Lauri przyjeżdża do małej wsi w województwie podkarpackim, żeby zdystansować się od ostatnich wydarzeń i przy okazji odwiedzić ciotkę. Nie sądzi, że trafi tu na Jarzębinę – kobietę skrzywdzoną przez los równie mocno jak on. Pozornie dzieli ich wiele – on jest policjantem, a ona miała zatarg z prawem. Jednak niebawem okazuje się, że równie wiele ich łączy. Przedświąteczny czas sprawia, że ich serca, które zamieniły się w okruchy lodu, topnieją.
Czy uda im się pokonać własne uprzedzenia i otworzyć na nowe?
Jan samotnie mieszka w drewnianej chacie, a wszystko, czego mu trzeba, to ciepły posiłek. Wiesława po śmierci męża próbuje przygotować się na pierwsze święta bez ukochanego. Dobrawa – żona wójta wypełnia posłusznie wszystkie polecenia małżonka. Eliza, zwana przez miejscowych Kwiaciarką, to powierniczka ludzkich sekretów.
Czy magiczny czas przyniesie mieszkańcom choć małe chwile radości? Jak potoczą się święta w wiosce na końcu świata?
„Okruchy lodu” to chwytająca za serce historia o ludziach, którzy dojrzewają do zmian.
Niezaprzeczalnie to bardzo dobra historia. Genialny klimat małej, hermetycznej wsi. Bohaterowie z krwi i kości. Cała, dosłownie i w przenośni, skuta lodem i przysypana ciężkim śniegiem. Wigilia i święta przewijają się gdzieś pomiędzy.
Jeśli jesteście tym typem, który szuka czegoś, co nie jest radosne i cukierkowe - to tutaj. Bo to tak bardzo bolesna historia, pełna cierpienia, znecania się i innych tragicznych wydarzeń, że można ją ustawić na skrajnie przeciwległym biegunie do ciepłych, świątecznych opowieści. „Wszystko, co złe, dzieje się w Święta” - tak można ją krótko opisać.
Więc musicie wziąć to pod uwagę. Zależy, czego szukacie. Historia jest bardzo, bardzo dobra. Lód momentami topnieje. Ale ten ogrom bólu przeważa. Niezapomniana, poruszająca, to na pewno. Czy odpowiednia na świąteczny czas? Nie wiem🙏
Ciężko ocenić mi tę pozycję obiektywnie, bo jest przepełniona bólem i krzywdą. Taka surowa do bólu. Wiem, że ładunek pozytywny czy negatywny nie definiuje wartości książki, ot, nie jestem zwolenniczką popadania w skrajności. Ani w oderwane od rzeczywistości cukierkowe wątki, ani w historie z piekła rodem. Ta tutaj trochę taka jest, pełna cierpienia i ohydnej ludzkiej natury. To, co piękne, to jak się w tym wszystkim przebija promyk tej dobroczynnej ludzkości, troski o innych, empatii, pomocy i zainteresowania. Odpowiedni wachlarz emocji na świąteczny czas cudów. Smutno się to czyta, są wstrząsające momenty, ale generalnie chwyta za serce. Napisana zgrabnym językiem, wtapiającym się momentalnie w miejsca i ludzi, z bardzo naturalnymi dialogami i tempem fabuły.
Czy jest to odpowiednia pozycja na przedświąteczny klimat? Nie, bo za smutna. Tak, bo pokazuje ducha świąt w dojrzałej odsłonie.
Co sprawiło, że poczułaś się ostatnio szczęśliwa? Jakaś drobnostka, mała rzecz, a może coś wielkiego?
W małej podkarpackiej wsi mieszka wiele osób, które nie potrafią odnaleźć choć odrobiny szczęścia. Ich każdy dzień jest szary, ponury, zwłaszcza kiedy ulice pokryje gruba warstwa śniegu. Jarzębina walczy ze swoją przeszłością, która nie pozwala o sobie zapomnieć, Wiesława cierpi po stracie męża, Jan próbuje jakkolwiek połączyć koniec z końcem, brakuje mu niemalże wszystkiego, a Dobrawa utknęła w relacji małżeńskiej. Do tego Lauri, który przyjeżdża do ciotki z Finlandii, bo tam nie potrafił odnaleźć iskry nadziei na lepsze jutro… Czy uda im się „dojrzeć do zmian” na lepsze… niestety nie wszystkim… a może jednak…
Często sięgamy po książki po to, aby zapomnieć o naszych problemach, ale bohaterowie również je mają, czasem bardzo poważne. I takie osoby spotkamy w świecie wykreowanym przez @patrycja.zurek.pisarz . Gdzie nie spojrzysz tam jest cierpienie, ale może czasem warto się nad nim pochylić, aby coś zmienić w swoim życiu, aby dostrzec rozwiązanie, aby się na nie zdobyć, aby kolejne dni były lepsze. To właśnie okres świąteczny jest dobrym momentem na takie rozważania, bo przecież większość z nas marzy o tej wyjątkowej magii, która potrafi zdziałać cuda.
Zima, śnieg… czy mogą przynieść coś dobrego? A może serca ludzi wtedy zamarzają?
To historia, która porusza wiele trudnych tematów, przemoc w rodzinie, fizyczną i psychiczną, nie poradzenie sobie z traumami, utrata bliskich, śmierć, ale mimo panującego mrozu są takie momenty, które mogą roztopić lód, bo każdy z nas potrzebuje miłości, dostrzeżenia przez drugą osobę, wsparcia w trudnych chwilach. Warto wierzyć w ludzi, bo choć czasem odwracają od nas wzrok to właśnie te osoby potrafi mogą nam też pomóc.
To powieść skuta lodem, ale pokazująca, że warto czekać na słońca, które roztopi nawet te najbardziej zatwardziałe serca.
Mała wioska na podkarpaciu, gdzie nic nie ukryje się pod czujnym okiem sąsiadów, staje się domem dla Lauriego, fińskiego policjanta. Jaki był powód jego przyjazdu do Polski? To nurtuje mieszkańców, a dokładniej pewne mieszkanki wsi. Pierwszą osobą na którą mężczyzna trafia po dotarciu na miejsce, jest Jarzębina. Kobieta, jak się z czasem okaże, również została ciężko doświadczona przez życie. Zresztą tak jak i większość mieszkańców tej małej społeczności. Trudy, rodzinne tajemnice, źle pojmowana miłość i całkowite oddanie siebie, doprowadzą do tragedii, która pokaże, że nawet najcięższe momenty życia można przetrwać, gdy ma się obok życzliwe osoby. Nawet jeśli one same są pogubione.
"Okruchy lodu" to momentami wzruszająca, chwytająca za serce powieść o zwyczajnych ludziach z poranionymi sercami. Często zmrożonymi przez okoliczności w jakich postawił je los, ale wciąż w głebi czekającymi na to aż ktoś je rozgrzeje. Bohaterowie tej historii pokazują jak pozornie różniący się od siebie ludzie mogą się zjednoczyć w obliczu tragedii i odkryć że tak naprawdę wiele ich łączy. Wystraczy otworzyć się na drugiego człowieka, poprosić o pomoc, zauważyć, że nie jesteśmy sami. Książkę czytało mi się bardzo dobrze, płynnie. Często powieści których akcja toczy się na wsi, zawierają zbyt długie, nużące opisy przyrody czy otoczenia, tutaj tego nie było. Wszystko wyważone, w punkt, autorka skupia uwagę czytelnika na tym co jest sednem tej opowieści. Czyli poprostu na ludziach i ich historii. Każdej z osobna a jednak tworzącej spójną całość.
"Okruchy lodu" Patrycji Żurek to nie tylko zimowa powieść, ale prawdziwa podróż emocjonalna. Czytelnik odkryje nie tylko historie mieszkańców małej podkarpackiej wsi, ale też doświadczy niezwykłego klimatu, który jest znakiem rozpoznawczym twórczości Autorki.
Powieść ta jest pełna intensywnych emocji i trudnych doświadczeń. Jej bohaterowie zmagają się z problemami takimi jak uzależnienia, pracoholizm, ambicje, śmierć bliskich, czy przemoc domowa. Te życiowe wyzwania są przedstawione z niezwykłą głębią i wrażliwością, ukazując siłę ludzkiego ducha w obliczu przeciwności.
Patrycja Żurek wykazuje się niezwykłą empatią i wrażliwością. Oddaje emocje i myśli swoich postaci z wielką starannością. Ponadto Autorka – jak zawsze – buduje niezwykły klimat, w którym bliskość z przyrodą i naturą odgrywa kluczową rolę.
W "Okruchach lodu" szczególnie wyraźne stają się motywy wiary, które przeplatają się z codziennym życiem postaci, ukazując ich duchowe poszukiwania i wewnętrzne konflikty. Patrycja Żurek nie boi się poruszać trudnych tematów, takich jak hipokryzja obecna podczas Świąt czy ludzka zawiść, ale równocześnie pokazuje, że w najciemniejszych chwilach można znaleźć solidarność i wsparcie.
Czytelnik, który zanurzy się w powieść, znajdzie tu wiele – dużo ludzkiej krzywdy, momenty wzruszenia, jak i nadzieję oraz głęboką życiową mądrość. "Okruchy lodu" to lektura, która pozostaje z czytelnikiem długo po zamknięciu ostatniej strony. Przypomina, że każde zimne serce ma szansę na odnowę i ciepło. Polecam nie tylko na okres świąteczny!