Trzy lata temu uciekłam z Liverpoolu, by w końcu zacząć żyć. Chciałam spalić za sobą wszystkie mosty, by odgonić od siebie demony przeszłości. Wmawiałam sobie, że wszystko jest w porządku, ale to działało. W końcu mi się układało. Przynajmniej do czasu, kiedy poznałam straumatyzowanego wojną żołnierza. Od tego momentu nic nie miało pozostać takie same, a ja jeszcze nie zdawałam sobie sprawy, jaki chaos wywoła jego obecność.
Na samym początku proszę was abyście przeczytali notkę od autorki, która znajduje się na samym początku, bo ta książka może nie być dla wszystkich.
Pisałam tę recenzję wiele dni, bo chciałam przekazać wam jak najwięcej prawdziwych emocji i moich własnych odczuć. Mam nadzieję, że mi się udało i poczujecie to co ja czułam.
Historia Iris Carson jest tą historią, która złamała moje serce, ale i tak cały czas do niej wracałam. Nie jestem w stanie zliczyć ile razy przeczytałam tę książkę albo chociaż moje ulubione momenty. Przez to jaka jest ta historia nie będę jej oceniać na gwiazdki, ale powinniście wiedzieć, że ta ocena wychodzi po prostu poza skale. To ile emocji odczuwałam podczas czytania - coś niepoliczalnego. Nie potrafię powiedzieć wam ile razy się śmiałam, a ile razy płakałam.
Iris skradła moje serce i jest jedną z moich ulubionych bohaterek książkowych,jakie kiedykolwiek poznałam, ale musiała sobie na to zapracować. Jej postać została wykreowana po prostu cudownie. Jej historia, to jaka jest teraz i to jaka będzie później. Nie poddawała się mimo załamań i gdy czytałam jej myśli to płakałam, bo wiedziałam, że ta dziewczyna po prostu na to nie zasłużyła. Od samego początku widać jak bardzo wpłynęła na nią przeszłość i jak wiele przeszła, ale o tym będziecie dowiadywać się stopniowo podczas czytania, bo nie chce wam podać wszystkiego na tacy.
Iris nie dopuszcza do siebie ludzi, ale jest przy niej osoba, która wyciągnęła do niej rękę już na samym początku i została z nią do końca, mimo tego jaka była Iris - Sophie. Kocham ich dwójkę, przysięgam. To jak się dopełniają mimo, że są totalnymi przeciwieństwami jak JING JANG (pogrubione i dobrze napisane XD). Mam nadzieję że pokochacie ich przyjaźń tak jak zrobiłam to ja.
Thomas Carter to mężczyzna, który skradnie niejedno serce. Jest skrzywdzony przez wojnę i wspomnienia, które siedzą w jego głowie cały czas. Jedno wspomnienie tak bardzo wryło mu się w pamięć, że męczyły go koszmary, ale nie tylko takie podczas spania. Jego relacja z Iris jest ciężka i pogmatwana już od samego początku, ale to jak martwił się o nią już od samego początku mimo, że się nie polubili chwyciło mnie za serce. Oboje byli takim typem osoby, która nie odpuszcza i musieli podejmować pochopne decyzje tylko po to, żeby później żałować. Thomas jest moim człowiekiem i tyle. Ten człowiek mimo wielu niepowodzeń i kłód rzucanych mu pod nogi nie poddawał się i szedł dalej z podniesioną głową - tak jak Iris. Łączyło ich więcej niż mogliby powiedzieć na samym początku.
Ich relacja nie była kolorowa. Wiele musieli przejść, aby dostać swoje zakończenie. Wylałam tonę łez na tej książce, ale nie żałuję, że ją przeczytałam i poznałam Iris i Thomasa.
Kocham pióro Larissy. Przysięgam wam!! Przez książkę się płynie przez to jak dobrze jest napisana. Lari włożyła całe swoje serce w tę książkę i gdy będziecie czytać to zauważycie o czym mówię.
Mam nadzieję, że sięgniecie po "Iris" i zobaczycie dlaczego chwyciła mnie za serce tak mocno. A zacytuje swoje własne podziękowania dla Iris, jako bohaterki.
"Dziękuję Ci, Iris, za to, że pokazałaś mi, że mam szansę na szczęśliwe zakończenie. Pozwoliłaś mi spojrzeć na wiele rzeczy z innej perspektywy, za co, gdybyś tylko była prawdziwą osobą, dziękowałabym ci na kolanach. Pomogłaś mi uwierzyć w siebie i innych ludzi. Po prostu dziękuję."
A tak zupełnie poważnie... Oprócz mocnego zaplecza emocjonalnego jakim obdarzyła nas autorka, w tej historii znajdziecie wiarę i nadzieję, którą niesie za sobą nasza bohaterka.
Jej życie było dalekie od ideału, porzucona i zostawiona na pastwę losu, samej sobie.
Kiedy postanowiła uciec, aby zostawić za sobą spalone mosty, wykreowała siebie na kogoś zupełnie innego. Nie dostarczała swojemu życiu już wody i światła, drogę miała usłaną kamieniami – była ciężka i nie do ruszenia.
A przynajmniej takie sprawiała pozory...
Wszystko runie w najmniej oczekiwanym momencie. Będzie musiała sporo poświęcić, a przede wszystkim otworzyć się. Nikt z nowego życia nie wie, co skłoniło ją do ukrywania przeszłości i ile musiała przejść.
Autorka stworzyła niesamowite postacie, które odnalazły ciepło w swoich ramionach. Ich relacja nie będzie prosta i schematowa. Charyzma nie pozwala jednemu i drugiemu na dopuszczenie kogoś do siebie, dlatego nim zaczną rozumieć swoje zachowania, czeka ich burzliwa znajomość...
Sięgnijcie po tę pozycję, aby przekonać się, że nawet z pozoru najsilniejsza osoba jaką znacie, ma za sobą bliznę, o której myśl wywołuje palące wspomnienie...
Kurde waham się tu między 2 a 3 bo książka ma naprawdę potencjał i nie został on bardzo zmarnowany
Chodzi o fakt kiepsko rozłożonej akcji gdzie w środku książki nie działo się prawie nic poza scenami erotycznymi
Sama końcówka i plot twist na koniec jak i same wydarzenia końcówki naprawdę uderzają i to jest ten moment zawahania w mojej ocenie.
Bohaterowie barwni, dlatego nie nudziłam się AŻ tak. Autorka popłynęła w spicy scenach ale większość naprawdę dobrze napisana. 'Ze smakiem' wyczuciem i przemyśleniem.
Nie powiem czy polecam czy nie. Książka porusza wiele tematów trudnych bardziej jak i mniej dlatego musicie sami po to sięgnąć, żeby wyrobić sobie zdanie o tym czy polecać to dalej.
Witajcie kochani! Dziś przychodzę do was z niesamowicie ważną dla mnie recenzją! Nadszedł czas, bym podzieliła się z wami moją miłością do mojego czwartego patronackiego dziecka, czyli niepowtarzalnego IRIS autorstwa @lariautorka
Na wstępie chciałabym ponownie ogromnie podziękować Larissie za całą przygodę, którą do tej pory razem przebyłyśmy. Za wszystkie piękne słowa, które przez ten czas od Ciebie usłyszałam. Za wsparcie, na które zawsze mogę liczyć. Za pomoc, którą nie raz mnie obdarzyłaś. Za wspólnie wylane łzy wzruszenia w związku z premierą Twojego debiutu. A przede wszystkim za to, że zyskałam kolejną siostrę. Jestem wdzięczna za każdą spędzoną wspólnie chwilę i mam nadzieję, że wiele z nich jest jeszcze przed nami!
Historia Iris Carson i Thomasa Cartera zawładnęła moim sercem jeszcze na Wattpadzie. To właśnie na tej platformie po raz pierwszy powierzyłam je w dłonie Lari i pozwoliłam jej zrobić z nim to, co tylko uważa za słuszne. Jej unikatowość, piękno, ból i przekaz sprawiły, że będzie ona już na zawsze ogromną częścią mnie.
Od samych początków tej pozycji wiedziałam, że nie będzie mi ona obojętna. Samo wprowadzenie do fabuły sprawiło, że gdzieś w głębi duszy poczułam, że opowieść Iris o losach dziewczynki, która nie była gotowa na wszystko, co ją czeka, doprowadzi do mojego rozpadu. Już wtedy poczułam też, jak mocniej zabiło mi serce. To był pierwszy moment, gdy zdałam sobie sprawę, że cząstka mnie została skradziona.
Sama kreacja głównej bohaterki to coś niesamowitego. Sposób, w jaki została przedstawiona, sprawił, że nie raz poczułam ścisk wnętrzności. Wszystko to przez więź, która się między nami wytworzyła. Iris jest jednym z wiernie odwzorowanych przykładów ludzi uciekających od rzeczywistości. Ukazuje, jak ucieczka ta może doprowadzić nas do autodestrukcji. To właśnie dlatego jest mi ona tak bliska. W jej zachowaniu, choć może lepszym określeniem będzie ‘w jej toku myślenia’, odnalazłam nasze podobieństwo. Gdy to dostrzegłam, okazało się, że zanim się zorientowałam, podarowałam tej historii kolejną, tym razem znacznie większą cząstkę siebie.
Dzięki uderzająco bolesnym, przez ich wielką prawdziwość, opisom, Larissa stworzyła moją bezpieczna przystań. Sprawiła, że przestałam czuć się osamotniona. W zamian poczułam się zrozumiana. Doprowadziło to do mojego jeszcze silniejszego przywiązania względem tej powieści. Z każdą kolejną stroną coraz bardziej bezpowrotnie dla niej przepadałam. Działo się to do momentu, aż nie oddałam jej całej siebie. Każdej, nawet najdrobniejszej cząstki mnie.
Kolejnym gwoździem dla mojej trumny był Thomas Carter. Były żołnierz, który na froncie przeżył tak wiele, że jako jedyny umiał zrozumieć naszego Kwiatuszka bez słów. Mężczyzna, który zakiełkował we mnie nadzieję. Darzę go równie silnym uczuciem, co naszą tytułową Iris i jestem pewna, że wy również go pokochacie. Nie widzę opcji, by mogło być inaczej...
Warsztat autorki jest genialny. To, jak zatraciłam się w lekturze i zatracałam się z każdym rereadem coraz bardziej, jest niemalże nierealne. Larissa sprawiła, że za każdym tym razem odcinałam się od świata, przeżywając historię, która okazała się moim kołem ratunkowym. Która pozwalała mi zapomnieć o świecie dookoła mnie, tworząc miejsce, w którym mogę skryć się za każdym razem, gdy tylko zajdzie taka potrzeba. Przy ‘Iris’ czas jakby stawał, pozwalając mi odpowiednio nasycić się tą nieidealną perfekcją.
Opisy emocji są na szalenie wysokim poziomie, doprowadzając czytelnika do wodospadu łez i odczuwania najróżniejszych odczuć. Historia ta nie raz rozpaliła moje policzki dzięki genialnie opisanym scenom zbliżeń, a także rozbawiła za sprawą świetnego poczucia humoru, który pojawił się w tej pozycji wieele razy. Wszystko, co składa się na tę powieść, jest wręcz czystą magią.
‘Iris’ to opowieść niosąca iskierkę nadziei. Pozwala inaczej spojrzeć na życie, pokazuje, jak ruszyć dalej i przekonuje do tego, by zakończyć uciekanie przed wszystkim, co i tak nigdy magicznie nie zniknie. Dostarcza wiarę.
Mam nadzieję, że wam również stanie się ona bliska. Że postanowicie poznać historię Kwiatuszka i Żołnierza, którzy po latach męki zasługują na całe dobro tego świata. Że pozwolicie im zagościć w waszym sercu. Nade mną lektura ta zawładnęła w każdy możliwy sposób, przy okazji lecząc moje źle zagojone, a także te wciąż obficie krwawiące rany, niewidoczne dla większości ludzkich oczu. Jestem wdzięczna, że miałam możliwość poznać tę historię. A przede wszystkim nie mogłabym być bardziej wdzięczna za to, że mogłam być jej częścią.
Moja ocena: Ciężko jest mi pozbierać myśli po przeczytaniu tej lektury. Historia Iris i Thomasa trafiła prosto w moje serce, łamiąc je i zlepiając z powrotem wielokrotnie. To w jaki sposób problemy głównych bohaterów zostały przedstawione, zaskoczyło mnie, jak najbardziej pozytywnie. Na początku książki dostajemy trochę wczesnego życia Iris, później stopniowo akcja się rozwija i coraz więcej wątków zostaje wplecionych w jej historię. Najbardziej jednak bolała mnie w pewien sposób, perspektywa Thomasa, który na pozór idealny w każdym calu, w rzeczywistości skrywający własne demony. Bolało mnie, kiedy ich bolało, a kiedy byli szczęśliwi, ja również taka byłam. Polubiłam kreacje bohaterów, chociaż momentami irytowali mnie przyjaciele głównej dwójki, przede wszystkim swoim zachowaniem, a momentami przesadzającą troską.
Fabuła jest świetna i z dużym potencjałem. Uważam, że autorka przedstawiła nam wszystko, co miała w głowie, pozostawiając nas z czystym sumieniem i bez niejasności. Styl pisania również przypadł mi do gustu, lekki i przyjemny dla oka. W mojej opinii książka jest świetna i dająca wiele do myślenia. Zachęcam do zapoznania się z lekturą i wypracowania własnego zdania.
Ogolnie kocham 36 i 37 rozdzial ale jeszcze bardziej epilog, boze cudowny byl
Na mysl przyszlo mi tez ze to jest troche taka wspolczesna wersja "Romeo i Julii" (nie, to nie jest zaden spojler i to tak serio mowie, to wam nic nie da)
Przez pierwsza polowe ksiazki P L Y N E L A M, tylko potem cos sie zepsulo ale od tych 80% juz bylo git
Drugi raz bym raczej nie przeczytala ale nie zaluje