Biała kartka
Budzisz się i nie pamiętasz nic ze swojego życia. Zapominasz, kim jesteś. Czego wcześniej pragnęłaś, co lubiłaś, a czego nie. Nie pamiętasz swoich pasji ani zainteresowań. Co gorsza, nie rozpoznajesz bliskich. Nie wiesz, kogo kochasz. Brzmi przerażająco, prawda?
Abigail Weller to właśnie taka bohaterka. Nie pamięta nic. Po wypadku samochodowym doznała amnezji. Po dwudziestu czterech latach życia, musiała narodzić się na nowo. Jest jak biała, czysta kartka, która jeszcze nie została zapisana. Musi od nowa nauczyć się żyć. Może przypomnieć sobie przeszłość — ale nie musi. To dla niej ogromne wyzwanie.
Emma, matka Abi, planowała jej życie co do szczegółu. Robiła wszystko, by toczyło się po jej myśli, a jeśli coś szło nie tak — obrażała się. Nie darzyłam tej kobiety sympatią od samego początku i przez całą książkę moje zdanie się nie zmieniło.
Zachary Nielsen to bohater, który w swoim życiu przeszedł naprawdę wiele. Nie zawsze były to dobre rzeczy, ale od samego początku jego postać mnie zaintrygowała i od razu go polubiłam.
Uwielbiam przyjaciół Zacharego. Gdy tylko William i Ben pojawiali się w historii, nie brakowało śmiechu. Od pierwszych stron wzbudzili moją sympatię.
Jest jeszcze jeden bohater, którego nie polubiłam. Nie znalazłam w jego postaci nic pozytywnego. A kim jest i dlaczego tak o nim myślę? Musicie przekonać się sami.
Gdybym miała określić tę książkę jednym słowem, powiedziałabym: spacer. Dlaczego? Bo to właśnie dzięki Zacharemu nasza główna bohaterka wyruszyła w swój własny spacer — taki, w którym mogła spojrzeć na świat swoimi oczami, a nie przez pryzmat cudzych oczekiwań. Sama mogła odkryć, co naprawdę lubi, a czego nie. To dzięki niemu jej wspomnienia powoli nabierały kształtów, a ona zaczynała rozumieć, co tak naprawdę się wydarzyło.
Jednak wspomnienia nie zawsze są pozytywne. Czasami lepiej ich nie pamiętać, by oszczędzić sobie bólu.
Jestem oczarowana tym, w jak piękny sposób autorka przedstawiła relację między głównymi bohaterami. Rozczulałam się przy każdym najmniejszym geście — to było naprawdę wzruszające. Podobało mi się również to, że akcja rozwijała się w odpowiednim tempie — nic nie działo się ani zbyt szybko, ani zbyt wolno. Wszystko zostało idealnie wyważone.
Najtrudniejsze było to, że Abi i Zacharego ciągnęło do siebie, mimo że wiedzieli, że nie powinni — Abi miała narzeczonego, a Zachary to jego brat. Na dodatek był od niej starszy.
W tej historii nie brakowało emocji ani zwrotów akcji, których się kompletnie nie spodziewałam. Czytając ją po raz pierwszy na Wattpadzie, byłam dosłownie wbita w fotel. Autorka pisze w naprawdę piękny sposób. Jestem zachwycona tym, jak lekko czytało się tę historię. Łzy? Były — ale u mnie to już standard.
Jestem też pod wrażeniem dobrze wykonanego researchu przez Anię. Temat amnezji został przedstawiony w sposób rzetelny i realistyczny — widać było, że autorka nie potraktowała tego tematu po macoszemu.
W historii Abigail i Zacharego znalazłam spokój. Ta książka pokazała mi, że nie warto się poddawać, że zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie nas słuchał i nie będzie narzucał swojego zdania. Ktoś, kto będzie przy nas, gdy życie zacznie nas przytłaczać, i pozwoli nam spojrzeć na świat własnymi oczami. Ktoś, kto pomoże nam ruszyć na swój własny spacer, by odnaleźć to, co naprawdę ważne.
Jeśli jeszcze nie czytaliście tej książki, albo się zastanawiacie — uwierzcie mi, nie ma nad czym się zastanawiać. Jestem przekonana, że zakochacie się w tej historii tak samo jak ja.