Oto stało się to, przed czym ostrzegali Wielkiego Króla kapłani i wróżbici: biali przybysze dotarli do Tenochtitlan!
Przybyli jako najeźdźcy; wkroczyli do miasta jako zdobywcy; zaś teraz, ku zdumieniu wszystkich, mają być – przyjaciółmi?
To nie może być, szepczą pomiędzy sobą ludzie. Montezuma na pewno oszalał. Biały wódz Cortes rzucił na niego urok, skradł mu odwagę wraz z rozumem!
Pośród ciemności nocy rozlega się delikatny trzepot skrzydeł, gdy to, co utkane z cieni przeznaczenie wyłania się z dymu kamiennego zwierciadła: wkrótce jasne stanie się, jaką rolę przypisano temu, który nosi na swoich rękach malunki zwierząt.
Niech śmiertelni drżą, nie śmiejąc podnieść nawet wzroku, gdyż sami Bogowie ingerują w sprawy ludzi.
Wplątanie Zahreda w podbój Ameryki u boku kastylijskich konkwistadorów okazało się niezwykle intrygujące. Dlatego, zafascynowana tą mieszanką historii i fikcji, postanowiłam kontynuować przygodę z Montezumą i Cortezem, sięgając po drugą odsłonę Świat we krwi Michała Gołkowskiego, zatytułowaną Obsydianowy Motyl.
Witajcie w Tenochtitlan. Oto stało się to, przed czym ostrzegali Wielkiego Króla kapłani i wróżbici: biali przybysze dotarli do Tenochtitlan! Przybyli jako najeźdźcy; wkroczyli do miasta jako zdobywcy; zaś teraz, ku zdumieniu wszystkich, mają być – przyjaciółmi?
To nie może być, szepczą pomiędzy sobą ludzie. Montezuma na pewno oszalał. Biały wódz Cortes rzucił na niego urok, skradł mu odwagę wraz z rozumem!
Pośród ciemności nocy rozlega się delikatny trzepot skrzydeł, gdy to, co utkane z cieni przeznaczenie wyłania się z dymu kamiennego zwierciadła: wkrótce jasne stanie się, jaką rolę przypisano temu, który nosi na swoich rękach malunki zwierząt.
Niech śmiertelni drżą, nie śmiejąc podnieść nawet wzroku, gdyż sami Bogowie ingerują w sprawy ludzi.
Nadchodzi koniec, który będzie nowym początkiem.
Tak jak lubię. ;) Zahred, Montezuma i Cortes w tej odsłonie przeszli moje najśmielsze oczekiwania! Trzy potężne osobowości w końcu pokazały się w pełnej krasie, a ich interakcje stały się źródłem fascynującej, choć nie aż tak krwawej akcji, jakiej można by się spodziewać.
Cortes? Cóż, przewidywalny do bólu – jego władcze zapędy nie zawodzą. Montezuma natomiast wreszcie przejrzał „podstęp” hiszpańskiego przybysza i zaczął zmieniać swoje podejście nie tylko do białych ludzi, ale i do swojej roli jako władcy. To była mocna przemiana, która dodała historii sporo dynamiki.
No i Zahred. Ten gość z każdą stroną jest coraz bardziej intrygujący. Nie tylko pokazuje się z najlepszej strony, ale i uchyla rąbka tajemnicy o swojej przeszłości, co daje książce niesamowitego powera.
Ale Obsydianowy Motyl nie tylko bohaterami stoi. Akcja jest żywa, a choć nie tak krwawa jak w poprzednich tomach, to wciąż „ma kopa”. Polityczne intrygi i manipulowanie nastrojami społecznymi napędzają fabułę lepiej, niż można by przypuszczać.
Nie mogę też nie wspomnieć o świetnym sportretowaniu zwyczajów i zachowań ludów zamieszkujących tereny dzisiejszego Meksyku. To nie tylko dodaje autentyczności, ale i wzbogaca całą opowieść.
Wszystkie te elementy zgrabnie się przeplatają, tworząc lekturę, którą pochłonęłam z wielką przyjemnością. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że Obsydianowy Motyl Michała Gołkowskiego to, jak dotąd, moje ulubione spotkanie z Zahredem. Gorąco polecam! :)
Czekam na trzeci tom ❤️ Naprawdę polubiłam Zahreda, Rodrigo jest uroczy, podobnie jak Xicotencatl. Sama książka długa, momentami nużąca, ale tak czy siak uważam że naprawdę dobra! Dzięki niej mam ochotę dogłębnie poznać kulturę Azteków, poczytać o ich wierzeniach, o miastach i obyczajach 😁