Reportaż Stasi Budzisz Welewetka. Jak znikają Kaszuby powstał na podstawie rodzinnych wspomnień i rozmów z ludźmi, którzy byli świadkami historii regionu. Autorka opowiada o swojej ewolucji od „kompleksu kaszubskiego” do akceptacji własnej tożsamości. Do rozrachunku z przeszłością skłonił reporterkę stopniowy rozpad kaszubskiej wspólnoty, prowadzący do zanikania języka i tradycji. Welewetka to opowieść o pochodzeniu, przesiąknięta regionalnymi legendami i wierzeniami.
Tekst Stasi Budzisz to osobista podróż do miejsca, w którym autorka się wychowała. Reportaż Welewetka. Jak znikają Kaszuby dotyka takich kwestii, jak:
• przemijanie języka, kultury i tradycji na Kaszubach, • historia Kaszub z perspektywy zwykłych ludzi, • lokalne wierzenia i zabobony, • proces akceptacji swojego pochodzenia.
Ciężka książka. Smutna. Momentami nieznośna. Przedostatni rozdział, „Erzac”, zaczął pod koniec mnie bardzo boleć. Kaszuby znikają, a my bez zauważenia tego nie uratujemy ich. To jest zimny kubeł wody, który myślę, że Kaszubi i Kaszubki potrzebują.
Stasia Budzisz nie opowiada o Kaszubach z różowymi okularami na głowie i ich nie upiększa. Nie zamiata pod dywan wad kaszubskiego społeczeństwa i ja tak szczerze myślę, że to jest najbardziej patriotyczna z możliwych postaw - bez takich publikacji, bez zauważenia problemów Kaszub, bez pogodzenia się z faktem, że kultura wymiera i zaczyna sprowadzać się do kiczu nie będziemy w stanie wziąć się za jej ratowanie. Pozwolimy kaszubskości umrzeć.
Jestem z polsko-kaszubskiej rodziny. Nikt mnie nigdy kaszubskiego nie nauczył, w domu słyszałem go rzadko - a wtedy często nie rozumiałem. Uczę się go dzisiaj, jednym z moich postanowień noworocznych jest nauczyć się mówić w nim biegle. Moja babcia, Kaszubka z krwi i kości, po kaszubsku rzadko ze mną rozmawia. Rzadko po kaszubsku w ogóle gada, a jak rzucę coś w jej pierwszym języku, to rzadko się rozumiemy. Ale rozmawiam z babcią po kaszubsku od niedawna.
Kiedyś w ogóle nie docierał do mnie fakt, że jestem Kaszubą, bo przecież to to samo co bycie Polakiem. Długi czas wstyd mi było mówić, że nim jestem, a co dopiero zacząć mówić po kaszubsku! Wstyd kaszubski mnie prześladował i prześladuje wciąż, czasem zamykając mi usta. Welewetka pozwoliła mi zrozumieć, że to nie jest rzadkość, dała mi jakieś poczucie zrozumienia i że nie jestem w tym sam. Z takiej postawy łatwiej z tym walczyć.
Fascynująca historia o tym, że „Nie ma Kaszub bez Polonii, a Polonii bez Kaszub”. Chodź wychowałam się w bezpośrednim sąsiedztwie, więc kultura nie była mi całkowicie obca, to odkryłam ten region całkowicie na nowo. Chapeau bas dla autorki, która zdecydowanie ma dar do opowiadania historii. Jest to książka, którą zdecydowanie puszczę dalej w świat.
Czego mi zabrakło? Mapy. Uważam, że gdy mówi się o regionie, ważne jest by przedstawić jego położenie. Być może dla większości osób (w tym dla mnie) oczywiste jest, gdzie znajdują się Kaszuby (a przynajmniej mniej więcej), jednak nie dla wszystkich. Wartością dodaną byłoby zobrazowanie regionu i zaznaczenie miejscowości, o których co rusz była mowa. Pozwoliłoby to na jeszcze większe zagłębienie się w kulturę i folklor Kaszub.
Mocno anegdotyczna, gawędziarska opowieść o Kaszubach. Co prawda jest to moje pierwsze zetknięcie z tym regionem, ale odnoszę wrażenie, że wiele tematów zostało jedynie zarysowanych bez większego pogłębiania. Najciekawsze były wątki autobiograficzne i tożsamościowe autorki.
W swoim reportażu Stasia Budzisz przybliża nam nie tylko kulturę i region kaszubski, ale również otwiera się przed czytelnikiem jako rodowita obywatelka Kaszub. Przedstawia historię i bolączki tego regionu, przez pryzmat swoich bliskich, z pokolenia na pokolenie. Budzi wiele emocji, otwiera oczy i przede wszystkim serce na nasz kulturowy dorobek🫶🏻
Nieco chaotyczna w swej strukturze opowieść, trudno nazwać to reportażem, raczej takim basic przewodnikiem po Kaszubach. Z tą książką jest tak, jak z kaszubskim Disneylandem, który doczekał się u Budzisz osobnego rozdziału - wszystkiego za dużo, złożonego trochę z nieprzystających do siebie fragmentów, misz masz totalny. Znajdziemy tu wszystko historię Kaszub, religię, język, zwyczaje, obrzędy, konflikt tożsamościowy, problemy z jakimi mierzy się region. A we wszystko to wplecione osobiste wątki i historia rodzinna, która jest najciekawszym elementem Welewetki, na dobre wyszłoby tej książce, gdyby autorka trzymała się tego pomysłu. Trochę szkoda, ale książki z poznańskiego już to do siebie mają, więc nie czuję się za bardzo zaskoczony.
4.5✨ Jestem Kaszubką, więc już od najmłodszych lat miałam okazję poznawać ten region i jego kulturę. Pomimo posiadanej przeze mnie wiedzy, Stasi Budzisz udało się mnie zaskoczyć i to niejednokrotnie. Stworzyła niezwykłą, wielowątkową historię, która rozgrywa się na przestrzeni wieków i przedstawia losy głównie swoich przodków, którzy musieli stawiać czoła wielu przeciwnościom losu. Historia Kaszub jest poplątana, pełna bólu, złości i nadziei. Autorka stworzyła reportaż bardzo emocjonalny, skłaniający do refleksji i zachęcający do dalszego zgłębiania tematu. „Welewetka” otworzyła mi nie tylko głowę, ale również serce, dzięki tej książce odkryłam Kaszuby i kaszubskość na nowo.
"Przebrani za Kaszubów, w estradowe stroje "ludowe", robimy wszystko po polsku. Bo nie umiemy już się nawet komunikować w swoim języku."
Reportaż, który nie tylko był ciekawy, ale i naprawdę mocno mnie poruszył. Pełen bólu, żalu, wściekłości? przede wszystkim prawdy, od której autorka nie ucieka. Must-read każdego z Pomorza
Must read dla każdego Kaszuba. Popłakałam się kilka razy i dawno nie przeczytałam książki tak szybko. Jumpscare w podziękowaniach i przypisach bo o mojej toxic wykładowczyni było, ale poza tym kocham.
autorka tak ciekawie opisała tę kulturę i moją rodzinną okolicę, że jedyne co mogę powiedzieć, to dziękuję za bardzo uświadamiającą lekturę i chcemë le so zażëc? 😌
Historia Kaszub opowiedziana przez historię przodków autorki jest bardzo ciekawa. Poza tym książka potrafi być niezwykle irytująca. Mam wrażenie, że niektóre fragmenty są tylko po to, żeby dać czytelnikowi jasno do zrozumienia, kogo nie lubi autorka.
To bardzo wnikliwa i trudna książka, więc długo ją czytałam, ale nie żałuję, że po nią sięgnęłam. Świetnie opowiedziana historia o tożsamości, wstydzie, kaszubskości, polskości, tradycjach (tych autentycznych i tych „dopisanych”). Mimo że nie pochodzę z regionu, to odnoszę wrażenie, że czytając „Welewetkę” dowiedziałam się też czegoś o sobie samej. Zostawia mnie pod niektórymi aspektami z podobnym dyskomfortem co po przeczytaniu „Chłopek”, bo zawierają się w niej też historie o kobietach - kim były, co znaczyły dla tego regionu i co przeżyły. Świetnie, że udało się ująć też niespójności i spory Kaszubów, pokazując, że nie jest to jednolita i jednomyślna grupa. Autorka naprawdę potrafi zaciekawić i chwycić za serce.
Wybrałam te książkę zupełnie przypadkowo bo po prostu nie miałam co czytać. I kurczę bardzo się cieszę że to zrobiłam. W Polsce nie mówi się za dużo o grupach etnicznych które zamieszkują jej tereny. O Kaszubach wiedziałam tyle, że istnieją. Jestem fanką tego jak obiektywnie autorka opisała tę społeczność (choć sama do niej należy). Nie ma tutaj patrzenia przez różowe okulary tylko prawdziwa historia i problemy. Bardzo ciekawym aspektem jest to, że wielu Kaszubów w pewien sposób wstydzi się swojego pochodzenia. Język kaszubski uważają za „ten wsiowy, niepoprawny”.
Stasia Budzisz pochodzi z Kaszubów, ale swoją kaszubskość przez lata wypierała. Zindoktrynowana przez szkołę uwierzyła w swoją polskość i zaczęła się wstydzić pochodzenia, języka i zwyczajów. Gdy po latach zaczyna odkrywać ten komponent, Kaszuby wydają się być w zaniku, z wielu przyczyn. Budzisz rusza więc w reporterską podróż przez ten rejon, by odkryć jego historię, zwyczaje, język, a przede wszystkim mieszkańców i ich losy.
Jako osoba od urodzenia mieszkająca na Kaszubach i czująca się Kaszubką chyba mogę powiedzieć, że Stasia Budzisz przedstawiła w książce smutną i słuszną diagnozę tego, co dzieje się w moim kraiku. Kaszuby ulegają samorozwiazaniu z wydrukowanego wstydu i braku poczucia własnej wartości. Welewetka pomogła mi poukładać własne myśli i przeczucia w przykrą i przekonującą całość.
Dla mieszkańców Pomorskiego lektura obowiązkowa. Książka osobista i prawdziwa. Odważna i bezkompromisowa w odbrązawianiu pomników i rozbijaniu wydmuszek fałszywych opowieści i symboli. Gorąco polecam.
O Kaszubach za wiele nie wiedziałam, chociaż część moich przodków pochodzi stamtąd, więc jednak - coś wiedzieć by wypadało.
Autorka w zręczny sposób przeplata historię swoją i swojej rodziny z historią całych Kaszub. Jest to trudna i smutna opowieść, często niejednoznaczna.
Dla mnie najciekawsze chyba były tematy kulturowe (strój ludowy i haft...) i przesądy. I to, jak magia i dawne wierzenia mieszają się (a nawet i mocno ścierają) ze sobą.
Na plus było także to, że fakty typowo historyczne przeplatane i uzupełniane były przez realne wypowiedzi osób bliskich autorce.
Do mniej więcej połowy czytało mi się tę książkę świetnie. Kiedy na tapet wzięte zostały sprawy bardziej polityczne i po prostu różnego rodzaju przepychanki, zrobiło się już nieco monotonnie i nużąco.
Nie żałuję, że sięgnęłam po "Welewetkę". Jednak zdecydowanie czuję niedosyt w temacie, ale mam na oku jeszcze jeden tytuł poświęcony temu regionowi.
Bardzo ciekawe spojrzenie na jakże bliskie mi tereny. Mimo że myślałam, że coś tam wiem o historii Kaszub, to jednak okazuje się, że nie wiedziałam prawie nic. Uwielbiam książki, z których czuć empatię autora do opisywanych zjawisk, ludzi czy terenów i tutaj tak właśnie jest. Stasia Budzisz z ogromną delikatnością i zrozumieniem opisuje losy i dzieje ziemi jak i ludności kaszubskiej. To tym bardziej wzruszające, że dotyczy samej autorki i jej rodziny. Piekna choć trudna książka a niektórych może miejscami uwierać i być niewygodna.
Bardzo niezwykła i ciekawa książka. Nie spodziewałam się, że książka o takiej tematyce może mi się spodobać. Co prawda bardziej mnie ciekawiła historia przodków autorki niż ta reportażowa część. Myślę, że dowiedziałam się sporo interesujących faktów odnośnie historii regionu, w którym mieszkam. Bardzo polecam ten tytuł, a szczególnie osobom z pomorza i okolic.
3,5 Bardzo "nierówno" czytało mi się ten reportaż. Po niektórych rozdziałach musiałam sobie robić przerwy, bo były bardzo przytłaczające emocjonalne, a inne kompletnie nie potrafiły mnie zaangażować.