć 3 razy więcej wątków niż w tej recenzji
No to tak, najpierw tu trzeba wyjaśnić kontekst, bo "Tak miało być" postawiłabym dwie różne oceny: –--> jako czytelnik, książkara przed 30., która przeczytała już setki książek, widziała rzeczy złe i dobre (takie 2/5★), –--> jako pedagog z wykształcenia zdający sobie sprawę, że nie jestem targetem tej książki i ze świadomością, że miałabym tę lekturę dać do przeczytania osobom w podstawówce (4/5★). Pewnie się więc nam ocena uśredni do tej trójeczki, chociaż nie porównywałabym tych dwóch podejść, bo tu matematyka tak prosto nie działa, to nie jest zero-jedynkowe.
Julia Żugaj i Przemek Corso napisali książkę SKIEROWANĄ do Żugajek. Influencerka jest w pełni świadoma, dla jakiej grupy odbiorców tworzy treści i bardzo pilnuje, by było to coś dla nich bezpiecznego, jak i atrakcyjnego – tyczy się to zarówno prowadzonych przez nią social mediów, jak i samej książki.
Jest to bowiem miła obyczajowo-romansowa historia dla 9-12 latków, która ucieka od toksyczności (co promowała Rodzina Monet), nie znajdziemy tu papierosów, alkoholu, a nawet przeklinania. Wręcz przeciwnie – dostajemy raczej wskazanie dobrych wartości, relacji w rodzinie czy w przyjaźni, troskę o stan psychiczny drugiej osoby. Do tego całość spisana jest bardzo prostym językiem, który dla młodych czytelników okaże się całkowicie zrozumiały (jasne, nie nauczy niczego nowego, nie rozwinie słownika, ale każdy potrzebuje czasem czegoś tylko dla rozrywki, odmóżdżającego).
Tylko że gdybym miała tę książkę oceniać jako powieść samą w sobie, to automatycznie nieco spadamy w ocenie – bo "Tak miało być" jest dość... Nijaka? Płytka? Mało angażująca? Otrzymujemy masę różnorodnych wątków, które nie mają czasu wybrzmieć, styl pisania jest do cna uproszczony, żarty płytkie, a bohaterowie zachowują się nieadekwatnie do swojego wieku.
To, obiektywnie patrząc, nie jest dobra książka. Tylko kurczę, Kici Koci czy Pucia też nie oceniam pod względem skomplikowania fabuły, bo nie ja mam się cieszyć lekturą, a target. Którym, co już zaznaczyliśmy, nie jestem.
Jeśli więc macie więcej niż te 14 lat, na pewno dostrzeżecie wady i będziecie rozczarowani lekturą. Ale bez problemu możecie podsunąć ją młodszemu rodzeństwu – żeby przeczytali "Tak miało być" zamiast szkodliwych Braci Pieniążków.
Ta 2 gwiazdka to tylko ze względu na Bena, he deserves better
Żeby zostawić jakieś większe pole do dyskusji niż powyższa uwaga, spiszę wam to, co miałam w głowie podczas czytania. Nie traktujcie tego jako pełnoprawnej recenzji, to będą po prostu moje spekulacje i wnioski, jakie nasunęły się podczas czytania i jeszcze przed trafieniem książki na legimi.
Zdaję sobie sprawę, że napisanie i wydanie książki to marzenie wielu osób. Sama jestem jedną z nich, tworzę własną serię od 2017, ale dopiero od 2021 jestem dumna z obranego kierunku. I myślę, że każdy, kto też prowadzi od miesięcy, lat swoje historie, może zgodzić się ze mną, że to nie jest prosta droga - od napisania po znalezienie wydawcy i dotarcie do dnia premiery (bo w obecnym bookmediowym świecie nawet podpisanie umowy nie daje 100% gwarancji, że ujrzymy naszą powieść na półkach). Obecnie też dobrym ruchem jest stworzenie swojego "pisarskiego portfolio" jeszcze przed wysłaniem propozycji do wydawnictw - przez zyskanie czytelników przykładowo na Wattpadzie, promowaniem swojej pisarskiej persony na instagramie, Tik Toku etc.
Czy to jest coś złego? No nie, to jest wręcz coś normalnego już na tym etapie - bo spójrzcie na składanie CV. Pracodawcy chętniej patrzą na ewentualnych pracobiorców, którzy mają już jakieś doświadczenie. Podobnie mogą działać wydawnictwa, bo jeśli te widzą, że ktoś już wyrobił sobie nazwisko i ma grono czytelników, wydawnictwo ma gwarancję, że książka zarobi na siebie - i nawet jeśli nie stanie się bestsellerem, nie okaże się tak wielką stratą.
Jednak w tym wypadku mamy trochę inny przypadek. Influenserka, osoba rozpoznawalna (ale nie w środowisku książkowym) marząca o stworzeniu własnej książki... Wchodząca w kooperację z innym autorem. To, że książka ma dwóch autorów, to akurat nie jest niczym nowym - ale tutaj mamy sytuację (i wybaczcie, jeśli coś przeinaczyłam, bo głównie dowiadywałam się tego od znajomych, sama trafiłam tylko na jeden tik tok Julki i to z jakieś dwa miesiące temu), w której pomysłodawcą była autorka, a całą "brudną robotę", tzn. zmienienie tego w tekst, zajął się drugi autor.
Właściwie do tej pory nie wiedziałam, co o tym myśleć. Mogłam oceniać, dyskutować ze znajomymi, ale póki nie przeczytam samej książki, nie mogłam do końca stwierdzić, czy taka współpraca miała szansę się udać. Oczywiście nie znam charakteru pracy między Julką i Przemkiem, bazuję tylko na książce.
Która po prostu była mdła. Trochę nie jestem w stanie uwierzyć, że jest spod pióra autora, który ma już kilka(naście) książek wydanych, ale z drugiej strony nic dziwnego - patrząc po okładkach innych książek można wysnuć wniosek, że młodzieżówka to nie jest gatunek, w którym Przemek tworzy, więc to był swojego rodzaju eksperyment. Tylko że nieudany - książka miała klimat nie tyle young adultu, co middle grade. Podczas jej czytania miałam wrażenie, że była aż zbyt infantylna (i trochę to rozumiem, bo główni odbiorcy Julki to jednak dziewczynki które dopiero wkraczają w etap dojrzewania), co w połączeniu z wiekiem bohaterów (Mia i Sophie mają po 17 lat, Nicholas 19) naprawdę się gryzie. Ich rozmowy i sposób myślenia były dziecinne i to ogromnie. Nie chodzi o to, aby bohaterowie od razu rzucali przekleństwami (tutaj to padło tylko raz na szczęście), ale młodzież w tym wieku wypowiada się już o wiele pewniej, dojrzalej. Jasne, są osoby, które mogą mieć zwariowany i "dziecinny" sposób bycia, ale to nie jest reguła - a i wtedy w większości przypadków czuć, że mamy do czynienia z np. siedemnastolatkiem, a nie dwunastolatkiem.
No i przede wszystkim sama fabuła. Prosta, bez większych zaskoczeń - ja sama nudziłam się na niej, ale wierzę, że młodzi (i tu chodzi o wiek, a nie staż) czytelnicy, którzy dopiero zaczynają przygodę z książkami, będą mogli się jakoś tam bawić. Niestety, nie jest to książka wysokich lotów ani nawet prawdziwie przyjemna rozrywka - bo tutaj wiele rzeczy po prostu było potraktowane powierzchownie. Począwszy od relacji Mii z Sophie czy Nicholasem, a nawet jej ojczymem (he deserves better, my favourite character of this book) czy rodzinne sprawy wspomnianego rodzeństwa.
Tak jak wspominałam, nie traktujcie tego jako pełnoprawnej recenzji, bo nawet nie wiem, jak te rozkminy zakończyć i co ewentualnie mogłabym jeszcze powiedzieć. Po prostu zachęcę was do dyskusji (kulturalnej, bez obrażania nikogo) i odpowiedzenia na pytanie - tak, każdy może chcieć napisać i wydać książkę. Ale czy czasem należy to robić i wykorzystywać, że wyrobiło się nazwisko w innym środowisku, a z pisaniem ma się wspólnego właściwie tyle co nic?
„Tak miało być” to zdecydowanie pozycja dla grupy odbiorczej autorki, czyli młodszych czytelników. Książka została napisana w prosty i można powiedzieć że wattpadowy sposób. Szczerze już pierwsze 3 strony bardzo zniechęciły mnie do dalszego czytania. Im dalej można było zauważyć delikatną poprawę jednak nadal książka zawierała mnóstwo zbędnych opisów, które nie ukrywam, często pomijałam. Tak zdaje sobie sprawę ze Julia Żugaj nie jest zawodową pisarką, jednak fakt że pracował przy tej książce pisarz stawia go trochę w słabym świetle. To co mnie zaskoczyło to to że pomimo tego, jak już wspominałam, że książkę napisały 2 osoby, cały sukces jest przypisywany Julii, a Przemek nie doczekał się nawet miejsca w dedykacji (jeśli to było zamierzone - okej, ale nadal słabo). Bohaterowie niczym mnie do siebie nie zachęcili, akcje było można lepiej poprowadzić i rozwinąć na więcej stron.
Książka będzie idealna dla młodszych nastolatków jako np alternatywa dla nieodpowiedniego dla nich wattpada. Zagwarantuje ona dobrą zabawę i odskocznię. Ja się z nią niestety nie polubiłam co nie znaczy że nie macie po nią sięgać 🫶🏻
Nie wiem nawet, co mam tu napisać, bo dosłownie to był taki random słownika języka polskiego i zdan wielokrotnie złożonych, że nie wiem, co mam napisać....kompletnie nieposplatana I bez sklejenia składowisk, które gromadzą to, jak się kształtują wątki....Nie wiem....To było po prostu...randomowe jak ten jeden Stasiek na weselu....
Mimo to, nie podoba mi się to, że z książki robi się stygmatyzacja w bookmediach....
Edit: Ja dam temu wyższą ocenę, bo naprawdę nie podoba mi się to, co się dzieje w związku z tą książką
NEJNAWIDZE TEJ KSIAZKI GLOWNA BOGATERZY SA JACYS NA LEB JEBNIECI WSYZTSKO JEST MEGA PRZEWIDYWALNE I BASIC + NAPISANE JAK NA WATTPADZIE W 2015 JULKA NJE PISZ WJECEJ KSIAZEK PROSZE #zugajki