W małym, sennym miasteczku tylko na pozór niewiele się dzieje.
Malownicza kamienica z mansardą, której szczyt zdobią dwa zamyślone anioły zwane Serafinami, skrywa pod swym dachem niejedną tajemnicę. Nieprzewidziane okoliczności sprawiają, że Lena, dziewczyna pełna marzeń i wiary w przyszłość, zostaje jej nową lokatorką. Poznaje swoich sąsiadów, nietuzinkowe postaci, które sprawiają, że życie dziewczyny staje się jeszcze barwniejsze niż dotychczas.
Wśród jej nowych przyjaciół jest Francesca, ekscentryczna Włoszka po przejściach, która prowadzi mały sklepik z cudeńkami. Lena, która uwielbia zmiany, dołącza do niej. Zaczyna również korespondować z tajemniczym Borysem, właścicielem mieszkania na strychu, który skrywa bolesną tajemnicę.
Dzięki świątecznej wymianie pyszności, mieszkańcy kamienicy lepiej poznają siebie i swoje sekrety. Najwyraźniej kamienne anioły opiekują się nimi, prostując pokręcone ścieżki, którymi prowadzi ich los.
Cuda i cudeńka to pełna ciepła opowieść o odzyskanych nadziejach, potrzebie bliskości, sile kobiecej przyjaźni i zwyczajnej, codziennej dobroci. A wszystko to przyprawione odrobiną wiary w cuda.
Zobaczyłam w księgarni opis książki, który zawierał moje słowa klucze „małe miasteczko” i bez zastanowienia kupiłam. Zawsze coś mnie ciągnęło do małych miast w tego typu książkach. Kiedy potrzebuję relaksu, stawiam na taką literaturę. Pani Olejnik nie zawiodła. Przyznam jednak, że nie byłam zachwycona od pierwszych stron. Mniej więcej do polowy było tak sobie. Niby nie źle, ale też nie porywało. Drugą połowę książki pochłonęłam za jednym zamachem. Nawet dialogi są lepsze w tej drugiej połowie. Trochę tak, jakby autorka dojrzewała w trakcie pisania. Koniec końców daję książce siedem gwiazdek i od razu zabieram się za kolejny tom.
Książka Agnieszki Olejnik "Cuda i cudeńka" była dla mnie ogromną pozytywną niespodzianką. Jest to reedycja, bo ta historia po raz pierwszy ukazała się w 2017 roku. Ale nadal zachwyca i jej treść jest jak najbardziej aktualna.
Gdy Lena wprowadza się do kamienicy z mansardą w małym miasteczku, nie spodziewa się ile tajemnic się kryje pod jej dachem. Podejmuje się opieką nad babcią, która przeszła udar. A że nikogo nie zna, postanawia zaprzyjaźnić się z sąsiadami. To zapoczątkuje wiele przyjaźni, kłopotów a nawet wiele zmian w życiu naszej bohaterki.
Byłam naprawdę mile zaskoczona tą historią. Lena jest tak bardzo pozytywną, ciepłą i cudowną bohaterką, że nie sposób jej nie lubić. Wsiąknęłam w tę książkę całą sobą. Niby zwykła obyczajówka, która dzieje się w czasie około świątecznym, a wywołała we mnie wiele emocji. I nie wiem czy to styl pisania autorki czy po prostu sama historia, ale nie mogłam się od niej oderwać. Zakończenie tylko podsyciło moją ciekawość, bo tak naprawdę nie wyjaśniało niczego. Okazało się, że na legimi jest dostępna druga część tego cyklu, "Listy i szepty". Wiedziałam, że dopóki nie dowiem się dalszych losów bohaterów to nie skupię się na żadnej innej książce. Jestem zauroczona piórem pani Agnieszki. Dla takich historii właśnie od czasu do czasu łapie za książki obyczajowe. I mimo, że spodziewałam się typowej historii świątecznej, nie czuje się w tym przypadku wcale zawiedziona. Jeśli szukacie ciepłej, przejmującej z pozoru lekkiej powieści o kobiecej przyjaźni, wolno rozwijającym się uczuciu oraz zwykłych ludzkich problemach opowiedzianych w pięknych sposób to książka dla Was. Bardzo mocno polecam.