Chłopięca przyjaźń, początki dorastania, społeczne wykluczenie i potransformacyjna rzeczywistość, w której trudno związać koniec z końcem.
Gruby albo Buła, jak nazywają głównego bohatera nawet kumple, wraca z wakacyjnego obozu organizacji paramilitarnej, na który posłała go babcia, by w końcu zrobić z niego mężczyznę. Udaje się to tylko częściowo. Chłopak zrzuca wprawdzie sporo nadprogramowych kilogramów, jednak w oczach otoczenia nie przestaje być Bułą. W dalszym ciągu jest obiektem drwin ze strony rówieśników i ofiarą różnego rodzaju przemocy, także fizycznej, i nieuchronne przybiera z powrotem na wadze.
Gdy do klasy dołącza nowy kolega, o rok starszy Sebastian, życie Buły odmienia się na lepsze. Wraz z Mareczkiem, dotychczas jego jedynym przyjacielem, tworzą teraz nierozłączne trio. Przynajmniej dopóki nie pojawią się pierwsze narkotyki.
Gruby to czwarta powieść Michała Michalskiego, ale pierwsza, która ukazuje się pod jego własnym nazwiskiem
Podobno „Gruby“ powstał przypadkiem, gdzieś między tworzeniem innych tekstów i nie jest powieścią autobiograficzną. Ja natomiast myślę, że to tekst autobio całego pokolenia, w dodatku to tekst, który musiał powstać. Nie jest nadzwyczajny, nie zmienia życia, może nie zapadać w pamięć, a jednocześnie jest w nim tak zgrabne odbicie czasów, tak zgrabne odbicie emocji, że stał się dla mnie ważną lekturą.
Może trochę okrutne, ale kurczę, jak czytam te pozytywne opinie, to nie mogę być nieszczera: krótkie (raczej dłuższe opowiadanie niż powieść), fabularnie wtórne i przewidywalne (może poza tym, że 11/12 lat to trochę chyba za wcześnie w latach 90. na wchodzenie w narkotyki i obsesję na punkcie seksu), językowo przezroczyste, z tła obyczajowego to główne chrupki duszki, rogale star foods i automaty do gry w Mortal Kombat. No szału na żadnej płaszczyźnie nie ma i sądzę, że wątpię, że by to wyszło poza własnym wydawnictwem autora. Wiadomo, ważny temat, przemoc w grupie rówieśniczej, samotność, dyskryminacja ze względu na wygląd. No i jeszcze te narkotyki. Ale, słowo daję, temat i rynsztokowy język (znów, w tamtych czasach zwykłe dzieciaki - a przecież nie mamy tu do czynienia z jakąś patologiczną grupą - w V-VI klasie nie przeklinały aż tak, to się bardzo zmieniło, teraz nawet dziewięciolatki klną na potęgę, ale nie 30 lat temu) to za mało, żeby powstała dobra literatura.
i zabawna, i slodko-gorzka, a przede wszystkim – swietnie napisana powiesc. czytalam z przyjemnoscia. oby wiecej bylo takich pozycji w polskiej literaturze !!!!
Ta książka to trochę taka autobiografia dla całego pokolenia lat 90 wychowanego w małych miasteczkach. Świetnie się czyta, chociaż finalnie książka pozostawiła we mnie dziwne smutek to było kilka momentów gdzie zaśmiałam się w głos.
Naprawdę rzadko się zdarza, by lektura pozwala mi przejrzeć się w niej jak w lustrze. Tak jest w przypadku „Grubego”. Autor dokonał niebywałej sztuki - opisał trudy dorastania z wiernością nastolatka, zachowując przy tym wyrozumiałość i wrażliwość dorosłego. Każdy kopniak, każde splunięcie współodczuwałam z Bułą, bo sama przerabiałam to kilkanaście lat temu. Gdybym mogła, zabrałabym Grubego na spacer i Mortala, żeby poklepać go po plecach i powiedzieć mu, że każdy z nas jest czasem trochę Bułą i że w dorosłym świecie może być tak samo chujowo jak w budzie, ale że da się o tym pogadać i mimo wszystko da się przez to przebrnąć.
Historia Buły i jego przyjaciół (?) książka cofnęła mnie kilkanaście lat do czasów mojej podstawówki, a okazji obudziła wiele wspomnień (zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych). Wielka szkoda, że kończy się tak szybko.
Każdy z nas znał kiedyś Grubego, a ta książka boleśnie przypomina, że mogliśmy być lepszymi dziećmi/ludźmi i może czasem stanąć w obronie słabszych? Mocny temat, chociaż w realiach lat 90tych to dla czytelników-rodziców bardzo aktualny, obyśmy przygotowali dzieciaki, bo życie nastolatków może być trudne.
Gruby był zdecydowanie za cienki ;) czekam na kolejną powieść pana prezesa!
Życie w małym nadmorskim miasteczku widziane oczami dwunastoletniego chłopca, który stara się przetrwać w nieprzyjaznym, nastoletnim świecie. Z uwagi na tuszę Buła nie ma łatwego życia, gnębiony i wyszydzany ma oparcie w jednej tylko osobie – koledze, który boryka się z podobnymi problemami. Wszystko zmienia się, gdy do szkolnej klasy dołącza Sebastian i życie staje się dla Buły łatwiejsze, a jednocześnie trudniejsze.
Uwielbiam opisy małych miasteczek, ich duszny klimat. Miasteczka turystyczne po wyjeździe turystów muszą być niesamowicie opustoszałe. Nie miałam okazji w takich mieszkać i nie jest pewna, czy po opisie Autora nadal bym chciała.
Historia opowiedziana jest z punktu widzenia Buły. Już niejednokrotnie pisałam, że dla mnie historia opowiedziana z perspektywy dziecka jest zazwyczaj bardziej wymowna i wzruszająca (mimo, że Michalski nie używa języka poetyckiego, wręcz przeciwnie). Podobała mi się ta krótka powieść. Świetnie oddany klimat beznadziei czasów transformacji, wykluczenia społecznego i samotności.
Byłoby 5, bo opowieść świetna, paliła do żywego, tylko jakby ktoś z niej powyrywał fragmenty, brakowało rozwinięcia. No cóż, 107 stron, a z chęcią przeczytałabym chociaż 200 :)
Gruby to pozornie opowieść o chłopackim dorastaniu. W gruncie rzeczy jednak to powieść, w której odnajdzie się każdy z nas - zawstydzanych przez swoje ciało, osamotnionych w świecie przepełnionym ludźmi, z którymi próbujemy mieć coś wspólnego.
3,5⭐️, ale zostawiam 3, bo nie zrobiła na mnie aż tak wielkiego wrażenia.
Przeczytałam w ramach końcoworocznego nadrabiania książek artrage. Bo cienka, bo szybko pyknę. Może i szybko, ale jakaś zadra w sercu zostanie. Choć żałuję, że nie jest to nomen omen grubsza książka.
Bardzo mi się podobało - ode mnie 4,5 :) To jest jedna z tych książek, które wiercą dziurę w brzuchu - pełną niepokoju i niewygodną. Odejmuję odrobinę, bo jest nieco zbyt krótka, pozostawia niedosyt.
Książki zawsze oceniam za emocje i subiektywne do granic możliwości wrażenia. Ta książka była mi kompletnie opcja i nieco znajoma jednocześnie. Płakałam przy niej, a to nie dzieje się codziennie. Przypomniała mi o własnej samotności i byciu niezrozumianą.
3.5 Przyznam, że sięgnęłam po,,Grubego" (w audio) bo potrzebowałam czegos krótkiego do pociagu do drzemeczki, ale okazało się, że drzemeczki nie było bo się wciagnelam :) nie odkryłam w niej jakiegos gleboko skrytego drugiego dna, ale książkowo rozrywkowo to był dobrze spędzony czas :) wiec polecam