W ich świecie królują jedynie nienawiść, uzależnienie i tajemnice. Hope Valtor po ciężkich dwóch latach przebywania na terapii wraca do rodzinnego miasta, ciesząc się z ponownego spotkania z bliskimi i znajomymi. Pragnie rozpocząć nowy etap w swoim życiu, jednak na drodze do realizacji planów pojawia się pewien problem… Daniel Parks niegdyś był dla Hope wsparciem, lecz stał się oprawcą, którego spojrzenie przypomina jej o traumatycznych chwilach. Zbuntowany, wiecznie łamiący zasady chłopak bierze udział w nielegalnych wyścigach samochodowych. Zdaje się, że bijącego od niego chłodu nie da się ocieplić, lecz Hope — pomimo traumy — chce pokazać mu, że jego serce nie jest z kamienia.
ta książka była bardzo dziwna i od samego początku nie przypadła mi do gustu, ale znienawidziłam ją dopiero na końcu KIEDY ODWALIL SIE TAKI PLOT TWIST PRZEZ KTORY BEDE MUSIALA PRZECZYTAC DRUGA CZESC
bohaterowie są strasznie dziecinni i odwalają wręcz absurdalne rzeczy. Daniel szantażuje Hope by ta z nim gdzieś pojechała, a jak ona jedzie to wywozi ją do lasu, kłócą się i ja tam zostawia. Hope była bardzo głupia i sama wiedziała co przeszła przez Parksa a mimo to dalej brnęła w relacje z nim.
Dosłownie każdą akcja w książce, każde wydarzenie, sprowadza się do spotkania bohaterów. Gdzie by nie byli tam pojawia się on - nawet jak bohaterka spontanicznie wyjechała do drugiego miasta się zabawić to magicznie ON TEZ BYL W TYM SAMYM HOTELU
miałam wrażenie że cała książka opiera się na wątku nielegalnych wyścigów, które mimo że było o nich bardzo dużo, nie zostały podane w wątkach książki. oczywiście główna bohaterka została zmuszona do wzięcia udziału w jednym z nich nie mając nic do gadania bo po prostu pojawiła się na jednym z nich. jak dla mnie bardzo nienaturalne ale ok.
NAJWIEKSZYM minusem była masa błędów. czy ta książka przechodziła w ogóle korektę? rozumiem kilka literówek, czasami brak kropki, ALE TEGO BYLA MASA. Nawet raz czy dwa się zdarzyło że bohaterka miała zupełnie inne nazwisko
Nie mam pojęcia od czego zacząć… WIMY to książka, która już na zawsze będzie mieć specjalne miejsce w moim sercu. Ta historia pochłonęła mnie już przy czytaniu pierwszych stron, choć wtedy nie wiedziałam jeszcze, jak ważna się dla mnie stanie. Jestem niesamowicie wdzięczna Wiktorii za danie mi szansy wzięcia jej cudownego debiutu pod swoje skrzydła, dalej nie dowierzam w to, że jestem na tej książce… Dziękuję Wika, kocham cię!
Więc od początku… Styl pisania Wiktorii jest lekki i przyjemny, co zdecydowanie umila i przyśpiesza czytanie. Mam nadzieję, że przepadniecie dla piórka Wiki, tak jak zrobiłam to ja.
„When I met you” nie jest łatwą książką i na pewno nie jest odpowiednia dla wszystkich, ale jeśli czujecie się gotowi po nią sięgnąć, nie wahajcie się! Tak jak mówiłam, ta historia zdobyła moje serce już przy czytaniu pierwszych stron, a z każdą kolejną moja miłość się tylko powiększała i przepadłam dla historii Hope Valtor i Daniela Parksa.
Historia tej dwójki nie należy do przyjemnych i miłych, określiłabym ją raczej jako trudną, tajemniczą i zaskakującą. Autorka porusza w książce tematy takie jak: zaburzenia odżywiania i wszelkiego rodzaju przemoc, dlatego zdecydowanie o tym, czy jesteście gotowi na takie tematy jest bardzo ważne.
Relacja Daniela i Hope nie jest typową relacją romantyczną. Pojawia się tu wątek enemies to lovers i uwierzcie mi, nigdzie indziej nie znajdziecie go tak dobrze przedstawionego. Wiem co mówię, bo to mój ulubiony motyw. Valtor i Parks mogą wydawać się zupełnie różni i tak właśnie jest, ale mają jedną wspólną cechę, obydwoje są okropnie zranionymi przez przeszłość ludźmi. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że część tej krzywdy wyrządzili sobie nawzajem, a w szczególności Daniel wyrządził ją Hope. Ich relacja jest bardzo toksyczna i bolesna na każdej płaszczyźnie, ale jest w niej coś tajemniczego i pięknego. Myślę, że może być to, to że mimo rzekomej nienawiści ciągnie ich do siebie nawzajem i to, że jak jednemu dzieje się krzywda, drugi rzuca się mu na pomoc.
Hope jest niesamowicie silną bohaterką. Przeszła przez prawdziwe piekło i zdecydowanie nie zasłużyła na kolejne zło, które czyhało na nią po powrocie z ośrodka. Dziewczyna ma ogromne serce i jest naprawdę wspaniałą osobą. Nie da się jej nie lubić.
Cóż Daniel natomiast to jej przeciwieństwo. Jego z łatwością możecie znienawidzić, bo nie należy on raczej do miłych ludzi. Ale kto wie, co kryje się za skorupą? Chłopak przeszedł taką zmianę w momencie, w którym jego serce zostało złamane i nic już nie było takie samo.
Ciekawym wątkiem są tutaj nielegalne wyścigi samochodowe, w których Daniel Parks bierze udział. Mimo tego całego bólu to one dostarczą wam fajnego uczucia adrenaliny.
Poza głównymi bohaterami jest tu cała masa innych postaci, przeróżnych charakterów, tych dobrych, ale też tych złych. Nie będę o nich opowiadać, bo lepiej będzie, jak przekonacie się o nich sami, ale wierzcie mi. Nie będziecie się nudzić!
Jak możecie się domyślać, książka wywołała we mnie mnóstwo uczuć, które przepełniały mnie od chwili rozpoczęcia lektury do kilku chwil po jej skończeniu. Ale do teraz kiedy myślę o tej książce, a myślę o niej często, towarzyszą mi te same uczucia, które towarzyszyły mi podczas jej poznawania.
Podsumowując, „When I met you” jest książką, która będzie trzymać was w napięciu aż do ostatnich stron, a nawet wtedy to uczucie nie do końca was opuści. Pomimo bólu i cierpienia zawartych w tej historii może okazać się ona komfortową historią, tak właśnie było w moim przypadku. Nie wiem, co jeszcze mogę wam powiedzieć, bo nie potrafię dokładnie opisać wam, jak bardzo kocham tę książkę, ale jest ona niesamowita! Jak najbardziej zachęcam was do czytania! A Wiktorii jeszcze raz dziękuję
Naprawdę chciałam dać tej książce szansę. Właściwie od chwili, gdy tylko ją zobaczyłam, nie mogłam doczekać się momentu, aż w końcu wezmę ją w swoje ręce. Jednak już po kilku rozdziałach wiedziałam, że nie będziemy w stanie odnaleźć wspólnego punktu. Później nie było ani trochę lepiej...
Element, który najbardziej rzucił mi się w oczy, to brak konsekwencji swoich wypowiedzi. Zaprzeczenia bohaterów często występują w książkach, a szczególnie tych dłuższych, ale tutaj pierwsze pojawiły się praktycznie na samym początku. Bohaterka mówiła jedno, po czym kilka rozdziałów później twierdziła coś zupełnie innego. I gdyby jeszcze chodziło o istotne decyzje, przy których zmiana zdania wraz z fabułą mogłyby zostać uzasadniona, tak tutaj ciężko było mi połączyć jedno z drugim.
"When I met you" to dość potężna pozycja, przez którą przewija się naprawdę wiele wątków. Momentami byłam nimi odrobinę przytłoczona i nie ma to jednak związku z tymi mocniejszymi scenami. Chodzi mi przede wszystkim o sposób, w jaki autorka przedstawiała dane sytuacje. Ciężko było mi wgryźć się w ukazaną treść i w jakikolwiek sposób przeżywać losy bohaterów. Powiedziałabym nawet, że czułam wobec nich obojętność...
Co do samych bohaterów... Z nimi również nie było zbyt kolorowo. Wspólnym punktem Hope i Daniela była nienawiść, można było wyczuć również manipulację oraz toksyczność ich relacji. To akurat element, który faktycznie zwrócił moją uwagę. Jednak osobno... Ciężko było mi ich przełknąć.
Styl autorki był prosty, momentami nawet zbyt prosty, co jeszcze bardziej odpychało mnie od lektury. Ciężko jest mi znaleźć naprawdę dobre fragmenty, które pozwoliłyby obronić się tej historii.
Dla mnie niestety zupełnie nie, ale wiem, że ta pozycja odnajdzie swoje miejsce u wielu czytelników ♡
TOTALNIE 5/5. i okej, pomyślicie sobie, że mówię to jako patronka, ale cóż, sami się przekonajcie, czy historia Daniela i Hope jest wyjątkowa na swój sposób, jak uważam ja💞
When I met you to pozycja, na którą czekałam niesamowicie długo. Byłam mocno zaintrygowana motywami, jak i poruszaną tematyką. Byłam prawie pewna, że w tej książce odnajdę cząstkę siebie i przepadnę bezpowrotnie. I choć historia miała ogromny potencjał, z równie ogromnym zawodem musze stwierdzić, że został on tutaj poniekąd zmarnowany. Lecz zacznijmy od samego początku.
Hope to 17 letnia dziewczyna, która w swoim życiu przeszła już przez niejedno piekło. Wstawki wspomnień z jej wczesnego dzieciństwa choć czasem drastyczne, niestety nie wywołały we mnie zbyt wielu emocji. Było mi jej szkoda, lecz nie czułam się jakoś szczególnie poruszona. Może po prostu ciężko było mi utożsamić się z jej postacią, która bardzo często wydawała mi się irytująca. W jej przypadku pojawiają się także zaburzenia odżywiania spowodowane poniekąd zawodem miłosnym. Choć wydaje się to dosyć błahe, to gdy weźmiemy pod uwagę wiek dziewczyny, jest to jak najbardziej uzasadnione.
Daniel, bohater, który w moich oczach na siłę miał być tym złym. Nie polubiłam się ani z nim jako bohater historii, ani z jego kreacją. Uważam, że dużo lepiej mógłby tutaj wypaść jako typowy, niezbyt groźny bad boy, niż jako psychol, jak został przedstawiony. Jego zachowania jak i decyzje często były tak różne i sprzeczne ze sobą, iż czasem odnosiłem wrażenie, że czytam o dwóch zupełnie różnych osobach. Totalnie nie byłam w stanie zrozumieć jego intencji, ani co nim kierowało.
Co do całej książki, choć była bardzo schematyczna, wcale nie była tragiczna. Ma w sobie naprawdę wiele wątków, przez co łatwo się w niej pogubić. Styl pisania autorki również nie powala, bo choć prosty, czasem był dosyć chaotyczny. Wiele wydarzeń było do przesady oderwanych od rzeczy, a dialogi sztuczne, przez co ciężko było mi się wczuć w całokształt historii. Nie rozumiałam także zachowania opiekunów prawnych Hope. Mieć zaufanie do kogoś to jedno, ale pozwalanie nastolatce na totalną samowolkę, biorąc pod uwagę jej przeszłość wydaje się niezbyt odpowiedzialne. Pozycje tę uratowało zakończenie, które choć na kolana mnie nie powaliło, było całkiem okej. Mimo wszystko nie uważam by czas, jaki poświęciłam na przeczytanie tej książki został zmarnowany. Choć ponownie bym po nią nie sięgnęła, niektóre momenty wspominam całkiem dobrze.
Jeśli uważacie, że czytaliście kiedyś naprawdę wolny slow burn romance i nie była to ta książka, to nie wiecie o czym mówicie. Akcja tej historii dzieje się w uważam, że w przyzwoitym tępie i się spokojnie rozwija. Natomiast relacja bohaterów to są same wzloty i upadki, podparte tylko i wyłącznie nienawiścią.
Mam tak chyba pierwszy raz od dawna, że po skończeniu książki główny bohater jest dalej dla mnie pass. Zaskoczyło mnie to, ale jest jak jest. Daniel jest dość specyficzna postacią i nie jest łatwo go polubić, a tym bardziej zrozumieć nie znając jego perspektywy. Jest on osoba bardzo tajemniczą i wypełnioną nienawiść po sam czubek głowy.
Pierwszy tom jest takim dłuższym wstępem do prawdziwej historii, która dopiero się zacznie. Wnioskuje to po tym, że przez cała książkę jedyne co dostajemy to zagadki, a na koniec, w ramach niespodzianki, pojawia się ich jeszcze więcej. Niesamowite!
Oceniam cała książkę dość pozytywnie, jednak nie mam wrażenie, że przeczytałam coś nowego. Sama w sobie nie jest jakąś najlepsza lektura, lecz na pewno wzbudza zainteresowanie, tak jak w moim przypadku. Historia wydaje się naprawdę ciekawa, a jej tajemniczość jeszcze bardziej to napędza.
Minusami na jakie zwróciłam uwagę był dość amatorski styl pisania oraz błędy, jednak nie miałam co do tego wielkich oczekiwań, bo jednak to dopiero pierwsza wydana książka autorki. Wierze, że każda następna będzie coraz lepsza, ponieważ widzę potencjał na naprawdę interesującą trylogie. Mam nadzieje, że jeśli wy zdecydujecie się przeczytać ta książkę, to się wam ona spodoba.
~ Nie lubię pisać negatywnych opinii, ale niestety przy tej pozycji nie mam wyboru. Miałam do niej trzy podejścia i po trzeci sobie odpuściłam, odstawiając na DNF. Dotarłam do połowy i przez ten czas ta książka w żaden sposób nie złapała mojej uwagi, co jest istotne, aby zatrzymać czytelnika na dłużej. Tutaj tego nie znalazłam. Autorka wykorzystała tutaj motyw bad boya i zranionej grzecznej dziewczynki, który lubię, ale w przypadku tego tytułu został przedstawiony w sposób, który nie był bliski mojemu sercu. Miałam wrażenie, że czytam setne typowe opowiadanie z Wattpad z lat 2015/16. Muszę przyznać, że autorka ma przyjemny styl pisania, ale nie wystarczyło to, abym przebrnęła przez drugą połowę. Zdecydowanie ta książka nie była przeznaczona do mnie, ale nie znaczy, że wam się nie spodoba.
Trochę nie wiem co myśleć, ale bawiłam się zajebiście Główna bohaterka często sobie zaprzecza. Boi się ognia, ale sama w ten ogień wchodzi XD, ma chaczyki na Daniela, ale ich nie wykorzystuje mimo iż typ autentycznie chciał ją zabić
Szczerze nie wiem czy sobie Daniel zasłużył na sympatie tak wielu czytelników, bo ja nie lubię go od samego początku do samego końca, zadaje on bardzo głupie pytania i często miałam takie, Ale to ty dzwonisz. Autentycznie bardziej lubię Matiasa niż Daniela.
Ale zakończenie było spoko XD i mimo wielu minusów które dostrzegam bawiłam się zajebiście i czekam na kolejną część
Typowa książka z wattpada, która tam właśnie powinna zostać. Naprawdę ciężko się ją czytało. Zachowania bohaterów były irracjonalne. Daniel - główny bohater - chyba ma rozdwojenie jaźni. Cały czas przypomina Hope żeby ta nie wtrącała się w jego życie, podczas gdy on, traktuje ją jak rzecz: zabiera sobie skąd i dokąd chce, znajduje się w każdym możliwym miejscu gdzie dziewczyna. Akcja strasznie zagmatwana. Przez to że bohaterowie raz byli nazywani po imieniu a raz po nazwisku, nawet po przeczytaniu kilkudziesięciu czy kilkuset stron momentami musiałam się zastanawiać kto to jest. Oprócz tego książka zawierała MASĘ błędów co jeszcze bardziej utrudniało czerpanie przyjemności z czytania.