Najnowszy tom wierszy Urszuli Kozioł Zmierzch zawiera utwory, które są kontynuacją poetyckich poszukiwań wybitnej poetki. Ton lamentu i skargi, tak bardzo obecny w poprzednich tomach, tutaj przechodzi w refleksyjny, dojrzały humanizm, podziw i szacunek dla wszystkiego co kruche, wymagające uwagi i opieki. Ludzi, zwierząt, roślin. "Z biegiem lat smutek ogromnieje we mnie" pisze poetka i faktycznie ta poezja dryfuje w stronę niebytu, elegijnie żegna urodę świata i samą siebie, a podmiot liryczny mówi: "Jestem daleko od siebie/ ja nie jest już mną". Jednak pulsuje w tym tomie także wiara w możliwość przytrzymania się rzeczy kruchych, aby przeżyć jeszcze jeden cud: "dzień, który wstaje".
Żegnamy się ze światem, celnie i z czułością. Niektóre wiersze drżą mi w pamięci, czołgają się w myślach jak dżdżownica. Czytanie tego tomu to jak wpadnięcie w burzę piaskową, uwiera w oku celność spostrzeżeń dobiegającego zawsze końca, przez chwile coś się przeżywa, a potem wszystko się rozwiewa, znika tak szybko jak się pojawiło.
"Lubię nie wiedzieć wszystkiego dociekać snuć wysnuwać domysły"
*
MOMENTY
"Obłoki łażą po górach obłoki łażą po drzewach myśli rzedną w powietrzu w powietrzu wisi słońce w powietrzu wiszą ptaki
w powietrzu moja myśl kołuje nad obłokami serce dobija się do oddechu dobija się do fal morza które bijąc o brzeg wtóruje uderzeniom serca
w powietrzu wisi moja dusza blisko mnie burza niczym drapieżny ptak spada mi na głowę rzuca mi złowrogie błyski ryczy łamie drzewa tłucze do drzwi strąca dachy
moje serce chce wyskoczyć z okna niewidzialnego wieżowca oddech okrężną drogą próbuje wrócić na miejsce.
Liście wiszą w powietrzu nieodgadniony wiersz szerzy się w powietrzu i nagle się rozwiewa"
Sama pewnie nie zwróciłabym uwagi na tomik poezji, ale jak już przeczytałam z musu to uważam, że bardzo dobra pozycja!!! Pani Urszula w końcu osiągnęła niesamowity sukces z Nagrodą Nike...
przystań mi wiosno w półobrocie światła wahaj się chwilę w odcieniach zieleni
Cieszy mnie właśnie taka decyzja kapituły nagrody Nike, bo starość, powolne odchodzenie, ,,rozłączenie ze sobą” to nie są zazwyczaj tematy nośne czy uznawane za atrakcyjne. A przecież zdecydowanie należą do uniwersalnych, zwłaszcza, że w tomiku nie brak też łapania pięknych chwil, tęsknoty za dawnym, odrobiny romantyzmu. Jest też maleńka niczym robaczek nutka turpizmu, która mnie osobiście kupiła, choć nie każdy z wierszy ze mną rezonował. Moje ulubione: ,,Nie mijaj ranku”, ,,Bez zasięgu”, ,,Gdzie mój dom”, fragmenty ,,W rytmie słońca 68”.
dom z wybitymi oknami, dom duszy poetki. wchodzimy do niego w środku tomiku. nie, inaczej. wskazuje nam przestrzeń, w której jesteśmy, dopiero na koniec. w niej są pamiątki upiorów i cudów, z którymi mierzyła się. PRL, utrata, smutki, tęsknota, marzenie, pasja. to, co dobre, często jest jednak nie w cieniu, ale pod powierzchnią nietopniejącego lodowca, dzielącego metaforycznie autorką-podmiot od świata, ludzi (tych małych i wielkich — sercem). kto przeprowadza przez taki lód? rozmraża go? nie wiem, ale jestem pewna, że poezją można go rozbić. nawet zmarzniętymi dłońmi, skoro u poetki to nie one się trzęsą, lecz myśli. współczesna, niepokojąca i łagodna Kozioł pokazuje, że z samotnością można uporać się wersem, on może zbliżać. jeśli jedynie nieznacznie do ludzi, to znacząco do siebie samej.
można być tak jak kozioł, nie-kotem, który pewnie ziewa.
Kilka dobrych wierszy na tle powtarzalnej kliszy, nieciekawej i treścią, i formą. A szkoda, bo te dobre fragmenty były dobre z wielkiej litery, z początku myślałem, że przejmą stery.
Czasami sięgam po poezje, czytam ją i odczuwam różne emocje - czasami mniej intensywnie,a innym razem z taką siłą, że mam wrażenie, iż wiersze były pisane specjalnie dla mnie. Czasami wydaje mi się, że poeta zajrzał w moją duszę i wydobył z niej moje najskrytsze myśli. Tomik poezji "Raptularz" Urszuli Kozioł, nagrodzony Nagrodą Literacką "Nike" 2024 skrywa wiersze, które głęboko poruszyły moją duszę. Poruszają one temat przemijania, straty oraz odchodzenia od samego siebie.
Nie mogłam zdecydować się jaki wiersz tu umieścić. Wybrałam "Tempus Fugit".
/Tempus Fugit/
Czas zawczasu pogrążyć się w sobie
czas zdążyć na czas
czas mieć czas zanim strąci nas w bezczas
bo poniewczasie będzie za późno na cokolwiek.
"Tempus fugit" to łacińskie wyrażenie, które można przetłumaczyć jako „ czas ucieka, nieodwracalny czas”. Często używa się go, aby przypomnieć ludziom, że czas jest ograniczony i szybko mija. Wyrażenie to może służyć jako zachęta do docenienia ważnych chwil oraz do unikania odkładania na później realizacji swoich celów. Można go również używać, aby przypominać ludziom, aby jak najlepiej wykorzystali swój czas, niezależnie od tego, czy spędzają go z bliskimi, czy też realizują swoje cele.
tomik krótki, a różnorodny; jest i wiersz biały, i rymy, krótkie i długie, od zachwytu drobiazgami po krytykę pędu współczesności; język prosty, bez ekwilibrystyki, a trafia doskonale do człowieka
Nie jest to może ,,moja'' poezja, ale jak na tomik na zagadnienia literatury najnowszej, był przyjemny i naprawdę przystępny. Te wiersze były faktycznie o czymś i miały swoją wartość estetyczną.
Tomik wierszy nagrodzony Nagrodą Nike 2024 okazał się bardzo przyjemny w odbiorze. W wierszach znajdziemy dużo refleksji nad przemijaniem i niezależny od wieku zachwyt nad światem i naturą. Jest tu także zabawa słowem – widać, że poetka ma słabość do słowa „dżdżownica” 😊 Przeczytane z wielką radością.
Są tu wiersze przede wszystkim o przemijaniu. O byciu w trakcie podróży ku własnej śmierci i o tęsknocie za tymi, którzy nas w tej wędrówce wyprzedzili. O tym, że czasami nie poznajemy siebie w starości i o błędzie wiecznego pośpiechu. Natura jest promykiem w tej ostatniej chwili.
"Kto przeprowadzi mnie przez lód i nocą ujmie mnie za rękę kiedy się własnych snów przelęknę i kto mi szklankę wody poda. (...)"
"Z niczym tu przyszłam i odejdę z niczym i wkrótce będzie jakby mnie nie było."
Bardzo majowa, więc idealnie się złożyło. Ogólne wrażenie, jakie wywarł ten tomik było pozytywne, chociaż o rozmaitym natężeniu. Im krótsze wiersze i im dalej w tomiku, tym mniej mi się podobały (może z wyjątkiem ostatniego wiersza-listu). Te, co były na początku wydały mi się ujmujące i urokliwe. Moimi faworytami są fragmenty TO I OWO, W RYTMIE SŁOŃCA 68 oraz PO STANIE WOJENNYM 1990 (Ale starczy już tych dżdż-ownic!!), chętnie wrócę po więcej tej autorki.
Uderza mnie prostota tych wierszy, totalny brak pretensjonalności, „mówienie jak jest”.
Ale, przerażający jest ten obraz starości, tej na którą nikt nie chce patrzeć; samotna, zagubiona w sobie i w myślach o śmierci, o byciu tu i tam, w obięciach melancholii zamiast kochanka, męża. Skończyłem czytać czytając wielki smutek.
Ostatni zbiór wierszy Urszuli Kozioł nabyłem już jakiś czas temu i powoli go sobie podczytywałem. Niedawne pojawienie się książki na krótkiej liście nominowanych do nagrody 'Nike' dało mi bodziec do napisania opinii.
Jestem z pokolenia, które nie lubi mówić o roku urodzenia kobiet, ale tutaj to rzecz istotna, zresztą na obwolucie dowiadujemy się, że autorka przyszła na świat w 1931 r., zatem prawdopodobnie ta książeczka jest jej ostatnią. Czytałem już dwa tomiki, w których starzy poeci żegnają się ze światem: Jarosława Iwaszkiewicza 'Mapa pogody' i Tomasza Łubieńskiego 'Ulica Mazowiecka', oba znakomite. Czy książka pani Kozioł jest na tym samym poziomie?
No cóż, mamy tam sporo przejmujących fraz, najlepsze są te, które mówią o odchodzeniu. I tak wiersz 'Bez zasięgu' zaczyna się tak: „Przestałam podobać się sobie i słowom uciekają ode mnie chciałabym już nie być”
A w jednym z ostatnich wierszy w tomie pani Kozioł pisze: „...z niczym tu przyszłam i odejdę z niczym i wkrótce będzie jakby mnie nie było.” (Z niczym tu przyszłam)
Widać już zwyczajne zmęczenie istnieniem na tym padole, krótki wiersz 'Odprowadź mnie' mówi: „Odprowadź mnie robaczku mieszkający pod ziemią tam odprowadź mnie ty który już mieszkasz we mnie”
Znajdziemy też trochę wspomnień z dobrych czasów, ale te czasy już się skończyły: „moja płeć umarła w tym samym momencie w którym ukochany na wieki wieków zamknął oczy dziesiątego maja dwa tysiące dziesiątego roku nad ranem od wtedy moje pragnienie pokochania kogoś zamarło” (Złudzenia optyczne)
Mało w tomie chęci do życia, radości ze świata, no może w wierszu 'Dzień ostatni', który zaczyna się tak: „Wstał piękny dzień
nie wyjść z domu takiego dnia to grzech”
Muszę tu powiedzieć, że obok wierszy znakomitych (mój ulubiony to 'Tempus fugit') znajdziemy też w tomie wiersze słabsze, na przykład 'Na oczach świata' czy 'Piosenka o bezdomnych', często też pani Kozioł jest zbyt dosłowna, wykłada kawę na ławę, akurat to mnie w poezji nie przekonuje. Dlatego, chociaż to tom świetny i przejmujący, oceniam go nieco niżej od wspomnianych na początku zbiorów wierszy Iwaszkiewicza i Łubieńskiego.
Raptularz: brulion do zapisywania rzeczy w biegu, wiadomości, luźnych notatek, drobnostek.
W swoim „Raptularzu” Urszula Kozioł zapisała słowa czułe. Czułe wobec drugiego człowieka: wiersze-listy do wyimaginowanego kochanka, do siebie samej-przemijającej, słowa pełne troski o otaczający nas świat i ludzi wokół, słowa pełne obawy o chwilowość rzeczy kruchych, ulotnych – choćby takie jak przemykające po niebie chmury, zmieniające stale swoje kształty i kolory.
„(…) także i tobie brak cichych stąpań liliowych obłoków poróżowiałych na brzegach które właśnie dryfują na zachód i wciąż dalej na zachód jak gdyby chciały dogonić słońce ginące za widnokręgiem (…)” „Hymn o zmierzchu”
Raptularz Kozioł to tak naprawdę lekcja wrażliwości. Autorka w słowach lekkich i miękko skrojonych skłania do zatrzymania się, do zachwytu nad uginającą się pod kochankami trawą, nad taflą wody odbijającą kształt księżyca, nad bliskością drugiego człowieka. Nie stroni od refleksji trudniejszych i na co dzień romantyzowanych, takich jak wojna czy ludzka obłuda („Piosenka”, „Piosenka o bezdomnych”, genialne i skondensowane „Z kolędą”).
Zachwyciło mnie, jak efektownie autorka żongluje rytmami, dopasowując je wręcz idealnie do obranych tematów („To i owo” czy „Z kolędą” to pod tym względem majstersztyki!). A niekiedy nie boi się ich kompletnie zgubić, by zajść w meandry poezji bardzo nowoczesnej, wręcz internetowej (choć takie kompaktowe, minimalistyczne wiersze podobają mi się w jej wydaniu najmniej. Nie one wyróżniają Kozioł na tle tlumu).
Na koniec zostawiam sobie na zapamiętanie ulubiony wiersz, który kradnę, bo też lubię:
„To lubię”
Lubię z gwinta wypijać ciemność siarczyste słowa rzęsiste chmury
ucho – łowca brzmienia wsłuchuje się w światło
zachłanne oko nie może dopatrzeć się celu sensu
jedna tęczówka zatonęła w tęczy za widnokręgiem
lubię nie wiedzieć wszystkiego dociekać snuć wysnuwać domysły
"Raptularz" mnie oczarował. Są tu wiersze stare i nowe, ale wszystkie pięknie opowiadają o emocjach, życiu i odchodzeniu. Mieszają się nastroje smutne i egzystencjalne, z energią, która towarzyszy osobom, których świat nie przestaje nigdy zadziwiać. Jest żałoba po największej miłości, ale tez już trochę po samej sobie, swoisty testament poetki. Jest powolne żegnanie się ze światem i spostrzeżenie, że codziennie po trochu znikamy, a śmierć jest komplementarnym elementem życia. Dwie rzeczy podobają mi się w tej poezji najbardziej. Pierwsza, to że są to wiersze trochę w starym stylu - trochę tuwimowskie? Ważny jest ich rytm i brzmienie, są idealne do czytania na głos. Druga, to ich dostępność. Może je przeczytać każdy, bez uprzedniego przygotowania teoretycznego w zakresie analizy poetyckiej, czerpać z tego przyjemność i wyciągać coś dla siebie. Taka poezja u podstaw, dostarczająca wzruszeń i przypominająca czemu zanim zaczęły powstawać powieści, artyści mówili do nas wierszem.
Kolejny tomik Urszuli Kozioł i kolejny zachwyt nad jej poezją: nad rytmem jej wierszy, słowami, porównaniami, jej zdolnością do uchwycenia całego bogactwa uczuć w sobie właściwy oszczędny sposób. Lubię wracać do poszczególnych fraz, słów, linijek i powoli smakując rozpuszczać je w sobie.
"(...) czemu golutka jak jelitko szlajasz się nocą po ulicach niby jakaś ulicznica i się nie wstydzisz że tyle ludzi Cię widzi (...)" ~ "Dźdź"
"posuń się zrób miejsce nocnym ptakom ustąp miejsca włochatym pyszczkom zmierzchu
zrób miejsce gackom lelkom wielkouchym ich bezszelestny lot jest jak puchowy sen pod głowę
niebu już pilno wykrzesać o kamień górskiego szczytu gwiazdozbiory i pilno mu przywrzeć do ziemi pilno zadzierzgnąć więzy księżyca z białymi czułkami fal na tafli wód (...)"
moje pierwsze spotkanie z tą poetką, trudno mi więc wydać jakikolwiek rozbudowany werdykt na temat jej twórczości. nie spodziewałam się niczego, nie starałam się znaleźć żadnych informacji o tym, jakiego rodzaju poezję pisze. to, co przeczytałam w 'Raptularzu', przypomina mi trochę Szymborską - czuć tu autentyczność, zdystansowanie i dojrzałość w pisaniu o swoich przeżyciach. to dosyć nierówny zbiór, przez część wierszy przepłynęłam i nie wzbudziły we mnie żadnych odczuć, ale na pewno sięgnę po inne zbiory tej autorki.