W świecie Erethreis przepełnionym magią, przeznaczenie splata ze sobą losy całkowicie różnych, młodych osób. Choć noszą w sercach własne troski i pragnienia, ich dusze przyciągają się do siebie. Nie zdają sobie sprawy, jak wielka tajemnica połączyła ich serca w jedną całość.
Po starciu z Kreinem de Triga, Annabel wraz z Sethem dołączają do przyjaciółek, które oczekują na nich w Arvalii, krainie elfów. Wspólnie wyruszają na spotkanie z pozostałą dwójką towarzyszy. Po licznych przygodach i długiej podróży przez zaklęte krainy Erethreis, docierają do Luvv – miasta, w którym wszystko ma się wydarzyć. W Gildii Poszukiwaczy ścieżki siedmiu bohaterów w końcu się przecinają, a machina przeznaczenia zostaje wprawiona w ruch. Jednak nie wszystko układa się zgodnie z ich oczekiwaniami… Co stanie się, kiedy Syrius, Annabel, Souji, Beatrice, Seth, Elizabeth oraz Vivien staną ze sobą twarzą w twarz? Czy będą potrafili zrozumieć uczucia drzemiące w ich wnętrzach? Co tak naprawdę się za nimi kryje…?
Poznajcie prawdę o przeznaczeniu w “Grzechach Przeszłości”, drugim tomie sagi Vasharoth.
Urodzony w październiku 1997 roku w Lublinie. Dzieciństwo oraz nastoletnie życie spędził w Kozłówce na Lubelszczyźnie, a obecnie mieszka i studiuje w samym Lublinie na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej. Od dziecka zafascynowany fantastyką, szczególnie światami wykreowanymi przez J. K. Rowling i J. R. R. Tolkiena. Fan gier komputerowych, podróży, muzyki metalowej, mangi i anime. W wolnych chwilach poświęca się pływaniu, jest również licencjonowanym nurkiem. Pasjonują go mapy oraz ich tworzenie. Wraz z partnerką życiową oraz twórczą - K.W. Janoska, zadebiutowali pierwszym tomem sagi "Vasharoth: Ścieżki Przeznaczenia" w 2022 roku, a całość fabularna ma zawrzeć się w siedmiu tomach.
top 10 decyzji w tym roku 1. zgłoszenie się do patronowania tej książce
Grzechy przeszłości to drugi tom serii Vasharoth. Ścieżki naszych bohaterów się krzyżują a my możemy dostrzec jak wspaniale się dopełniają. Styl pisania autorów jest wspaniały, mimo dłuższych rozdziałów, z którymi się nie lubię, byłam w stanie na luzie je przeczytać, bo były przepięknie napisane! Ogromnym plusem są na pewno dopełnienia, które pojawiają się zazwyczaj po skończonym rozdziale. Możemy spojrzeć dzięki temu na sytuację z innej strony, czy dowiedzieć się czegoś nowego i ciekawego! Chciałabym też wspomnieć o tym, że absolutnie nic nie jest tutaj przypadkowe, wszystko się łączy w całość i jestem naprawdę pod wrażeniem jaki wielki trzeba mieć mózg, żeby to wszystko w ten sposób wymyśleć.
Bohaterowie - kocham ich wszystkich, moimi ulubieńcami są na pewno Vivien (mały aniołek) i Seth (ON JEST TAKI BABYGIRL - WIECIE O CO MI CHODZI?). Wszyscy byli wspaniali i każdy miał swoją oryginalną osobowość i charakter. Bardzo polubiłam się też z Elizabeth, myślę, że byśmy się dogadały (jakkolwiek to nie brzmi 😭)!
Kreacja świata, magiczne stworzenia, miejsca… to wszystko było wprost perfekcyjne i naprawdę nie mam do czego się przyczepić 🥹 Może do tego, że już potrzebuję kolejnej części na wczoraj… Klimat był niezastąpiony i książka nadaje się idealnie na jesienne, zimne wieczory!
Vasharoth, mimo że przeżywa dopiero swój początek to już ma specjalne miejsce w moim sercu 🩷 Nie mogę się doczekać aż po raz kolejny wrócę do tego świata i zatopię się w historii, która zaczyna się ostro rozpędzać…
"Jakbym codziennie doświadczała takiej pobudki, to chyba bym kogoś zabiła".
Witajcie kochani 🖤
Wierzycie w klątwę drugiego tomu? Jeśli tak, to spieszę z uspokojeniem, że w "Vasharoth Grzechy przeszłości" tego nie doświadczycie. Wręcz przeciwnie, prędzej zaczniecie kwestionować ocenę pierwszego tomu czy nie odrobinę go obniżyć 😅
Nie tylko dlatego, że w tym tomie nasza drużyna pierścienia (tak, siódemka naszych bohaterów już na stałe otrzymała pisemnie ten tytuł, tak jak Syrius ojca narodu, ale spoilerami nie będę tu szastać, dlaczego tak go zwę 🤫).
"Mamo, tęsknię za naszymi rozmowami, ale nie tak bardzo jak dawniej. Dziękuję ci za to, że byłaś ze mną. Pomogłaś mi przeżyć i stawiać pierwsze kroki na mojej drodze życia".
Pozwól, że dalej pójdę już sam. Mówi się, iż wielkie rzeczy często powstają pod wpływem przypadku, jednak historia ta winna być zwana nie tyle przypadkiem, co boskim kaprysem. Opowieścią o sile i odwadze, jak i pysze oraz czasem naiwnej wierzę w napotkane na swej drodze osób. Ale przede wszystkim jest to historia o akceptowaniu siebie i odnajdywaniu ludzi, którzy stają się członkami rodziny. W świecie Erethreis przepełnionym magią, przeznaczenie splata ze sobą losy całkowicie różnych, młodych osób. Choć noszą w sercach własne troski i pragnienia, ich dusze przyciągają się do siebie. Po starciu z Kreinem de Triga, Annabel wraz z Sethem dołączają do przyjaciółek, które oczekują na nich w Arvalii, krainie elfów. Wspólnie wyruszają na spotkanie z pozostałą dwójką towarzyszy. Po licznych przygodach i długiej podróży przez zaklęte krainy Erethreis, docierają do Luvv - miasta, w którym wszystko ma się wydarzyć. A gdy dotrą do swojego celu podróży znajdującej się w siedzibie Gildii Poszukiwaczy, nie podejrzewaliby, że właśnie tam znajdzie się punkt zero dla wszystkich naszych bohaterów. Jednakże ich spotkanie będzie dość... Niecodzienne.
"- Olejki różane... Zgniłe jaskińczaki... Co będzie następne? Zaczną kupować pieprzone kamienie? - szepnęła pod nosem Annabel, idąc kilka metrów za zachwyconymi, pochłoniętymi rozmową przyjaciółkami. - A będą potrzebne? - spytał Seth idąc zaraz obok. - Jeśli będą ciężkie, to ja je poniosę".
Zacznijmy od tego, że ja nie umiem wyjść z podziwu, jak świetnie Kasia i Szymon wykreowali każdą z ukazanych postaci w taki sposób, że nie mylą mi się kto, kim jest i co uwielbia oraz w czym lubi się zajmować. I nie jest to wspomniane w jednym zdaniu przez całą książkę. Oj nie. Souji nasz mały ponurak, który obok Annabel to wióry lecą, nawet gdy próbuję być miły. Annabel to dosłownie matka grupy, która udaje, że wcale nie chce rozpieszczać swoich dzieci oraz dosłownie ma o wiele więcej cierpliwości, niż pewien demon, którego musi znosić w swojej głowie. Seth to najbardziej uroczy i kochana postać, jaką ostatnimi czasy czytałam, ale bardzo lękliwa i zamawiający się, że coś źle powiedział lub zrobił. Vivien to mała zdolna alchemiczka z wielką ilością wiedzy, (jak i książek), przy której bolączki ci nie straszne — ale trzeba uważać, aby przypadkiem nie zgubić jej gdzieś, gdy ta zatrzyma się i zacznie zbierać rośliny mogące przydać jej się do kolejnych eliksirów lub drobnych eksperymentów. Beatrice to zawsze chodząca pełna pozytywnej energii osóbka, która dba o bezpieczeństwo grupy, jak i o samopoczucie każdej z osób na tyle, na ile umie. Syrius to dosłownie ojciec grupy, troskliwy i po prostu przekochany olbrzym — no jak go tu nie kochać, jak małą Vivien nazywa księżniczką, a Setha to ledwo go na oczy zobaczył, a już dziecko adoptował 😂❤️ (I Tośka o wygody pewnej wybranki jego serca też się przyczyniły, aby skradł moje serduszko). I ostatnia Elizabeth dosyć specyficzna osóbka, której lepiej nie podpaść (ani nie krytykować jej wzrostu 😅😆) oraz genialna wynalazczyni. I choć z tą ostatnią musiało odrobinę dłużej czasu minąć, abym się do niej przekonałam, ale teraz mogę śmiało powiedzieć, że każdą osobę z naszej drużyny bardzo polubiłam (lub uwielbiam).
Ale wracając do samej historii, to ani razu nie miałam wrażenia, aby historia zwalniała bez powodu, a te właśnie wolniejsze momenty były wciśnięte na siłę. Jednym z moich ulubionych wolniejszych momentów jest moment w herbaciarni i wszystkie te smakowite opisy naparów, jakimi raczyli się nasi bohaterowie w tamtym momencie. (Wcale wtedy nie poczyniłam zakupów nowych herbat, wcale). Dodatkowo w Vasharocie nie da się nudzić, nawet jeszcze bardziej niż przy pierwszym tomie. Ilość momentów, kiedy uśmiałam się do łez, jak i wzruszyłam ciężko mi zliczyć. I oczywiście mamy tu dużą dawkę Poppy. No kto by się spodziewał, że wspomnę o tej osóbce, prawda? 😆🤭 I o ile w pierwszym tomie było to zauroczenie od pierwszego wejrzenia, tak teraz jest to pełnoprawną miłość. Uwielbiam ją całym mym poobijanym serduszkiem i trzymam za słowo, że pojawi się wspominkach choć raz w kolejnym tomie.
Ale ten tom to nie tylko wspaniała wartka akcja momentami niezwykle zaskakująca oraz świetnie wykreowani bohaterowie, ale też... Różnorodność kultur i istot, jak i zwierzaków wszelkiej maści i rodzaju. Na przykład takie przesłodki seelvie z rodziny fokowatych lub harpaki zwane czasem łasicowatymi wiewiórkami. Albo taki przywołany księżycowy strażnik Yiomi. No ja zostałam kupiona już na amen. I czekam z niecierpliwością na jesień. I tak kolejny tom otrzymuje ode mnie mentalny patronat i tytuł jednej z moich ulubionych serii fantasy. Kocham, polecam i zachęcam wszystkich, co mają możliwość do odwiedzin tej dwójki na targach Vivelo w Warszawie.
Vasharoth: Grzechy Przeszłość to drugi tom serii autorstwa Kasi Janoskiej i Szymona Brennenstuhla wydana przez nich samych #współpraca barterowa
Bezpośrednia kontynuacja Vasharoth: Ścieżki Przeznaczenia. Annabel z Sethem spotykają Beatrice i Vivien - razem wyruszają w kierunku Luvv, gdzie przetną się czerwone nitki, a zespół będzie w końcu kompletny. Jednak bez sielanki, bo czai się za horyzontem potężna armia orków....
W Grzechach Przeszłości czuć że to prawdziwy początek fenomenalnego cyklu. Pierwszy tom zaznajomił nas ze światem i postaciami. Natomiast drugi rusza z kopyta rozpościerając przepiękne skrzydła treści. Autorzy w końcu pokazują na co ich stać - A STAĆ ICH NA WIELE!
Waszaroty to cykl, w którym się zakochałem właśnie za świat w którym po prostu chciało się przebywać, w którym chciało się przeżyć jeszcze więcej różnorodnych przygód mimo, że wiele mogłem zarzucić tomowi pierwszemu. Ale widać było przede wszystkim pasję, miłość, rzetelność i profesjonalizm. Wiedziałem, ze mogę im zaufać i zrobią wszystko by dostarczyć nam wspaniały kontent. Tak się więc stało - dostaliśmy niesamowity drugi cykl sagi cudownych bohaterów.
Książkę mógłbym podzielić na dwie części. Pierwsza z silnym motywem drogi i druga, gdy już cała siódemka się spotyka musząc sprostać nadciągającemu niebezpieczeństwu. Gdybym miał powiedzieć, którą wolę bardziej to pierwszą. Co wcale nie oznacza, ze druga jest gorsza - nabiera rozmachu co w moim osobistym guście nie jest najbardziej interesującym elementem. Zdecydowanie prym u mnie wiodą te mniejsze i bardziej kameralne wątki, które właśnie też będziemy mogli doświadczyć. Motyw drogi został zrealizowany wręcz perfekcyjnie tak jak lubię z całym ciężarem przygód i różnorodnością obszarów przez które przemieszczają się bohaterowie. Porównałbym to do struktury z Władcy Pierścieni gdzie znajdą się i wątki lżejsze, i cięższe. O dużej skali i o małej. Z akcją kameralną ale i wojną. W Vasharothach to wypadło genialnie!
Grzechy Przeszłości to powieść fantasy na która czekałem z zapartym tchem od roku i nie zawiodłem się! Wielowątkowa powieść fantasy z cudownymi wieloaspektowymi postaciami, złożonym światem i historią, która naprawdę wciąga. Myśląc o niektórych wydarzeniach mam aż ciarki na plecach w jaki sposób zostało to dla nas przygotowane. Także została rozwiana moja główna obawa dotycząca postaci - że będą mieli jedną cechę charakteru. A tak naprawdę mamy do czynienia z wykreowanymi charakterami, które są jak żywe. Czują, krwawią, mogą mieć lepszy, gorszy dzień. I w pewien sposób one ożyły - w mojej głowie na łamach wydarzeń z historii.... Jedynym moim minusem może być fakt, że postacie widocznie dla autorów znaczą dużo więcej niż dla nas czytelników. Co jest normalne bo znają ich dłużej. Ale przez to bywały momenty kiedy nie czułem jeszcze wystarczającej więzi do tego, by poczuć emocje jakie miałem czuć w danej scenie. Ale czym dłużej będę znał postacie tym ta dysproporcja będzie się zacierać, więc to minus chwilowy!
Marzę o polskim rynku fantasy, gdzie nikomu nie będzie trzeba przedstawiać Vasharoth bo będzie wszystkim tak znany. I będę się do tego przyczyniał rzucając książką w ludzi na prawo i lewo! *elmo on fire gif* Dlatego też tutaj muszę bezdyskusyjnie tę książkę Wam wcisnąć. Po prostu warto, warto i jeszcze raz WARTO! Nie będziecie zawiedzeni! A hipotetycznie, nawet jeśli książka Wam się nie spodoba to popatrzycie na przecudowne ilustracje Kasi, która staje na głowie by jej SZTUKA była na najwyższym poziomie!
te książki po prostu mają coś w sobie, co sprawia, że nie mogę oderwać się od tej historii i tak bardzo ona do mnie trafia 🤌🏻 kocham ten rozbudowany świat, widać ile pracy zostało w niego włożone, kocham bohaterów (Seth to słodziak totalny i w tym tomie podbił moje serce), którzy są tak od siebie różni, a jednak potrafią znaleźć wspólny język i mimo, że nie łączą ich więzy krwi to są dla siebie jak rodzina, nie mogę się doczekać dalszych części ❤️🔥
Zdecydowanie bardziej mi się podobał od pierwszego tomu. Lubię gdy dużo się dzieje, są tajemnice i pewne fakty zaczynają się łączyć - to wszystko dostałam w Grzechach Przeszłości. A to co się zadziało na końcu? Właściwie mogę powiedzieć, że to co się wydarzyło na ostatnich około 150 stronach czytałam tak, że wręcz nje mogłam usiedzieć w miejscu. Starałam się czytać szybciej, bo chciałam wiedzieć co dalej, ale mózg czasem nie nadążał i musiałam zwolnić niestety 🥲 Po samej końcówce stwierdzam, że w kolejnych tomach będzie się dział oj tak. Jestem ciekawa czym autorzy nas zaskoczą 🥹✊🏻
1. Kocham te postaci i ogólnie świat Erethreis, nie moge się doczekać trzeciej części!! 2. Popłakałam się że śmiechu na patolcu z lasu. To nawet nie jest hiperbola, ja musiałam przerwać czytanie na dobre 2 minuty. 3. Ostatni rozdzial to jeden wielki rollercoaster (nie że narzekam) 4. Biedny Trójka dalej czeka na słownik...
Ponieważ jest to recenzja tomu drugiego to wszystko co tutaj napiszę będzie uzupełnieniem, bądź korektą, tego co napisałam w recenzji tomu pierwszego. Dlatego zachęcam do najpierw zapoznania się poprzednią recenzją, a dopiero potem tą obecną.
• Na samym wstępie zaznaczę, że jest to prywatna opinia - nie musicie się z nią zgadzać; mam prawo do swojego poglądu. • Na dodatek, nie należę do osób, które naginają prawdę, więc będzie to bardzo szczery kawałek tekstu zawierający plusy i minusy tej lektury. Dziękuję i zapraszam ;)
Bohaterowie: ✓ WRESZCIE DOSTAJEMY CAŁĄ EKIPĘ W KOMPLECIE i Souj’ego w pakiecie. ✓ Bohaterowie nabierają rozpędu: ich akcje są co raz śmielsze, ich charaktery uwidaczniają się co raz bardziej, z każdym przeczytanym zdaniem oraz ich cele i motywacje nabierają siły. ✓ Cieszę się, że emocje bohaterów są wyraziste i uargumentowane. Dzięki temu wydaje się to bardziej rzeczywiste i znajome. ✓ Czy ktoś zwrócił uwagę na to jak, każdy z bohaterów jest odmienny i pieczołowicie wykreowany? Nie? To będę pierwsza! Postacie się ze sobą nie zlewają (czego nie mogę powiedzieć o krasnoludach w Hobbicie). Dzięki czemu ciężko dostać dysocjacje poznawczą w trakcie czytania - jeśli dana akcja nie będzie przypisana danemu bohaterowi, to charakter tej akcji będzie wskazywał na to kto jest za nią odpowiedzialny, np. Jeśli bohaterowie nie są klarowni i charakterystyczni (uznajmy, że większość z nich walczy na miecze), zdanie pokroju “zdecydowanie ciął powietrze swoją klingą i bez zastanowienia przedzierał się przez oszołomionych przeciwników” wskaże na kilku bohaterów, a nie na jednego konkretnego. Gdyby takie zdanie było w książce wiedzielibyśmy, że może chodzić o Souj’ego. ✓ Widać postępy bohaterów, w szczególności podczas używania magii. W nawiązaniu do tego zagadnienia, przytoczę postać Vivien —> dziewczynka otworzyła drugie źródło w bardzo młodym wieku (w pierwszym tomie była mowa tylko o jednym), tajemnicza herbata jej nie zabiła, przyzwała chowańca z księżyca (Sailor Moon vibe) oraz robi postępy w leczeniu magią. Chcę tylko przypomnieć, że to nadal dziecko ;) ✓ Souji poszerza horyzonty społeczne i przynajmniej dla części osób, przestał być zimny dupkiem (uwielbiam tego chłopaka). Annabel przydałby się urlop macierzyński po przygodach z Vivien i Beatrice. Vivien powinna odstawić, na jakiś czas, zbieranie i eksperymentowanie z “jagódkami”. Beatrice to biblijny Samson (chodzi o włosy) tyle, że wersja Vasharoth (koloryzowane porównanie). Seth to ten jeden kolega w grupie, który swoją niewinnością, nieżyciowością i brakiem wyczucia czasu oraz sytuacji pełni rolę kochanej ciapy (nie ćwoka XD; nie mów tak o sobie skarbeńku). Syrius to tatuś grupy (w dwóch tego słowa znaczeniu). A Elizabeth to po prostu Elizabeth…. ✓ Ulubiony bohater drugiego tomu? Kocham wszystkich, ale Syrius miażdży konkurencję. Ocena: ★★★★★ {5,0}
Fabuła: ✓ Porównując dwa tomy, pierwszemu powinnam odjąć punkty za dynamikę. Czytając pierwszy tom byłam przekonana, że dynamika stoi na wysokim poziomie. No, jakby to powiedzieć, drugi tom przebił moje pojęcie “szybkiej akcji”. Akcja była wartka, wciągająca i (jak dla mnie) nie było momentu, aby coś się nie działo. ✓ Idealnie wywarzony i wpleciony w dialogi humor. O dziwo jest to jedna z nielicznych książek, w których (jako autystka) zauważam/wyczuwam sarkazm, bądź ironię. Dla mnie to duży plus - świadczy to o tym, że język zastosowany w książce jest zrozumiały dla grup o różnym pojmowaniu, że tak to ujmę. ✓ Fakt, że każdy rozdział mnie ekscytował i ciężko mi było odłożyć książkę, mimo zmęczenia, świadczy że lektura dostarcza multum bodźców i pobudzających wrażeń. ✓ Pełen wachlarz emocji, zaserwowany przy pomocy bohaterów, z łatwością oddziaływał również na mnie. Śmiałam się razem z bohaterami, czułam ich niepewność, strach i smutek. Nawet złość (której raczej nie odczuwam) Panny Annabel przejawiała się u mnie poczuciem irytacji. ✓ Nie było sytuacji, w której odczuwałam bym zdezorientowanie, bądź zagubienie w fabule. ✓ Ulubiona scena z drugiego tomu? Mam dwie: dosłownie gorący przypał Vivien z jagódkami i krótka scena zbliżenia pomiędzy Annabel, a Syriusem. Ocena: ★★★★★ {4,9}
Świat przedstawiony: ✓ Z każdą przeczytaną stroną byłam co raz bardziej oczarowana tym co stworzyli autorzy: barwny i zaskakujący świat z - co nowymi - miejscami, które mnie za każdym razem oczarowują swoją wyjątkowością i specyfiką. Moje ulubione miejsce? Chyba Bagna Ornidy. ✓ Opisy. OPISY. <— True masterpiece. Nic dodać, nic ująć. Są zgrabnie napisane (nie za długie, ale i nie za krótkie). Robią kawał roboty w budowaniu klimatu danego miejsca, bądź sytuacji. Jednym zdaniem: Nadają życia i dynamiki. ✓ W recenzji pierwszego tomu emocjonowałam się tym jak dobrze zostały opisane mikstury. W tej recenzji będę zachwycać się opisem herbat. Jestem herbacianym świrem i czytając o naparach z herbaciarni tajemniczego elfa nocy, byłam w stanie poczuć i wyobrazić sobie ten smak na języku oraz zwizualizować wygląd i konsystencję wywaru. Szkoda tylko, że nie potrafiłam przytoczyć sobie jakichś zapachów ;( Założę się, że to literackie doznanie, w komplecie, byłoby fantastyczne. ✓ Ja nadal nie mogę się nadziwić tym jak bardzo ludność kontynentu jest zróżnicowana i jak każda z nich jest cudowna na swój sposób. Na chwilę obecną moimi faworytami są elfy nocy i ludzie obdarzeni magią. ✓ Ulubiona część świata przedstawionego z drugiego tomu? Tak jak w pierwszym tomie - magia i system magiczny. Ocena: ★★★★★ {4,8}
Logika: × Nie wiem czemu ale w tym tomie przez większość książki miałam love-hate relationship z mapą. Absolutnie nie jest to kwestia nielogicznego przemieszczania się bohaterów! Mój mały problem polega na tym, że jest za mało szczegółowa (czytając o planach podróży bohaterów doświadczałam czegoś takiego: *nazwa miejsca* A gdzie to? Sprawdzę na mapie. Ale czemu ja tego miejsca nie widzę…? Gdzie oni są mentalnie? Gdzie JA mam być mentalnie? Halo? Pomocy?) W pierwszym tomie mapa była wybitna. Teraz była świetna lecz z małym “ale”. ✓ Ponownie jestem zachwycona tym, że książka ma dwóch autorów, ale nadal nie jestem w stanie odróżnić kto pisał jaki fragment. (Kiedyś może do tego dojdę XD) ✓ Po raz kolejny żaden bohater, żadne wydarzenie, żadne miejsce itp. nie zostaje dotknięte przez syndrom “przestanę trzymać się kupy i będę zmiennokształtnym bytem z własną wolą”. Wszystko logicznie działa według z góry ustalonego planu (takie odnoszę wrażenie) i nie mają miejsca specyficzne, nieargumentowane wyskoki. Ocena: ★ ★ ★ ★ ☆ {4,3}
Inne: ✓ W pierwszej części obrazki były cudowne - teraz również były- ALE JEST WIĘCEJ OBRAZKÓW DO KOLEKCJI ✓ Chyba zaprzyjaźniłam się z tymi marginesami… ✓ Wcześniej jakoś o tym nie pomyślałam, ale kiedy przyszło co do czego i zaczęłam adnotować - to dopiero wtedy doceniłam grubość/gramaturę(?) i jakoś papieru. Mogłam na spokojnie używać zakreślaczy bez obawy, że: przebiją na drugą stronę, będą się ślizgać oraz tusz nie zostanie wchłonięty i ubabra wszystko dookoła. ✓ Kolejna piękna okładka, która może błyszczeć wśród innych książek. Na dodatek jest wykonana z materiału, który robi wrażenie miękkiego - książka jest przyjemna w dotyku (obserwacja powiązane z SI). ✓ Sposób opisywania przedmiotów/miejsc/jedzenia/itp. oddziaływuje na wszystkie zmysły, a to kocham najbardziej - czuć książkę całą sobą! Ocena: ★ ★ ★ ★ ★ {5,0}
*Jestem niemalże pewna, że zapomniałam o czymś wspomnieć.*
Miłego dnia i mam nadzieję, że również czytania tej perełki. Do zobaczenia w recenzji następnej części! ~ Ezra
IG. @simply.ezra.reads
[Notka dla autorów] Kiedy pisałam prywatnie, że po skończonej lekturze miałam mętlik w głowie miałam na myśli same pozytywy. Głowa mi pękała w szwach z emocji oraz nadmiaru informacji, które trzeba było poukładać i przyswoić. ;)
"Vasharoth Grzechy Przeszłości" od S. J Brennenstihl i K. W. Janowska. "Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę", ten cytat z wrót baldura idealnie opisuje czym owa książka jest. To obszerny prolog do większej całości która mgliście jarzy się na horyzoncie. Całość podobnie do tomu pierwszego jest bogata w opisy kultury, fauny i magi tak wyjątkowego świata jakim jest przedstawiona Erethreis, jednak dużo większy nacisk jest położony na 7 głównych bohaterów, każdy dostaje pokaźną dawkę uwagi. Skrupulatnie budując się w naszych oczach, ku mojej uciesze sporo tej uwagi dostała Elizabeth, jeszcze przed przedstawieniem jej nam osobiście w norze szczura było nam dane wysłuchać wielu historii z jej udziałem, Boże jak ja kocham tą postać, idealnie dopełni grono moich ulubionych postaci literackich, ale o bohaterach to na razie na tyle, bo planuje zrobić oddzielny post na ich temat, nie sposób bym się pomieścić tutaj. Więc wracając do treści, tak jak mówiłem ten tom to dopiero początek przygody, prolog do czegoś dużo większego, mimo to też był bogaty w akcję, długa trudna podróż która połączyła dawnych przyjaciół, jaki i zintegrowała Setha na dobre do bandy, i moment kulminacyjny w Luvv gdzie poprostu nie mogłem się oderwać, JAK JA lubię narrację z nieustannie zmienianą perspektywą między bohaterami tam użytą. Trochę prywaty, są dwa momenty które mnie osobiście zapadły najgłębiej w pamięci, pierwszy to Seth na kacu po marynarskiej popijawie, mimo że przysięga by nigdy nie tknąć alkoholu nie zdała egzaminu czasu, pierwsze spotkanie chłopaka z wysoko procentową substancją było piękne, i drugi, czyli pierwsze spotkanie dwójki moich ulubieńców, jeszcze do teraz w głowie słyszę Elizabeth krzyczącą na Setha, "KTO JEST K*RWA MAŁY? CHCESZ DOSTAĆ W RYJ PATOLCU Z LASU?", kocham tą dwójkę. Zacząłem cytatem z baldura który opisuje ten tom i skończę podobnie, cytatem pasującym niemal tak samo "Ależ cię ekipę zmontowali, ekipę totalnych... kto wie ten sobie dokończy 😅
2 tom co ja mogę o nim napisać , Bożeeeee jakie emocje w ten książce były , ja poprostu ryczalam i krzyczałam i się uśmiechałam naraz poprostu ogromne szaleństwo, uwielbiam tą książkę , autentycznie souji jest moim ulubieńcem i chyba się to nie zmieni już polecam każdemu naprawdę poprostu ja nie wiem zaniemówiłam po przeczytaniu ostatnich stron tej książki , to co się teraz dzieje w mojej głowie po przeczytaniu tej książki, tego sie nie da opisać słowami , POLECAM KAŻDEMU ❤️❤️
Moja wewnętrzna potrzeba wciągnięcia się w nowy, rozbudowany świat została zaspokojona. Im więcej detali w takim świecie i więcej różnych zasad na jakich działa, tym bardziej mi się podoba, więc muszę powiedzieć że w Erethreis się zdecydowanie zakochałxm!!
Chciałxm też powiedzieć, ze sceny walki są naprawdę znakomicie napisane, doslwonie malują się przed oczami. Doświadczyłxm też czegoś, co wcześniej mi się nie zdarzyło. Czasami jak czytam jakiś fragment, np. że jakaś postać coś powiedziała a następnie wykonała jakiś ruch, np. zaczesała włosy, to często zanim przeczytam co zrobiła, widzę to przed oczami. Nie wiem czy ten opis ma sens, ale przysięgam te książki czyta się jak animacje.
I na koniec oczywiście muszę powiedzieć, że absolutnie uwielbiam wszystkie postaci, są przecudowni i kocham ich bardziej niż własną rodzinę. Już nie mogę się doczekać momentu, w którym zacznę trzecia część!!
Vasharoth. Grzechy przeszłości to drugi tom niezwykłego cyklu związanego ze światem Erethreis stworzonego przez S.J. Brennenstuhl i K.W. Janoska.
Grzechy przeszłości wprowadzają dalej do świata pełnego magii, niezwykłych przedmiotów i barwnych postaci. Czytelnik w końcu ma także okazję poznać cały gang, czyli siedmiu bohaterów, których pojawienie się zapowiadano od początku pierwszego tomu.
Przyznam, że z niecierpliwością oczekiwałam kontynuacji tej historii. Gdy w końcu ją dostałam, nie zawiodłam się. Jako że najtrudniejsze wprowadzenie świata zostało dokonane w tomie pierwszym, ten mógł niemalże w pełni skupić się na postaciach i fabule. Choć było to wiadome od początku, autorzy stworzyli ten cykl z niezwykłym rozmachem, który ukazują czytelnikom krok po kroku.
To niezwykła przyjemność widzieć na kartach powieści tak potężnie rozwiniętych bohaterów. Każdy z przedstawionej siódemki ma swoją historię, na ten moment mniej lub bardziej rozwiniętą, ale także silne i słabe strony. Chociaż na ten moment odkryte informacje na temat tych bohaterów są dość nierówne - o niektórych wiadomo więcej niż o pozostałych - to z przyjemnością odkrywa się kolejne fakty. Na dodatek stanowią zgrabnie dobraną drużynę, wzajemnie się uzupełniając.
Vasharoth to seria idealna dla wszystkich fanów anime oraz mang. Bezsprzecznie niesie w sobie ich specyficzny klimat, a opisywane wydarzenia idealnie przeniosłyby się na ekran lub na łamy graficzne. Z pewnością przyczyniają się do tego przecudne ilustracje, dzięki którym można jeszcze bardziej zagłębić się w magiczny świat Erethreis.
Z niecierpliwością będę wyczekiwać kolejnego tomu, zwłaszcza że fabuła ruszyła mocno do przodu i zostawiła mnie z mnóstwem emocji oraz pytań, w tym jednym podstawowym "Co dalej?".
W drugim tomie kapitalnej serii wraz z Annabel, Sethem, Beatrice oraz Vivien, będziemy mieli szansę odkryć jeszcze więcej zakamarków świata Erethreis. Spoktamy nowe postaci, dowiemy się ciekawych faktów na temat magii i alchemii, a także niejednokrotnie wstrzymamy oddech, uronimy łzę czy zdrowo się pośmiejemy. Bohaterowie odbywają długą podróż, która wkrótce zaprowadzi ich do reszty przyjaciół, a może i nawet poznają kogoś jeszcze?
„I… wierzcie w przyjaźń. Niech stanie się ona waszym ostrzem i tarczą w walce z mrokiem. Niech wasze serca złączą się w pochodnię, która wskaże wam drogę, bowiem prawdziwa przyjaźń nie zna znoju, nie czerpie z nieprawości.”
Erethreis to wspaniale i skrupulatnie wykreowany świat – wszystko trzyma się kupy i do siebie pasuje, a czytelnik z każdą stroną i każdym krokiem bohaterów poznaje go jeszcze bardziej dogłębnie. Otacza nas cudowna, choć czasami nieprzewidywalna i potężna magia, która bije od bohaterów, zwierząt i roślin. Urzekają nas piękne opisy oraz relacje bohaterów, zaskakują i przerażają polityczne potyczki.
I właśnie w tym niezwykłym świecie mamy okazję coraz lepiej poznawać tych świetnie wykreowanych bohaterów, z których każdy ma swoje demony (czasem w przenośni, a czasem dosłownie), ale i bohaterskie i lojalne dusze. Świetnie czyta się o ich przygodach i relacjach – starają się nawzajem wspierać i rozumieją, że każdy ma wady i to wcale nie przekreśla szansy na przyjaźń. Widać, że ich kreacja była starannie przemyślana, a rozwój można zobaczyć już pomiędzy pierwszym, a drugim tomem.
Oprócz postaci poznanych w pierwszej książce, pojawiają się też nowe – nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o tajemniczym Numerze Trzy, który absolutnie skradł mi serce przez swój nietuzinkowy charakter. Liczę na to, że jeszcze wiele o nim przeczytamy! Syrius i Elizabeth natomiast świetnie współgrają z resztą przyjaciół i o nich również chętnie dowiem się więcej.
Souji… to jest ten bohater, z którym się jestem w stanie utożsamić. Kocham go całym serduszkiem i naprawdę go rozumiem. Cóż, może i nie mam takich świetnych zdolności magicznych jak on, ale mam jeszcze czas na naukę, czyż nie?!
Bogowie mi świadkiem – przez ostatnie 100 lub 150 stron już nie byłam w stanie zamknąć książki! Tyle się działo, tyle się dowiedziałam, emocje sięgnęły zenitu! Nagłe zwroty akcji i odkryte przed bohaterami tajemnice wywołały u mnie ciarki ekscytacji do tego stopnia, że po kilka razy czytałam niektóre zdania, nie mogąc uwierzyć, co się właśnie dzieje!
Jeśli lubicie Władcę Pierścieni albo podobał wam się klimat Wiedźmina, koniecznie sięgnijcie po Vasharoth. Na pewno was nie zawiedzie ta kapitalna budowa świata, ciekawe nazwy i imiona oraz bohaterowie, z którymi cholernie trudno się rozstać. Świat magii czeka!
„Zabij orka, wyrwij nogi. Niech mu jucha spłynie w dół, a przełamie się na pół. Jak go dorwę, będzie sraka, wypatroszę cię, Demak’ka…”
Mówi się, iż wielkie rzeczy często powstają pod wpływem przypadku, jednak historia ta winna być zwana nie tyle przypadkiem, co boskim kaprysem. Z opowieścią o pokazie siły oraz pychy. Zbrodni podyktowanej miłosierdziem i niezasłużonej karze..
Nie wiem czy mogę tak od razu przejść do końca tej części, pownieaż końcówka tak bardzo mi się spodobała, że na już potrzebuję kolejnej! Jak mnie to cieszy, że powstanie jeszcze kilka części! Będę miała co czytać i w co się zagbłębiać.
Wracając do środka.. no dla mnie bajka. Te opisy, powiązania, vibe. Przygody, któe ich spotykają, relacje i przyjaźnie, które wchodzą na wyższy level.
Uwielbiam każdego bohatera z rozróżnieniem jego osobowości i haryzmy! Tworzą tak bardzo zgraną paczkę, do której sama chciałabym należeć. Wiecie, pierwszy raz chyba nie wiem co napisać. Ciągle jestem jeszcze z nimi! Chyba muszę to przepracować (dobrze, że nadchodzi okres świąteczny).
Ciężko jest mi wyobrazić sobie osobę, której książka mogłaby się nie spodobać ze względu na mnogość wątków, przeróżne postaci i przeróżne historie. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie - magię i magiczne stworzenia, podróże, przygody, naturę, budowanie relacji, wątki przeznaczenia, wątki humorystyczne, momenty chwytające za serce. To wszystko znajdziecie tam! I nie tylko.
Bardzo się cieszę, że mogłam wejść w ten świat i w nim pozostać. Czekam już na kolejne tomy, na kolejne podróże, na kolejne zdobywanie magicznych przedmiotów. Może na nawiązanie kolejnych przyjaźni, miłości? Cóż to takiego nasz czeka w kolejnych tomach kochani autorzy?
Definitywnie polecam poczekać na dodruk z korektą. Vasharoth ma to do siebie, że im dalej sie go czyta tym staje się lepszy i oby tak dalej. Mimo wszystko początek słaby, spodziewałem się trochę lepszego światotwórstwa a wiele motywów, takich jak podróż statkiem zostało zmarnowanych. Postacie i relacje między nimi są siłą tego tomu. Język przestaje być aż tak patetyczny, jest tutaj więcej pokazywania niż opowiadania w przeciwieństwie do pierwszego tomu. Zaskakującym plusem okazały się tutaj sceny batalistyczne i sceny walk, nie spodziewałem się tu aż takiego poziomu. Zakończenie samo w sobie definitywnie na plus, mimo że jest pełne klisz. Tak czy inaczej, cieszę się, że dałem jeszcze szansę tej serii i na pewno będę ją kontynuował! Mam nadzieję, że w następnych częściach dowiemy się czegoś więcej o Apollyonie :D
"Grzechy przeszłości" to drugi tom serii Vasharoth i jest on bezpośrednią kontynuacją poprzedniego, a także miałam wrażenie, że wciąż stanowi wstęp do głównego wątku serii.
Ponownie zachwyciłam się wykreowanym tu światem, który ma vibe klasycznego fantasy, co jest bardzo solidnym elementem tych powieści. Choć nie miałam tak wyraźnego poczucia eksploracji jak przy 1 części, to z przyjemnością odkrywałam kolejne sekrety Erethreis.
Mamy tu motyw drogi, który bardzo lubię, więc opisana tu wędrówka zapewniła mi sporo frajdy. Gdybym miała luźniejszy czas w życiu, to przeczytałabym ją o wiele szybciej. Oprócz tego mamy tu magię, wiele tajemnic, konflikt, a także wielu bohaterów.
Niestety tak jak w poprzednim tomie spędziliśmy bardzo mało czasu z moim ulubieńcem - Soujim, nad czym przyznaję, że trochę ubolewałam. Poznałam jednak lepiej pozostałych bohaterów i nieco bardziej polubiłam dziewczyny, natomiast nie spodobała mi się kreacja Setha. Zbyt często czułam, że robi się z niego po prostu głupka 🙈 z czym nie mogłam się zgodzić ani pogodzić. Nie spodziewałam się takiego zachowania po tej postaci po 1 tomie.
Wprowadzono też nowych bohaterów i póki co mnie nie zachwycili, ale jestem szczerze zaintrygowana jak zostaną rozwinięci. Elizabeth miała swoje mocne momenty, a w Syriusie spodziewałam się nowego ulubieńca, ale cóż... Jeszcze nie 😁
Bardzo podobała mi się końcówka, oprócz zajrzenia do Gildii poszukiwaczy pojawił się też pewien konflikt... Który bardzo mnie zaangażował, dostarczył nieco emocji, a przede wszystkim dał dużo przyjemności z opisywanych potyczek,. Żeby nie spoilerować powiem tylko: czekam na więcej!
Lubię też motyw grzechów głównych, który się tu pojawił, będę z wielką uwagą śledzić jak zostanie rozwinięty, bo nie jest to łatwa sztuką, by zrobić to dobrze 😁 wierzę, że autorzy mnie nie zawiodą.
Z drobnych wrażeń, o których jeszcze chciałam wspomnieć to opisy herbat! Rany, ależ miałam ochotę spróbować naparów, jakimi raczyli się bohaterowie! I mapka, jest, ale niestety kompletnie mi się nie przydała, nie mogłam znaleźć szczegółów trasy, którą poruszała się drużyna, a próbowałam śledzić jej przebieg 🙈
Końcówka książki zapowiada wreszcie właściwą historię, w której widzę duuuży potencjał i jestem bardzo ciekawa kontynuacji. Misja, przeznaczenie, różne rasy, w tym rasa bogów, milion rzeczy, które mogą pójść nie tak? Wchodzę w to! Mam nadzieję, że nie trzeba będzie na nią długo czekać. Jest to fantasy typowo rozrywkowe, z bardzo bogatym światem i naprawdę ciekawymi pomysłami. Autorzy popisali się znów swoją wyobraźnią serwując dużą dawkę magicznej przygody! Wszystkich, których jarają takie klimaty mogę zachęcić do sięgnięcia po tę serię i dania jej szansy. Można się przy niej świetnie bawić, a światów tak fajnie wykreowanych jak tutaj często nie spotkałam ❤️
Wakacyjny wyjazd na wieś, w tle śpiew ptaków a w dłoniach drugi tom sagi od Kasi i Szymona, czy może być coś piękniejszego?
Przyznam bez bicia, że długo zajęło zabranie mi się za te pozycje co w dużej mierze spowodowane było brakiem czasu, więc uznałam, że taki wyjazd będzie idealnym momentem na przeczytanie tej jak i poprzedniej części (w ramach przypomnienia) i nie myliłam się! Pochłonęłam drugą część w zaledwie kilka dni i bawiłam się przy tym niesamowicie!
Coś co jako pierwsze rzuciło mi się w oczy to postęp jaki autorzy zrobili w tak krótkim czasie! Książkę czyta się lekko, wszystkie ważne wątki i informacje przedstawione są w sposób klarowny a i postacie, moim zdaniem, dojrzały wraz z Kasią i Szymonem. Radością wielką była możliwość spotkania się z nimi ponownie i przeżycie razem z nimi przygód, które z każdą kolejną stroną stawały się coraz bardziej wciągające i trzymające w napięciu.
Jednym słowem — bardzo polecam jako coś przyjemnego do przeczytania na wakacyjny wyjazd, jak zwykle bawiłam się wspaniale i czekam na kolejne części! A Wam, Kasiu i Szymonie, życzę jak najwięcej weny, inspiracji i dni wypełnionych owocną twórczością ❤️
PS. Bezgranicznie kocham Siriusa, cieszę się, że mogłam go poznać i mam nadzieję, że będzie go jeszcze więcej w następnych tomach!
Drugi tom zaczyna się jak wspominałam już pod pierwszą częścią recenzji, kilka dni po zakończeniu fabuły pierwszego. Czwórka z siódemki jest już razem, a my dostajemy przezabawny pierwszy rozdział z ekskluzywną restauracją i Sethem, który rodem z jaskini, nie jest w stanie się w niej odnaleźć. Bardzo podobało mi się późniejsze rozdzielenie ekipy i pokazanie różnicy w ich priorytetach. Beatrice i Vivien oddały się trywialnym zakupom, Seth poszedł odpocząć od tłumów, tymczasem Annabel oddała się umartwianiu swojej jaźni, oglądając egzekucje.
Następnie mamy całą podróż statkiem, która też pełna była zarówno śmiesznych jak i emocjonalnych scen. Dalej zastanawiam się o co chodziło z tą pieśnią, a foczka była przesłodka! Chciałabym tylko wyróżnić tytuły rozdziałów (tak ktoś na to patrzy). W pierwszych czterech tytułach mamy oczywiste nawiązanie do procesu akulturacji! Zresztą to jak Seth zżywa się z resztą doskonale to pokazuje.
Rozdział w herbaciarni sprawił, że cały wieczór czytałam przy herbatce! Następnie podróż przez tereny rolnicze i scena nad rzeką. Wszystko było po prostu takim komfortem czytelniczym. Wiecie jak to jest prawda? Kocyk, świeczka i herbatka. Tylko Apollyon wydawał mi się bardziej śmieszny niż straszny.
Myślę sobie, ale ta książka jest spokojna w porównaniu do pierwszego tomu... I nagle jak nie walnie. Scena z bandytami, scena z potworem w lesie, a potem Annabel... Oj jak mi było żal Vivien gdy zostały wyrzucone ze swojego domu. Ale po poznaniu motywów i problemów demonki, trochę jej odpuściłam. Nie odpuszczę jednak autorom tak małego czasu antenowego dla Egzekutora. Numer Trzy jest postacią idealną! Wnioskuję o jego dołączenie do drużyny! Jego satyryczna gra aktorska i udawanie barmana wprawiło mnie w tak dobry nastrój po tych dramatach, że czytałam o dwie godziny za długo tego dnia. Mitetsu za to nie lubię, kojarzy mi się ze starymi nauczycielkami, które uczą tylko o to by gnębić dzieci i powodować u nich traumy.
Epizod goblinistyczny pominę, bo wydaje mi się, że nie wpływa w żaden sposób na fabułę. Ale tutaj pojawia się helifit. Słodziak Seth okazuje się być czymś jedynym w swoim rodzaju! Wydaje mi się, że jego matka była naukowcem i wyhodowała go z probówki, ale to moje teorie. Jestem mega ciekawa tego wątku, bo Seth, Seth, Seth...
No i spotkanie! Po krótkim Secikowym rozdziale mamy w końcu spotkanie naszych bohaterów! Z początku chciałabym wyróżnić zabieg z ogłoszeniem przy bramie, bo po raz kolejny pokazał już, że w tych książkach świat żyje, a nie zawiesza się w czasie, gdy bohaterów akurat tam nie ma. Szukanie Elizabeth i Syriusa jest nieco dziwne, bo czemu ten krasnolud nie powiadomił ich o dotarciu pozostałej czwórki? Taka krótka obserwacja, ale to już czepialstwo. Przechodząc już do samej parki głównych bohaterów... Syrius – typowy chad i dres, który tak naprawdę jest miłym gościem o dobrym serduszku (tacy najczęściej potrzebują terapii). Elizabeth za to jest chuderlawym diabłem, który cię zwyzywa, zabije, a potem jeszcze zwyzywa twoje zwłoki. Czego chcieć więcej? Z początku strasznie kontrastowali z resztą bohaterów, ale podsumowując to, że jako jedyni pochodzą z zupełnie innej części świata, to miało coraz większy sens.
Ten sam dzień z perspektywy Soujiego też był ciekawy, chociaż muszę przyznać, że przysypiałam (czytałam chyba przed 2 nocy). Ale i tak zauważyłem, że Beatrice śniła mu się w momencie, gdy przejeżdżała zaraz obok niego. Koleś, którym rzuciła Annabel, przeleciał właśnie przez Soujiego, a kilka godzin później to właśnie Annabel uratowała go przed tą elfką. Po raz kolejny szanuję autorów za te detale. Gildia Poszukiwaczy była za to istnym chaosem. Trochę się gubiłam, ale finalnie zabawa była przednia. Przesłuchanie naszej grupy skojarzyło mi się z „to kto jest synem kogo?”. Spotkanie Soujiego z Beatrice za to spowodowało u mnie wypieki na twarzy. Było tak niespodziewane i niestandardowe, że nie wiem jak je ocenić. Na pewno były emocje.
Testy i obchody święta stały się znowu takimi komfortowymi rozdziałami z idealnie wplatanym światotwórstwem. „Sue boi się koni” i szyderczy śmiech Annabel zostanie w mojej głowie aż do końca serii.
Chyba nieco przyśpieszę, bo piszę tą recenzję od 3 godzin, a jeszcze cały trzeci tom.
Do ataku orków autorzy podeszli po raz kolejny w zupełnie niestandardowy sposób. Narada i zastanawianie się co ci drudzy zrobią? Bardzo fajny smaczek, w którym zauważyłam nawiązania do „Sztuki Wojny” Sun Zi. Widać, że każda scena jest przemyślana także pod kątem nawiązań. Następnie ten podział na perspektywy, nie wiemy co nas czeka po kolejnych „trzech kropczekach”. Czy Syrius znowu będzie walczyć o życie, przy okazji dowodząc żołnierzami? Czy Souji z Annabel zdążą go uratować? Czy Elizabeth znajdzie Beatrice? Vivien modląca się na szczycie Ponurnika... Jakie to było dobre.
Walka z generałem i rzucenie jednego zdania, które w sumie otwiera wątek poboczny na całą książkę albo i trylogię mnie bardzo zaciekawił. Właśnie czekam na tę konsekwencje w kolejnych tomach, bo wyjaśnić to wszystko i się w tym nie pokiełbasić jak makaron w garze, to będzie majstersztyk (mam taką nadzieję). Następnie pojawia nam się w końcu pierwszy z antagonistów. Od razu wydaje mi się, że Demaka nie jest kimś z kim są w stanie się teraz mierzyć. I trzeci tom natychmiast moje predykcje potwierdza. Ale no wiecie „ będzie sraka, rozpie*ole cię Demaka” W ogóle pojawienie się małżeństwa, które niczym trzecia armia zakończyła ten konflikt, była po raz kolejny czymś całkowicie niespodziewanym.
Ostatnie dwa rozdziały i kolejne tajemnice: Esencja Świata, Heretycki Kondensator, Vasharoth, i coś co mnie zaciekawiło, co się stało w czasach jedenastego jaśnie oświeconego? Ja serio nie mogę się doczekać końcowych tomów tej sagi, bo to będzie albo literatura wszechczasów albo wielki zawód. Mam jednak szczerą nadzieję, że to pierwsze. I zresztą trzeci tom to trzeci tom. Już on jest poziom wyżej!
Jak wspominałam w pierwszej części, epilog ponownie przenosi nas do tej samej karczmy, w tym momencie to co dzieje się na świecie już w 50% powiązane jest z czynami naszych bohaterów. To wszystko eskaluje i o to chodzi w tym zabiegu, przynajmniej mam takie wrażenie.
Podsumowując, drugi tom trzyma poziom pierwszego z tą różnicą, że akcja jest wolniejsza z skokami napięcia w połowie i pod koniec książki. Trochę jak dwie księgi, każda z szybkim zakończeniem. Czy podoba mi się to? Samo to, że po pierwszej eskalacji czytałam o dwie godziny za długo chyba znaczy, że tak. Przysypiałam w pracy, za co duży plus dla książki (ale nie dla mnie hehe). Samo zakończenie i prawda o istnieniu Vasharotha doskonale zwieńczyła początek tej sagi i zostawiła taki delikatny niedosyt, który sprawia, że chce się sięgnąć po kolejną książkę w tej chwili. Chyba tak powinno być co nie? Autorzy podczas rozmowy na Bazyliszku rzeczywiście mieli rację, że te dwa tomy stanowią jedną całość.
8/10 (ten sam poziom co w pierwszym tomie).
This entire review has been hidden because of spoilers.
Jedna z najwspanialszych książek jakie miałam okazje przeczytać. Kocham ten świat i postacie całym swoim sercem. Jeśli szukacie dłuższej seri fantasy, z całego serca Wam ją polecam. Mówię to jako zakochana w tym świecie czytelniczka pierwszego tomu i patronka drugiego 🫶
Mój najdumniejszy patronat - jeśli kochacie high fantasy, podróże, found family i przecudowny klimat magii to nawet się nie zastanawiajcie i czytajcie! ✨ Nie znajdziecie nic lepszego I promise 🫶
Na wstępie chciałam zaznaczyć, że chociaż troszeczkę, chciałam upodobnić się do okładkowego Souji’ego. Mam nadzieję, że chociaż w pewnym stopniu mi się to udało. 🙈
Mówi się, iż wielkie rzeczy często powstają pod wpływem przypadku, jednak historia ta winna być zwana nie tyle przypadkiem, co boskim kaprysem. Opowieścią o pokazie siły oraz pychy. Zbrodni podyktowanej miłosierdziem i niezasłużonej karze…
W świecie Erethreis przepełnionym magią, przeznaczenie splata ze sobą losy całkowicie różnych, młodych osób. Choć noszą w sercach własne troski i pragnienia, ich dusze przyciągają się do siebie. Nie zdają sobie sprawy, jak wielka tajemnica połączyła ich serca w jedną całość.
Po starciu z Kreinem de Triga, Annabel wraz z Sethem dołączają do przyjaciółek, które oczekują na nich w Arvalii, krainie elfów. Wspólnie wyruszają na spotkanie z pozostałą dwójką towarzyszy. Po licznych przygodach i długiej podróży przez zaklęte krainy Erethreis, docierają do Luvv - miasta, w którym wszystko ma się wydarzyć. W Gildii Poszukiwaczy ścieżki siedmiu bohaterów w końcu się przecinają, a machina przeznaczenia zostaje wprawiona w ruch. Jednak nie wszystko układa się zgodnie z ich oczekiwaniami… Co stanie się, kiedy Syrius, Annabel, Souji, Beatrice, Seth, Elizabeth oraz Vivien staną ze sobą twarzą w twarz? Czy będą potrafili zrozumieć uczucia drzemiące w ich wnętrzach? Co tak naprawdę się za nimi kryje…?
Mimo iż od wydania pierwszej części minął rok, sięgając po drugą część nie odczuwałam potrzeby przeczytania jeszcze raz pierwszej części. Nie chodzi o to, że mi się nie chciało, albo coś. Po prostu miałam odczucie, jakby tą poprzednią część czytała tydzień temu, a nie rok..
Już sam ten fakt utwierdził mnie w przekonaniu, jak dobra jest ta książka. Myślę, że się ze mną zgodzicie, że każdy czytelnik szuka takiej książki, która na długo zostanie w jego pamięci, w dobrym tego słowa znaczeniu. Ten kto mnie zna wie jak kocham fantastykę. Mam swoje ulubione perełki, które mogłabym polecać każdemu, o każdej porze dnia i nocy. Z wielką przyjemnością mogę Wam ogłosić, że do tego grona dołączyła saga “Vasharoth”.
Na prawdę jest mi ciężko uwierzyć, że doznałam także takiego zaszczytu, jakim jest patronowanie tego cuda. Jestem za to wdzięczna autorom, że spełnili moje kolejne, “małe” marzenie.
Czuję, że mogłabym określić tę część do miana DOBREGO POTOMKA TOLKIENA. Wiadomo ( musicie mi to wybaczyć haha) jednak, że nikt ani nic nie pobije wspaniałego kunsztu tego autora, ale uważam, że Kasi i Szymonowi prawie się udało. Może to też z tego powodu ta część stała się jak na razie moim ulubieńcem?
Czytając “Grzechy przeszłości” coraz bardziej stapiałam się z bohaterami. Nadal moją ulubienicą jest Annabel, ale z męskich to zdecydowanie Syrius. Chyba nie muszę tłumaczyć, dlaczego OD SAMEGO POCZĄTKU, nawet odkąd usłyszałam jego imię, wiedziałam, że go pokocham…
Styl pisania opowiadania jest przewspaniały. Z każdą kolejną stroną, czułam się jakbym bardziej należała do świata Erethreis. Uważam też, że sama jakość tekstu stała się bardziej dojrzalsza i po prostu lepsza.
Czytając, czułam ile pracy autorzy włożyli w książkę. Jednak najbardziej było widać to co najważniejsze - miłość. Miłość do pisania jak i do samej fantastyki. Tego nie da się odebrać nikomu. Kasia i Szymon otrzymali szansę od losu i wykorzystali ją na maxa.
Nie można też nie wspomnieć o przepięknej okładce, jak i samych rysunkach w środku książki. Dacie wiarę, że WSZYSTKIE rysowała autorka - Kasia?! One są tak przepiękne, że nic tylko pozazdrościć talentu haha
Przeglądając każde z nich, czułam się jak dziecko. Niezwykłą zabawą było dla mnie bardzo uważne studiowanie każdego szczegółu na danym obrazku. Dzięki temu było też mi o wiele łatwiej wyobrazić sobie całą sytuację, jaka miała miejsce.
W książce nie ma miejsca na przypadki. Wszystko jest dokładnie przemyślane. Tutaj każda rzecz jest ważna.
Jeśli tylko szukacie fantastyki ze świetnie wykrowanym światem, charakternymi bohaterami i niezwykłymi plot twistami, to zdecydowanie sięgnijcie po “Vasharoth”!
Czy arty dodane do książki, czy to w formie kart, czy ilustracji w książce, są dla was miłym, czy koniecznym dodatkiem?
Osobiście uważam, ze to miły dodatek, nie jest konieczny, jednak jak rozpakowujesz książkę i podczas kartkowania odnajduje przepiękne arty bohaterów, czy miejsc z książki, nie mogę się na nie napatrzeć. Jeśli szukacie pięknie wydanej książki, to mam dla was wspaniałą serię, która będzie liczyć podobno siedem tomów, a dziś chce wam trochę opowiedzieć o tomie numer dwa, czyli “Vasharoth. Ścieżki przeznaczenia” autorstwa S.J. Brennenstuhl, K.W. Janoska. Ten tom dosłownie wyrwał mnie z kapci. Od samego początku nie potrafiłam się od niego oderwać i z przyjemnością towarzyszyłam bohaterom w ich wędrówce, a gdy cała prawda wyszła na jaw, zbierałam szczękę z podłogi i po raz kolejny wierciłam się z niecierpliwości, ponieważ nie ma jeszcze trzeciego tomu. Jednak na pocieszenie powiem wam, że dziś miała miejsce premiera okładki trzeciego tomu, więc “Vasharoth. Kuźnia bogów” jest już blisko.
Czy spotkanie Annabel i Setha było przypadkowe? Nie sądzę. Czy wędrówka grupy Annabel do Luvv była przypadkiem? Również nie sądzę. Myślę, że to wszystko było boskim planem, a może nawet i kaprysem, jednak jestem pewna, że przeznaczenie tej grupy jest już określone i mam nadzieję, że nie będzie ono zbyt straszne dla bohaterów, bo praktycznie całą grupę polubiłam. Syrius, Annabel, Souji, Beatrice, Seth, Elizabeth oraz Vivien, to grupa, której ścieżki się przecinały przez długi czas, jednak nigdy nie przecięły się drogi ich wszystkich na raz. Czy w końcu dojdzie do spotkania całej grupy?
Wierzycie w klątwę drugiego tomu? Ja wierzę, ale możecie być spokojni, w przypadku Vasharotha nie ma mowy tu o tej klątwie. Ta książka była genialna i o wiele bardziej podobała mi się, niż pierwszy tom, który, nawiasem mówiąc, był naprawdę dobry. Nie odpoczniecie sobie przy niej, akcja goni akcję, dając nam tylko chwilę na oddech. Sporo tajemnic zostaje w końcu ujawnionych, nić przeznaczenia zaczyna łączyć pewnych bohaterów i niektóre fakty, dając nam wgląd w wielki plan, do którego dążą autorzy. Boję się, co jeszcze mogą wymyślić dla nich, ponieważ dałabym im wszystkim gwiazdkę z nieba, a Setha to ukochałabym i już nikomu nie oddała, bo to taka przytulaśna postać, którą chce się wyrwać z wszelkiego zagrożenia. Motyw podróży, czy też drogi, jest tu jednym z głównych motywów. Bardzo go lubię, lecz jest to trudny motyw do poprowadzenia, ponieważ łatwo zanudzić czytelnika, bądź doprowadzić do tego, że się o czymś zapomni. Jednak w przypadku tej książki nie mogę się do niczego doczepić. Chyba że po raz kolejny powiem, że za mało mi Souji’ego. Przyznaję, że byłam pewna, że historia będzie dopiero nabierać tempa. Pierwszy tom był dobry, lecz jego powolność nie zwiastowała takie tempa, jakie otrzymałam w kolejnym tomie, byłam pewna, że z tomu na tom będziemy z odpowiednim tempem wbijać się w tę historię. Jednak po tym tomie, jestem pewna, że to co nam przygotują autorzy, to będzie prawdziwa petarda i z tomu na tom będę się bawić coraz lepiej. A muszę wam powiedzieć, że już teraz poprzeczka jest bardzo wysoko. Jestem zachwycona i bardzo wam polecam te serię.
W ubiegłym roku natknęłam się na historię, która niespodziewanie mnie urzekła. "Vasharoth" to seria, o której zdecydowanie powinno być głośniej. Pierwszy tom pochłonęłam już dawno temu, i nie wiem, dlaczego tak długo zwlekałam z sięgnięciem po drugi. Na szczęście opamiętałam się i w końcu udało mi się przeczytać "Vasharoth. Grzechy przeszłości". Książka napisana jest pięknym, lekkim i przyjemnym językiem. Fabuła jest niezwykle przemyślana, spójna i stanowi kontynuację wątków podjętych w pierwszym tomie. Świat stworzony przez autorów zachwyca swoją złożonością i pomysłowością. W książce nie ma błędów logicznych, co przy wielowątkowej fabule i tak licznej obsadzie bohaterów zasługuje na ogromne uznanie. Widać, ile pracy autorzy włożyli w tę historię. Jest ona dopracowana pod każdym względem – nie tylko językowym czy fabularnym, ale również graficznym. Wstawki między rozdziałami, które uzupełniają różne aspekty świata przedstawionego, zasługują na wielkie brawa. To nie tylko historia wielowątkowa, ale również pisana z różnych perspektyw, co nadaje fabule głębi i pozwala lepiej poznać bohaterów oraz ich losy. Autorzy wykorzystali tutaj motyw found family, drogi i przeznaczenia, które moim zdaniem są bardzo dobrze przemyślane i dopracowane. Nic nie jest pozostawione przypadkowi, wszystko się ze sobą łączy, a zakończenie dobitnie nam to ukazuje. Oprócz wyżej wymienionych motywów, w tej części przed czytelnikami odkrywane są kolejne karty z przeszłości bohaterów, co jest niezwykle intrygujące i sprawia, że chce się poznać więcej tych jeszcze nieodkrytych tajemnic. Motyw wojny jest bardzo dobrze opisany i wpleciony w fabułę, ponieważ ona również ma znaczenie i wpływ na ścieżki przeznaczenia bohaterów. Na pochwałę zasługuje również ciekawy system magii opracowany w tej książce. Każdy magiczny bohater ma swoje źródło, z którego czerpie moc. Ci silniejsi mogą mieć nawet dwa, którymi będą operować, i które wzajemnie mogą się uzupełniać. To system twardej magii, który autorzy nam wyjaśniają – znamy jej ograniczenia i koszty, dzięki czemu możemy ją w pełni zrozumieć. Powiem szczerze, że ciągle nie mogę się nadziwić, jak bardzo dopracowany jest każdy szczegół tej serii, i jestem ciekawa, jak bardzo jeszcze będę zaskoczona, czytając każdą kolejną część. Akcja książki jest dynamiczna, autorzy świetnie budują napięcie i wprowadzają zaskakujące zwroty akcji. Zakończenie mnie zaskoczyło i sprawiło, że potrzebuję kolejnej części natychmiast. Kreacja bohaterów to kolejny aspekt tej książki, który zasługuje na ogromnego plusa. Pomimo mnogości postaci, każda z nich jest bardzo dobrze wykreowana i dopracowana. Są one realne, wielowymiarowe, a my obserwujemy, jak historia wpływa na ich zachowania i jak zmieniają się oni sami pod wpływem wydarzeń. Każdy z nich jest niezwykle ciekawy i stanowi indywidualną jednostkę. Moją największą sympatię zdobyła jednak Elizabeth, która swoim ciętym językiem, porywczością i szaleństwem skradła moje serce. Uwielbiam takie bohaterki, które nie dość, że są silne, to jeszcze potrafią operować słowem. Oprócz bohaterów, w książce znajdziemy też magiczne zwierzątka, czy chowańce. Na uznanie zasługuje również warstwa relacyjna historii, ponieważ autorzy pięknie ukazali więzi łączące bohaterów. Silna przyjaźń, lojalność wobec siebie nawzajem i troska o swoich są świetnie przedstawione. Mogłabym dalej się rozpływać w zachwytach nad serią "Vasharoth", ale chyba nie starczyłoby mi miejsca. Podsumowując, powiem Wam tylko, że musicie to przeczytać. Tak dobrze dopracowanej i niesamowitej serii nie spotyka się często. Zdecydowanie zasługuje ona na uznanie i rozgłos. Czytajcie i przekazujcie dalej w świat wieść, że świat Erethreis Was porwał.
Zapraszam na opinie o książce niezwykłej, o powieści tak wciągającej, że nie sposób się od niej oderwać! Mowa o drugim tomie Sagi Vasharoth czyli "Grzechy przeszłości" autorstwa duetu S.J. Brennenstuhl & K.W. Janoska. Szymon i Katarzyna są autorami niezależnymi, a wydane przez nich książki możecie zakupić na ich stronie internetowej.
W Erethreis zakochałam się już od pierwszych stron pierwszego tomu, to tam powoli zostajemy wprowadzeni w ten świat i poznajemy część bohaterów. W drugim tomie poznajemy świat jeszcze lepiej i kolejnych bohaterów. Dowiemy się jak ich ścieżki się przetną. Poznamy magię i wiele tajemnic.
To pełna przygód i magii historia, która zdecydowanie kończy się zbyt szybko i zbyt długo musimy czekać na ciąg dalszy... To jedna z tych opowieści, która nie daje o sobie zapomnieć i siedzi w nas póki nie dowiemy się co wydarzy się dalej. Z każdą stroną nasza ciekawość tylko rośnie, a miłość do bohaterów wzrasta wykładniczo do liczby przeczytanych stron. Jeśli ciekawi Was, który z bohaterów zdobył me serce w całości to zdradzę Wam iż jest to Seth. Ulubioną sceną jest zaś ta w herbaciarni. Aż ślinka leci na te niesamowite mieszanki herbat, którymi raczą się bohaterowie, lecz nie tylko... Mój podziw do wyobraźni i wykreowanego przez autorów świata jest ogromny. Zawsze będę im wdzięczna za to, że wpuścili nas do swojej krainy i pozwolili poznać jej cuda i bohaterów.
Oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie wspomniała jak cudownie wydana jest to książka! Znajdziemy tam niesamowicie, cudowne ilustracje autorstwa Katarzyny (po więcej jej dzieł lecicie na jej konto na IG @beshauke), ale również świetne symbole głównych postaci przy każdym z rozdziałów, w których ich znajdziemy.
Ogromnie dziękuję za zaufanie autorom, a Wam polecam z całego serca tą powieść!
Dla mnie to książka, do której będę niejednokrotnie wracać i namawiać Was do poznania zarówno historii jak i całego świata w niej przedstawionego.
Jak ja czekałam na drugą część i od razu powiem, że mnie nie zawiodła. Bawiłam się świetnie :D
Rozpoczynamy historię obserwując przygody z podróży Beatrice, Vivien, Annabel i Setha. Jest to ciekawa gromadka, a relacje między nimi rozwijają się w przyjemnym tempie. Annabel opiekuje się przyjaciółmi i jest to ciekawy kontrast do jej demonicznej części. Seth oswaja się z nowymi miejscami i relacjami - miałam przyjemność ze śledzenia emocji i doświadczeń Setha, ponieważ sama w pewnym sensie odkrywam życie i świat na nowo przez ostatni rok. Pierwsza połowa książki jest dość spokojna, i jak to ostatnio często powtarzam, jest to spory plus. Osobiście lubię gdy fabuła nie pędzi na łeb, na szyję. Jedyna rzecz, która mnie czasami raziła, to szybkie rozwiązywanie konfliktów i w moim odczuciu niektóre wydawały się nieco nierealistyczne, jakby emocje postaci za szybko się uspakajały. Ale w całości to naprawdę niewielki minusik.
Z kolei druga połowa "Grzechów Przeszłości" wprowadza więcej akcji, napięcia i sporo innych emocji. Wszyscy bohaterowie w pewnym momencie się spotykają, poznajemy też Elisabeth i Syriusa, którzy są tak samo barwnymi postaciami, jak reszta z poznanych w pierwszej części. Uwielbiam szczególnie relację Setha z jedną z dziewczyn, no banan na twarzy z każdej ich interakcji. Końcówka zostawiła mnie z chęcią sięgnięcia po trzeci tom jak najszybciej. Nie mogę się go doczekać^^
Na koniec oczywiście trzeba podkreślić, że oprawa wizualna zachwyca. Ilustracje i symbole przypisane postacią cieszą oko i pięknie dopełniają historię, jak i pomagają, w tym, żeby się nie pogubić w fabule. Jestem niesamowicie ciekawa rozwinięcia dalszego tematu bogów jak i sytemu magicznego. Ponadto można dostać piękne dodatki, takie jak karta postaci, zakładki czy naklejki. Bardzo polecam zaopatrzyć się w egzemplarz razem z nimi :)
•4,75/☆☆☆☆☆• ××× W "Grzechach Przeszłości" świat Erethreis dalej kontynuuje stopniowe otwieranie przed nami swoich tajemnic. Jego kreacja już w poprzednim tomie podeszła mi, a tu było tylko lepiej. Do tego dochodzi kwestia tych wszystkich uroczych zwierzątek (aaaaaaaaaaa!!!). Co do stylu pisania, to na samym początku książki był on dla mnie trochę sztywny. Jednak im dalej czytałam, tym stawał się on lepszy, a do tego autorzy bardzo dobrze opisali sceny walki, które mogłam sobie z łatwością wyobrazić. Fabuła wciągnęła mnie i naprawdę dobrze się bawiłam, czytając. W porównaniu do pierwszego tomu zaliczyła ogromny progres. Mimo że było w niej mniej walk i scen akcji, to naprawdę dobrze się czytało. Szczególnie podobały mi się momenty, w których pojawiał się Apollyon, te z Elizabeth (wymyślała naprawdę niezłe przekleństwa!) oraz okoliczności spotkania się całej siódemki już w Luvv. Bohaterowie także zaczęli się rozwijać. W tym tomie szczególną uwagę zwróciłam na Vivien, która naprawdę się dla mnie wyróżniła, a również na Soujiego- mojego ulubieńca. Był dobrze wykreowaną postacią już od początku serii, ale tu dowiedzieliśmy się o nim więcej i po prostu zakochałam się w jego postaci. Zainteresował mnie Syrius i naprawdę jestem ciekawa, jak potoczy się jego wątek z siostrami i ojcem. Reszta bohaterów także utrzymywała im kroku, żaden nie był tylko tłem. Na przykład, kiedy już myślałam, że Beatrice niczym szczególnym się nie wyróżni, to ona pod sam koniec książki, podczas walki z orczym Trójprzymierzem, pokazała, na co ją stać. Ogółem książka bardzo mi się podobała i naprawdę nie mogę się doczekać sięgnięcia po następny tom! Cała seria ma naprawdę duży potencjał i jestem bardzo ciekawa, jak dalej sprawy się potoczą. ××× ☆Dziękuję za możliwość współpracy autorom ☆
Po przeczytaniu pierwszego tomu, nie spodziewałam się że tak szybko będę miała przyjemność powrócić do świata Erethreis. Jeśli pierwszy tom was zachwycił, to drugi was z pewnością nie zawiedzie. Możecie się spodziewać jeszcze większej dawki magii, tajemnic i niesamowitych miejsc. A ja znowu chylę czoła przed autorami i ich niesamowitej wyobraźni, to jest szalone jak dwie osoby mogą mieć tyle pomysłów na raz i ogarnąć to wszystko w jedną spójną całość. I tak jak pierwszy tom bardziej pełnił funkcję wprowadzenia czytelnika w świat i mitologię Erethreis. Tak drugi niemal w pełni skupia się na fabule i postaciach. A jest na czym, jedną z rzeczy jakie mnie zachwyciły w tej książce jest to, jak każda z postaci jest dobrze napisana i ma swoje miejsce w historii. I nie mówię tu tylko o głównych bohaterach ale i o postaciach drugo i trzecio planowych. Tutaj nawet wydawało by się nic nieznaczące spotkanie w herbaciarni , z biegiem czasu okazuje się mieć kolosalne znaczenie. Losy wszystkich postaci zdają się przeplatać ze sobą i łączyć, a ja nie mogę się doczekać co z tego wyniknie. Ponieważ cała historia zaczyna nabierać tu kształtu oraz rozpędu, i zapowiada się naprawdę epicko. W drugim tomie możemy spotkać wreszcie Syriusa i Elizabeth, których od razu polubiłam. Jednak nadal moją ulubioną postacią pozostaje Souji. Cała ta barwna kompania, wreszcie razem, potrafi nie tylko rozbawić ale i wzruszyć. Ja osobiście uwielbiam tę serię i mogę ją polecać każdemu, kto cierpi na głód tak niesamowitych historii.
Za egzemplarz do recenzji ślicznie dziękuję @vasharoth
"Vasharoth: Grzechy Przeszłości" to druga część serii stworzonej przez przesympatycznych ludzi ❤ Niezmiennie zachwycam się wydaniem, pięknymi ilustracjami, gadżetami i sercem wyłożonym w tę historię. I z każdym tomem coraz bardziej wciągam się w ten świat!
W tej części przeznaczenie w końcu połączyło naszych bohaterów. Cudownie było śledzić rozwijające się pomiędzy nimi relacje. Było zabawnie i uroczo. No totalne słodziaki z nich są 🥰, choć potrafią pokazać pazurki 😈 Bawiłam się tutaj zdecydowanie lepiej niż przy pierwszym tomie, który był głównie wprowadzeniem do świata.
Nareszcie pojawiło się też coś, czego brakowało mi od początku - głównego celu, który zespoliłby fabułę i wszystkie wydarzenia, które czasem wydawały się po prostu przypadkowymi przygodami bohaterów (choć przypadkowe wcale nie były!).
Bardzo fajnie rozwija się ta historia! Zakończenie wygląda obiecująco i zapowiada genialne rozwinięcie historii. I jeszcze ta zapowiedź kolejnego tomu, ach będzie się działo!
Jeżeli mam być szczera, to na początku minimalnie się nudziłam. Minimalnie. Jednak jeśli chodzi o całą resztę książki.. była cudowna, tak jak w przypadku pierwszej części słownictwo było przyjemne. Jeżeli chodzi o nowych bohaterów, zdecydowanie do gustu bardziej przypadła mi Lizz! Ciekawi mnie wątek boga Vasharotha, mówiąc szczerze już wcześniej podjerzewałam, że ma on coś wspólnego z głownymi bohaterami.