W wypadku samochodowym u podnóża austriackich Alp ginie pracownik wiedeńskiego Muzeum Historii Sztuki, który kilka minut wcześniej oświadczył profesorowi liceum w Wolsztynie, że mieli wspólnego dziadka. Rzecz w tym, że Bolesław Howański zniknął po aresztowaniu przez Niemców w 1943 roku i jego dalsze losy pozostają tajemnicą.
Historię Bolesława Howańskiego stara się rozwikłać Rafał Terlecki, dziennikarz telewizyjny, z którym współpracuje redakcyjna koleżanka, pełna temperamentu Olga Morąg. Fakty odkrywane przez nich w trakcie skrupulatnego dziennikarskiego śledztwa wyraźnie wskazują, że wypadek w Austrii wcale nie był przypadkowy.
Morąg i Terlecki stają naprzeciw dobrze zakonspirowanej, bezwzględnej organizacji, która działa nie tylko w Polsce. Odnalezione w jeziorze, pozbawione głowy ciało młodej kobiety jest tego najlepszym dowodem.
Szczurzy szlak to historia, która zaczyna się podczas niemieckiej okupacji, ale ma całkiem współczesne, przepełnione zbrodnią tragiczne konsekwencje…
Po zakończeniu „Sierocińca janczarów” kontynuuję cykl powieści Piotra Gajdzińskiego z dziennikarzem śledczym Rafałem Terleckim w roli głównej. Seria liczy obecnie sześć tomów, więc jestem dopiero na początku tej drogi. W podobnej sytuacji był autor, pisząc tę książkę – wcześniej znany głównie z wybitnych biografii politycznych (Jaruzelskiego, Gomułki czy Piłsudskiego), z każdą kolejną powieścią szlifuje swój literacki warsztat, co w „Szczurzym szlaku” jest już wyraźnie widoczne.
O czym jest „Szczurzy szlak”?
Tytułowy „szczurzy szlak” (niem. Rattenlinien) to potoczne określenie siatki dróg przerzutowych, którymi po II wojnie światowej zbrodniarze nazistowscy uciekali z Europy przed sprawiedliwością. Podobnie jak w poprzedniej części, autor serwuje nam narrację dwutorową: śledzimy wydarzenia z przełomu lat 1943/1944 oraz współczesne dochodzenie.
Wszystko zaczyna się od prośby Henryka Howańskiego, nauczyciela z wolsztyńskiego liceum. Chce on wyjaśnić losy swojego dziadka Bolesława, który zaginął w czasie wojny, a po jej zakończeniu kontaktował się z rodziną jedynie tajemniczymi listami, obiecując rychłe spotkanie, które nigdy nie nastąpiło. Sprawa nabiera tempa, gdy do nauczyciela zgłasza się Austriak twierdzacy, że są spokrewnieni, a chwilę później ginie w dziwnym wypadku samochodowym. Howański boi się, że jego przodek był kolaborantem, który ukrywał się przez dziesięciolecia.
Terlecki wchodzi w to śledztwo, licząc na mocny materiał, nieświadomy, że trafia na trop jednej z największych operacji wywiadowczych III Rzeszy, której echa wciąż są śmiertelnie niebezpieczne.
Podsumowanie – Wolsztyn jako centrum intrygi
W przypadku „Sierocińca janczarów” zarzucałem autorowi zbytnią dawkę historycznych ciekawostek, która przytłaczała fabułę. W „Szczurzym szlaku” Gajdziński znacznie lepiej waży proporcje. To rzadka sztuka: autor nie tonie w archiwaliach, zachowując świetne tempo akcji, a jednocześnie nie idzie na skróty kosztem rzetelności.
Dwie osie czasu – Wolsztyn 2019 kontra Widzim Stary 1943 – nakładają się na siebie z precyzją zegarmistrza. Kiedy kończy się rozdział z przeszłości, serce bije szybciej, bo wiemy już, że to, co wydarzyło się dekady temu, za chwilę uderzy w teraźniejszość.
Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to do stylu życia głównego bohatera. Nie wiem, czy to norma w polskim dziennikarstwie śledczym, ale Terlecki ma ewidentny problem z alkoholem. Choć sam twierdzi, że nikotyna i whisky pomagają mu w koncentracji, dla czytelnika to pijaństwo bywa momentami męczące.
Polecam tę książkę każdemu fanowi kryminałów historycznych. Cieszę się, że zacząłem od początku, bo liczne nawiązania do poprzedniego tomu sprawiają, że lektura jest znacznie pełniejsza.
Jeżeli macie ochotę na kawał dobrej kryminalnej i wiarygodnej rozrywki to polecam Waszej uwadze „Szczurzy szlak”.
Okazał się być niezwykle wciągającą kryminalną powieścią, w którą wsiąknęłam ot tak. To kolejna bardzo dobrze opowiedziana, przez Gajdzińskiego, wielowarstwowa i zagmatwana historia, której początków szukać należy w czasach niemieckiej okupacji. I to skrupulatnie nakreślone tło historyczne jest jej wyróżnikiem. Gajdziński przenosząc czytelnika do czasów okupacji robi to w godnym uznania stylu, tworząc gęstą aurę tajemniczości. Z dbałością o szczegół autor kreśli opowieść w której mroczna przeszłość dramatycznie splata się z teraźniejszością.
Dość krótkie rozdziały i osadzona na dwóch płaszczyznach czasowych fabuła nie pozwala na chwilę oddechu i ani odrobinę nudy. Tajemnice i pytania mnożą się w tempie wykładniczym co jeszcze bardziej podsyca ciekawość. Wszystko się ze sobą doskonale przeplata i zazębia ukazując jak tragiczne konsekwencje może nieść ze sobą przeszłości. I robi to w bardzo realistyczny i wiarygodny sposób.
Spore emocje i dawkę dobrze nakreślonej i inteligentnej intrygi zaserwował mi Piotr Gajdziński w swojej nowej powieści.
Książka to świetnie napisany kryminał z nazistami w tle. Opowiada o zbrodniarzach i ich ofiarach. Widać w książce doskonałe wykształcenie historyczne autora z którego czerpie pełnymi garściami, tworząc spójną całość.