Nie była to fenomenalna lektura...
Akcja zdecydowanie zwolniła i dopiero na sam koniec wszystko nabrało tempa, ale dla mnie to za mało jak na ok. 400 stron. Była nudna, bo większość rzeczy była taka sama: jedno mówi, że podoba mu się drugie, ale tego nie przyzna, bo sądzi, że druga strona tego nie odwzajemnia lub nie może pozwolić sobie na miłość, chłopcy są chłopcami, Shannon jest malutka i głupiutka, Johnny jest umięśniony, wysoki, twardy, och i ach...
Dialogi są turboniezręczne!!! A po rozmowie Shannon z matką Johnny'ego musiałam przejść się po pokoju. Postacie uwielbiają krążyć wokół tematu i zamiast powiedzieć wprost o co chodzi (Tak pani Kavanagh, pani syn przypadkiem uderzył mnie piłką w głowę) to wolą gadać dwuznaczne głupoty ("stuknął mnie na boisku", "swoimi piłeczkami" i może byłoby to całkiem znośne, gdyby nie te przesadne reakcje...). Tak Shannon, doskonale pokazałaś, że karton mleka w mojej lodówce ma większy iloraz inteligencji od ciebie. I jego koordynacja ruchowa na pewno jest na wyższym poziomie.
Szkoda, że w tej części było znacznie mniej przyjaciółek Shannon i momentów, gdzie ich trójka łączyła się z chłopakami z drużyny. Gibs próbował gibsować ile się da, ale to zniknęło gdzieś na tle SxJ (scena z wskrzeszonatorką była jedyną, która mi się podobała (książka ma +/- 400 stron)). Za to Joey to totalny kocur!
Kwestia rodziców (a zwłaszcza ojca! ) to kawał dobrej roboty i chociaż ta rzecz wyszła autorce.
Jako osobna książka, wypada bardzo słabo w porównaniu do pierwszej części. Natomiast jeśli miałabym oceniać cały I tom - 3/5 ⭐