NAJNOWSZY KRYMINAŁ AUTORA „DRELICHA” I „CIEMNOŚĆ PŁONIE”
Po kilku latach spędzonych na emigracji do kraju wraca sześćdziesięcioletni Mariusz Kulewicz zwany Kancerem.
Z ukrytym pasem pełnym zarobionych funtów trafia na Dworzec Centralny, gdzie przed wyjazdem spędził kilka lat jako bezdomny.
Tym razem ma to być tylko przesiadka w drodze do zupełnie nowego życia, ale plakat informujący o zaginięciu dawnego kolegi z peronów przypomina Kancerowi o zaciągniętym kiedyś długu. Próba spłacenia go oznaczać będzie nie tylko ponowną konfrontację z brutalną rzeczywistością dworca, ale i konieczność zmierzenia się z własną, mroczną przeszłością.
„Święty z Centralnego” to gorzki, trzymający w napięciu kryminalny neo-western o świecie i ludziach, których na co dzień wolimy nie widzieć.
Człowiek, który nie potrafi usiedzieć w miejscu. Pisarz, komik stand-upowy, publicysta, podróżnik. Autor ponad dwudziestu książek, a także licznych opowiadań, słuchowisk, artykułów, sztuk teatralnych i scenariuszy.
(właściwie pierwszy akapit mogłem sobie darować) Dotychczas jakoś niedane mi było na poważnie przeciąć się na literackim szlaku z Jakubem Ćwiekiem. Byłem świadom jego istnienia, wiedziałem, że pisze itd, ale traktowałem go bardziej jak fejsbukowego celebrytę, który próbuje się wybić na plecach bardziej popularnych pisarzy: najpierw Mroza, potem Czornyja, co i rusz rozkręcając jakieś dramy - czy miał rację, czy nie to zupełnie inna kwestia, ale krytykowanie Mroza za brak researchu i masową produkcję było dla mnie jak krytyka makdonalda za robienie fastfoodu - bez sensu. Do tego jakoś nie przemawiał do mnie jego image bad boya z biblioteki.
Potem trafiłem na "Chłopców" i okazało się, że marudzenie i robienie szumu wokół siebie nie są jedynymi talentami pana Jakuba, że potrafi on też całkiem fajnie pisać, dlatego gdy w ręce wpadł mi "Święty z centralnego" bez obaw zabrałem się do słuchania (czytał świetny jak zawsze Filip Kosior)i okazało, że trafiłem na książkową petardę, która wybuchła mi w ryja bez najmniejszego ostrzeżenia.
"Święty" to dworcowy western, szybki, brudny i brutalny. Dworzec Centralny w Warszawie został przez Ćwieka odmalowany po mistrzowsku, nie wiem czy tak naprawdę wygląda ten świat: ekosystem składający się z bezdomnych, oprychów, gliniarzy i sprzedawców, gdzie podróżni to tylko statyści, jednak ja taką wizję kupuję w całości za realizm, za świetne pełnokrwiste postacie i za logicznie poprowadzoną akcję. Czekam na kontynuację.
Kurcze, serio, niezła książka. Dobrze poprowadzona historia, dobrze przedstawione postacie, bo nawet ja, osoba, która nie pamięta nigdy imion, odnalazłam się wśród bohaterów.
Super też zagranie na emocjach i na naszym stosunku do różnych bohaterów: wiele skrajnych emocji w stosunku do głównego bohatera i to też jest super - nic nie jest czarnobiałe.
Pisanie dla siebie ma pewne zalety. Kupuję książkę, czytam i ewentualnie coś o niej pisze. Z drugiej strony ryzyko jest nikłe bo mam swoje grono “ulubionych” pisarzy i oni raczej mnie nie zawodzą.
Celem każdego autora książki jest snucie opowieści a ta książka spełnia tą rolę wyśmienicie.
Mamy tu świetne postacie, mamy trochę kryminału, mamy trochę akcji pt: ostatni sprawiedliwy i końcowy twist w stylu innego znanego polskiego autora, który jakby nie było jest dobrym znajomym Pana Ćwieka.
To co bardzo mi się podoba to postacie głównie dwie które można uznać za głównych protagonistów tej historii.
Zarówno Mariusz jak i Miłosz to postacie które kupiłem od pierwszych stron i ze ciekawością śledziłem ich perypetie.
Podobnie dobrze zarysowani są antagoniści - ciekawie i wiarygodnie.
Książka bardzo fajnie porusza tematy bezdomności, znieczulicy i nawet LGBT nie zapominając przy tym, że jest dalej tzw. akcyjniakiem.
Pan Jakub nie zawodzi. To jest opowieść warta poznania i przyjemnie spędzony czas z książką.
Tytuł książki: Święty z centralnego Autor: Jakub Ćwiek
Kolejna książka Jakuba Ćwieka przeczytana i po raz kolejny się nie zawiodłem.
Sam pomysł na książkę jest oryginalny. Też świetnie oddana została charakterystyka miejsca jakim jest dworzec kolejowy, a w tym wypadku Centralny. Postacie tutaj są wszystkie świetnie napisane i nie ma się tutaj tak na dobrą sprawę do czego przyczepić. Fabuła poprowadzona sprawnie, wszystko miało sens.
Też można zauważyć sporą wiedzę na temat popkultury i umiejętnie wykorzystanie jej - zaśmiałem się czasem po przeczytaniu niektórych fragmentów w książce.
Oczywiście, nie będzie to książka dla wszystkich, ale moim zdaniem jeśli macie dość cliche kryminałów/thrillerów to ten tytuł właśnie pozwoli wam przeczytać coś zupełnie świeżego i być może po lekturze tej książki sięgnięcie jeszcze po coś innego od Pana Jakuba Ćwieka
PRAWIE… Gdyby mi ktoś powiedział, że będę chwalić Jakuba Ćwieka – nie uwierzyłabym. A jednak.
Wprawdzie do zachwytów mi daleko, ale w porównaniu z ostatnio przeczytaną książką tego autora („Szwindel”), po której nie miałam już ochoty na następne – „Święty z Centralnego” to prawie dobra powieść. Pamiętajcie, że „prawie” robi dużą różnicę.
Ćwiek nie ma tym razem kłopotów z dramaturgią. Akcja biegnie szybko, wydarzenia prowokują kolejne, nie ma lania wody, ciąg przyczynowo-skutkowy został zachowany.
Bohaterowie są ciekawi, wyraziści, wiadomo komu kibicować, a komu należą się baty. I tak, po jasnej stronie mocy mamy Mariusza, byłego bezdomnego o mrocznej przeszłości, który próbuje zacząć normalne życie i chłopaka (kiedyś dziewczynę), który mu w tym pomaga. I nie, wątek osoby transpłciowej nie jest tu tylko wstawką mającą ubarwić powieść zgodnie z modnymi obecnie trendami. Postać Miłosza naprawdę się broni, jest wiarygodna i od początku daje się lubić.
Policjant i gangsterzy stojący po ciemnej stronie wzbudzają negatywne emocje, co tym bardziej podbija sympatię do głównych bohaterów. Autor niepotrzebnie jednak przesadza z dosadnością języka. O ile w dialogach to jest uzasadnione, typy spod ciemnej gwiazdy mają prawo tak się wyrażać (chociaż, ile można), to wulgaryzmy w narracji odautorskiej nie mają uzasadnienia. Gangster może powiedzieć, że „zerżnął dupę”, ale kiedy w ten sposób wyraża się autor o swoim bohaterze – mnie to razi.
Odniosłam wrażenie, że Ćwiek dobrze oddał realia dworcowego życia bezdomnych i ich współistnienia z policją i lokalnymi gangsterami. Wprawdzie autopsja nie daje mi na ten temat żadnej wiedzy, ale nie wyczułam większych zgrzytów, co przemawia na korzyść książki. Oczywiście, można się czepiać, że zadomowieni na Centralnym przestępcy powinni zdawać sobie sprawę z obecnych tam kamer, i z tego, że nie wszyscy policjanci są skorumpowani, a więc pewne działania nie ujdą im bezkarnie, ale co tam. Odpuszczam. Środowisko bezdomnych doskonale opisał niedoceniony u nas autor kryminałów Mark Billingham w „Zapomnianych”. Jeśli po lekturze „Świętego z Centralnego” nabierzecie ochoty na zgłębienie tematu – Billinghama bardzo polecam.
Oprócz porachunków przestępców mamy tu również ciekawą zagadkę zaginięcia bezdomnego zwanego Santą (od Świętego Mikołaja), swoistego lokalnego „celebryty”, która z wątkiem gangsterskim ładnie się przeplata. I dopiero zakończenie powoduje, że z zachwytami (ewentualnymi) poczekam do następnej książki pana Ćwieka.
Zagadka, owszem, ciekawa, ale na jej rozwiązanie już autor nie miał pomysłu, za to bardzo chciał czytelnika zaskoczyć. Motyw zabójcy jest mocno naciągany. Zemsta po latach? Na osobie, która już dawno winę odpokutowała? Jakoś tego nie łykam. A już końcowa jatka, z trupem na trupie, to naprawdę nie na moje nerwy.
I jeszcze drobiazg topograficzny. Ja rozumiem, że wydawnictwo ma siedzibę w Łodzi. Może jednak, kiedy się wydaje książkę o Warszawie, to warto zatrudnić korektora z Warszawy? Co byście, drodzy wydawcy powiedzieli, gdyby wam jakiś autor umieścił Lumumbowo na Retkini? No właśnie. A Rakowiec nie znajduje się na Woli. Sprawdźcie w Googlach gdzie. https://www.czytacz.pl/
Jakub Ćwiek jest autorem, po którego książki sięgam z niemałym zainteresowaniem. Od wielu lat kupuję każdą pozycję jaka wychodzi spod jego pióra. Nie inaczej było i w tym wypadku.
Książki nie powinno oceniać się po okładce, to oczywiste. Jednak w tej okładce zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Moim zdaniem jest ona genialna i jest jedną z lepszych jakie widziałem w swoim życiu. Czy za tą okładką idzie równie genialna treść?
Tytułowy Święty niestety nie jest głównym bohaterem powieści. Pojawia się tylko w opowieściach innych osób. Moim zdaniem to jest największa wada tej książki. Santa jawi się jako wielobarwna, nieszablonowa i niebanalna postać - niestety nie jest dane nam poznać jej bliżej. Poznajemy za to wielu bohaterów, mieszkańców jak i bywalców dworca centralnego. Nie do końca wiem jak sklasyfikować tę książkę - nie jest to ani typowy kryminał, ani powieść sensacyjna. Raczej coś pomiędzy a do tego wymieszane z dużą zawartością obyczajówki. Wielka szkoda, że autor nie skupił się bardziej na przynależności do jednego gatunku.
Czy to znaczy, że książka mi się nie spodobała? Absolutnie nie. Raczej trochę zawiodła bo spodziewałem się czegoś innego. Czego? Sam nie wiem, ale poprzeczka zawieszona przez “Ciemność płonie” była tak wysoko, że ciężko było dorównać. Tak czy inaczej z powieścią polecam się zapoznać i wyrobić sobie swoje własne zdanie, zwłaszcza że czyta się szybko i lekko.
To, po Paniach czarownych, moje drugie spotkanie z Jakubem Ćwiekiem i równie udane, choć inne. Święty z Centralnego to fantastyczna powieść sensacyjna, w której autor poza tym, że dostarcza porządnej rozrywki, zwraca uwagę na tematy ważne jak kryzys bezdomności czy sytuację osób transpłciowych. Wszystko wplecione w fajną historię gangsterską z kryminalnym wątkiem. Napięcie jest tu obecne od pierwszych stron i nie spada do ostatniej. Finał zadowoli chyba każdego fana tego typu opowieści. Moim zdaniem to co przesądza o tym, że ta książka jest bardzo dobra, to postacie. Każda stworzona od a do z, z pomysłem i bardzo prawdziwa, a przez to wiarygodna. Do tego dobre dialogi i wyśmienity research jaki musiał zrobić autor, sprawiają, że każda z opisanych tu sytuacji mogłaby zdarzyć się w rzeczywistości. Na tym dworcu jest ciekawie i dzieje się. Czytając Świętego miałem w głowie, że powieść z powodzeniem posłużyłaby za scenariusz filmu i byłby to obraz o niebo lepszy od tego co oferuje nam obecnie przemysł kinowy. Trudne tematy, o których wspomniałem opisane są bez politycznego zacięcia, ale też bez zbytniego moralizatorstwa. Spędziłem dwa bardzo udane wieczory z najnowszą propozycją od Jakuba Ćwieka i już szykuję się na kolejne, bo udało mi się ostatnio zaopatrzyć o Ciemność płonie i Zawiszę Czarnego. Świętego polecam z czystym sumieniem!
Doceniam opisanie dworcowego środowiska, ale to za mało żeby stworzyć angażującą książkę akcji. Chciałbym, żeby Jakub Ćwiek napisał coś non-fiction w tych klimatach. Tutaj dostajemy niestety mało angażującą historię, która opiera się na kilku sekwencjach akcji, gubiąc po drodze intrygę i zaangażowanie czytelnika. Z większym zainteresowaniem słuchałem już tego nieszczęsnego Czornyja.
Duzy plus za wybranie tematu , nie spotkałam sie do tej pory z książką ktora porusza temat bezdomności . Fajni bohaterowie bo dla mnie bylo ich dwoch i tu znowu plus za postać Milosza - takie delikatne oswajanie nas z LGBT. Minus za ten wątek ze strzelaniną i atakiem w barze - chyba tu autora poniosło . :-)
Na prawdę spoko książka akcji. Syfiarski Centralny serwuje nam gangusów, żuli, skorumpowane psy i kilka trupów, a wszystko pod wezwaniem Santy. Po raz kolejny przekonuję się, że lubię sensacyjno-przygodowe książki Kuby Ćwieka. Może nie są wymagającą lekturą, ale zapewniają solidną dawkę dobrej zabawy.
Po tej lekturze już zawsze będę patrzeć inaczej na Dworzec Centralny, przypominając sobie sceny z książki. Doskonałe tempo, żywi bohaterowie, końcówka, której jednak się nie spodziewałam. Uwielbiam te pełne goryczy dialogi, tę brudną rzeczywistość, ten melancholijny brak nadziei na lepsze jutro i oczywiście cudowną interpretację Filipa Kosiora, który obdarza indywidualną barwą każdą postać. Bardziej poruszyła mnie co prawda "Ciemność płonie", ale pod kątem rozmachu literackiego to widać bardzo duży postęp w stosunku do tamtego horroru. Kłaniam się nisko Kubie, a pozostałym polecam obie książki!