Mija rok, odkąd Justyna i Grzegorz znów są razem, ale do pełni szczęścia nadal czegoś im brakuje. Czy doczekają się upragnionego cudu?
Magda i jej syn spędzają wspólnie kolejne Boże Narodzenie. W ich mieszkaniu pojawia się jednak niespodziewany, a przy tym całkiem... atrakcyjny gość.
Amanda układa sobie życie na nowo. Miłą odskocznią od codzienności są coraz częstsze spotkania z Ksawerym, sąsiadem, który intensywnie przygotowuje się do udziału w festiwalu rzeźb. Czy wypite razem herbaty pomogą przełamać... lody?
Związek Kasi i Mikołaja wkracza na zupełnie nowy poziom. I choć nie brakuje sprzeczek, to dla nich zdecydowanie wyjątkowy czas.
Różni ludzie, odmienne koleje losu, ale każdy czeka na swój własny grudniowy cud.
Agata Przybyłek zabiera nas na Festiwal Lodowych Rzeźb, by przy dźwiękach kruszonego lodu ogrzać nasze serca opowieścią pełną nadziei i magii. Czy pozwolisz się zaczarować?
Absolwentka psychologii na Uniwersytecie Gdańskim, w przeszłości dziennikarka portalu rodzicielskiego. Debiutowała w 2015 roku, gdy tworzenie fabuły pełnej miłosnych perypetii i zaskakujących żartów potraktowała jako autoterapię. Od tamtej pory ukazało się ponad dwadzieścia książek jej autorstwa, a kolejne humorystyczne serie podbiły serca (i półki!) polskich czytelniczek.
Pisze głównie powieści obyczajowe oraz komedie romantyczne. Z tymi pierwszymi trafia szczególnie do tych czytelniczek, które – podobnie jak sama autorka – uwielbiają prozę Nicholasa Sparksa. Z jednej strony Agata Przybyłek uwielbia bawić i sprawiać, by jej książki pomagały oderwać się od problemów dnia codziennego, a z drugiej chętnie porusza tematy społeczne i przemyca do książek swoją wiedzę psychologiczną. Najbardziej jednak lubi pisać o miłości, która jest głównym motywem charakteryzującym twórczość pisarki.
Mieszka w małej miejscowości nieopodal Szczecina z mężem oraz psem Emmą – owczarkiem niemieckim. Uwielbia przesiadywać na werandzie swojego domu i wymyślać kolejne historie, choć – jak podkreśla – każda z jej fabuł przynajmniej w niewielkim stopniu musi być zainspirowana prawdziwym życiem.
Muszę przyznać, że bardzo dobrze bawiłam się podczas lektury. Może nie czułam, aż takiej magii świąt, jak tego oczekiwałam. Natomiast trzeba przyznać, że te historię są przepełnione nadzieją, miłością i taką ludzką codzienną prawdą.
Ostatnia scena Ksawerego i Amandy. 🥹 No kochane. 🥰
No tak nie wiem.. w zeszłym roku czytałam pierwszą część tej serii i była średnia, ale "Festiwalu lodowych serc" niestety nawet do średniawek nie mogę zaliczyć. Dwie rzeczy: bardzo to było przewidywane pod wieloma względami, a przez to po prostu nudne i do tego jeszcze mam poczucie, że jest to naprawdę słabo napisane. Zarówno dialogi, jak i część opisów jest taka zupełnie nierealistyczna, co sprawia, że nie czyta się tej książki z przyjemnością. I chociaż wiele jestem w stanie świątecznym książkom wybaczyć, bo one często są dla mnie po prostu czystą rozrywką, to tutaj za dużo rzeczy jest na nie, żebym umiała przymknąć na to oko.
Dramat. Mimo starań autorki, fabuła dalej jest mocno przewidywalna, a postacie są płaskie. Znajdziemy tu szereg klasycznych motywów związanych z romantycznymi wątkami, jednakże nie zawsze są one przekazywane w sposób oryginalny czy zaskakujący. Nic się nie zmieniło od poprzedniej części
Właściwie to nie wiem co mnie pokusiło, żeby ją przeczytać. Pierwsza część mi się średnio podobała, ta była chyba jeszcze gorsza...
Skrócę to do: - styl historii jak Listy do M. (kilku bohaterów, którzy są jakoś ze sobą połączeni). W 1 części też tak było, więc bez zaskoczenia, ale mi ta formuła już się znudziła. - bohaterowie nijacy, bez jakiegoś charakteru. Ci którzy byli jacyś przestali tacy być - większość historii to: wyjście z domu na zakupy/do pracy, powrót. W tej książce prawie się nic nie dzieje. - dialogi... Eh, sztuczno i sztywno. - zabawne sceny. Kilka miało takich być, bo po ich przeczytaniu miałam myśl: ah, chyba to miało być śmieszne. - kwestia ciąży. Dwa wątki ciążowe pojawiają się w tej książce i szczerze to oba przedstawione bardzo średnio... Jedna bohaterka na początku ciąży, która ciągle sprzecza się z facetem, bo hormony. Takie hihihi jest w ciąży, hormony szaleją, więc niech się na niego drze o pierdoły. Mnie nie bawi. Druga bohaterka stara się o ciążę, więc tutaj z kolei się czepia i wariuje, bo zajść nie może. Oba tematy bardzo przerysowane i chyba miało być zabawnie (ah te wariujące, wrzeszczące baby), ale wyszło jak zwykle. - w podziękowaniach (tak, czytam takie rzeczy) autorka wspomina o sile rodziny i że chce to pokazywać w swoich książkach. Tu się zaśmiałam. Ta siła rodziny to, gdy Mikołaj nie przyznaje się do ilości swoich dzieci rodzicom czy gdy Amanda nie potrafi odmówić jedzenia i je w siebie wpycha, bo jest miła, grzeczna i nie chce sprawić przykrości... Bardzo zdrowe relacje rodzinne...
This entire review has been hidden because of spoilers.
w porównaniu z poprzednią częścią to straszna klapa☹️ dawno nie czytałam aż tak sztucznych i wymuszonych dialogów, dosłownie nikt tak ze sobą nie rozmawia w prawdziwym życiu, a szkoda, bo pierwsza część naprawdę mi się podobała
Bohaterów "Festiwalu Lodowych Serc" znamy już z pierwszej części "Wypożyczalni Świętych Mikołajów". Życie niektórych z nich wywraca się do góry nogami. Jest ciąża u tego kto się jej nie spodziewał, jest jej brak u tej, która najbardziej tego chce. Perypetie bohaterów są bardziej życiowe niż w pierwszej części, mamy tu wiele rozterek i emocji. Wcześniejszą część porównywałam do "Listów do M" i przy tym porównaniu bym została. Najbardziej zaciekawił mnie wątek Justyny oraz Grzegorza i czytając wiele recenzji, doczytywałam się, że niektórych postać Justyny irytowała. Ja mam zupełnie inne przemyślenia. Uważam, że autorka w ten sposób przekazuje nam, że pytania "kiedy dzieci" są nie na miejscu i można je jedynie włożyć do kieszeni. Każdy powinien o tym wiedzieć lecz niestety nie każdy rozumie. I to właśnie wątek tej dwójki najbardziej zapadł mi w pamięć. Najmniej przypadła mi do gustu Kaśka, ale to pewnie dlatego, że nie przepadam za osobami tego typu. Poza tym lekturę czytało się bardzo szybko. Czytając ją obok choinki, wprawiła mnie w grudniowy klimat. ✨️
dnf 80% postacie takie nijakie, dialogi sztywne, że aż mnie skręcało w niektórych momentach...mimo tego nie jest to najgorsza lektura, ale nie mam siły już jej kończyć
Niestety tym razem książka Agaty Przybyłek nie przypadła mi do gustu, a naprawdę lubię te lekkie i przyjemne do czytania powieści. Mam wrażenie, że "Festiwal lodowych serc" był o wszystkim i o niczym, zabrakło mi jakoś więcej rozdziałów o samym festiwalu. Niektóre wątki pisane były mam wrażenie jakby na siłę. Tym razem tylko dwie gwiazdki. Miałam do czynienia z lepszymi książkami A. Przybyłek.
„Festiwal lodowych serc” opowiada historię kilku osób jednocześnie. Justyny i Grzegorza, którzy pragną zajść w ciążę. Amandy, która poznaje się ze swoim sąsiadem Ksawerym. Kasi i Mikołaja, który są ze sobą rok i przytrafia im się nieplanowana ciąża. Magdy, która samotnie wychowuje syna Kajtka. Losy bohaterów są ze sobą połączone, każdy z nich czeka na cud i tak samo każdy z nich codziennie mierzy się z jakimiś problemami.
Ta książka mnie zmęczyła. Po prostu. Nie miałam sił na wieczne kłótnie bohaterów. Kłótnie, które prowokowały kobiety. Jedna za wszelką cenę chce dziecka i zrobi wszystko, by je mieć. Jej mąż ciężko pracuje na ich utrzymanie, jedynym obowiązkiem Justyny jest dbanie o dom, a i tak „wyżywa się” na mężu, że mu nie zależy, bo pracuje. Druga nie planowała ciąży, ale ją ma. Jej partner się cieszy i chce ją wesprzeć, a Kasia non stop prowokuje kłótnie o wszystko. Nawet o jej poranne mdłości. To naprawdę mnie zmęczyło, bo nieustannie były wałkowane te same tematy, co zwyczajnie mnie znudziło.
Żeby nie było - potrafię zrozumieć pragnienie kobiety, by zajść w ciążę. Rodzina i potomstwo dla wielu osób jest istotnym elementem życia. Tak samo potrafię zrozumieć ciążowe hormony. Naprawdę, każdy z nas jest człowiekiem, więc takie rzeczy się rozumie i wspiera się ludzi w takich sytuacjach. Tylko serio nie mogłam już słuchać tych kłótni i festiwalu żali.
Za to doceniam postać Amandy, Ksawerego i Magdy. Rozdziały o nich były przyjemne oraz były miłą odskocznią od tamtych dwóch par.
Następna zaleta - krótkie rozdziały. Kocham je! O wiele przyjemniej czyta mi się właśnie takie rozdziały od tych liczących trzydzieści stron.
Nie dostrzegłam w książce ducha świąt, tego klimatu, nie czułam zapachu przyprawy do piernika i ciasteczek korzennych, a choinki nie wyskakiwały z każdego rozdziału. Tego mi zabrakło.
Niestety, ale miałam chyba zbyt wysokie oczekiwania, a bohaterowie mnie przytłoczyli. Za to okładka jest przecudna i wspaniale prezentuje się na regale.
3.75 ⭐️ Dużo bardziej mi się podobała niż pierwsza część. Tutaj takim spoiwem dla wszystkich postaci jest właśnie tytułowy Festiwal Lodowych Serc choć tak naprawdę momentem przełomowym jest tylko dla dwojga z nich. Lepiej czuć tutaj było zimowy klimat (nadal nie świąteczny) ale oprócz tego autorka próbowała poruszyć inne ważne tematy. Zrobione to było dość pobieżnie ale nie szkodliwie. Króciutko o: - Magdzie, W pierwszej części nie widziałam zbytnio zasadności jest bycia w fabule bo niczego nie wnosiła. Tutaj widzę że jest po prostu dobrą osobą po przejściach która nikomu nie wadzi ale chce pomóc Grześkowi i Justynie. Jest dla nich wsparciem i sama zasługuje na szczęście. Jej relacja z Jurkiem dopiero się zaczyna i fajnie że nie jest tutaj podkreślona od razu ich wielka miłość tylko relacja typu "będzie co ma być". - Justynie i Grześku, Sielanka szybko zmieniła się w codzienność. Staranie się o dziecko u obojga wywołuje dość kiepsko postrzegane zachowania. Pada wiele niepotrzebnych słów, wielu ich zachowań totalnie nie rozumiałam. Ale zdaje sobie sprawę że gdy do głosu dochodzą takie uczucia na rozsądek nie starcza miejsca. Cieszę się że ostatecznie wszystko dobrze się kończy i się dogadują. Przewidywalne zakończenie. - Kaśce i Mikołaju, Oboje charakterni. Kaśka w dodatku pod wpływem hormonów nieznośna. Mikołaj pozytywnie zaskoczył choć ta nagła zmiana małowiarygodna. Cukierkowe zakończenie ale niczego innego się nie spodziewałam. - Amandzie i Ksawerym. Dość neutralny wątek. Nie przeszkadzał mi ale też nie czekałam na niego jakoś super.
Dużo lepsza od pierwszej części i myślę że spokojnie możecie po nią sięgnąć bez znajomości pierwszej części.
„Festiwal Lodowych Serc” to opowieść o kilku bohaterach i ich historiach. Każda z nich jest na swój sposób wyjątkowa i pokazuje, że dla każdego z nas, święta to czas pełen emocji i cudów. Każdy z nas postrzega ten czas inaczej. Dla jednych są to długo wyczekiwane chwile z bliskimi, dla innych czas na odpoczynek od codziennych obowiązków, a dla innych magiczne chwile, w których zostajemy obdarowywani świątecznym cudem. . . . . „Szczęścia powinno się szukać w teraźniejszości, a nie upatrywać go w dniach, które dopiero miały nadejść”.
Przez pierwszych kilkadziesiąt stron czuła ekscytacje podczas poznawania historii poszczególnych bohaterów. To jak ich ścieżki życiowe się od siebie różnią, a przez to dla każdego z nich, nadchodzące święta, oznaczały zupełnie co innego. Jednak w połowie książki miałam problem z wczucie się w ich historie, w których najbardziej zabrakło mi prawdziwych emocji.
W książce zabrakło też świątecznej magii – sięgając po historie świąteczne, szukamy czegoś szczególnego, co chwyci nasze serca i sprawi, że zapłoną z miłości. Zamiast tego otrzymujemy opisy z codziennego życia naszych bohaterów.
Książka napisana jest dobrze, a okładka i wnętrze jest cudowne. Osobiście nie czytała pierwszego tomu pt. „Wypożyczalnia Świętych Mikołajów”, jednak myślę, że na spokojnie można czytać te dwa tomy samodzielnie.
Dodatkowo super przydatny okazał się opis bohaterów, który znajduje się na tylnej części okładki – dla mnie była to pewnego rodzaju ściągawka, która (szczególnie na początku) pozwalała mi dopasować imiona bohaterów do poszczególnej historii.
Piękna okładka w niebieskich barwach przyciąga wzrok każdej sroki. Pod nią kryje się kontynuacja losów bohaterów z zeszłorocznej „Wypożyczalni Świętych Mikołajów”. Przyjemnością było móc odwiedzić ich ponownie i przyjrzeć się zmaganiom jakie towarzyszą im w tym przedświątecznym okresie. Agata Przybyłek jest jedną z tych autorek, której książki otulają niczym ciepły kocyk w zimowe i mroźne dni. Czułam się dobrze czytając tą część powieści, pomimo że losy bohaterów nie zawsze układały się tak, jakby sobie tego życzyli. Ich problemy, jakże życiowe wywołały moje całkowite zrozumienie i akceptację. Dążenie do szczęścia było tym, czego oczekiwałam od pozycji świątecznej, a to wszystko zwieńczone świątecznymi kolacjami, cudami gwiazdkowymi czy spełnianiem najskrytszych marzeń było tylko przypieczętowaniem tego magicznego czasu w roku. Fabularnie bliżej tej książce do historii obyczajowej, a święta są tu skromnym dodatkiem. Mi taki bieg zdarzeń całkowicie odpowiadał i odniosłam wrażenie, że dzięki temu ukazane w książce relacje międzyludzkie były tak bardzo autentyczne. Nie będę jednak ukrywać, że miejscami nie podobało mi się zachowanie bohaterów. Nie do końca popierałam ich styl bycia i wypowiedzi, jednak wychodzę z założenia, że tak miało być, skoro nie odebrało mi przyjemności czytania. „Festiwal lodowych serc” to lektura, która pozwoli Wam złapać oddech i niewątpliwie spędzić przyjemny czas z książką w ręce.
Justyna i Grzegorz znów są razem, do pełni szczęścia nadal brakuje jednego cudu. Magda i jej syn spędzają wspólnie kolejne święta. Jednak w ich mieszkaniu pojawia się niespodziewany gość. Amanda układa sobie życie na nowo. Miłą odskocznią od codzienności okazuje się sąsiad Ksawery, który intensywnie przygotowuje się do udziału w festiwalu rzeźb lodowych. Związek Kasi i Mikołaja wkracza na kolejny poziom. W ich życiu nie brakuje wspólnych sprzeczek. Wiele razy to mówiłam, ale uwielbiam powieści świąteczne, idealnie nastrajają mnie w ten wyjątkowy czas. Jednak ta historia jest inna niż wszystkie, różni ludzie i zupełnie inne historie. Każdy z nich zmaga się ze swoimi problemami, każdy z nich ma inne marzenia. Jednak wszystkich tych ludzi łączy nadzieja na przyszłość, są w stanie zrobić bardzo dużo, aby osiągnąć swoje cele. Mimo że książka jest zbitką historii różnych ludzi, pięknie tworzy całość. Jest bardzo dobrze napisana, nie pogubicie się w fabule. Wątki romantyczne są zróżnicowane, każdy znajdzie coś dla siebie. Książka bije ogromnym ciepłem i klimatem świąt. Każdy rozdział napisany jest z perspektywy innej osoby, cała historia jest spójna. Czyta się ją w zatrważającym tempie, jest to typowe czytadło na święta. Nie jest to typowy romans świąteczny, jest zdecydowanie wyjątkowy. Jest to drugi tom serii wypożyczalnia świętych mikołajów. Sama nie czytałam pierwszego tomu i kompletnie nie odczułam tego podczas czytania. Można czytać tę książkę osobno, nie stracicie nic w fabule. Jeśli szukacie czegoś, co jest nieszablonowe, pełne ciepła i klimatu świątecznego to książka dla was ❤️🎄
"Festiwal lodowych serc" to nic innego jak kontynuacja "Wypożyczalni świętych Mikołajów" autorstwa niezawodnej Agaty Przybyłek, którą szczególnie cenię za niebanalne poczucie humoru. Na książkę składają się historie kilkorga dobrze nam znanych bohaterów, którzy powracają do nas starsi o rok, choć nie zabraknie też nowych twarzy. Jak na jedną powieść to całkiem zacne grono barwnych osobowości, których koleje losu są tak ściśle ze sobą splecione, iż tworzą jedną nierozerwalną całość.
Dwudziestoczteroletni 𝗠𝗶𝗸𝗼ł𝗮𝗷 to niezły snajper i bynajmniej nie strzela ślepakami, spodziewa się trzeciego dziecka z trzecią kobietą. W przeciwieństwie do 𝗝𝘂𝘀𝘁𝘆𝗻𝘆 i 𝗚𝗿𝘇𝗲𝗴𝗼𝗿𝘇𝗮, którzy najbardziej ma świecie pragną zostać rodzicami. 𝗔𝗺𝗮𝗻𝗱𝗮 próbuje na nowo ułożyć sobie życie, czy znajdzie się w nim miejsce dla uroczego sąsiada 𝗞𝘀𝗮𝘄𝗲𝗿𝗲𝗴𝗼? A wspólne święta 𝗠𝗮𝗴𝗱𝘆 i jej dziesięcioletniego syna 𝗞𝗮𝗷𝘁𝗸𝗮 przerwie całkiem nieoczekiwana wizyta.
Przypominająca kalendarz adwentowy okładka sprawia, że wraz z bohaterami odliczamy dni do zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia. Było to całkiem przyjemne i na tyle absorbujące, że jak zwykle nim się człek obejrzał... święta, święta i już po.
Jak tam po świętach? Odliczanie już do następnego wolnego czy jesteście w ferworze walki i pracy? Ja odliczam do wolnego chociaż matura już za rogiem.
,,Festiwal lodowych serc” - Agata Przybyłek
Justyna i Grzegorz znowu są razem jednak do pełni szczęścia brakuje im jednego małego cudu. Magda i Kajtek spędzają święta Bożego Narodzenia ale tym razem nie sami. Amanda poznaje przystojnego rzeźbiarza Ksawerego, który bierze udział w konkursie. Kasia i Mikołaj doczekali się niespodziewanego cudu ale czy sobie poradzą?
Różne historie, różni ludzie i jedne święta Bożego Narodzenia. Agata Przybyłek zabiera nas na festiwal rzeźb lodowych oraz pokazuje nam historie różnych ludzi. Książkę czytało się szybko jednak nie do końca poczułam świąteczny klimat. Jeśli lubicie ,,Listy do M” to jest to pozycja dla was.
Festiwal Lodowych Serc to tak naprawdę kontynuacja losów bohaterów z zeszłorocznej premiery Wypożyczalni Świętych Mikołajów. Pierwsza część skradła moje serce i tak samo okazało się być z drugą! Świetnie się bawiłam, nie mogłam oderwać się od lektury i z wielkim wyczekiwaniem śledziłam losy bohaterów.
Justyna i Grzegorz są ze sobą już rok czasu, ale do pełni szczęścia brakuje jeszcze czegoś…Czy w końcu doczekają się upragnionego cudu?
Magda i jej syn spędzają wspólnie kolejne święta, ale tym razem ktoś się pojawi…
Kasia i Mikołaj muszą zmierzyć się z odpowiedzialnością. Amanda poznaje przystojnego sąsiada.
Zwykli ludzie, historie wzięte z życia – nic przekoloryzowanego. Motywy prawdziwe, tak samo jak problemy, z którymi się borykają niektórzy bohaterowie. Nie brakuje też śmiechu, który zapewniają nam Mikołaj i Kasia.
Cóż mogę więcej napisać – świetna świąteczna lektura! Polecam!
Pierwsza część historii tych bohaterów to był cudowny, otulający kocyk, a po tej części...jest mi jeszcze cieplej ❤️
To była wspaniała książka o przedświątecznych zawirowaniach, wyzwaniach, wzlotach i upadkach tych postaci.
Amanada, po miłosnej katastrofie jaka przydarzyła jej się rok temu przestała już wierzyć w prawdziwą miłość. Do czasu, aż na jej drodze stanął utalentowany rzeźbiarz i cudowny sąsiad w jednym.
Justyna i Grzegorz - po burzliwie zakończonym związku nigdy nie myśleli o tym, że parę lat później los znów postawi im siebie nawzajem na drodze. Teraz poznając się na nowo myślą o powiększeniu rodziny, jednak problemy z jakimi przyjdzie im się zmierzyć znowu sprowadzą na skraj szali ich relację.
Była szwagierka Grzegorza - Magda, już przywykła do tego że jest samotną matką swojego cudownego dziesięciolatka Kajtka i jakoś próbuje się z tym pogodzić. Może na szczęście liczyć na ogromne wsparcie Grześka jednak czuje, że powoli zaczyna jej brakować tej drugiej osoby. Czy ta zima przeniesie dla niej niepodziewany prezent?
Kaśka i Mikołaj to jedna z najbardziej szalonych par. Ona, dosyć postrzelona przyjaciółka Amandy i on, można powiedzieć trochę bawidamek. Każde z nich przeżywało swoje najbardziej szalone chwile zanim całkiem przypadkiem się związali. Co w takim razie ustawi ich do pionu? Dziecko! Jednak to jak wspólnie będą przechodzić ciążę Kaśki to istny rollercoaster emocji!
I co z tego, że ta książką była przewidywalna i miała pod każdym względem dobre zakończenie, dla mnie to idealna pozycja na zimę i święta. Bardzo tęskniłam za tymi bohaterami i bardzo potrzebowałam takiej historii na obecny czas i dostałam dokładnie to czego potrzebowałam.
Festiwal Lodowych Serc wprawi Was w idealny zimowo-świąteczny nastrój. Cieszę sie, że właśnie z tą pozycją wchodzę w ten czas.
Przyznaję, że ta część spodobała mi się bardziej niż poprzednia. Tym razem klimat świąt był bardziej wyczuwalny, a i w końcu też pojawiły się białe święta, które dla wszystkich bohaterów okazały się wyjątkowo szczęśliwe. Czyli takie, jakie powinny być co roku.
Oczywiście każdy z nich musiał najpierw przejść własną drogę, czasami niezwykle bolesną i trudną, jednak późniejsza radość była tego warta. Cieszę się, że tym razem autorka postanowiła oszczędzić biedną Amandę i wynagrodziła jej wcześniejsze cierpienia. Poczułam do niej ogromną sympatię, chociaż nie myślałam, że polubię jakiegokolwiek bohatera. Także to było dla mnie miłe zaskoczenie i jestem zadowolona, że "Festiwal Lodowych Serc" zdołał mnie wciągnąć w swoją akcję. A naprawdę działo się tutaj mnóstwo ciekawych, śmiesznych oraz wzruszających zdarzeń. Wszystko to łączyło się w ciekawą fabułę, która za każdym razem sprowadzała się do jednego - do świąt Bożego Narodzenia i ich niesamowitej magii.
I taka właśnie powinna być książka w klimacie świątecznym. Pełna problemów, trudnych decyzji, niespodziewanych zdarzeń oraz nadziei, miłości, ciepła i szczęścia. A Boże Narodzenie ma być dniem, w którym wszystko moze się zdarzyć...
Po pierwszej części chciałam wiedzieć, co stało się z bohaterami. Niestety "Festiwal lodowych serc" jest najzwyczajniej w świecie nudny. Nic się w nim nie dzieje poza sprzeczkami dotyczącymi ciąży. Jedna bohaterka zamienia życie partnera w piekło, bo szaleje z powodu niemożliwości zajścia w ciążę, druga wyżywa się na swoim mężczyźnie za to, że stara się nią opiekować. U Amandy nie dzieje się nic poza rozmowami. Największym zdarzeniem w życiu Magdy okazuje się złamany klucz. Chciałabym, żeby było lepiej, ale dwie gwiazdki są tylko za to, że to świąteczna książka i polubiłam Amandę, choć tu jest zupełnie nijaka, Książka jest słaba, niedopracowana, o czym świadczą powtórzenia i rozmowy o niczym.
Justyna i Grzegorz marzą o dziecku. Magda z synem myślą, że do szczęścia nikogo im nie brakuje i są spełnieni tylko w dwójkę. Amanda nawiązuje przyjacielską relację z sąsiadem Ksawerym. Kasia z Mikołajem czekają na duże zmiany. Co łączy te wszystkie osoby? Świąteczny cud, na który każda z nich czeka. Jedni wiedzą czego potrzebują, drudzy tylko się domyślają, a trzeci są po prostu szczęśliwi i nie myślą, że może być lepiej. To wszystko autorka połączyła w jednej powieści. Święta nie są tu w roli głównej, są tylko dodatkiem w tle, który stwarza klimat happy endu żeby czytało się płynnie, przyjemnie i niezobowiązująco. Nie jest to powieść do której będę wracać myślami przez lata, ale nie będę kłamała, dała mi chwilkę relaksu. Taki cel niosą obyczajówki i ta w 100% swój cel spełniła.
Pogodna i ciepła powieść, idealna na czas świąteczny! 😍🎄 Pierwsza część bardzo mi się podobała, ale druga chwyciła mnie szczególnie za serce, polecam! ❤️