Do tej książki przede wszystkim przyciągnął mnie motyw elitarnej uczelni, bo od dawna chciałam przeczytać romans, którego akcja rozgrywa się w takim miejscu. Miałam naprawdę pozytywne nastawianie co do tej książki, jednak kiedy zaczęłam ją czytać, malało ono z każdą kolejną stroną.
„Akademia sztuk Rosefield” przedstawia nam historię Hazel, która zostaje przyjęta do prestiżowej szkoły - akademii Rosefield. Dziewczyna ma niezwykły talent muzyczny i jest wybitną pianistką, jednak nie to jest powodem wyboru tej a nie innej placówki. Cztery lata wcześniej w tej szkole życie straciła jej starsza siostra, a Hazel jest przekonana, że za jej odejściem stoi coś więcej, niż zwykły wypadek, i teraz zamierza odkryć, co naprawdę się jej przydarzyło. W międzyczasie w akademii bohaterka poznaje Tristana, utalentowanego skrzypka. Chłopak od razu zrobił wrażenie na Hazel, jednak zdaje się, że Tristan również skrywa pewną tajemnicę…
Pierwsze co zwróciło moją uwagę w tej książce, to zbyt długie opisy. Jako osoba, która lubi rozbudowane opisy, tu zwyczajnie nie czytało mi się ich dobrze. Przede wszystkim było ich zbyt dużo, a tak właściwie nie wnosiły nic konkretnego do fabuły. Były nudne i czułam, jakby były po prostu zapychaczami tej historii. Bo bądźmy szczerzy - nikogo nie interesuje któryś z kolei opis jakiegoś miejsca, który zajmuje pół strony. Zaś z drugiej strony, kiedy jakiś dłuższy opis by się przydał, to autorka postanowiła spłycić wszystko i pozostawić czytelnika bez większych wyjaśnień.
Kolejna rzecz to styl — wiele zdań było napisanych bardzo sucho i prosto, wręcz bez emocji. Niektóre brzmiały jak suche stwierdzenia faktów, co sprawiało, że trudno było mi się zaangażować. Może to kwestia tłumaczenia, ale niestety nie mogę powiedzieć, że książkę czytało się lekko i przyjemnie.
W oczy rzuciło mi się również pare błędów jak np. czasowniki z końcówką męską, kiedy była perspektywa głównej bohaterki lub brak „od” w zdaniu „Rozpoczynał się akordu C-dur […].” Nie są to jakoś bardzo utrudniające czytanie błędy, aczkolwiek jako osoba, która bardzo wychwytuje takie pomyłki, mocno rzucały mi się one w oczy.
Jeśli chodzi o relację głównych bohaterów… to nie kupiła mnie ona. Mam wrażenie, że zrodziła się ona z niczego. Jasne, coś tam razem porozmawiali, ale rozdział późnej był przeskok czasowy "kilka tygodni później", a oni nagle stali się dla siebie ważni, na pierwszej randce doszło do zbliżenia, a główna bohaterka jakiś czas później po tym incydencie nadal nie wiedziała, czy jest z Tristanem w związku i właściwie nie kojarzę, aby ta dwójka przeprowadziła jakąś rozmowę, w której określili stopień swojej relacji (ale może się mylę).
Plot twisty, które mogły zszokować i faktycznie być dużym zwrotem akcji, okazały się przewidywalne i w trakcie czytania domyśliłam się, jak dalej potoczy się akcja książki. Generalnie zakończenie książki jest takie, które mogłoby być finalnym zakończeniem całej historii bohaterów, ale wiem, że jest jeszcze druga część i zastanawiam się, czy to nie będzie tak trochę na siłę napisane.
Nie jest to najgorzej napisana książka, jaką czytałam, dlatego nie oceniłam jej na jedną gwiazdkę, ale nie przypadła mi zbyt ona do gustu, zawiodłam się na niej i prawdopodobnie nie sięgnę po jej kontynuację :((