Estera, młoda Żydówka, dorasta w Nowym Sączu, który przed wojną był miastem wielu kultur. Po śmierci babci postanawia poznać przeszłość swojej rodziny.
Jakub, dziennikarz i podróżnik, poznaje w Urugwaju tajemniczą kobietę i dla niej gotów jest odmienić całe swoje życie.
Adela, siedząc przy łóżku umierającego ukochanego, opowiada o wojennych losach swoich najbliższych w cieniu Auschwitz, a także wspomina szkolne lata w Nowym Sączu.
Pozornie tych troje nie ma ze sobą nic wspólnego. Łączy ich jednak historia, której początków trzeba szukać jeszcze w czasach II wojny światowej. Każde z nich sięga w przeszłość, aby znaleźć w niej prawdę – i każde z nich się przed nią broni, bo ta prawda może być zarówno darem, jak i klątwą.
Urodzona w Nowym Sączu, od lat związana sercem ze Śląskiem. Absolwentka translatoryki hiszpańskiej na Uniwersytecie Śląskim, rozmiłowana w bogactwie literatury hiszpańskojęzycznej. Od 2018 roku właścicielka marki „Opowiemci”, miejsca, gdzie literatura staje się źródłem inspiracji i wymiany myśli dla czytelników. Tu w corocznym rankingu docenia i wyróżnia twórców promujących czytelnictwo. Organizatorka spotkań dla miłośników literatury w ramach festiwalu Książkonalia w Katowicach.
Od początku do końca byłam w szoku. Najpierw tematyką. Nie mam zwyczaju czytać opisów, tu nawet nie widziałam żadnej dłuższej opinii. Okładka sugerowała jakąś lekką fantastykę, a na pewno nie... No właśnie. Obyczaj z wątkami historycznymi i wieloma liniami czasowymi? To było coś fantastycznego i zaskakującego. Rozwiązania historii domyśliłam się przed końcem, ale i tak bardzo mi się podobało.
Wyobraźcie sobie, że zaczynacie czytać nową książkę i od razu, od pierwszego zdania czujecie się jak w domu. Jakbyście trafili do najczulszych miejsc w swoim sercu. Z każdym zdaniem, z każdym słowem czujecie tę historię coraz bardziej pomimo, że nie jest łatwa. Nie jest prosta. Chwilami wręcz musicie zwalniać, czytać zdanie dwukrotnie. Nie tylko po to by się nim delektować, ale po to by je zrozumieć i zapamiętać szczegóły bo wiecie, że ta wiedza wam się później przyda. Tak, tak właśnie czułam się czytając "El Roi". Historia trzech pokoleń. Estery, Adeli i Józefy. Historia pełna emocji, pełna bólu, strachu i nadziei. Ale nie tylko. Ciągle próbuje odnaleźć w sobie słowa, którymi oddam wam klimat tej historii. To trudne, bo "El Roi" to powieść wielotorowa. Ma 3 narratorów, Esterę, Adelę i Jakuba. Ten ostatni wydaje się całkiem nie związany z resztą fabuły. Ale z każdą kolejną stroną pojawia się więcej spoiw. Dzięki dwóm pierwszym narratorkom możemy poznać historię całej ich rodziny. Od czasów II wojny światowej po czasy obecne. 💙 Uwielbiam takie powieści, gdy przeszłość przeplata się z teraźniejszością. Gdy sama mogę szukać powiązań i próbować rozwikłać wszelkie rodzinne sekrety. A tutaj nie było to łatwe. Bo oprócz samej historii wielu pokoleń, na kartach "El Roi" znalazłam bardzo dużo faktów. Dotyczących miejsc, w których toczy się akcja. O wielu wydarzeniach nie miałam pojęcia. A dziś mam ochotę zwiedzić Nowy Sącz i jego okolice. Pójść śladem bohaterek. Pomiędzy ich historiami znalazłam też wiele analogii do opowieści ze Starego Testamentu, bo warto wspomnieć, że bohaterki "El Roi" są Żydówkami i autorka bardzo przybliża nam ten naród. Naprawdę wiele się dzięki tej pozycji nauczyłam. Na wiele kwestii dzięki niej patrzę dziś inaczej. A przecież nie było to moje pierwsze zetknięcie z taką tematyką. Jednak tym razem wszystko było jakieś wyraźniejsze. Bardziej "w punkt". Może dzięki temu jak wielki research autorka musiała wykonać pisząc o tę powieść. A może dzięki wyjątkowemu stylowi, w którym ta pozycja została napisana. Bo nie sposób o tym nie wspomnieć. 💙 Nigdy, powtarzam nigdy nie czytałam debiutu na tak wysokim poziomie. Z tak pięknym, a zarazem lekkim stylem. Nie łatwo pisze się powieści osadzone na różnych płaszczyznach czasowych, a także w innych kulturach. To ogromne wyzwanie, by stworzyć książkę, która jako całość będzie się dopełniać. Pod każdym względem. By przez tekst płynęło się i w wątku pełnym faktów i w tym czysto obyczajowym. Wielu autorów latami dochodzi do takiego poziomu. Beata zrobiła to już w debiucie. Bardzo wysoko postawiła sobie poprzeczkę. Ale wiem, że to po prostu ona. Jej emocje, jej wrażliwość, jej historia. 💙 "El Roi" wywołała u mnie wiele emocji. Jednak końcówka złamała mi serce. Przełożyłam ostatnią stronę i nie mogłam uwierzyć, że to już koniec. I to taki koniec. Wróciłam do ostatniego rozdziału. Czytałam raz jeszcze, szukałam drugiego dna. Jakiegoś znaku. Jednak słowa się magicznie nie zmieniły. Dalej zakończenie wywoływało u mnie łzy. Dziś, już chwilę po skończeniu. Po nocy pełnej snów o "El Roi" wiem, ze to zwieńczenie tej rodzinnej historii jest po prostu do niej pasujące. Ono nie mogło być inne. Takie jest idealne, bo chociaż serce chciało by słodkich jagód to czasami musi zadowolić się lekko kwaśną czernicą. 💙 A okładka? Oprócz tego że zapiera dech to idealnie pasuje do treści. To dopełnienie pięknego wnętrza. I ta twarda oprawa. 🥰 "El Roi" to zdecydowanie nie książka dla każdego. To naprawdę piękna, ale jednak wymagająca historia. Dla mnie była jedną z lepszych w tym roku. I im więcej czasu mija od chwili jej skończenia, tym bardziej mnie zachwyca. Tym więcej w niej doceniam. I zdradzę wam w sekrecie, że to jedna z tych książek, która stanie u mnie w biblioteczce frontem. 🖤
52 książka, którą przeczytałam w tym roku. Pierwsza, która wywołała we mnie tyle różnych emocji i przemyśleń. Przyjemnie napisana, przez historię się płynie, a jednocześnie jest się wciągniętym jak przez wir. Polecam, sama myślę, że za jakiś czas do niej wrócę.
„El Roi” chciałam przeczytać zanim jeszcze tytuł był w obiegu. Znając Beatę z pięknych recenzji i felietonów po prostu chciałam poznać jej pióro w „dłuższym formacie” - więc czekałam, od kiedy tylko informacja o książce ujrzała światło dzienne.
Nie interesował mnie opis, tytuł, okładka - znałam tylko motyw i to wystarczyło by podsycić ciekawość. Bo jest to w pewien sposób moja czytelnicza nisza.
Od dobrych kilkunastu lat (z większą bądź mniejszą częstotliwością) sięgam po książki z tłem historycznym, kilkoma liniami czasowymi i tajemnicami rodzinnymi … a im bardziej w przeszłość tym lepiej.
To wszystko znajdziecie w „El Roi” gdzie trójka bohaterów opowiada nam swoje losy, które w pewnym momencie zazębiają się w jedno. Chęć poznania tajemnic i chęć odkrycia tajemnic dominuje wśród naszych bohaterów - po to by pamiętać i po to by zrzucić z siebie brzemię.
Beata pisze naprawdę w piękny sposób - zawsze podziwiam tę lekkość, gdzie jej słowa płyną i choć chwilami jest to płynięcie pod prąd dodaje tylko autentyczności tej powieści. Głównie ta lekkość miała miejsce w opisach wydarzeń z czasów II wojny światowej, czasy teraźniejsze tudzież opis lat 90tych XX wieku, nie wymagają tej „liryczności” i chyba to sprawiło autorce trudność w płynnym przechodzeniu między liniami czasowymi. Ja nie traktuje tego jako minus bo sama płynęłam z każdym słowem.
Autorka zabiera nas w podróż do czasów wojennych w Zabawie, do schyłku XX wieku w Nowym Sączu, przedstawia nam historię Żydów z tamtych rejonów i zdecydowanie tę historię zna. Czasy obecne pozwala nam spędzić w Hiszpanii i Urugwaju - a każde z tych miejsc jest azylem dla aktualnie się tam znajdujących. Azylem i przekleństwem jednocześnie. W „El Roi” nie brakuje także porównań do przypowieści ze Starego Testamentu, które na pewnym etapie zaczynają symbolizować naszych bohaterów.
Kto przeczyta tę książkę nie będzie mógł zarzucić Beacie braku wrażliwości (choć w zasadzie znając ją nadal nie można tego zrobić ☺️). Ja myślę, że znalazłam wspólny mianownik z wrażliwością Beaty - bo jak wcześniej wspomniałam to jest po prostu moja czytelnicza nisza. Zostałam oczarowana, wzruszona, troszkę emocjonalnie poturbowana. I za to Ci Beatko serdecznie dziękuję - było warto czekać!
„El Roi” to debiutancka powieść Beaty Skrzypczak, która zachwyca absolutnie przepiękną szatą graficzną. Czy można przejść obojętnie obok tak wydanej książki? Zdecydowanie nie! Uwielbiam debiuty i pięknie wydane powieści, dlatego książka Beaty musiała znaleźć się u mnie wśród lektur obowiązkowych.
Na kartach powieści poznajemy trzech bohaterów. Estera, młoda Żydówka dorastająca w Nowym Sączu, po śmierci babci postanawia zagłębić się w historii swojej rodziny i poznać jej przeszłość. Jakub jest dziennikarzem i podróżnikiem. Podczas jednej z podróży do Urugwaju poznaje tajemniczą kobietę, dla której gotów jest zmienić swoje dotychczasowe życie. Adela, siedząc przy łóżku umierającego ukochanego, opowiada o wojennych losach swoich bliskich w cieniu Auschwitz oraz wspomina szkolne lata w Nowym Sączu. Tych troje bohaterów pozornie nie ma nic ze sobą wspólnego, jednak łączy ich historia, której początków trzeba szukać w czasach II wojny światowej. Każde z nich chciałoby odkryć prawdę, ale również każde z nich przed tą prawdą się broni, gdyż może ona okazać się zarówno darem od losu, jak i klątwą.
Beata Skrzypczak w swojej debiutanckiej powieści zachwyca czytelnika nie tylko przepiękną i poruszającą historią, ale również wspaniałym kunsztem pisarskim. Historię z kart powieści czytałam jak zahipnotyzowana, kartkowałam kolejne strony i nie mogłam wyjść z podziwu nad konstrukcją fabuły. Uwielbiam powieści, w których autor przeplata teraźniejszość z przeszłością, gdzie wspólnie z bohaterami mogę odkrywać rodzinne tajemnice. Taką właśnie historię otrzymałam od Beaty. Autorka swoją powieść snuje na kanwie prawdziwych wydarzeń dotyczących narodu żydowskiego. To też jest ogromny plus powieści, bowiem, snując się po jej kartach, możemy poszerzyć swoją wiedzę dotyczącą historii. Z czystym sumieniem stwierdzam, że „El Roi” to jedna z najlepszych książek tego roku. Jestem nią wprost oczarowana. Napisana pięknym językiem, niosąca ze sobą ogromne pokłady emocji, które towarzyszą czytelnikowi jeszcze na długo po odłożeniu książki na półkę. Historia, którą oddała w nasze ręce Beata, nie należy do łatwych, przepełniona jest mnóstwem bólu i cierpienia, ale pomimo tego wciąga i nie pozwala się odłożyć, nim nie przewrócimy jej ostatnich stron. Debiut Beaty Skrzypczak to prawdziwa perła wśród tegorocznych powieści, To książka, obok której nie można przejść obojętnie. Zachęcam Was mocno do lektury, a autorce życzę wielu sukcesów pisarskich i mam nadzieję, że na kolejną jej powieść nie będziemy musieli zbyt długo czekać.
Pierwsza przeczytana w 2024 roku, w sumie to skończona, bo czytać zaczęłam jeszcze w grudniu 2023. Trochę mam problem z tym tytułem, bo ja od początku doskonale wiedziałam, że to nie będzie „moja” historia. Nie jestem fanką powieści z wojną w tle, taki już mój urok, no nie i kropka, wojnę akceptuje tylko w non fiction. Ale wiem, że zdążają się wyjątki i ja takich szukam. Po opisie ja wiedziałam, że muszę spróbować, no i teraz może po tym przydługim wstępie w końcu napisze o co mi chodzi. To jest bardzo ciekawy debiut, jestem wręcz w szoku, bo jak już wcześniej wspomniałam, to nie jest „mój typ” książki. Ale to jest kawał bardzo pięknie napisanej historii, ciekawie zbudowana jest cała konstrukcja, wątki całkiem sprytnie się łączą a bohaterowie intrygują. Czy jest idealnie, no nie, mam swoje ale, mam swoje uwagi, nie wszystko mi się podobało. Jednak jak na książkę, która totalnie nie jest dla mnie i jest debiutem to uważam, że wyszło na prawdę spoko.
Beata Skrzypczak w swojej powieści El Roi zabiera czytelnika w poruszającą podróż przez historię, tożsamość i pamięć. To książka wielowątkowa i wielowarstwowa, wymagająca skupienia, ponieważ splata losy trzech bohaterów – Estery, Jakuba i Adeli – w opowieść, której korzenie sięgają czasów II wojny światowej.
Każde z nich na swój sposób konfrontuje się z przeszłością: Estera, młoda Żydówka z Nowego Sącza, po śmierci babci odkrywa tajemnice rodzinne; Jakub, dziennikarz i podróżnik, w odległym Urugwaju spotyka kobietę, dla której jest gotów przewartościować całe swoje życie; Adela, czuwając przy umierającym ukochanym, wraca pamięcią do lat wojennych i dramatycznych losów swoich bliskich, naznaczonych cieniem Auschwitz. Początkowo wydaje się, że te historie są od siebie niezależne, jednak z czasem splatają się w sposób, który odsłania głęboko skrywane sekrety.
Autorka umiejętnie buduje napięcie, stopniowo odkrywając przed czytelnikiem kolejne elementy układanki. Symbolika biblijna, którą Beata Skrzypczak wplata w narrację, dodaje książce dodatkowej głębi – bohaterowie w pewnym sensie odgrywają role zaczerpnięte ze Starego Testamentu, a ich losy stają się uniwersalną opowieścią o walce z przeznaczeniem, poczuciu winy i przebaczeniu. To właśnie te odwołania sprawiają, że El Roi można odczytywać nie tylko jako powieść historyczną czy obyczajową, ale także jako refleksję nad losem Narodu Wybranego i jego dziedzictwem.
Powieść ma melancholijny, ale i refleksyjny ton, co idealnie współgra z tematyką pamięci i poszukiwania prawdy. Beata pokazuje, że odkrywanie przeszłości może być zarówno darem, jak i przekleństwem – prawda potrafi wyzwolić, ale i zranić. Styl autorki jest pełen emocji, a język – plastyczny i poetycki, co sprawia, że książka wciąga od pierwszych stron, mimo że wymaga od czytelnika pełnego zaangażowania.
El Roi to powieść o pamięci i tożsamości, o rodzinnych tajemnicach i historii, która nie daje o sobie zapomnieć. To książka dla tych, którzy cenią głęboką, wielowątkową narrację i są gotowi na lekturę, która zmusza do refleksji nad losem jednostki i całych pokoleń.
Nie pokochałam, ale to ciekawa książka, mająca plusy i minusy!
Mam wrażenie, że piękno stylu i mnogość przywoływanych opowieści przejęły kontrolę i przyćmiły fabułę. To uczucie trwało do końca, udało mi się jeszcze je doprecyzować o poczucie braku całości, nie czułam by to wszystko było jednolite, pod koniec trochę się to zmieniło i właśnie, dla mnie druga połowa książki była po prostu lepsza (albo przywykłam), bo w końcu przepadłam i już doczytałam do końca nie mogąc odstawić, podczas gdy pierwszą połowę czytałam dwa tygodnie.
Beata super wyraziła emocje oraz klimat udręki i tęsknoty. Tematyka bardzo ciężka i intymna, więc naprawdę podziwiam za tę opowieść, która momentami rozrywała serce. Podobało mi się poprowadzenie fabuły, połączenie trzech głównych wątków w jedno, rozwiązanie sekretów rodzinnych i wymowne zakończenie. Wartościowa książka mająca swoje podstawy w prawdziwych wydarzeniach.
Dla mnie to niezły debiut, serdecznie gratuluję i wyczekuję kolejnych książek! Końcowa ocena ode mnie to 5.5/10.
Przyznam szczerze, że chciałam książkę porzucić, bo bardzo długo nie wciągałam się w żaden z wątków. Dopiero od połowy coś kliknęło i mogłam dokończyć El Roi. To, co autorce wyszło wg mnie w 100% to emocje. Wylewają się z tej książki, szczególnie pod koniec. Czujesz ból straty razem z bohaterem, strach, miłość, smutek. Poczułam chyba całą gamę emocji i uważam, że to one zostaną ze mną jeszcze chwilę po skończeniu książki. Rozwiązywałam rodzinną zagadkę z zaciekawieniem. Chyba każdy z nas ma taką rodzinną tajemnicę, która gdzieś go dręczy i odpala wyobraźnię. Tu czytelnik otrzyma trudne do odgadnięcia rozwiązanie pewnych wątków z przeszłości. To zdecydowanie mój ulubiony motyw w książce. Nie lubię wątku Jakuba. Bardzo ciężko czytało mi się rozdziały z jego perspektywy i męczyła mnie jego obsesja. Natomiast w rozdziale Adeli przeokrutnie wykańczały mnie wszelkie religijne wstawki oraz przypowieści. Było mi za dużo i nie czułam, że jest to tam potrzebne w takich ilościach. Miałam też wrażenie, że występują w randomowych momentach i nic mi nie wnoszą do fabuły.
“El Roi” opowiada o traumie pokoleniowej, kulturze żydowskiej, przewrotności losu, ale też o poszukiwaniu własnego “ja”. Mamy tutaj 3 różnych narratorów. Esterę, Adelę i Jakuba. Ich losy z początku mogą się wydawać niezwiązane ze sobą, niech to was jednak nie zgubi, cała historia to puzzle, które powoli nabierają całości.
Przyznam, że największą przyjemność sprawiało mi czytanie rozdziałów z perspektywy Estery - te rozdziały były przepełnione tajemnicą, kulturą i historią. To właśnie wątki kulturowe, historyczne jak i ten biograficzny najbardziej mi się podobały. Momentami czułam się nawet jakbym była tam z bohaterami w Nowym Sączu, albo w innym krańcu świata. Dowiedziałam się wiele o kulturze żydowskiej, co bardzo doceniam, bo zdecydowanie brakowało mi tej wiedzy.
Niestety coś co spowodowało, że mój odbiór nie jest w całości pozytywny to perspektywa jak i cała postać Jakuba. Chodź na początku byłam jego postacią najbardziej zaintrygowana to szybko się to zmieniło. Miałam wrażenie, że od połowy każdy rozdział Jakuba jest praktycznie taki sam. Rozumiem, że taki był zamysł, żeby ukazać siłę jego obsesji, jednak jak dla mnie po pewnym czasie czytanie jego myśli stało się męczące i było tego za dużo.
Co do zakończenia, wiedziałam, że będzie ono decydujące w odbiorze tej książki przeze mnie. Wiele osób pisało, że zakończenie rozrywa serce, a ja sama uwielbiam smutne zakończenia, które długo zapadają w pamięć i na takie właśnie się nastawiłam. Tutaj jednak gryzło się dla mnie z całością i odebrałam je jako smutne “na siłę”. Nie poczułam uderzającej fali smutku, byłam raczej skonsternowana. To moja czysto subiektywna, mało popularna opinia, bo jednak większość odbiorców zakończenie zachwyciło.
To była bardzo przyjemna podróż - intrygująca, pełna tajemnic, niedopowiedzeń, szukania siebie, swojej ścieżki, korzeni. To historia rodziny o żydowskich korzeniach. Historia równie tragiczna co piękna. Walka o przetrwanie, o lepsze życie o życie. Pełna miłości, bólu, rozpaczy, emocjonalnych decyzji. Historia i szaleństwie, obłędzie, która w końcu splata się w cudowna układankę. Polecam.
Ta książka jest niesamowita, bo naprawdę trudno mi opisać ją w kilku słowach. Muszę na spokojnie to wszystko przemyśleć, zanim zabiorę się za pisanie recenzji. Czasami ta historia miała w sobie coś magicznego, czasami wydawała się chaotyczna, ale pod koniec wszystko nagle zaczęło układać się w całość. Co ciekawe, kilka wątków przypomniało mi historie z życia mojej rodziny.
El Roi to debiut literacki Beaty Skrzypczak, znanej również jako OpowiemCi. Książka została wydana przez Wydawnictwo Lira.
Przez długi czas w trakcie lektury nie wiedziałam, co sądzić o tej pozycji. Jest to pozycja inna niż te, które do tej pory czytałam. Początkowo nie jest nic jasne, a przedstawione historie rozgrywające się po różnych stronach globu wydają się ze sobą w ogóle nie powiązane. Dopiero wraz z lekturą czytelnik odkrywa drobne rzeczy, które pozwalają sądzić, że ich zestawienie nie jest przypadkowe, a wątki łączą się mocniej, niż można było się spodziewać.
Nie jest to książka z wartką akcją. Nie ma tu wydarzeń, które pędzą na łeb, na szyję. Jest to opowieść, od której bije refleksją i to nie tylko we fragmentach, gdzie narrator opowiada z perspektywy czasu. Jest naprawdę intrygująca i zachęca do dalszej lektury. Co prawda wymaga trochę skupienia, bo przeplatane wątki rozgrywają się nie tylko w różnych miejscach, ale także w różnych czasach.
Autorka zdecydowanie popisała się stylem. Emocje wylewają się z kart powieści i oplatają się wokół czytelnika, przez co naprawdę można się zaangażować w historię i losy bohaterów. I chociaż niejednokrotnie porusza trudne tematy, nie odczuwa się ich wagi w sposób miażdżący. Wyraźnie jednak ukazuje jaki wpływ ma przeszłość, nawet bardzo odległa, na współczesne postawy postaci. Pokazuje, jak istotne jest dziedzictwo pozostawione przez przodków.
El Roi to książka, która nie mieści się w kategoriach, po które sięgam. Nie skłamię, gdy przyznam, że kupiłam ją nieco pod wpływem impulsu, pobieżnie zaznajamiając się z opisem. Zdecydowanie nie żałuję tego zakupu ani czasu poświęconego na lekturę. Jest to poruszająca pozycja, której warto dać szansę.
Sięgnęłam po tę książkę głównie dlatego, że moja maleńka miejscowość, o której nigdy nikt nie pisze, jest wspomniana na jednej ze stron!!!
Nie jest to problem tylko tej książki, ale ogólnie książek pisanych przez książkowych influ - opinie są skrajne, albo najlepszą książka, albo najgorsza. Wiele razy ostatnio się na tych pozytywnych opiniach przejechałam, więc coraz ostrożniej podchodzę to takich "hajpów" jednak tutaj jeśli chodzi o treść i research mogę tylko chwalić. Autorka zebrała do kupy bardzo sporą ilość wiedzy na wiele różnych tematów i się na nich nie wyłożyła - czy to Hiszpania, Urugwaj, Zabawa czy Nowy Sącz - research jest widoczny. No i wybranie na miejsce akcji miejscowości niezbyt popularnych w Polskiej literaturze też jest plusem. Czy opisujemy tu lata wojenne, dziewięćdziesiąte czy współczesność - czuć ten klimat.
Ale chociaż kocham realizm magiczny to uważam, że wprowadzał tu dodatkowy chaos. Bo nie dość, że mamy 3 punkty widzenia zupełnie różnych postaci, to jeszcze skaczemy raz w przyszłość, raz w przeszłość, a wydarzenia datowane na teraźniejszość często polegają na wspominaniu dawnych czasów, więc idzie się pogubić nieźle w liniach fabularnych, kto, co, gdzie, a nawet zapomnieć , w którym momencie historii jesteśmy. A kiedy chaos goni chaos to widzenie przypadkowych duchów i ich obecność zamiast uprawiać historie wprowadza jeszcze większy chaos, bo czytelnik zadaje sobie pytania w stylu "to jest opisane jako przenośnia, czy ona naprawdę widzi duchy?". To przede wszystkim chaos tej książki sprawił, że nie oceniam jej wyżej niż "ciekawa na raz, raczej do niej nie wrócę", bo tak naprawdę cieszę się, że powstają tego typu powieści w literaturze pięknej, tworzone przez różnych twórców. Wiem, że ten chaos miał ukryć pewne tajemnice aż do końca, ale przez to kilka ważnych wątków w ten chaos się wtopiło. Drugim minusem jest miejscami dziwne tempo, gdzie bohaterowie snują stronicowe rozważania filozoficzne, a zaraz potem mamy opis tego, że bohaterka przez lata miała partnera, a potem poznała swojego męża i chociaż i były partner i mąż zdają się ważnymi postaciami to relacje z nimi są opisane dosyć szybko. I z jednej strony trzeba się bardzo koncentrować na fabule i na tym co się dzieje, a z drugiej czytać szybko, zanim się zapomni co się stało wcześniej.
O czym jest El Roi? O traumie, o śmierci, o miejscowościach i ich wyglądzie, o obsesji, o byciu Żydem w Polsce.
Bardzo piękna i bardzo smutna, chwytająca za serce opowieść. Długo jest enigmatycznie i nie do końca wiadomo jak kilka różnych opowieści sklei się w jedną całość. Jednak kiedy już do tego dochodzi - wydaje się to logiczne i spójne. Przez całą książkę podziwiałam naprawdę piękny, literacki język, który czaruje czytelnika. Zakończenie jest świetne, chociaż złamało mi serce. Całość wypada bardzo dobrze. Warto poznać tę książkę nie tylko dla samej opowieści, ale również dla poznania kultury żydowskiej, obyczajów, a nawet Starego Testamentu. Wiele historii zupełnie nie znałam i było to dla mnie naprawdę ciekawe i ożywcze. Pod koniec kilka teatralnych wydarzeń mnie nie przekonało, moje twarde serce nie do końca to przyjęło, ale mimo to uważam tę lekturę za coś, na co warto zwrócić uwagę. Polecam, bo autorka czaruje słowem i historiami.
Oj powiem Wam, że to nie jest prosta lektura. Nie pamiętam już ile razy zmieniałam o niej zdanie w trakcie czytania. Prawdziwy wachlarz emocji, chociaż nie do końca taki, jaki sobie wyobrażałam. Nie, inaczej. Tak szczerze mówiąc to na temat fabuły tej książki nie wyobrażałam sobie nic. Nie czytałam opisu, nie czytałam dokładnie recenzji... Postawiłam na dobre opinie osób, które cenię tutaj na bookstagramie i w ten oto sposób znalazłam się w posiadaniu tej książki.
To historia, która wymaga od czytelnika skupienia. Gdy dzieliłam się na bieżąco swoimi odczuciami z dziewczynami z grupy, kilka razy czytałam, żebym dala tej opowieści szansę. I cieszę się, że przeczytałam ją w całości, bo mój obraz kompletnie się wtedy zmienił. A musicie wiedzieć, że byłam bliska porzucenia tej książki, przynajmniej na jakiś czas, bo bardzo długo nie potrafiłam się w nią wgryźć.
Początkowo miałam wrażenie, że to wszystko nie ma sensu. Ot historie kilku osób, w dodatku z różnych lat, w których tak właściwie nie wiemy o co chodzi. Nie ma tutaj kryminalnej zagadki do rozwiązania, nie ma tutaj pełnego namiętności romansu, czy też przejmujących i wzruszających do głębi ludzkich losów. Chociaż ich elementy z pewnością tutaj znajdziemy. Tak naprawdę dopiero po przeczytaniu ponad połowy książki, zaczęłam dostrzegać jej wartość i sens. I wtedy popłynęłam z prądem. Zaczęłam patrzeć na wszystko z innej perspektywy i zauważać przekaz, jaki ta książka ze sobą niesie. Nie będę Wam go jednak zdradzać, bo chciałabym, żebyście mogli przeżyć tę historię tak jak ja, bez konkretnych oczekiwań.
Po przeczytaniu "El Roi" w całości rozumiem już skąd wzięły się zachwyty nad tą książką. Na docenienie zasługuje też ogrom pracy, który autorka włożyła w opowiedzenie nam tej historii, bo widać, że, poza włożyła w to duszę i serce. Uważam jednak, że, mimo wszystko, to nie jest książka, która trafia do końca w mój gust czytelniczy. Cieszę się, że mogłam ją poznać, bo jest bardzo wartościowa i zapada w pamięć i przez wzgląd na to moja ocena jest dość wysoka, jednak nie jest ona dla mnie. Natomiast z czystym sumieniem powiem Wam, że nie da się o niej łatwo zapomnieć.
Ostatnio opowiadałem na blogu o HASI Beaty Skrzypczak, a teraz jej debiutancka powieść EL Roi. Oparta na przeszłości rodziny autorki.
Trzy kobiety, babcia Józefa, Adela i najmłodsza z nich Estera. Każda ma swoją historię, ma swoje cierpienie o którym chce opowiedzieć. Józefa przeżyła wojnę i PRL, ona też prosi wnuczkę Esterę o dotarcie do korzeń własnej rodziny i poznaniu swej przeszłości. Adela opowiada umierającemu mężczyźnie jej życia o wojnie i doświadczeniu Auschwitz, które dotknęło jej bliskich. Estera relacjonuje swoje dzieciństwo bez matki i misji od babci. Wreszcie Jakub, polski dziennikarz w Urugwaju. Tam poznaje pewną tejemniczą kobietę, która odmieni jego życie.
Całość powieści ma charakter opowieści, którą snuje każdy z z trójki bohaterów ustami Beaty Skrzypczak, która to prowadzi portal OpowiemCi. Estera to młoda Żydówka wychowana przez babcię w duchu własnej tradycji. Trochę outsider w grupie rówieśniczej, ona też będzie musiała zmierzyć się z dziejowym bagażem rodziny. Adela kobieta tajemnicza, opowiada przyjacielowi i nam również o przeszłości matki i córki. Wreszcie Jakub, człowiek nie uwikłany w tragizm II wojny światowej, lecz żyje tym co obecne, a zwłaszcza opowiada o zwyczajach Urugwaju, w którym zawodowo przebywa i miłości do pewnej famme fatale w jego życiu. Każdy z nich różni się całkowicie od pozostałych, ale każdy z nich pragnie zabrać głos i przekazać wszystko to, co nosi w sobie, z czym się zmaga i o swym cierpieniu.
EL ROI czyli Bóg widzi od początku ma swój klimat kultury i wierzeń żydowskich. Pełno tu odniesień do judaizmu i jego dziedzictwa kulturowego. Cechuje go nostalgia, melancholia i zaduma nad tymi, którzy od cisnęli piętno na Nowym Sączu. To opowieść o tym co z jednej przeminęło bez powrotnie, z drugiej tożsamością zachowaną w pamięci polskich Żydów.
Powieść tę dawkowałem sobie. Raz by jak najdłużej przebywać w tej wzruszającej opowieści z elementami realizmu magicznego, dwa zaś łatwiej było uporać się z ładunkiem emocjonalnym jakie przekazuje Beata Skrzypczak. To powieść niezwykła, która na długo zapadnie w serce i umysł.
"El Roi" Beaty Skrzypczak @opowiem_ci to pierwsza książka, którą zaczęłam czytać w tym roku, ale jedenasta, którą skończyłam. Skąd ten rozrzut? Otóż zupełnie nie byłam na nią przygotowana. To nie jest jeden z tych debiutów literackich, przez które można przepłynąć przez jeden wieczór, a potem o nich zapomnieć. Powieść jest tak pięknie napisana, a do tego każdy rozdział zawiera taki ładunek emocjonalny, że nie umiałam i nie chciałam czytać szybko, ale wolałam na spokojnie, powoli przyswajać każde słowo. Dopiero ostatnie rozdziały pochłonęłam na jeden raz, mając nadzieję, że mylę się co do zakończenia. Niestety nie myliłam się i chociaż rozumiem, dlaczego musiało być właśnie takie, to jednak złamało mi serce i kilka dni później ciągle wracam do niego myślami.
"El Roi" to powieść złożona, przypominająca swoją konstrukcją rozsypane puzzle: pojedyncze elementy, z pozoru ze sobą niezwiązane, dopiero połączone tworzą pełny i spójny obraz. Gdybym miała w trzech punktach podsumować, o czym właściwie jest ta książka, to powiedziałabym, że o kobietach i mnogości ich oblicz, o tak cienkiej, że miejscami nieistniejącej granicy między życiem a śmiercią, oraz o tym, jak widma przeszłości, czy to w obrębie rodziny, czy narodu, wpływają na przyszłość i teraźniejszość. To jednak zaledwie czubek góry lodowej, bo nie jestem w stanie opisać mnogości wątków, poruszonych w powieści tematów i licznych nawiązań kulturowych, które autorka umieściła w swojej książce. Chylę czoła przed Beatą, bo widać, że tak jak we wszystkie swoje działania, włożyła w tę powieść ogrom pracy i serca. Nie jestem literaturoznawcą, kulturoznawcą ani historykiem, ale z pozycji zwykłego czytelnika napiszę, że "El Roi" to rewelacyjny debiut, który zostanie ze mną na długo.
🔹️Jak tylko widziałam zapowiedzi, wiedziałam że muszę ją przeczytać. Książka jest tak pięknie wydana, że jako okładkowa sroka musiałam ją mieć. Ale jak wiadomo, nie okładka jest ważna ale treść. 🔹️Książka mnie zachwyciła. Bardzo mocnym punktem jest tu zebranie i bardzo dokładne opisanie wszelkich tradycji żydowskich, nawiązanie do opowieści biblijnych oraz legend. 🔹️Autorka włożyła niesamowicie dużo pracy. Poruszamy się między różnymi oknami czasowymi oraz miejscami. Jest to nie tylko Polska( Nowy Sącz czy Zabawa) ale też i Urugwaj. Autorka nie poprzestała na tym. Stworzyła trzech bohaterów( Estera, Jakub i Adela) i każdy z nich ma tu swoją historię. Każdy z nich prowadzi swoją własną narrację a jednocześnie pojawia się wspólny mianownik. 🔹️Nie sposób czytać tej książki bez znajomośc punktu jej wyjścia. Jest to powieść osobista, płynąca z serca i potrzeby przekazania jej dalej. Beata wplata tu wątki żydowskich korzeni swojej rodziny, co dodatkowo ubogaca. Dodatkowo na swoim kanale na TT, Beata pokazuje film z pobytu w domu babci, który opisała z książce. Nie ukrywam, że jest to bardzo wzruszające. 🔹️Książka jest bardzo klimatyczna, czuć że napisana od serca. Co jedynie chwilami wybijało mnie z czytania to właśnie to przeskoki czasowe i zmiany postaci. 🔹️Najważniejsze, że ta historia została opisana i nie zostanie zapomniana.
"El Roi" to poruszająca lektura, która przybliża losy trzech bohaterów. Ich ścieżki splatają się w bardzo nieoczekiwany sposób. W powieści przeczytamy o Jakubie, który jest podróżnikiem i dziennikarzem z Urugwaju, Esterze - młodej Żydówce z Nowego Sącza oraz o Adeli, która dzieli się historią swojej rodziny w cieniu Auschwitz. Pozornie pomiędzy tą trójką nie ma żadnego związku, jednak jak później się okazuje łączy ich wiele - wspólna historia sięgająca do czasów II wojny światowej.
"El Roi" zachwyca od pierwszych stron swoją głębią i dojrzałością. Opowiada o trudnych wyborach, nieidealnych relacjach rodzinnych. Przez karty powieści przeplatają się wątki straty, miłości, poszukiwania tożsamości. Autorka dużą uwagę przykłada do historii narodu żydowskiego rzetelnie ją opisując. "El Roi" prowadzi czytelnika przez labirynty krajobrazów, ludzkich emocji i losów. Wciąga od pierwszych stron bez reszty. Nie jest to łatwa lektura, zagląda w te zakamarki świadomości, których nie chcielibyśmy otwierać. Finał powieści zaskakuje, rzuca nowe światło na historie opowiedziane przez bohaterów. "El Roi" Beaty Skrzypczak zmusza czytelnika do refleksji o życiu, prawdzie i poszukiwaniu własnego ja.
EL Roi jest to debiut naszej kochanej Beatki. Jest mi bardzo miło, że mogłam przeczytać jej debiutancką powieść. Mimo tego, że na początku było mi bardzo ciężko wię wciągnąć w powieść to później nie chciałam jej odkładać, bo chciałam wiedzieć jak to wszystko się potoczy. Wojenne wzmianki bardzo mi przeszkadzają w książkach. Nawet jeśli jest tego nie wiele. Nie mam w sumie nawet pojęcia skąd mi się to wzieło. El Roi będę polecać każdemu, bo to pięknie napisana I piękna historia sama w sobie.
Estera jest młodą Żydówką dorastającą w Nowym Sączu. Po śmierci swojej babci postanawia wrócić do korzeni aby poznać historię swojej rodziny.
Andrzej jest dziennikarzem I podróżnikiem. Na wycieczce w Urugwaju wydaje mu się, że spotyka miłość swojego życia. Nie zdaje sobie sprawy, że sobie to sam wmawia.
Adela siedząc przy szpitalnym łóżku ukochanego chce po raz ostatni z nim porozmawiać mimo, że on nie może się już odezwać. Chce opowiedzieć mu historie, które on pewnie już zna I te których nie udało mu się poznać.
Niby pozornie nic ich nie łączy, ale czy aby napewno ?
Zrobiłam błąd i przerwałam czytanie tej książki na jakiś miesiąc. Wspaniała, napisana tak pięknym językiem, a do tego widać, że Beata jest bardzo oczytana, bo znalazłam kilka ciekawych odniesień literackich.
Sama historia nie była dla mnie oczywista od początku, ale nie przeszkadzało mi to, bo właściwie o to chodziło. Jakoś w okolicach połowy zaczęłam się orientować jak trzy historie są połączone, końcówka poruszająca. Z tych, które chce się odzobaczyć, bo łamią serce.
To, co warto sobie powiedzieć o tej książce: ona jest tak napisana, że po prostu nie sposób ją odłożyć. Ja przerwałam, bo musiałam podołać innym wyzwaniom czytelniczym, ale gdybym nie musiała, tobym nie przerywała. Drugie podejście do niej miałam od wczoraj i po prostu łyknęłam te 200 stron, wręcz zarywając właśnie nockę, żeby skończyć. Wspaniała.
Na początku czytanie szło mi ciężko i opornie, nie mogłam sie wgryźć zupełnie. Bardzo zmyliła mnie również okladka, bo spodziewałam się jednak lżejszej historii. Warto było się chwilę przemęczyć bo później odpowiedź kompletnie mnie pochłonęła a ostatnie strony czytałam z zapartym tchem. Wspaniały debiut.
Oceniam wyłącznie jako fikcję. Nie porwała mnie ta opowieść, nie potrafiłam poczuć empatii w stosunku do bohaterów. Wyczekiwałam finału z nadzieją, że jednak coś mnie poruszy i przekona do siebie. Niestety, tak się nie stało.
Wydaje mi się, że to bardzo dobra książka, ale akurat nie dla mnie. Od pierwszych stron nieco mnie nużyła i przytłaczała mnogością obco brzmiących nazwisk, miejsc i wyrażeń. Wiele nawiązań i skakanie po linii czasowej sprawia, że łatwo się pogubić w historii.
Zaskakująca książka! Zupełnie nie spodziewałam się, że to będzie tak gęsta powieść, debiut napisany w bardzo dojrzałym stylu, zrobił na mnie dobre wrażenie.
Fabularnie im bliżej końca, tym gorzej mi się czytało, ale chętnie przymykam na to oko w obliczu całej lektury.
Szanuję pomysł, podziwiam research, ale sposób napisania pozostawiał mi trochę do życzenia. Dialogi były dość sztuczne i bardzo ekspozycyjne, na początku trudno było mi się też połapać kto jest kim.