"TWOJA WITALNOŚĆ NA CO DZIEŃ jak znaleźć siłę w stresie i szczęście w smutku" - muszę przyznać, że tytuł brzmi trochę tendencyjnie i zapowiada jakiś kolejny poradnik... jednak po przeczytaniu paru pierwszych zdań łatwo stwierdzić, że jest to coś o wiele ciekawszego i nie do końca jest to też poradnik. Na ogół podchodzę do tego typu pozycji, jak do jeże i tu też tak było, ale książka Samanthy Boardman trafiła na dobry grunt i odpowiedni czas.
Nie skłamię, gdy napiszę, że ostatnio w życiu mam naprawdę dużo stresu - myślę, że więcej niż kiedykolwiek, a gdy człowiek tarza się w tym czarnym zamęcie, to zaczyna szukać "deski ratunku", czegoś - czego mógłby się chwycić. Uważam, że stres jest zjawiskiem powszechnym, niemal jak wizyta w toalecie. Każdy doświadcza stresujących sytuacji, a współcześnie jest to chyba jeszcze mocniejsze, niż kiedyś. Nawet gdy byłam dzieckiem (a to aż tak dawno nie było) to mam wrażenie, że było inaczej i moi rodzice, choć także zmagali się z trudami życia, nie stresowali się aż tak.
Boardman jest psychiatrą klinicznym z nurtu tzw. psychologii pozytywnej. Zaraz to czuć - tzn. czuć jej profesjonalizm i doświadczenie, ale także czuć jej nastawienie na pozytywne strony codzienności. TWOJA WITALNOŚĆ, to książka bardzo optymistyczna, choć mówi o naprawdę paskudnych smutkach. Autorka zgrabnie zachęca czytelnika do działania, do nieco innego spojrzenia na swoje problemy. Nie mówię, że ta książka zmieni wasze życie - bo mojego nie zmieniła, ale wyciągnęłam z niej sporo ważnych dla mnie informacji. Już wiem, że nie tylko ja mam kamyczek w bucie i nie tylko nad moją głową zbiera się prawdziwa ich lawina.
Coś takiego jest w tej pozycji, że ją się świetnie czyta. Zazwyczaj ten gatunek ma tendencję do zarzucania odbiorcy informacjami i to jeszcze wcale nie w ciekawy sposób. Tutaj pani psychiatra z
pewnością nie zanudza. Mnie ta książka wciągnęła - a myślałam, że to słowo pasuje raczej do powieści.
Uczciwie przyznaję, że TWOJA WITALNOŚĆ mnie zaskoczyła - pozytywnie. Cieszę się, że po nią sięgnęłam. Po takie książki sięga się czasem dla jednego zdania, które wskaże kierunek, doda otuchy - tutaj jest co najmniej parę takich zdań - są też historie z gabinetu, są stresy cudze i własne ... bo Boardman także szczerze pisze o własnych rozczarowaniach, trudach, bitwach.
To, co mną wstrząsnęło odnalazłam na początku - punkty, według których lekarze diagnozują depresję... naprawdę niewiele trzeba, by wprowadzić się w chorobę. Polecam tę pozycję nie tylko tym, którzy czują, że już więcej nie udźwigną, ale także tym, którzy szukają czegoś przystępnie, wciągającą, inteligentnie napisanego w tym temacie.
dziś mi się nie chce - wyciągać tego kamyczka z buta
Wydawnictwo Literackie
egzemplarz recenzencki