Zbrodnia, której nie można wybaczyć, i jej ofiara. Dramat rodziny, z którego nie da się podźwignąć. Skazana kobieta i jej krzywda bez kresu.
W Historii na śmierć i życie, reportażu z pogranicza true crime i dramatu psychologicznego, Wojciech Tochman pisze o dziewczynie, która za swoją młodość, płeć i urodę zapłaciła wszystkim, co miała i co mogłaby mieć. Składa też hołd wybitnej reporterce Lidii Ostałowskiej. To ona pierwsza zaczęła dokumentować tę długą historię. Książka jest ich wspólną opowieścią - o przemocy, strachu, zemście, tęsknocie i niesprawiedliwości. Zaczyna się w połowie lat dziewięćdziesiątych, toczy przez ćwierć wieku zmieniającej się Polski aż do dzisiaj i wciąż trwa.
Reporter, non-fiction writer. He has twice been shortlisted for the NIKE Literary Prize and has won the Polish Book Publishers Association Award.
He began his career as a reporter at the youth weekly Na przełaj before leaving school, and soon after he joined the first reporting team at "Gazeta Wyborcza". His reports from this period were published in a book, Stairs Don’t Burn (2000, 2006). Before he got his masters degree at Warsaw University he went to Bosnia with a convoy organised by humanitarian aid worker Janina Ochojska. He then went back to the Balkans repeatedly for many years, and the book Like Eating A Stone is the result of those journeys. His next book was Dear Daughter (2005), the moving account of his efforts to find out what had happened to his missing friend, a reporter called Beata Pawlak, who turned out to have been killed in a terrorist attack on the island of Bali.
For several years Tochman was involved in activities aimed at finding missing people. From 1996 to 2002, he ran a programme called "Anyone Who Saw, Anyone Who Knows" on the Telewizja Polska TV channel. In 1999 he founded the ITAKA Centre for the Search for Missing People.
Momentami niezły groch z kapustą, zwłaszcza na początku zastanawiałam się, czego właściwie słucham. Nie potrafię oprzeć się wrażeniu pewnej stronniczości (na poły za sprawą "siły wyższej"), jednak nie zmienia to faktu, że dawno żadna historia nie dostarczyła mi tylu refleksyjnych momentów - a to chyba najlepszy komplement, jaki można wystosować pod adresem reportażu.
„Historia na śmierć i życie” Tochmana to najbardziej zniuansowana, nieoczywista i wywrotowa książka, jaką ostatnio czytałam. Czułam, że Tochman rzuca mi wyzwanie i chce sprowokować do wątpienia, przesuwania ścian i odrzucania protez myślowych, a to już wiele, bo ostatnio niepokojąco często spotykam się z literaturą prostych pytań i błyskawicznych (odautorskich, co najgorsze) odpowiedzi. Zachwyciła mnie wielowarstwowość tego reportażu: to historia morderstwa Jolanty Brzozowskiej, okoliczności, śledztwa i przebiegu rozprawy sądowej. Ale i więcej, bo to opowieść o Monice Osińskiej, jednej z trzech osób odpowiedzialnych za to morderstwo i pierwszej kobiecie skazanej w Polsce na dożywocie. To rzecz o sile medialnej manipulacji i społecznej histerii, która, zręcznie wykorzystana, może wpływać na wyroki sądów. To również kilka słów o różnicy postrzegania mężczyzny-mordercy i kobiety-morderczyni, której zło zawsze razi bardziej, bo zadaje kłam tezie o delikatności, dobroci i opiekuńczości. I wreszcie to próba przyjrzenia się polskiemu więziennictwu i, szerzej, samej myśli stojącej za dożywociem, którą Tochman i jego rozmówcy wielokrotnie nazywają „nową karą śmierci”. Czy to wciąż resocjalizacja czy już tylko prosta zemsta?
„Historia...” to także forma uhonorowania i upamiętnienia reporterki Lidii Ostałowskiej, która pierwotnie planowała napisać reportaż o Osińskiej. Ostałowskiej, jej pracy, materiałów, wniosków i poświęcenia jest w tej książce dużo. Czuć jej ducha, czuć jej energię i dla wszystkich fanów i wiernych czytelniczek i czytelników „Farb wodnych” oraz „Bolało jeszcze bardziej” to będzie niewątpliwie wartość dodana. Dla mnie była.
Sporo tu wszystkiego, prawda? Prawda, ale Tochman pisze zręcznie i sam nie gubiąc się w mnogości wątków, prowadzi czytelnika ku… no cóż, w moim przypadku zwątpieniu, a to cenne i trudne do osiągnięcia. Nie wiem, co myśleć, mam bałagan w głowie i więcej pytań niż odpowiedzi. Będę teraz rozgryzać i obracać w głowie te pytania, które „Historia…” rzuciła mi w twarz i chyba to właśnie jest jednym z głównych celów non-fiction: dawać do myślenia. Jeśli tak, to tu zdecydowanie się udało.
Mocno chaotyczna i za dużo moralizowania, emocji i skupiania się na wtłoczeniu w czytelnika co ma dokładnie myśleć w danym temacie. Tak zwana jedna strona medalu.
Dobrymi intencjami jest piekło wybrukowane. Bardzo dobra ilustracja tego porzekadła. Nie wątpię, że autor ma słuszność, sprzeciwiając się projektowanej karze bezwzględnego dożywotniego pozbawienia wolności. I że ogólnie miał sporo racji co do krytycznej oceny różnych decyzji zapadłych w trakcie wykonania kary odbywanej przez bohaterkę. Ale książka w tym kształcie, usiłująca umniejszać znaczenie zbrodni, popełnionej całkowicie bez powodu, na rozmaite kuriozalne sposoby (bo wojny gangów, bo skazana była kobietą, bo wszystkie możliwe składy orzekające dały się zaszantażować co do wymiaru kary szwagrowi ofiary), jest niestety raczej przeciwskuteczna. Zamiast bezstronnie postarać się przynajmniej przedstawić fakty, autor prześmiewczo atakuje sędziego (nie dziwię się, że ten nie chciał z nim porozmawiać, bo w tej książce-projekcie pisanym pod tezę przez laika raczej nie byłoby przestrzeni do merytorycznych uwag, a jednak orzeczenie utrzymało się zarówno w sądzie apelacyjnym, jak i w Sądzie Najwyższym). Przyjmuje za niekwestionowaną prawdę o przebiegu zdarzeń mętne tłumaczenia jednej z trójki sprawców (dziwnym trafem pozostali nie chcieli z nim porozmawiać). Jeśli tak tendencyjna książka miała być epitafium dla zmarłej koleżanki i dokończeniem jej pracy, to nie powinna powstać. I chyba nie bez przyczyny Ostałowska z niej zrezygnowała. Rzecz równie szkodliwa jak populizm penalny.
Jeśli ktoś ma poruszać trudne i kontrowersyjne tematy, to niech to będzie Wojciech Tochman. „Historia na śmierć i życie” to reportaż o Monice Osińskiej, pierwszej osobie skazanej na dożywocie, która wyszła z więzienia przedterminowo zwolniona. Historia bohaterki staje się punktem wyjścia do rozważań na temat systemu penitencjarnego w Polsce, istoty kary dożywocia, tego, jak postrzega się kobiety oskarżone o zbrodnie najcięższego kalibru i czemu jako społeczeństwo wciąż tak silnie pokutuje w nas zasada „oko za oko”. To także hołd dla niedawno zmarłej reporterki, a prywatnie przyjaciółki Tochmana, Lidii Ostałowskiej, która już parę lat wcześniej zaczęła prace nad reportażem o Osińskiej. Jak zwykle doceniam autora „Historii…” za wrażliwość, za to, że potrafi dostrzec człowieka w osobie, którą reszta społeczeństwa już dawno wyrzuciła poza margines, za to, że potrafi pisać z dużym wyczuciem o sprawach trudnych, bo budzących bardzo skrajne emocje. Minus tym razem za kompozycję — miałam wrażenie, że w niektórych miejscach Tochmanowi zdarzają się powtórzenia, czasami za dużo było wstawek o Lidii Ostałowskiej (rozumiem, że to rodzaj hołdu czy uhonorowania pracy, którą rozpoczęła, ale jednak to na Monice Osińskiej powinna skupiać się „Historia…”) i za nie do końca precyzyjne podawanie źródeł w przypadku cytatów z różnych artykułów prasowych.
2.5 Poziom reportażu w Polsce jest bardzo wysoki, dlatego też moja ocena jest dość surowa. "Historia na śmierć i życie" jest poprawna, pokusiłabym się nawet o dobra, ale zbyt mocno czuć w niej perspektywę autora aby była, moim zdaniem, dobrą literaturą faktu. Książka zdecydowanie stawia trudne pytania i skłania do refleksji nad karą dożywocia. Jednak sama Monika Osińska jest idealizowana w tym reportażu i bardzo, bardzo mi to przeszkadzało. Autor przedstawiał ją jako tak dobrą, uczynną i pokrzywdzoną, że stanowiło to okrutny kontrast ze zbrodnią jaką uczyniła. Wierzę w resocjalizację bohaterki i do pewnego stopnia zgadzam się ze zdaniem, że wymierzona jej kara mogła być zbyt surowa, ale niestety po raz kolejny skupiamy się na zbrodniarzu, a nie na prawdziwej ofierze.
Dawno nie czytałam TAK DOBREGO reportażu, pochłonęłam go, doskonale skonstruowany. Poza tym pootwierał mnóstwo szufladek w głowie, nową perspektywę, której nie rozważałam, a z którą teraz zostanę i o której będę myśleć.
„Monika skonfrontowała się z własnym cieniem - mówiła Lidia - Wie, kim jest. Wie, co zrobiła i za co siedzi. Wie też, czego nie zrobiła. Jest zresocjalizowana, co zawdzięcza sobie, a nie systemowi penitencjarnemu. Ani razu mnie nie okłamała, konfrontowałam jej słowa z aktami. Nie ma po co żyć. Podlega najbardziej represyjnemu systemowi odsiadki, a siedzi już 20 lat. Wymiar sprawiedliwości nie uwzględnia jej próśb o złagodzenie rygorów i trzyma się własnych opinii, wydanych dawno temu i pod presją. Jej historia nadaje się na opowieść o prawie i sprawiedliwości w polskiej wersji, o postkomunie, o odwecie, o populizmie, o zarządzaniu gniewem, o niedojrzałości naszej demokracji” - fragment reportażu.
Reportaż Wojciecha Tochmana przykuł moją uwagę na kilka dni. Reportaż o Monice Osińskiej, pierwszej kobiecie w Polsce skazanej na dożywocie za udział w morderstwie. Kobiecie, która w więzieniu przesiedziała ponad 25 lat.
I o ile w przypadku mordercy Pawła Adamowicza, który z uśmiechem na ustach wysłuchiwał wyroku dożywocia z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie nie po 25 a po 40 latach, nie mam żadnych skrupułów przed zaakceptowaniem tak wysokiej kary (panie Wojciechu, tak czuję), to w przypadku Moniki Osińskiej mam wątpliwości.
Ale przeczytajcie samodzielnie „Historię na smierć i życie”, aby wyrobić sobie własne zdanie na temat kary dożywocia, która przez autora określona została torturami i rozłożoną na raty karą śmierci.
Ta książka to również hołd złożony Lidii Ostałowskiej - pisarce, reportażystce, działaczce społecznej, która wiele godzin spędziła na rozmowach z Moniką, zgromadziła wiele materiałów do książki o niej, jednak choroba i smierć pokrzyżowały jej plany.
Tochman w owej książce składa hołd wspaniałej reporterce Lidii Ostałowskiej, przedstawiając jednocześnie historię okropnej zbrodni, o której wcześniej w ogóle nie słyszałam. "Historia na śmierć i życie" idealnie ukazuje różnice pomiędzy traktowaniem kobiet a mężczyzn, jak również stronnictwo i nieudolność sądów oraz jego pracowników.
Dobra rzecz, żeby dowiedzieć się czegoś więcej i poszerzyć horyzonty. Ja słuchałam w audiobooku, więc treść wchodziła bardzo dobrze, natomiast nadal czułam momentami chaos, a powtarzanie bez przerwy pewnych kwestii bywało nużące. Zabrakło mi też wypowiedzi osób bliżej związanych z ofiarą, ale wynika to z ich niechęci do rozmowy. Niemniej przez to reportaż jest dość stronniczy.
Podobał mi się temat, był ciekawy i potrzebny w polskiej rzeczywistości. Czułam jednak, że w tej historii mocno czuć pracę osoby, która na ten pomysł w ogóle wpadła. Niby się nie dziwię, bo to jednak taki hołd dla pracy i życia Lidii Ostałowskiej, ale jakieś ale we mnie pozostaje.
W porównaniu do poprzednich książek autora w tej czegoś mi zabrakło, choć sama nie wiem czego. Nadal uważam, że to dobra pozycja, choć nie moja. Z wieloma rzeczami się zgadzam, wiele ujęłabym inaczej. Szanuję pracę autora i to z jakim uczuciem o niej opowiadał na spotkaniu autorskim. Wiele z jego słów zostało w mojej głowie...
A great reportage/literary journalism about crime and punishment and about the power of media manipulation and social hysteria. Wojciech Tochman used mostly Lidia Ostałowska's work about the topic. Her materials, interviews, and observations. I will have to check her books someday.
Yet, personally, the parts about Ostałowska disrupted the flow and muddled my interest.
Still, it is always a pleasure to pick Tochman's book, although the topics of his stories aren't pleasurable.
2.5. Historia ciekawa, ale opowiedziana średnio - zbyt chaotycznie, z częścią wątków należało się rozstać bez żalu. Może oceniłabym książkę lepiej, gdyby nie posłowie, w którym autor próbuje narzucić czytelnikom/czkom, co mają myśleć. Nawet jeśli w zdecydowanej większości podzielam jego zdanie, to zepsuł tym książkę.
Dawno nie czytałem książki, która naprawdę zmusiła by mnie do zmierzenia się z opiniami, które posiadam na ten temat. I pierwszy raz poczułem wewnętrzny bunt wobec tego, co i jak jest tutaj opisane,. zwłaszcza od tego autora. Takie książki są potrzebne, zwłaszcza, że na pewno wywołują jakaś dyskusję, na dość istotny temat. Ale nie mogę wybaczyć tego, że tak bardzo przychylnie przedstawiana jest główna bohaterka i prawie nie dostajemy nicz co by w jakikolwiek sposób pokazywało cierpienie ofiary i jej rodziny. Książka bardzo dobrze napisana, ale wywołała u mnie negatywne emocje. Nie potrafię jej ocenić.
Mam ogromny problem z oceną tej książki. Zacznijmy od plusów: temat – ważny, trudny, angażujący każdego: Czym powinna być kara za zbrodnię? Jak oceniać odpowiedzialność drugiej osoby za udział w zbrodni? Jaka jest odpowiedzialność za popełnienie przestępstwa osoby, która stoi dopiero u progu dorosłości? Jak ocenić czy kara odniosła swój skutek, czy osoba, która popełniła przestępstwo naprawdę odczuwa skruchę, żal? Czy osoba po dwudziestu latach więzienia nadal jest tą samą osobą, która popełniła przestępstwo? Na ile mamy prawo, jako widzowie, czytelnicy gazet, ferować wyroki opierając się na przekazach medialnych – zniekształconych, wyrywkowych, tendencyjnych, skrojonych pod czytalność czy klikalność?
W tym sensie książka skłania do zastanowienia, podważenia dotychczasowych poglądów, spojrzenia na znany temat z nowej perspektywy – a sprawa, której dotyczy, była przecież lata temu bardzo głośna: lata dziewięćdziesiąte w Polsce, epoka mniejszych i większych biznesików: legalnych, szemranych, łapczywych prób dorobienia się i trójka nastolatków, z „porządnych” domów, popełniająca okrutne zabójstwo, pod pretekstem zdobycia pieniędzy na studniówkę, ale trochę chyba też z bezmyślności i nudy. Dość szybkie śledztwo i szeroko relacjonowany proces, w którym uwaga skierowana była na jedyną dziewczynę w grupie – ochrzczoną przez prasę na tą zdeprawowaną, modliszkę, która zdominowała pozostałych i dyrygowała zbrodnią. Na ile ten obraz odpowiada prawdzie? Nie wiadomo – pytanie, czy dzisiaj w ogóle ma to znaczenie.
Tę opowieść pierwotnie miała napisać Lidia Ostałowska, ostatecznie stworzył ją Wojciech Tochman, nadając jej przede wszystkim wymiar sprzeciwu wobec kary dożywocia. I to jest jednocześnie zaleta i wada tej książki – zaangażowanie autora prowadzi go bowiem do ogromnej stronniczości w części poświęconej opisowi wydarzeń sprzed lat. To nie jest w żaden sposób obiektywna relacja, dobór wątków, słownictwo, groteskowe, gombrowiczowskie wręcz opisywanie uczestników i wydarzeń („pani w składzie sędziowskim na każdą rozprawę przychodziła prosto od fryzjera, tak ją wspomina jeden z adwokatów, swoją fryzurą była zainteresowana, nie sprawą”, „Sędzia Janiszewski dbał o dziennikarzy: państwo sobie tutaj usiądą na podłodze, przed ekranem, żeby dobrze widzieć”, „Groza, koszmar, histeria, tak tamte dni w sądzie wspominają mecenasi, dziennikarze, studenci. Jarmark, szopka, igrzyska, widowisko, całe miasto żyło tą zbrodnią, tłum chciał linczu, eliminacji, krwi. Dożywocie, dożywociu, dożywociem, dożywocia! I udało się. Tatarem, tatar, tatara, o tatarze!”) – wszystko ma nas od samego początku przekonać, że dziewczyna została niesprawiedliwie osądzona, zawiodły wszystkie instancje sprawiedliwości czy powołani eksperci. Ta tendencyjność, momentami bije po oczach, musi więc być zamierzona przez autora – ale po co? Czy tak małe ma zaufanie do czytelnika, że będzie w stanie samodzielnie dokonać oceny?
W dalszej części książki, gdy autor opisuje pobyt skazanej w więzieniu, jej codzienność przez ponad dwadzieścia lat tej stronniczości już nie widać – ale ta pierwsza część kładzie się cieniem na tej relacji: czy autor teraz jest obiektywny czy może znów uwypukla to, co popiera jego tezę, tyle, że trudno jest nam to ocenić, skoro nie mamy żadnych sposobów by osądzić co pomija a co uwypukla w swojej relacji?
Żaden reportaż nie jest w pełni obiektywny, choćby przez dobór faktów, kolejność ich prezentowania, tego jaki kontekst nakreślimy – tutaj jednak Tochman jak dla mnie zbyt mocno przekracza granicę, oddając wilczą przysługę tematowi, który zasługiwał na lepsze, nomen-omen -bardziej sprawiedliwe wykonanie.
Na pewno interesująca pozycja pod względem tego że skłania do myślenia i podważania pewnych aspektów LECZ uważam że autor zbyt narzuca swoje stanowisko. Rozumiem że nie zgadza się z danym systemem, lecz jest różnica w wyrażeniu opinii, a wciskaniu jej na siłę czytelnikowi. Wolałabym dostać bardziej obiektywny tekst który sam pozwoli mi na ukształtowanie danej opinii, a tutaj jest pokazana tylko jedna strona medalu, a druga jest bezwzględnie krytykowana i opisana w taki sposób by nie dało się z nią sympatyzować. Mam wrażenie że wspominana tutaj pani Lidia napisałaby ten reportaż w zupełnie inny sposób, nie aż tak agresywnie? ( ale to moje mocno subiektywne odczucia ) Ale pomijając tą mocną, natarczywą I widoczną stronniczość temat bardzo interesujący, skłaniający do przemyśleń. Uważam że bardzo dobrze połączone są tutaj wątki o Monice i Lidii, dochodzenie reporterki i rozdziały ku jej pamięci dobrze się zgrywają z historią dożywotki. Mimo nieprzyjemnego narzucania zdania autora uważam że warto przeczytać i wyrobić sobie własne zdanie na ten temat
Ця книжка цікава одразу через кілька аспектів. По-перше, це книжка про те, як (судова) система, а заодно і суспільство, ставляться до злочинів, котрі скоюють жінки. Особливо, коли це важкі злочини. По-друге, це насправді продовження роботи над книжкою, котру розпочала писати колега Войцеха Тохмана - Лідія Осталовська, котра померла раніше, ніж книжці судилося стати книжкою. Я не люблю трукрайм як жанр, але ця книжка значно більше про героїню і про долю тих, кого засудили до довічного ув'язнення, при чому присуд явно сумнівний. Тож це значно більше соціялка, ніж тру крайм, хоча на початку є трохи опису злочину
Bardzo potrzebna książka, która pokazuje, że nie wszystko jest tak zero jedynkowe jakie się może wydawać. ( i jak bardzo niekompetentne jest polskie sądownictwo). Czytając tą książkę stopniowo uświadamiałam sobie jak bardzo mylne były moje poczatkowe założenia na temat trójki przestępców ( a zwłaszcza jednej z nich)
To jest pierwsza książka tego autora o której autentycznie nie wiem co myśleć. Z jednej strony to jest bardzo zgrabnie napisane, pięknie odmalowane jest tło całej historii i ida piękna całości przyświeca, ale jakoś tak nie do końca to wszystko mi gra.
Zacznę może od tego, że ja do tego typu śledztw dziennikarskich mam dość duży dystans, nie czytam tego typu literatury za dużo a jak już coś wybiorę to zazwyczaj mam dużo uwag. No i tu sytuacja wyglada podobnie.
Przez całą książkę miałam wrażenie, że autor pewne sytuacje wyolbrzymiał a znowu inne mocno spłycał lub wręcz wybielał. Ocena samego procesu i tego jak zostało przeprowadzone śledztwo, w mojej opinii nie było do końca obiektywna. To nie jest prosty temat i ja wiem, że trudno uniknąć stronniczości ale jakoś całość mi nie zagrała.
Dzięki tej książce przypomniałam sobie, jak dobrym, wrażliwym a jednocześnie solidnym dziennikarzem jest Tochman i jak tęsknię za starą jakością Dużego Formatu. Wielowątkowa, wnikliwa i uważna opowieść o systemie, winie, karze i społeczeństwie, czyli w sumie o fundamentach człowieczeństwa. Trochę wsadza kij w mrowisko, ale nie ma w tym żadnej przesady ani efekciarskiej prowokacji. Bawią mnie trochę opinie, że ta książka jest "chaotyczna", że "groch z kapustą". Tak jakby wyznacznikiem dobrego reportażu było to, że linearnie i trzymając się jedynie "faktów" zmierza od punktu a do punktu b. Tochman z wielu nitek plecie naprawdę solidną opowieść, pokazuje zupełnie inną perspektywę, coś domyka a coś nowego otwiera. Palce lizać po prostu!