(WSPÓŁPRACA RECENZENCKA)
Nim wzięłam do ręki fizyczną książkę i zabrałam się za czytanie, odkryłam, że książka najpierw ukazała się na Wattpadzie. Choć nie przepadam za powieściami, które pierwsze kroki stawiały na tej platformie, to opis i cytaty zawarte w materiałach promocyjnych książki zachęciły mnie, by poznać historię Kenny i Caspra.
Po przeczytaniu pierwszych rozdziałów, które w dużej mierze składały się z samych powierzchownych dialogów niepozwalających na zagłębienie się w fabułę, osobowości i emocje bohaterów zaczęłam się zastanawiać, czy cała książka będzie tak wyglądać, a gdy 2/3 lektury było za mną i proporcja dialogów do opisów nadal wynosiła jakieś 80% do 20%, przerwałam czytanie i uznałam, że nie widzę sensu dalszego zagłębiania się w historię, która nie ma żadnej głębi. Moim zdaniem ta książka po prostu nie powinna opuszczać Wattpada.
Zacznijmy od bohaterów: Kenna wręcz ocieka sarkazmem i chamstwem. Przypuszczam, że miała być zabawnym elementem fabuły i na początku faktycznie wywołała uśmiech na mojej twarzy, jednak gdy już po raz enty zwraca się do swojego klienta tekstami pokroju (cytuję): „Ej, księciuniu! Mam się kłaniać? Rusz tyłek (…)”, nie pozostaje nic innego, jak przewrócić oczami. Jest to dla mnie lekka przesada, nawet w kontekście żartu do pracodawcy, z którym nawiązała luźniejszą relację, bo przecież tym Casper dla niej jest - pracodawcą. Dziewczyna wspominała piosenkarzowi, że pracowała z gwiazdami, które ją poniżały i nie miały do niej szacunku, a sama często zapomina, że można rozmawiać z drugą osobą sympatycznie i normalnie.
Casper z kolei był wręcz przesłodzony. Rozumiem, że miał być tym sympatycznym i grzecznym chłopakiem, ale nie zliczę, ile razy „zachichotał” na te odzywki swojej stylistki i sprawił wrażenie takiego, który zgodzi się dosłownie na wszystko z uśmiechem na twarzy.
Emocje w tej książce również nie były na najwyższym poziomie. W sumie są to jedynie wzmianki, że bohaterowie byli smutni, szczęśliwi czy zazdrośni. Kojarzycie te krótkie informacje o samopoczuciu, które wyskakują obok stworzonych postaci w Simsach? Tak właśnie się czułam, czytając tę książkę - jakbym śledziła losy simów, którzy ograniczają się do podstawowych interakcji i czynności.
Wspomniałam, że książka w dużej mierze składa się z dialogów, jednak one również nie były ambitne. W pewnym momencie do Caspra przychodzi jego agent, by spytać co piosenkarz robi. Chłopak krótko streścił, jak spędza czas w pokoju hotelowym i na tym zakończył się wątek. W tym momencie miałam w głowie klasyczną wymianę zdań na komunikatorach, która odbywa się tylko dla samego faktu popisania z kimś: „Hej, hej, co tam, spoko a co u ciebie, też spoko, ok to pa, pa”.
Naprawdę z ciężkim sercem piszę tę recenzję, ponieważ nastawiałam się pozytywnie na „Keep the pretty boy pretty”, a dodatkowo jest to debiut autorki i nie chcę jej podcinać skrzydeł moją opinią, jednak czułabym się nie fair wobec osób, które postanowiłyby poświęcić czas na przeczytanie mojej recenzji, pisząc coś, co nie jest zgodne z tym, co o książce uważam. Lekturę porzuciłam na dokładnie 274 stronie z 381 i może gdybym przeczytała ją do końca, to znalazłabym jakieś jej pozytywne aspekty, jednak niestety czytało mi się ją na tyle opornie i widziałam w niej tyle elementów, które mi nie odpowiadały, że postanowiłam jej nie kończyć.