Z tym ocenianiem to jest śliska sprawa. Bo znasz większość (dostępnego ;)) dorobku autora i już wiesz, że ta pozycja jest dla Ciebie w tym gronie najsłabsza. Z drugiej strony dajesz najgorszym gniotom 1* i wymierzone tutaj 2** wydają się wówczas niesprawiedliwe. Po przeczytaniu "Bielm" mam identyczne odczucia jak po "Poszukiwaczu zwłok" Gorzki. Czyli obydwaj autorzy świetni, cenisz ich, ale wiesz, że tu coś poszło nie tak. Co takiego?
Odniosłam wrażenie, że autor pisząc "Bielma" miał "słabszy" dzień, niedobór pomysłów czy też spadek weny. Ale nie chcę snuć teorii spiskowych, bo widzę bardzo pozytywny odbiór wśród innych opinii, co mnie cieszy, bo darzę Śmielaka szacunkiem i podziwem. Powiem więc uczciwie, że "Bielma" nie przypadły mi do gustu i subiektywnie, a jednocześnie obiektywnie wrzucam tę pozycję do worka rozczarowań. Bo tym właśnie było spotkanie z Kosmą, wyczekiwane z ekscytacją po połknięciu "Wnyków".
Nie odczułam tego stylu Śmielaka, co zawsze. Czyli fabuła mnie nie wciągnęła, bardziej się dłużyła. Nie było tu też tych śmiałych, zabawnych i zadziornych dialogów, których jestem przeogromną fanką. Postaci? Jakieś takie bez większego wyrazu i znaczenia, nie pasujące do klimatu Bieszczad. A ten - tym razem nie poczułam go. W innych powieściach autora wnikam w świat bohaterów w sekundę i wszystko widzę, czuję. Tutaj tak się nie zdarzyło. Ciężko mi powiedzieć, czy w piórze autora zaszła jakaś zamierzona bądź nie - zmiana, czy to ja miałam gorszy dzień i nie potrafiłam się wczuć :D Ale faktem jest, że tym razem nie przemówiły do mnie ani fakty, ani pomysły na rozwiązanie, ani bohaterowie czy też ich rozmowy. I właśnie! Wątek kryminalny. Poprowadzony jakby inaczej, bez poszukiwania, budowania napięcia, mrożącej zagadki. Tu trochę podane na tacy, tu nagłe olśnienie bohatera co do sprawcy bez jakiegoś toku dochodzenia do tego. Jego odkrycie przyszło tak nagle, nie towarzyszyliśmy mu w otwieraniu oczu, odkrywaniu ciekawych faktów. A niektóre detale, wątki, sceny, dodatkowe śmierci są dla mnie jakieś takie niepotrzebne, niepasujące. Niczym zapchajdziury. Nie poczułam też klimatu zła duchownych czy zmowy milczenia hermetycznej społeczności - nie tym razem.
Wplątanie motywów historii wysiedlania pomiędzy rozdziały również do mnie nie przemówiło, ani nie wciągnęło ani nie pokazało głębszego sensu, znowuż miałam wrażenie przypadkowości. Tutaj mistrzem pozostaje Sławek Gortych, w "Bielmach" jest to dla mnie zabieg nieudany.
Ale bardzo podobało mi się Posłowie. Doceniam wysiłek poszukiwań, wczucie się i natchnienie podczas wizyty w Bieszczadach, a także wyjaśnienia z odniesieniami do "Pomruka" - to cenne smaczki dla czytelników :) Właśnie! Autor poleca przejść się szlakiem z powieści "Bielma", a ja nawet nie wiem, jaki to dokładnie szlak?
No nic, z tą pozycją jestem na nie, a na kolejne powieści Śmielaka czekam z ani trochę zmniejszonym entuzjazmem :)