Eurein jest zdeterminowana, by uwolnić najemnika, który za jej sprawą wpadł w ręce spiskowców. Trop wiedzie do Gadvaar – nadrzecznej twierdzy, z której nie sposób uciec. Patrycjuszka i jej mistrz, Kasaar, będą więc musieli dokonać niemożliwego.
W Vesaroeth trwają przygotowania do turnieju rycerskiego z okazji królewskich zaślubin. Sandok Aranhyr – brat przyszłej monarchini – wietrzy niebezpieczeństwo i na własną rękę szuka jego źródeł. Nie przypuszcza, kto może się okazać największym zagrożeniem.
Tymczasem sieć szlacheckiego spisku rozciąga się coraz szerzej. We własnym przekonaniu sprzymierzeni walczą o honorową sprawę, a walka w imię idei zawsze wymaga ofiar. Niekiedy niewinnych…
„Księżyc nad miastem przypominał złamanego miedziaka – takie skojarzenie nasunęło się wodzowi Evehrów, gdy odprawiwszy ludzi, udał się, nieznacznie utykając, do swojej kwatery w najdalszym skrzydle królewskiej rezydencji Vesaroeth. Nocny wędrowiec szydził z niego przez całą drogę; lśnił pomarańczowo nad krużgankami i zaglądał przez okna, jednak był zbyt odległy, by aruneh mógł dać mu w pysk.”
Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że jeszcze kiedyś będę miała okazję recenzować kolejne tomy „Patrycjuszki”. Tymczasem jakiś czas temu trafił w moje ręce drugi tom serii autorstwa Karoliny Żuk-Wieczorkiewicz, „Jestem Tessaro”. Powrót do dobrze znanych postaci z pierwszej części był dla mnie naprawdę odświeżającym zaskoczeniem. Często mówi się o „syndromie drugiego tomu”, który nie dorównuje pierwszemu. Czy tak było i tym razem? Zapraszam do recenzji, abyście mogli poznać odpowiedź na to pytanie!
W drugim tomie Eurein, musi wykazać się ogromną determinacją. by wyciągnąć z rąk spiskowców najemnika, który z jej winy trafił w ręce spiskowców. Wszystkie ślady prowadzą dziewczynę wraz z jej mistrzem Kasaarem do Gadvaar – nadrzecznej fortecy, z której nikt dotąd nie zdołał uciec, a która jeszcze nie została zdobyta. Patrycjuszka wraz ze swoim mentorem, staną przed zadaniem, które będzie wydawało się wręcz niemożliwe do wykonania. Tymczasem, w Vesaroeth trwają gorączkowe przygotowania do turnieju rycerskiego z okazji królewskiego ślubu. Brat przyszłej królowej, Sandok Aranhyr, wyczuwa nadciągające niebezpieczeństwo i postanawia na własną rękę odkryć spisek. Nie podejrzewa jednak, kto może być w tym wszystkim największym zagrożeniem.
Nie ukrywam, że obawiałam się kontynuacji. W pierwszym tomie zabrakło mi tego „czegoś” – elementu, który sprawia, że historia mocno angażuje czytelnika. Pierwsza część nie spełniła do końca moich oczekiwań wobec początku serii, jednak w drugim tomie wyraźnie dostrzegam poprawę zarówno w stylu, jak i w narracji. Akcja nabiera tempa w znacznie bardziej płynny i przemyślany sposób, a napięta, gęsta atmosfera towarzyszy niemal każdej scenie. Styl opowiadania sprawił, że z ciekawością śledziłam losy bohaterów, chcąc dowiedzieć się, co wydarzy się dalej.
Główna bohaterka wciąż nie stanie się moją ulubioną bohaterką, ale muszę przyznać, że doceniam jej determinację i przemianę, jaką przechodzi, stając się silniejszą postacią. W drugim tomie jej zachowanie irytowało mnie już mniej, a momentami wzbudza we mnie nawet odrobinę współczucia. Wciąż jednak bardziej cenię sobie męskich bohaterów stworzonych przez Karolinę (więcej Kasaara, poproszę!) oraz, oczywiście, mojego ukochanego Żmijuna – bezsprzecznie najcudowniejszą istotę w tej opowieści! Oczywiście, nie mogę nie wspomnieć o Dulcymerze którego tak szczerze i mocno polubiłam, pomimo jego ogromnej wrażliwości, mocno chwytając za moje zimne serduszko serduszko. W „Jestem Tessaro” pojawia się tak wiele różnorodnych postaci, że każdy znajdzie tu bohatera lub bohaterkę, z którymi łatwo się utożsami, a cała seria stanie się jeszcze bliższa jego sercu.
Autorka serwuje solidne low fantasy z wyraźnym akcentem na relacje romantyczne między bohaterami. W tym cyklu nie znajdziecie heroicznego klimatu pełnego wielostronicowych bitew czy motywów charakterystycznych dla dark fantasy. Natomiast, co bardzo cenię i lubię, jest tu całkiem sporo politycznych intryg i społecznych konwenansów, które dodają opowieści intensywności i głębi – właśnie tego, co najbardziej przekonuje mnie do tej serii.
Podsumowując, „Jestem Tessaro" to zdecydowanie dobra kontynuacja pierwszego tomu. Przemierzając z bohaterami krainy Avaroth, wreszcie zaczynam czerpać prawdziwą przyjemność z czytania tego cyklu, doceniając lekki, ale celny humor autorki. Świat, postacie i fabuła rozwijają się stopniowo, tworząc przyjemną serię na kilka wieczorów. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak sięgnąć z przyjemnością po trzeci tom „Stawką jest królestwo”!
Egzemplarz recenzencki dzięki uprzejmości Karolina Żuk-Wieczorkiewicz!
"Jestem Tessaro" Karoliny Żuk-Wieczorkiewicz to drugi tom Patrycjuszki. Już w pierwszej części zostałam w pełni pochłonięta przez ten niesamowity świat. A w tym tomie na Eurein i Avero czeka wiele wyzwań i ciężkich momentów. Mamy okazję trochę lepiej poznać tajemniczego Kasaara, ale również arcyciekawe rodzeństwo - Sandoka i Amarę, a nawet króla Durwaina. Liczba postaci wzrasta, każda jest charakterystyczna i potrafi zyskać naszą sympatię (bądź nienawiść, w zależności o kogo chodzi),ale również nie zostaje zaniedbane przedstawienie świata, którego coraz więcej prawideł i historii jest przed nami objaśnianych. Od tej opowieści nie sposób się oderwać, a lektura jej to czysta przyjemność - już przy "Choćby na koniec świata" dało się zauważyć, jak dobrze zrobiona jest redakcja, tu mamy to samo! Patrycjuszka to rozbudowane, dopracowane, a wręcz dopieszczone fantasy, które zadowoli każdego fana gatunku. Namawiam Was bez strachu mając nadzieję, że potem razem będziemy niecierpliwie czekać na trzeci tom. Końcówka (która zaskoczyła mnie swoim obrotem, gdyż myślałam, że kompletnie inna akcja zostanie już finalnie rozwiązana) sprawia, że nie będziecie się mogli doczekać kontynuacji. Ja nie mogę!
Mega rozczarowanie. Po takich ocenach na gr i LC liczyłam na więcej. Zdecydowanie pierwszy tom podobał mi się bardziej. Ten był jakiś nudny. Taka przejściówka jak zwykle w trylogiach...