Felicity Mistlee co roku czeka na zimę, bo wtedy znowu może poczuć śnieg pod nartami a na twarzy powiew zimnego, górskiego powietrza. Teraz, kiedy właśnie skończyła szkołę średnią, postanawia zostać wolontariuszem na austriackich stokach narciarskich.
Wszystko zapowiada się genialnie, ale niestety jej plany rozsypują się w drobny mak. Neo Harrison – król tamtejszych stoków, zawodowy snowboardzista – przypadkiem wjeżdża w dziewczynę, powodując wypadek.
Chłopak, dla którego do tej pory liczyło się tylko szpanowanie na stoku, alkohol i imprezy, pierwszy raz w życiu jest załamany. Przez swoją nieuważność wyrządził niewyobrażalnie wielką krzywdę, i to nie sobie, a komuś. W jednym momencie jego świat się zmienia i nie liczy się już deska, a brązowowłosa dziewczyna o zielonych oczach.
Jednak czy Felicity jest w stanie wybaczyć komuś, kto odebrał jej jedyne źródło szczęścia, którym była możliwość realizowania swojej pasji?
Jest to najbardziej toksyczna i szkodliwa książka, jaką kiedykolwiek czytałam 💀 Autentycznie jest mi aż niedobrze po przeczytaniu tego i już mówię dlaczego (będą spojlery).
1. Próba samobójcza jest przedstawiona tak niewłaściwie, że to powinno być usunięte natychmiast!!! Felicity chce się zabić biorąc mnóstwo różnych tabletek i jest powiedziane, że przewijają jej się wtedy przyjemne obrazy w głowie. TEN OPIS MOŻE ZACHĘCIĆ WIELE OSÓB DO TAKICH PRÓB! Znam trzy osoby, które coś takiego przeszły i w takiej próbie nie ma niczego przyjemnego. Boli brzuch, ciało, chce się wymiotować, człowiek się czuje OKROPNIE. 2. Bohaterowie jeżdżą na stoku pijani. Nie jest za bardzo pokazane, żeby to było niewłaściwe. Oni są ✨cool✨ 3. Autorka ewidentnie nie wie nic o nartach (skonsultowałam treść z zawodową narciarką i chyba będę jej musiała opłacić teraz terapię). O snowboardzie też nie. Do tego opisuje snowpark obok lasu (kto robi snowparki obok drzew?!) co jest głupie z 2 powodów. Pierwszy jak wyżej, a drugi to to, że na wysokości, na jakiej są ci bohaterowie w górach, NIE ROSNĄ DRZEWA!!!! 4. O pisaniu książek też nie wie nic 5. O zdrowiu psychicznym też nie 6. O zdrowiu fizycznym też nie 7. O działaniu szpitali też nie 8. O paraliżu też nie 9. O operacjach też nie 10. Książka jest pełna zbędnych przekleństw. Jest wręcz do bólu wulgarna. Nic te przekleństwa nie wnoszą. 11. Bohaterowie zachowują się jak DEBILE (przykład: Neo robi sobie heheszki na kursie pierwszej pomocy, Felicy kopie typa w jaja, bo nie powiedział jej cześć) 12. PROMOWANIE PATOLOGII NA KAŻDYM KROKU 13. Tragiczne opisy przeżyć osoby po wypadku - mówię to jako osoba po wypadku, która zna wiele osób po wypadku. Autorka uważa, że przepisem na szczęście w takiej sytuacji jest śmiech. Yyyyyy… NIE. Przepisem często jest psychoterapia. Normalizujmy to.
Myślę, że 13 powodów to idealna liczba tutaj. Przykro mi, że ktoś zdecydował się na wydanie tak szkodliwej książki. Uważam, że autorka powinna publicznie przeprosić za jej treść.
Powyższa recenzja jest editem tej poniższej ⬇️
Nie rozumiem, dlaczego ktoś to wydaje… Od razu mówię, że nie przeczytałam całej książki. Czytałam ją jednak na wattpadzie i już wtedy byłam nią mocno zażenowana. Czułam, że autorka nie zna się na pisaniu i popełnia masę podstawowych błędów, a czyny bohaterów często przeczą logice. Jak dla mnie: dramat!
Patrząc na dostępne fragmenty, które Vela umieszcza w swoich mediach społecznościowych, redakcja i korekta niewiele pomogły. Książka jest słabo napisana i nudna. Okładka i styl pisania mogłyby zadowolić młodszych odbiorców (10-11 lat?) ale ilość przekleństw jest zatrważająca i zdecydowanie nie powinny tego czytać osoby w tak młodym wieku. Sugerowany wiek według wydawcy to bodajże 15+.
Zbyt wulgarna dla młodszych. Zbyt infantylna i głupia dla starszych. Naprawdę nie wiem, kto jest odbiorcą Known From Snow.
Apeluję do rodziców: PRZECZYTAJCIE TĘ KSIĄŻKĘ, ZANIM KUPICIE JĄ DZIECKU!
Uważam że Książka "Known from Snow" nie powinna była być dopuszczona do druku. Uwaga, recenzja zawiera spoilery!
Zacznę od sceny która mnie najbardziej zabolała i zdenerwowała, czyli opis próby samobójczej Felicity.(Nie wiem dlaczego w książce nie ma umieszczonych trigger warnings.) Droga autorko, nie wiem czy wiesz, ale po przedawkowaniu leków przeciwbólowych człowiek nie pogrąża się w "przyjemnej czerni"(tak, to cytat z tej książki...), mówię to z własnego doświadczenia i bazując na doświadczeniach wielu moich znajomych, ale wyszukanie w internecie objawów nie jest trudne, i zajmuje kilka minut. Velu, próba samobójcza przez przedawkowanie leków przeciwbólowych nie jest czymś przyjemnym, wręcz przeciwnie. Jest to bolesne i przerażające doświadczenie. Nie wiem czy wiesz, ale opisanie jej jako czegoś przyjemnego, jako uwolnienie, może popchnąć i zachęcić osobę która cierpi na depresję i ma myśli samobójcze do próby samobójczej, właśnie w taki sposób. Twoi fani to młode osoby, osoby łatwowierne. Pisanie o problemach psychicznych to nie zabawa, a poważna sprawa, która może za sobą prowadzić duże konsekwencje. Przechodząc do mniej istotnych rzeczy, książka ma absurdalne błędy. Felicity bedąca w stanie normalnie rozmawiać tuż po obudzeniu się po poważnej operacji? Przy okazji, żaden szpital nie zostawiłby pacjenta po próbie samobójczej samego bez nadzoru i nie wypuściłby go dzień po niej na spacer poza teren szpitala bez opiekuna prawnego. Widać, że autorka nie poświęciła nawet minuty na sprawdzenie zasad panujących w szpitalach, na to wskazują też między innymi opisane wizyty osób nie spokrewnionych z Felicity. Wiedza autorki na temat narciarstwa jest bardzo nikła, wystarczy zapytać osoby uprawiającej ten sport przez lata. Jaki trener wypuściłby osoby pijane na stok? Grozi to wypadkiem i śmiercią conajmniej jednej osoby. Autorka pokazuje alkoholizm jako coś śmiesznego i niezbędnego do bycia "cool". Przekleństwa występujące na każdej stronie nie dodają książce ani powagi ani humoru, są zwyczajnie żenujące. Podsumowując, nie wiem jakim cudem wydawnictwo wydało taką książkę nie poruszając nawet tematu ograniczeń wiekowych, ani nie dodając trigger warnings. Jest to książka która może mocno skrzywdzić wiele osób, zwłaszcza młodsze (a większość fanów Veli to właśnie osoby młode) Dawno nie czytałam tak źle napisanej i krzywdzącej książki.
Może zacznijmy od tego, że nie jestem zwolenniczką wydawania opowiadań z wattpada tylko dlatego, że są tam popularne lub mają popularną w mediach autorkę/autora. Popularność nie równa się temu, że dany tekst jest dobry i nadaje się do wydania. Tym bardziej taki, który nie przechodzi korekty lub jest ona bardzo nikła (a przynajmniej na taki wygląda). Niemniej podeszłam do tej książki z naprawdę otwartą głową, ale okazała się tak zła, jak wszyscy mówią.
W trakcie czytania pisałam sobie na bieżąco, o czym chcę powiedzieć, bo jest tego dość sporo, więc lecimy z punktami (mogą pojawić się lekkie spojlery, więc ostrzegam):
1. Toksyczność i zachowania głównej bohaterki wręcz odpychają. Pominę fakt, że ma 19 lat, a momentami myśli i wypowiada się jak dziecko, bo wszystkim nam to się czasami zdarza w życiu, ale kurde, raczej nie aż tak często i nie aż tak bardzo. Przyjeżdża na wolontariat po raz pierwszy, gdzie cała grupa już się ze sobą zna, a Felicity jest obrażona na cały świat, że nikt nie odpowiedział jej na „hej”. Zaraz później odłącza głośnik z muzyką, żeby wszyscy zwrócili na nią uwagę i kopie chłopaka, którego nie zna, w 🥚, bo nazwał ją „je**ną atencjuszką” i nie odpowiedział na powitanie obcej dla siebie dziewczyny. Takich niezrozumiałych zachowań Felicity jest w książce MNÓSTWO. Ocenia ludzi bez podstaw, myśli, że ich zna po 1 dniu „znajomości” i bez żadnych przyczyn ich wyzywa w głowie (na głos również). Wiele razy bohaterka mówi o sobie jako „wyszczekanej”, ale ona jest najzwyczajniej w świecie wredna i niemiła. Nie chodzi mi tutaj o to, że każda książkowa postać ma być miła, słodka i fajna, bo nie miałoby to sensu, ale zazwyczaj tego typu charaktery są wyjaśniane i „brane pod lupę”, a tutaj zachowania Felicity są określane jako po prostu normalne, gdy w rzeczywistości wcale takie nie są.
2. Kreowanie bohaterów left the building. Żadna postać nie miała na tyle dobrze zbudowanego charakteru i osobowości, żeby można ją było zapamiętać. Ze swoimi przemyśleniami i zachowaniami skakali z kwiatka na kwiatek i ze skrajności w skrajność. Szczerze w trakcie czytania nie pamiętałam już kto jest kto nawet po imionach, bo wszyscy byli tak płasko przedstawieni.
3. Przekleństwa i wyzwiska. Słuchajcie, ja nie mam nic przeciwko nim. Sama klnę jak szewc i jest to dla mnie rodzaj przekazania emocji i uczuć (być może niezbyt kulturalny, ale nadal). Ale, na miłość boską, przekleństwa wciśnięte na siłę tylko po to, żeby były? Które nic nie wnoszą, a jedynie odpychają od dialogu? Nie o to tutaj chodzi. Po którymś razie ciągłego przeklinania w wypowiedziach nie chce ich się po prostu czytać i przychodzi to z dużym trudem, bo są tam po nic.
4. Występuje bardzo dużo powtórzeń rzeczy, o których nie można zapomnieć, nawet jakby się chciało. Mówię tutaj o tym, ze główna bohaterka kocha narty, jest to jej życie itp. Akcja dzieje się w ośrodku w Austrii, gdzie bohaterowie to wolontariusze i profesjonaliści w jeździe na nartach i snowboardzie — naprawdę niepotrzebne jest przypominanie czytelnikowi co 2 rozdział, że Felicity kocha narty, zimę i śnieg.
5. Teraz coś, co mnie mocno zniesmaczyło i zdenerwowało — Felicity śmieje się z niedoświadczonych/ mało doświadczonych narciarzy i dzieci na stokach. I nie mam na myśli tego, że ktoś w śmiesznych okolicznościach upadł i jest to po prostu zabawne. Ona po prostu wyśmiewa osoby, które dopiero się uczą, co jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe, bo sama kiedyś była na ich miejscu i nie ma w tym nic złego. A ona jak gdyby nigdy nic komentuje “O, wyje**ł się, ale fajnie”, bo ktoś źle pojechał na stoku, BO SIĘ UCZY. Takich sytuacji również jest więcej, ale ta wyjątkowo zapadła mi w pamięci.
6. Jeśli już jesteśmy w temacie stoków i samej jazdy, to jest scena, w której bohaterowie jeżdżą na stoku pod wpływem alkoholu, a niektórzy nawet kompletnie pijani i nie jest to wzięte pod uwagę jako coś złego, tylko są cool. Chyba nie muszę mówić więcej? Bardzo niebezpieczne zachowanie, które bez starania może skończyć się nawet śmiercią. Nie sądzę, że autorka sama uważa takie zachowania za dobre, ale jej przedstawienie sytuacji nie przekonywało, żeby tak nie robić w rzeczywistości (do tego główny bohater ma problem z alkoholem i zdarza mu się nawet paść i zasnąć gdzieś na stoku, a później jest nadal dopuszczany do wolontariatu i pracy z ludźmi).
7. Widać, że research na temat jednego z głównych tematów, czyli sportu, nie wypalił. Jest dużo niedociągnięć i “spłaszczeń” tematu, które nie powinny występować, bo jest mowa o profesjonalistach. Gdyby bohaterowie byli amatorami, można by przymknąć na to oko, ale no niestety. Wychodzę z założenia, że w debiutanckiej powieści najlepiej pisać o tym, co się zna, nie bez powodu większość opowiadań na Watt jest o nastolatkach z liceum z również nastoletnimi problemami. Piszą to młode osoby, więc nic w tym dziwnego. Z określeniami czysto profesjonalnymi (przynajmniej w moim odczuciu) autorka rzuciła się na zbyt głęboką wodę. Następnym razem warto zaczerpnąć wiedzy bezpośrednio od kogoś, kto zna temat od deski do deski.
8. Przez całą książkę spotykamy się z oskarżeniami Neo (czyli głównego męskiego bohatera) o to, że spowodował wypadek, w którym ucierpiała Felicity. Zrzucana jest na niego wina i to w tak dosadny i wredny sposób, że czasami aż nie można tego czytać. I problem leży w tym, że jest to bezpodstawne. Owszem, wpadł na Felicity, ale sama jest sobie winna. Być może brzmi głupio i ktoś sobie pomyśli, że jak to, przecież ona tylko stała, a Neo leciał na desce, ale liczy się to, gdzie ona stała. W miejscu, w którym nie powinna i doskonale powinna sobie z tego zdawać sprawę, jako stała bywalczyni na stokach. Scena miała miejsce w snowparku, gdzie naprawdę dużo się dzieje i nie jest trudno o wypadek, TYM BARDZIEJ, kiedy ktoś się o niego sam prosi, jak Felicity. Osoba, która leci na desce w powietrzu ma serio ograniczone możliwości co do tego gdzie wyląduje i z reguły myśli głównie o tym, by samemu sobie nic nie zrobić, a Felicity stała dokładnie na linii lądowania, więc to w pełni jej wina, że ucierpiała. To dokładnie taka sama sytuacja jak na placu zabaw, jak jedno dziecko jest rozbujane na huśtawce, a drugie podbiegnie, stanie tuż przed i dostanie nią prosto w łeb, no to stety niestety jest jego wina (a raczej rodzica, ale wiecie o co chodzi). ROZPISAŁAM SIĘ TUTAJ, ale po prostu chodzi o to, że oczernianie bohatera wynikło z zupełnej 🍑.
9. Wątek zdrowia psychicznego. MATKO.JEDYNA. Główna bohaterka podejmuje się próby ☠️ i to, jak jest to opisane powinno być na etapie korekty po prostu wyrzucone do kosza. Autentycznie czytałam tę scenę i kilka po niej z przerażeniem, że chwycą za to młode osoby poniżej 15 roku życia, które przez takie coś mogą poczuć się wręcz zachęcone do tego, żeby spróbować tego samego. Przy próbie ☠️ człowiek nie pogrąża się w przyjemnej czerni (dosłownie tak było to opisane na stronie książki), ani nie czuje się “dobrze”. Tym bardziej w przypadku zrobienia tego za pomocą leków. Nie ma się wtedy przyjemnych obrazów przed oczami i nie czuje się w jakimś stopniu ulgi. Jest to traumatyczne i BARDZO nieprzyjemne przeżycie. Nie rozumiem jak dorośli, poważni ludzie z wydawnictwa mogli dopuścić takie opisy do wydania.
10. Przechodzimy do wisienki na torcie, czyli tematu, który na bookmediach wałkowany jest od tak dawna, a jakimś cudem nic się nie poprawia. Mianowicie oznaczenia wiekowe (od razu zaznaczę, że ten podpunkt skierowany jest tylko albo i aż do wydawnictwa). “Known from snow” ma oznaczenie 15+. Przez powyższe podpunkty sami możecie wywnioskować, że tak ciężkie wątki nie są przeznaczone dla osób w wieku 15 lat. Przed początkiem książki nie ma rozpisanych potrzebnych trigger warningów, nie ma ostrzeżeń dla młodych osób i ich rodziców, że ta książka być może jest dla nich bardzo nieodpowiednia. Jest to na tyle krzywdzące, że młoda osoba zobaczy w księgarni kolorową okładkę, zobaczy, że książkę napisała nastolatka i bez zastanowienia po nią sięgnie, nie mając pojęcia, ile toksyczności i źle rozwiniętych trudnych tematów zastanie w środku. Znormalizujmy NIE zaniżanie wieku odbiorców i pisanie ostrzeżeń na temat treści przed prologiem.
Podsumowując: książka bardzo toksyczna, niedopracowana, tak naprawdę mało ma wspólnego ze sportem zimowym, bardzo dużo niedociągnięć, błędów logicznych. Nie jest to udany debiut, ale nikt nie jest we wszystkim perfekcyjny od początku, więc życzę Veli jak najlepiej w przyszłości, bo jeśli włoży ogrom pracy w rozwój, to może być dobrze. Mam nadzieję, że potraktuje to jako bardzo ważną lekcję, jeśli nadal chce iść w stronę autorską.
Nie jest to najgorsza książka którą przeczytałam, ale pozostawia naprawdę wiele do życzenia, a w sumie pozostawia dużo do życzenia. W skrócie moje uwagi: - ilość wulgaryzmów i miejsca w których były używane - momentami było to wręcz niesmaczne i bardzo obniżyło moją ocenę - poziom kultury bohaterów – leży i kwiczy - relacje z rodzicami – leżą i kwiczą - relacje z rówieśnikami – leżą i kwiczą - poziom inteligencji bohaterki – leży - słynna próba samobójczą, która sama w sobie była dobrze opisana z tego co wiem, a więc dobrych źródeł, tylko szkoda że później bohaterka oraz pracownicy szpitala i w sumie każdy zapomniał o niej
Dodatkowo książka nie jest w mojej opinii 15 +, brakuje również TW, ale książkę wydało niezwykłe, więc nie wiem czego oczekiwałam
Ta książka nie powinna ujrzeć światła dziennego. Brak wiedzy autorki o tematach które opisuje aż boli w oczy. Na starcie mówię, że trenuję zawodowo narciarstwo alpejskie, więc czytałam tę książkę z perspektywy osoby mocno w temacie. Widać ogromne błędy logistyczne, których korekta z jakiegoś powodu nie wyłapała… żaden research nie został tutaj zrobiony. Pisząc książkę o (jak tutaj zostali określeni) profesjonalistach/zawodowcach nie można polegać tylko na swojej amatorskiej wiedzy. Wielu rzeczy o sporcie z perspektywy zawodowca nie da się też wyguglować. Warto byłoby się kogoś w temacie dopytać, jeżeli się bierze na klatę pisanie o osobach na poziomie zaawansowanym. Widać autorka stwierdziła, że takową wiedzę posiada. No niestety nie. Pierwszy i największy błąd logistyczny jest w samej podstawie fabuły🤦🏼♀️. Neo który (według autorki) spowodował tragiczny wypadek, jest przez całą książkę przedstawiany jako ten zły i winny, a jest zupełnie odwrotnie! Całe zdarzenie dzieje się na snowparku pod rampą jak określa to autorka… (nazywa też wszelkie rodzaje hop ✨górkami✨🤦🏼♀️) Neo wyskakuje na snowboardzie i przy lądowaniu traci równowagę, po czym wjeżdża na główną bohaterkę, która wpada w drzewo. Na snowparku panuje zasada, że jeżeli stoisz pod hopą w trakcie gdy ktoś z niej korzysta, wina jest po twojej stronie. Obok snowparku zawsze jest płaska trasa na około, dla ludzi którzy nie chcą z niego korzystać. Felicity najwyraźniej o tym nie pomyślała… wina jest po jej stronie ponieważ absolutnie nie powinna stać w pobliżu skoczni!!! Można zwalić trochę winy na Neo za to, że zostawił ją samą na desce którą miała pierwszy raz w życiu na nogach i nie umiała uciec z miejsca w którym stała. Natomiast ona też jest jednak dorosła i sama za siebie odpowiada. Mogła też po prostu tę deskę wypiąć💁🏼♀️. Neo jest przez całą książkę przez nią i innych obwiniany za ten wypadek, a on po prostu korzystał ze snowparku, zgodnie z jego przeznaczeniem. Ona stała jak jeleń na autostradzie… zazwyczaj na stoku panuje zasada, że winę za wypadek bierze ten kto jedzie z góry, natomiast przy skokach jest inaczej, bo odpowiadasz za moment w którym startujesz, żeby się rozpędzić do skoku (i wtedy sprawdzasz czy nikogo nie ma w pobliżu) ale gdy jesteś już w powietrzu nie masz kontroli nad tym gdzie wylądujesz. Nie wspominając o tym, że nikt nie budowałby snowparku w pobliżu lasu, no błagam. Na tej wysokości nie rosną też drzewa, trzeba wspomnieć😂
W tej książce widać też wiele nieodpowiedzialnych i absolutnie nie profesjonalnych zachowań na stoku, takich jak: jazda po alkoholu⚠️, jeżdżenie w słuchawkach na uszach, jazda bez kasku! (Co jest zabronione w resortach w Austrii), błaznowanie przy wyciągu… i tak dalej. W książce jest też opisane jak główna bohaterka przypomina sobie „każdą technikę narciarską” chyba nie muszę mówić, że po pierwsze, nie ma czegoś takiego, po drugie nie istnieje na tym globie człowiek który mógłby ją znać całą. Felicity popyla na stoku na lawendowych nartach, co jest średnio prawdopodobne, ponieważ ona jeździ zjazdowo a żadna dobra i znana firma produkująca narty zjazdowe, nie robi ich fioletowych😂 to nie freeride. Takich durnot jest w tej książce pełno, główna para wjeżdża autem na wysokość trzech tysięcy metrów🤦🏼♀️ tam też jest stok i wjeżdżają tam wieczorem prawie po ciemku (wtedy resorty na lodowcach nie działają), Felicity już po godzinie nauki jazdy na desce umie skręcać i omijać muldy… W tej książce widać bardzo duże amatorstwo (!!!A to nie jest książka o początkujących!!!) Na przykład nazywanie lodowców „górkami”, jazdę „szusowaniem” to wszystko brzmi bardzo infantylnie. I też błędy są zrozumiałe, bo każdy je robi i nie trzeba się na wszystkim znać, ale ta książka (podobno) przeszła korektę i redakcję a pojawiają się w niej naprawdę podstawowe błędy, takie jak: „oglądnijmy” zamiast „obejrzyjmy”, chyba nie muszę mówić jak niski poziom to reprezentuje.
Ta książka się po prostu nie klei. Kolejne wady i niedociągnięcia to np. niemożliwie szybka rekonwalescencja po bardzo poważnym wypadku, to jak krótko trwała operacja i narkoza po niej, to, że bohaterka spada z łóżka tuż po wybudzeniu🤦🏼♀️ i jak pokazana jest opieka medyczna, która akurat w Austrii jest na bardzo wysokim poziomie!!! Dalej jest tylko gorzej. Ilość wulgaryzmów jest przesadna, wygląda jakby autorka chciała tak sprawić, żeby żarty były śmieszniejsze. No nie były. PRÓBA SAMOBÓJCZA pokazana w niezwykle szkodliwy sposób!!!⚠️ Oraz zapomniana po tygodniu przez główną bohaterkę… to nie są tematy do poruszania tylko po to żeby było bardziej dramatyczniej. Zakończenie chaotyczne i bez składu, styl pisania bardzo kiepski. Książka niedopracowana i wydana w pośpiechu dla pieniędzy. Nie polecam, osobiście daję 1⭐️.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Po pierwsze bardzo toksyczna książka. Próba samobójcza ukazana jako coś przyjemnego, gdzie bohaterka nałykała się tabletek i same przyjemne rzeczy ma przed oczami. Nie wygląda to tak. Znam kilka osób które miały próbę i no raczej się wymiotuje, kręci się w głowie itd. Dodatkowo nic autorka nie wie o nartach i snowboardzie (drzewa na okładce) bo na stokach one nie rosną jeśli jesteśmy wysoko w górach. Poza tym bohaterowie promują jeżdżenie po alkoholu, bo oni są tacy super i wszystko im wolno. A potem jeszce zachowują się jak Patologia.(Kopanie kogoś w jaja za nie powiedzenie cześć). Autorka nie zna się na niczym co opisuje.
Przeczytałam całą książkę, więc wracam z editem recenzji. Recenzja zawiera spoilery.
Na początku autorka wspominała że na wattpadzie znajdowała się 1/3 książki, nie zgodzę się z tym - dopiero w połowie książki pojawiały się rozdziały które nie zostały opublikowane. A tak do do połowy książki nawet nie zauważyłam jakichkolwiek zmian. Książka ma być 'enemies to lovers', powiem wam że osobiście nie czytałam gorszego etl. Bohaterowie w ogóle nie byli wrogami. No i typowe jak na książkę z wattpada, gra w butelkę na początku książki by rozwinąć relacje głównych bohaterów.
Teraz sama fabuła, niektóre momenty były żenujące. Wiele tekstów głównej bohaterki mocno skręcały że miałam wątpliwości czy napewno miala 19 lat. Tak samo główny bohater nie zachowywał się jak 21 letni facet. Jako najbardziej żenujące momenty napewno zapadło mi 'Posmierdzimy razem', scena gdy bohaterka się przebierała czy jak uciekała z szpitala (przypominam że miała 19 lat, mogła sama się z niego przecież wypisać XD). Wiele też momentów wydawało mi się bardzo sprzeczajacych z logiką.
Teraz coś o głównej bohaterce, jest wkurwiająca i jest hipokrytka. Wątpię że osoba lat 19 gdy ktoś nie odpowiedział na 'Hej' by odrazu wyłączyła głośniki z muzyką i zrobiła przedstawienie jakby cholera wie co się stało. Wypominała red flagi sama nią będąc, np przeglądała prywatna konwersacje swojej najlepszej przyjaciółki (już pomijając że ta konwersacja była tak sztywna jak deska). Zakazała swojej najlepszej przyjaciółce zadawania się z głównym bohaterem, mówiła jaki to on zły a jednocześnie sama do niego simpowała. Tak samo byka tak bardzo przeciwna gnębieniu narciarzy a sama postanowiła gnębić snowboardzistow.
Niesmacznie mi się zrobiło podczas sceny gdy właściciel reniferów opowiadał o stracie jednego z nich a bohaterka powstrzymywała się żeby się z tego nie zaśmiać. Nie wiem w jakim celu był ten fragment, ale uważam że lepiej by było jakby go nie było w książce. Juz nie wpomne o scenie s, ktora zostala napisana jako cos przyjemnego
Zakończenie, nie jestem w stanie za bardzo się tu przyczepić, było nie najgorsze ani nie najlepsze. Jedynie co, to magicznie w dniu gdy bohaterka odnalazła listy od chłopaka którego pokochała to że magicznie on się znalazł niedaleko miejsca jej zamieszkania.
Podsumowując, zawiodłam się mocno bo autorka wielokrotnie powtarzała że to co było na wattpadzie to był dopiero uszczerbek tego co oferowała książka - a no jak widać okazało się inaczej. Czy poleciłabym? Osobiście nie. Książka napewno jest lepsza na rozpoczęcie przygody z czytaniem niż taka Rodzina Monet czy For sure not you.
RECENZJA CZYTAJĄC TYLKO WERSJĘ Z WATTPADA Na początek chciałxbym podkreślić że czytałxm książkę na wattpadzie oraz fragmenty które wstawiła autorka na swoje social media. Czytając tą książkę w wielu momentach czułxm żenadę a tak jak ktoś już niżej napisał, czyny bohaterów przeczą logice. Książka ma mieć niby motyw 'enemies to lovers' ale bohaterowie w tej książce nigdy nie byli wrogami. Jeśli coś się zmieni w mej opinii na temat tej książki, to dam znać.
Nie preczytałam całości bo nie chciałam sie zmuszać i niszczyć sobie przy tym psychy to jest ścierwo nie książka. Pragne również zauważyć że wydawnictwo niezwykłe coraz częściej wydaje gniot.
Nie przeczytałam całości. Po prostu nie potrafiłam przebrnąć. Opinię piszę na podstawie fragmentów zamieszczonych na wattpadzie i social mediach.
Według mnie, książka napisana prymitywnym językiem, z wtrąceniami, które miały brzmieć mądrze, ale nie wyszło. Infantylny styl. Przerost formy nad treścią. Podstawowe błędy pisarskie.
Cudownie, że młodzi autorzy wchodzą na rynek i próbują, ale szkoda, że takie książki są wzorem dla dzieci.
Cukierkowo słodka okładka z pewnością przyciągnie uwagę najmłodszych czytelników. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że w treści zawarte jest wiele wulgaryzmów i język niestosowny dla najniższej grupy wiekowej. Starszym znów, jeśli mają podstawową wiedzę i zależy im na wartościowej lekturze, na pewno ta pozycja nie przypadnie do gustu. Tu nie ma odpowiedniego pułapu wiekowego.
Rodzice, apeluję do Was, kontrolujcie, co czytają Wasze dzieci i jakie wartości są promowane w ich książkach!!!!!!!!
Gdyby prorocy z Izraela mieli przeczytać „Known from Snown”, prawdopodobnie uznaliby ten utwór literacki za kolejną próbę Boga, by przetestować cierpliwość swojego ludu. Fabuła jest tak mętna i amatorska, jak odgrzewany kotlet, który stara się uchodzić za danie gourmet na weselu dalekiej kuzynki z zapizdowa. Każdy rozdział tej książki przypomina zagmatwaną machinerie która zamiast działać, stęka i dusi się jak stary prorok. W skrócie, ta książka powinna przeleżeć parę lat i być edytowana stopniowo, a nie wydana z prędkością pierda unoszącego się w pomieszczeniu, albo najlepiej nie opuszczać nigdy brudnopisu zwanego Wattpadem.
oczekuje zwrotu moich trzydziestu dwóch polskich złotych i opłaty terapii za przeczytanie tego gówna jedna gwiazdka na zachętę żeby wydawnictwo zaczęło zastanawiać się nad tym co wydaje (rodzina monet edycja zima)
Kiedy stwierdzilam, ze przeczytam ja w wersji papierowej i dam jej szanse nie sadzilam ze tak milo sie zaskocze. Mowilam wczesniej, ze czytalam na wattpadzie ale nie przypadla mi do gustu i zostawilam ja. Tutaj tego nie mialam, mimo ze pierwsze 50/100 stron mi sie troche dluzylo. Ksiazka jest inna niz wszystkie, nie pamietam by byla jakas podobna do tej, ktora napisala Vela i to sprawia, ze jest taka wyjatkowa <3 Oczywiscie ksiazka pozyczona od Olwii. DZIEKUJE🥹 4,0/5
Okropne. Przeczytałam wszystko co było dostępne na wattpadzie oraz opublikowane przez Velę fragmenty z gotowej już książki. Ilość wulgaryzmów jest zatrważająca, ciężko się to czyta i sposób w jaki dany tytuł został napisany jest po prostu odrażający, a dialogi przypominają rozmowy SMS. Przechodząc do fabuły umiejętność rozumowania głównych bohaterów jest na poziomie podstawówki, a akcja zawiera podstawowe błędy logiczne. Podsumowując mój wywód, po tym co ujrzałam na wattpadzie i po tym co ujrzałam gdy Vela opublikowała fragmenty książki na kanale nadawczym stwierdzam, że czytanie danej pozycji to po prostu strata cennego czasu. Książka jest zbyt dziecinna dla docelowej grupy czytelników, dla których jest przeznaczona książka oraz zbyt wulgarna dla osób poniżej tej grupy tak jak to jest w przypadku „rodziny monet". Vela nie posiada podstawowej wiedzy na temat pisania. Podejrzewam również, iż jeżeli autorka książki nie była by popularna wydawnictwo by się nią nie zainteresowało. Proszę o uszanowanie MOJEJ opinii.
Ta Książka jest tak Toksyczna i źle napisana. Ja rozumiem że każdy Autor rozwiją swój Styl Pisania ale to już nawet nie oto. W Książce jest pokazywana Próba Samobójcza przez Przedawkowanie Leków jako coś przyjemnego, co w rzeczywistości nie jest. Nie odpływa się wtedy w ,,przyjemną Czerń". Słownictwo Narciarskie o ile tak mogę to ująć też nie powala, nie jestem Zawodową Narciarką ale wątpię że się mówi Górki. Neo jest pokazywany jako ten Zły ale Felicity mogła odpiąć się od Snowboarda i pójść. Oraz, Szpitale w Austrii tak nie wyglądają! (Bo tam ona była) Szpitale w Austrii mają wysoki poziom Standardu i starają się robić swoją Pracę starannie. Miłego Wieczoru/Dnia.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Jeśli chcecie zakupić ekskluzywny papier toaletowy to proszę bardzo oto coś czego szukacie.
Założę się, że jeśli tą recenzje zobaczy jakąś spłakana fanka Veli, to nagra do tego tiktoka i jej jedynym argumentem będzie, że na Vele wylał się ogromny hejt i wszystkie opinie są bezpodstawne XDD Kochane dzieci, macie tu mnóstwo długich i mądrych recenzji, które mają lepszy zasób słownictwa od naszej kochanej autorki, która nie potrafi nawet usprawiedliwić swojej porażki podpisanej własnym nazwiskiem na kanale nadawczym i robi to tam bo są tam jej fanki, które jeszcze poproszą o drugi tom. (Proszę nie)
Zaczęłaś tłumaczyć się, że to twoja pierwsza książka i naprawisz swoje błędy. Aby to zrobić musiałabyś cofnąć sprzedaż tego produktu i napisać go od nowa i wydać go dzięki wspaniałej treści a nie swojej popularności w internecie. To jedyna droga, żeby wyjść z tej sytuacji z twarzą. (Niestety bez nazwiska, bo podpisałaś się nim na tych wypocinach)
Twoim marzeniem jest napisanie książki? Napisz ją dobrze. Postaraj się. Poświęc na to czas i przede wszystkim nie wykorzystuj faktu że jesteś popularna w bookmediach i wydawnictwa mogą na tobie zarabiać. Sama się ośmieszasz i udowadniasz, że pomysł na książkę który powstał parę miesięcy temu to ZA MAŁO żeby wydać cos naprawdę dobrego. Wiek niczego nie tłumaczy - nikt nie kazał ci pisać i wydawać książki w tak młodym wieku, co niestety widać po języku który użyłaś, przekleństwach na każdej stronie i TAK BARDZO GŁUPICH BOHATERACH. Widac że Vela starała się zrobić iconic scene, w której główna bohaterka krzyczy na chłopaka gdy ten zwraca jej uwagę, że bezczelnie wyłączyła radio i jeszcze kopie go w krocze... a to tylko jedna scena z wielu, które występują w książce...
Droga Velo. Jeśli to widzisz to proszę. Nie baw się w Weronikę Annę Marczak, Olę Negrońską i Weronikę Ancerowicz bo po prostu ci to nie wychodzi.
xoxo Obyś zrozumiała co zrobiłaś i dala sobie czas na dorośnięcie do poziomu wydania książki, do zobaczenia w DALEKIEJ przyszłości 🫶
Przesłuchałam na przyśpieszeniu ×3, fajne do robienia zadań z maty i sprzątania, ale gdybym miała to przeczytać w papierze, to by mnie nudziła. Bawi mnie fakt, że bohaterka dość szybko z bycia osobą niepełnosprawną przechodzi do takiego stanu rzeczy, w którym wsiada na konia, albo ponownie jeździ na nartach. Jestem osobą, która dość mocno utożsamia się z sytuacją ukazaną w książce - mój sport stanowił 90% mojego życia i nagle nie byłam w stanie poruszać się samodzielnie, kule stanowiły nieodrębny element mojej codzienności. Powróciłam do ruchu po 2 latach rehabilitacji, pierwszy rok codziennej, później 1/2 razy w tygodniu, w tym do jazdy konnej. Jazdy na nartach mi w zasadzie zakazano, jako że jest to jedna z bardziej urazowych aktywności, a gdy już dostałam pozwolenie, ponownie doznałam kontuzji. Także przepraszam bardzo, ale pod względem medycznym jest to prawie cud, że osoba wychodząca z gorszego położenia niż moje wraca do sportów w tak krótkim okresie czasu. Bohaterowie wyjęci z Wattpada, są w zasadzie bezpłciowi. Nie było najgorzej, przeczytałam z czystej ciekawości, jak radzi sobie nastolatka z tik toka. Idę obejrzeć teraz Prostracje, dziękuję, tyle w temacie.
Ee zaczęłam czytać początek. Przeczytałam 50 stron i nie dałam rady dalej. Te teksty są dla mnie tak żenujące💀💀💀 i to powiedzienie "narciarko" XDDD. Spodziewałam się czegoś o wiele lepszego. Przeczytałam również epilog i no nie podeszła mi ta książka. Nie polecam
Moje pierwsze dziecko książkowe i powiem wam co czuje po przeczytaniu całego pdfa. KOCHAMM. Jestm niesamowicie wdzięczna że mogę być częścią historii tej dwójki. Zasługują na wszystko
fragment recenzji patronackiej
Ponad pół roku temu pierwszy raz zetknęłam się z pomysłem na fabule zaczynająca się wypadkiem. Byłam zaintrygowana. Moja ciekawość poszła ,jak się potem okazało, w dobrą stronę i zaczęłam czytać historię tej pary. Śledziłam ich losy na bieżąco i z każdym kolejnym rozdziałem przepadałam jeszce bardziej. Jak tylko usłyszałam, że jeszcze w tym roku będę trzymać tę książkę w papierze byłam bliska łzom szczęścia. Kiedy jednak dowiedziałam się, że będę trzymać tę książę z moim logo na skrzydełku te łzy poprostu popłynęły. Pozwólcie że przedstawię wam parę słów o tej niezmiernie ważnej dla mnie powiesci.
Ta książka to dla mnie zdecydowanie coś więcej niż tylko 5 gwiazdek. Ta dwójka skradła moje serce. Totalnie była to milos od pierwszego wejrzenia. Nie umiem opisać jak ważny stał się dla mnie tusz na papierze w ich przypadku. Cała powieść to definicja słowa komfort. Czytając ostatecznego pdfa czułam się jakbym była tam razem z nimi. To uczucie jest poprostu niedoopisania.
To historia pełna poświęceń i niesprawiedliwości losu. Fel i Neo pokazali nam jednak że nie ma rzeczy niemożliwych i z dobra osobą jesteśmy w stanie zrobić wszystko. Kocham każdy aspekt ich relacji. Od samego początku do końca jest wykreowania idealnie. Kocham każdego bohatera który się czymś wyróżnia. Każdy ma swój charakter. Kocham każdy żart w tej książce. Nawet ten najbardziej suchy. Kocham całą tą historię, która na zawsze będzie przypominać mi o miłości. Tej do zimy czy nart ale też do drugiej osoby poznanej przez największy przypadek.
Chcaialbym jeszce tutaj tylko dodać jak ogromnie jestem z ciebie dumna Vela, że spełniasz marzenia. Napisałaś historię która stała się moim drugim domem.