Iwona Banach kolejny raz rozbawi czytelników do łez!
Dwie grupy łowców duchów dostają zlecenie certyfikacji ducha w hotelu Astoria w Borkowie Pokutnym. Duch od jakiegoś czasu tam się ujawnia i właściciel ma do wyboru: albo się go bać, albo, co go kusi najbardziej... na tym duchu zarobić. Bo najlepszy hotel, to nawiedzony hotel. Certyfikowany duch byłby niezłym magnesem, gdy w okolicy nie ma nic i ludzie nie mają po co przyjeżdżać. Każda z grup inaczej podchodzi do sprawy. Jedni chcą dzięki temu wepchnąć się na celebryckie ścianki, drudzy chcą naukowo udowodnić istnienie zaświatów... Duchy bywają pomocne, można je nieźle wykorzystać. No chyba, że istnieją naprawdę...
Oj, nie zostanę fanką tej książki... Liczyłam na zabawną, niezobowiązującą lekturę, a dostałam coś tak strasznie nielogicznego i wulgarnego, że szkoda gadać. Tak naprawdę przez większą część książki nie wiemy dokąd zmierzamy, a na koniec autorka pozostawia nas z wieloma nierozwiązanymi wątkami (rozumiem, że to chyba ma być część większej całości, ale i tak...). Nie zagrał też tutaj humor, ale to już moja ściśle subiektywna opinia. I chociaż przesłuchałam ją w jeden wieczór (audiobook jest świetny!), to jestem na nie.
Z komediami kryminalnymi jest tak, że musi idealnie wpasować się w twój humor by Ci się spodobała. W tym wypadku dość sporo się rozminęliśmy i słuchałam tego audiobooka tylko po to by go wysłuchać. Nic nadzwyczajnego 🤷🏻♀️
Akcja rozgrywa się między Bożym Narodzeniem a Sylwestrem w hotelu Astoria w Borkowie Pokutnym, czyli małej i ponurej nadmorskiej mieścinie. Hotel teoretycznie albo praktycznie - w sumie nie wiadomo - jest nawiedzony... Właściciel Winicjusz Warkot najmuje dwie grupy poszukiwaczy duchów - dwie, żeby było konkretne potwierdzenie - do stwierdzenia autentyczności nawiedzenia 👻
A hotel to nie taki byle hotel, tylko hotel z historią - robotniczą historią. Szemrani goście, afera kibelkowa, mrożone brukselki, dziwne napisy no i te duchy... a może nie duchy?
"Świąteczne duchobranie" jest napisane z takim zagęszczeniem głupoty, żenady i dziwactwa, że aż oczy bolą od przewracania, serio 👀
Książka mnie nie ubawiła na co liczyłam czytając, bądź co bądź, komedię kryminalną. Zagadka kryminalna była dobra, ale wszystko dookoła mnie wymęczyło i zniesmaczyło, a w sporej części było toksyczne 😑
Nie polecam, a szczerze to nawet trochę odradzam 🙈
Obiektywnie nie mogę dać tej książce więcej gwiazdek, ale Iwona Banach w tym roku podbiła moje serce swoimi komediami kryminalnymi. Ich absurd, ale też humor totalnie mi odpowiadają i w planach mam nadrobienie jej twórczości. Nie są to jednak książki ambitne i mają trochę chaosu, dziwnych zabiegów fabularnych, stąd też taka, a nie inna ocena.
Zupełnie na nie. Niby komedia kryminalna ale ani to dobry kryminał ani dobra komedia. Cała książka opiera się na wrzucaniu przekleństw co drugie zdanie, dialogi między młodymi bohaterami brzmią absurdalnie (jakby napisało je AI), poziom żartów jest bardzo niski i prymitywny a sama zagadka kryminalna jest absurdalna.
Oglądaliście kiedyś „Ghostbusters”, czyli pogromców duchów?
Ja wychowałam się na tych filmach i od dziecka lubię tematykę duchów. Więc nic dziwnego, że sięgnęłam po książkę Iwony Banach „świąteczne duchobramie” Za książkę dziękuje wydawnictwu, Współpraca recenzencka.
Pióro autorki już znam, ponieważ czytałam kilka przednich książek i myślałam, że i ta trafi do mojego serca. Jednak niestety trochę się zawiodłam. W książce poznajemy dwie ekipy pogromców duchów, które mają za zadanie udowodnić, że duchy istnieją. Niby wszystko fajnie, tylko że było za dużo elementów, które mnie się po prostu nie podobały. I mowa tu o mocno przedmiotowym traktowaniu dwóch kobiet, które jedyne co miałaś do zaoferowania to pokazanie piersi i bycie w przeszłości prostytutkami. I ja rozumiem, że to miało być prześmiewcze, że takie zrządzenie losu, bo tam później mamy wyjaśnione, dlaczego tak to jest. Jednak nie przekonały, mnie te tłumaczenia, wręcz mocno zniechęciły i zniesmaczył. Takim kolejnym elementem jest mnogość bohaterów, bo o ile ja lubię kiedy jest dużo bohaterów, którzy mają znaczenie dla fabuły, tak tutaj bohaterów było za dużo. Byli też tacy, o których wspominane było 50 razy, a pojawili się tylko raz, ewidentna próba zmylenia czytelnika, wyszło to mocno średnio.
I o ile cała zagadka kryminalna, wyjaśnienie zbrodni, naprawdę mnie angażowało i bawiłam się dobrze, tak wyjaśnienie motywów i tego, kto jest kim, mnie rozczarowało. Liczyłam no coś więcej.
Z minusów muszę jeszcze niestety, wymień dialogi, bo niektóre dialogi między głównymi bohaterami mnie często triggerowały i wręcz czułam obrzydzenie. Książka otrzymała ode mnie 3,5 ⭐️ i skłaniam się bliżej 3 ⭐️, liczyłam na kolejną super komedię kryminalną, jednak mocno odbiegło to od tego, na co liczyłam. I z całym przekonaniem wiem, że ta książka odnajdzie, swoich fanów. Jednak ja, jednym z nich nie jestem, a szkoda, bo potencjał był duży.
Niestety jestem na nie. Niezwykle wulgarna powieść, która wcale taka nie musiała być, żeby być zabawna. Z komediami kryminalnymi jest jeśli nie polubi ich się od pierwszego wejrzenia, to nie zostanie się fanem tego typu książki. Mi ta nie przypadła do gustu od samego początku. Choć lubię historię o duchach, tak tutaj wszystko było „rozmemłane” i po prostu działo się za dużo na raz.
Czekałam kiedy z książki wyskoczy Kudłaty i Scooby-doo. A to chyba najlepiej określa poziom tej historii. Przy całej sympatii dla kreskówki, książka jest typowym "odmóżdżaczem". Przeczytasz - zapomnisz, nie przeczytasz - nic nie stracisz, a w sumie nawet zyskasz: czas...
3.75 ⭐️ Książka zapowiadała sie ciekawie, pierwsze 100 stron były naprawdę śmieszne i miło sie czytało, jednak końcówka strasznie chaotyczna nie koniecznie wiem co sie ostatecznie tam stało
Pomysł na fabułę tej historii bardzo mi się spodobał bo to spośród nieco starszych czytelników nie pamięta łowców duchów?😉 Niestety wykonanie mnie nieco zawiodło bo choć to historia z duchami w tle mi jednak zupełnie nie przypadła do gustu.
Główni bohaterowie, a jest ich tu sporo, to dość prości ludzie, z dość często „przaśnym” językiem i niezbyt fajnymi odzywkami, wyzywający się od głupków i innych takich. Właściciel hotelu ma żonę, jednak ponieważ jego żona utyła bez pardonu uważa, że posiadanie kochanek to nic złego. A jak g jednej pani tego przybytku było mało to jest jeszcze teściowa i babcia! I w takim babińcu ten właściciel zdradza małżonke, nikt nic nie widzi a interes się kręci. A raczej nie kręci bo po to mu duchy i łowcy, którzy wystawią certyfikat, że w tym hotelu duchy są i są jak najbardziej autentyczne więc goście przybywajcie. Galimatias jest więc spory i miało wyjść bardzo humorystycznie, do mnie jednak totalnie nie przemówiło. Zupełnie nie moje poczucie humoru i gagi, do tego nieco absurdalne zachowania i motywy nie sprawiły mi żadnej frajdy podczas czytania.
Rozwiązanie zagadki czy raczej tajemnica ducha jeszcze jakoś minimalnie ratuje tę opowieść, podobnie hotel z klimatem i historią w tle. Wszystkiego jest tu jednak za dużo, dzieje się za szybko i jest całkowity galimatias. Bardzo łatwo można się pogubić lub spędzić długie chwile zastanawiając kto jest kim. Wątek kryminalny i trupy są jeszcze poprawne, jednak jak dodać do tego tą nieszczęsną brukselkę to ja jednak jestem na nie…
Ale się świetnie bawiłam przy tej książce 😁. Mimo zabójstw, które miały miejsce, to się momentami zaśmiałam głośno. Szczególnie jak były zmieniane słowa kolęd 🤭😂. Dziwnym zrządzeniem później tak sobie nuciłam 😅. Ale może nakreślę wam o co chodzi.. Otóż była sobie grupa młodych ludzi, którzy postanowili stworzyć coś w rodzaju poszukiwaczy duchów. Nie zamierzali ich wypędzać czy coś w tym stylu robić. Po prostu jechali w miejsce, nagrywali na swoje kamery, mierzyli parametry i stwierdzali bądź nie obecność duchów w danym miejscu. Swoją drogą fajna taka fucha 😁. Ale jak to zawsze bywa, oczywiście musieli mieć swoją konkurencję, którzy zajmowali się tym samym co oni. I tak pewnego dnia obie te grupy zostały zatrudnione do stwierdzenia obecności duchów w hotelu, o którym nikt wcześniej nie słyszał, w miejscowości, której nazwa też nic nikomu nie mówiła 🤭. Jednak to do czego doszło w owym hotelu i co oni odkryli przeszło najśmielsze oczekiwania obu grup. Czy w tym hotelu faktycznie były duchy? Cóż.. Polecam wam przeczytać tę książkę, a się tego dowiecie, a przy okazji będziecie się świetnie bawić 😁.
"Świąteczne duchobranie" to przyjemna i lekka lektura, w sam raz na kilka wieczorów.
Dobrze mi się ją czytało, chociaż mnie nie porwała. Co jakiś czas musiałam przerywać lekturę, dopiero pod koniec się wciągnęłam.
Książka jest trochę chaotyczna. Wynika to ze stylu autorki w jakim napisała tę komedię kryminalną. Niekiedy się gubiłam, ale ogólnie podobała mi się. Było kilka świetnych momentów i ciekawych przemyśleń.
Bohaterów jest wielu i są dosyć słabo opisani, tak naprawdę nie znamy ich dobrze. Niby jest grupa DrDuch ale w ogóle nie trzymają się razem, śledztwa odnośnie duchów tak naprawdę nie prowadzą. Tylko na początku lektury tworzą drużynę.
Muszę przyznać, że zakończenie mnie zaskoczyło. Wątki zostały ciekawie ze sobą połączone, choć liczyłam na coś ciekawszego.
Bardzo spodobał mi się pomysł na fabułę. Dużo się dzieje i na pewno nie da się nudzić podczas lektury. Ogólnie przyjemny tytuł, w sam raz na czas świąt.
A gdyby w pierwszy dzień świąt musieć złapać kilka duchów? Porozmawiajmy.
[Współpraca reklamowa ze @skarpawarszawska]
Dwie firmy zajmujecie się poławianiem duchów, jeden hotel i trup. Fantastycznie zabawna historia. Koneksje w małomiasteczkowym hotelu napędzają sieć podejrzanych. Tu się dzieje bardzo dużo! Urocza okładka zupełnie nie wskazuje na to, co zastajemy w środku.
Zrozumienie logiki – niepodrabialnie pokrętnej – to nie lada wyczyn. Ilu bohaterów tyle teorii, ile nowych poszlak tyle odrębnych wyjaśnień. Im dalej w historię, tym więcej faktów, a każdy z nich równie szokujący.
Autorka przedstawia z dystansem nie tylko spędzanie świąt, ale też bywalców hotelu, którzy tworzą mieszankę wybuchową charakterów. Nie raz się zaśmiałam i okazuje się, że to fantastyczny poprawiacz humoru.
Bardzo dobrze się bawiłam, próbując razem z bohaterami rozwiązać świąteczną zagadkę!
Skończyłam przegląd świątecznych specjałów od Banach i jedynie "Mord w Las Vegas" jest warty waszej uwagi. Okropna, robi wodę z mózgu. Ale to chyba koniec przygody audiobookowej na najbliższy czas, bo legimi usunęło wszystkie książki z pakietu bibliotecznego więc będę teraz czytać ponad dwa razy mniej - cudownie! Kochamy was legimi 😊😊
Pani Banach pisze książki które trafiają w mój gust. Lubię ten swojski klimat i humor jaki pojawia się w ej kolejnych tomach i to jak bardzo pokręcone rzeczy się dzieją. Dziwny hotel, pogromcy duchów i związek zawodowy pań do towarzystwa, co może się nie udać :)
❗TW: śmierć, wulgarne "żarty", przekleństwa? (nie pamiętam, ale prawdopodobnie tak)
Plus tej książki jest taki, że już zdążyłam zapomnieć, o czym była.
Zaczęło się dobrze i trochę absurdalnie - grupka łowców duchów dostała zlecenie zamieszkania przez jakiś czas w nawiedzonym hotelu i udowodnieniu, że tam straszy. Połączenie świątecznego klimatu z duchami wydawało mi się ciekawe, tyle że tu pojawił się pierwszy problem. Jakoś nie kojarzę tych duchów. Niby coś tam się dzieje, jakieś dziwne napisy na lustrach i takie tam, ale słuchając czułam jakby była to tylko malutka część historii. A co do reszty historii, to dobrze podsumowała to wild_bookwholic (Goodreads) ,,tak naprawdę przez większą część książki nie wiemy, dokąd zmierzamy" i całkowicie się z tym zgadzam.
Humor również do mnie nie trafił, nie wiem, może po prostu jestem już za stara na żarty w stylu ,,haha dupa, seks", nie wspominając już o tym, jak były tu traktowane kobiety. Albo sądząc po większości opinii na Goodreads - to zwyczajnie nie było zabawne.
Nie ogarniałam też, kto był kim, u mnie często się to zdarza przy audiobookach z dużą ilością bohaterów, więc na ocenę to zbytnio nie wpływa (bo książka jest na tyle słaba, że nie musi).
Nie wiem, o co wszystkim chodzi. Fakt – jest durna, jest absurdalna, czasami wulgarna. Ale to jest komedia kryminalna. I w swoim gatunku naprawdę nie jest zła. Ja się bawiłam wybornie 😅.
Poddaję się w 1/4. Humor w tej książce zaskoczył mnie... Jeśli Was nie bawią słowa typu cycki, dupa itp, to nie polecam. Szkoda, bo myślę, że pomysł na fabułę całkiem ok. Byłam zdziwiona, że książka została napisana przez kobietę, bo teksty bardziej pasowałyby do najebanego wujaszka na weselu.