Uważaj, czego sobie życzysz – z marzenia, by spotkać prawdziwego smoka, może się zrodzić wiele zębatych i pokrytych łuską kłopotów.
Po przygodach z udziałem wolpertingera Ryśka, psów otrutych wróżkowym pyłkiem, mantykory, jednorożca i innych magicznych podopiecznych przychodni w Zrębkach techniczka weterynaryjna Florka Kuna czuje się już w swojej nowej pracy – u boku weterynarki-nekromantki – nieco pewniej. Czy jest jednak gotowa na… plagę drakonidów?
Florka, jej współpracownik – faun Bastian i nieumarła szefowa, doktor Izabela Pokot, mają przed sobą kolejne wyzwania: trokarowanie katoblepasa, eksmisję aitwarasa i łapanie aż nazbyt zdrowego tatzelwurma. Codzienna praca w przychodni zajmującej się magicznymi stworzeniami wymaga zimnej krwi – niełatwo o nią jednak, gdy nowa techniczka zachowuje się podejrzanie, magiczny kot miota przepowiedniami, a za rogiem czyha przeciwnik prawdziwie przerażający: media…
Poznaj tajemnice opieki nad magicznymi stworzeniami! Z czym tym razem przyjdzie się zmierzyć Florce i załodze fantastycznego gabinetu weterynaryjnego?
Autorka nominowanej do Nagrody Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla powieści Bóg Maszyna. Studiowała twórcze pisanie na Uniwersytecie Łódzkim i szlifowała warsztat ponad dwie dekady, by móc kiedyś podzielić się owocami swojej wyobraźni. Zagubiona w fantastycznych światach, czy to z książek, filmów, gier fabularnych, czy też własnych. Z zawodu technik weterynarii, nie wyobraża sobie życia bez tworzenia, herbaty i co najmniej trzech gatunków zwierząt w domu.
No i ten tom podobał mi się znacznie bardziej! Miałem wrażenie, że mamy tutaj większe znaczenie głównej osi fabularnej. Nie były to już poszczególne opowiadania o zajmowaniu się konkretnymi pacjentami.
Podobała mi się mniej niż pierwsza część, ale to wciąż lekka i przyjemna książka o magicznych zwierzątkach. Od teraz jednorogini to mój ulubiony feminatyw!
4,5⭐️ Jednym z moich największych odkryć tego roku był pierwszy tom Necrovet. Aż zapiszczałam z radości gdy zobaczyłam zapowiedź drugiego tomu i nie mogłam się doczekać aż wpadnie w moje ręce. Kolejne przygody Florki, Bastiana i Izabeli również chwyciły mnie za serce. Tym razem pojawiły się jedne z moich ulubionych magicznych stworzeń czyli smoków 🐉 Pojawiały się tu problemy natury etycznej, walka z mediami, miłość, wiele wspaniałych stworzeń i ogromna dawka świetnego humoru. To idealna pozycja gdy potrzebujemy ciepłego otulania w zły dzień, przy tej książce nie da się nie uśmiechnąć ✨
✨️2,5/5 Z jednej strony świetna i wciągająca rozrywka, a z drugiej: główna bohaterka robi się niezwykle płaską postacią, jest irytująca i zachowuje się irracjonalnie. Mam nadzieję że to jedynie syndrom drugiego tomu🥹
Tom drugi trzyma poziom pierwszej części, choć akcenty zostały rozłożone odrobinę inaczej - większą rolę odgrywa warstwa obyczajowa i robi się trochę poważniej.
W lecznicy weterynaryjno-nekromantycznej życie toczy się dobrze już nam znanym rytmem, który wyznaczają wizyty coraz to dziwniejszych stworzeń. Zmiana pojawia się pod postacią nowej teczniczki, Zuzanny, starej znajomej Bastiana. Między tą dwójką od początku iskrzy (i to nie w ten fajny sposób), a bohaterka wydaje się być mocno przerysowana. Nie da się jej lubić i postępuje idiotycznie, więc tak naprawdę nie mam pojęcia, po co ta postać została w ogóle wprowadzona do historii. Może miała pokazać, czego nie powinno się robić pracując na jej stanowisku, nie wiem.
Bardzo ucieszył mnie wątek romantyczny, bo nawet jeśli nie zawsze jestem ich fanką, to jednak romans między dwoma gatunkami daje spore pole do popisu i liczę na to, że zostanie to odpowiednio przez autorkę wykorzystane. Podobało mi się to, jak pokazana została inność fauna i dyskryminacja, z którą musi się mierzyć, a zarazem autorce udało się też oddać to, że w wielu względach w ogóle nie różni się on od człowieka i często ma dokładnie te same problemy.
Te książki są dla mnie tym, czym dla wielu były "Legendy i latte", z niecierpliwością będę czekać na kolejny tom.
Trochę chaotyczniejsza niż poprzednia, ale bardzo wciągająca. Tylko jak się przez to wciąnięcie przejrzy, to zaczyna być mało konsekwetna i nieco odklejona (w znaczeniu: dużo tu poważnych spraw potraktowanych po łebkach, przy szybkim tempie ta powaga sie rozmywa) ale doczepiam się do tego tylko, jakbym już naprawdę musiała sie doczepić.
Niestety, w moim odczuciu druga część cyklu jest słabsza niż pierwsza. To świetnie, że autorka przedstawia nam pracę w lecznicy weterynaryjnej, jednocześnie zachowując lekki i nieco żartobliwy klimat powieści. To jednak, co stało się z bohaterami, kompletnie do mnie nie przemawia.
Nadal brniemy w związek romantyczny, który kompletnie nie ma racji bytu. Dodatkowo bohaterowie zaczynają mnie irytować swoja niedojrzałością (30-letni Bastian witający się ze swoją partnerką "Siema, młoda!") i lekkomyślnością (Florka podczas poważnych zabiegów albo akcji w terenie regularnie już wyjmuje telefon i zaczyna robić pacjentom zdjęcia, a nawet samotnie pędzi ratować smoka, nie mając o tym najmniejszego pojęcia).
Historia na szczęście jest domknięta, ale autorka zostawiła na końcu małą zapowiedź kolejnej części. Nie jest to w żaden sposób wymuszone czy nachalne - ot, po prostu puszczamy oczko w stronę czytelnika.
Niepokoi mnie kierunek, w jakim poszedł cykl, ale biorę się za kolejną część. Mam nadzieję, że bohaterowie choć trochę dojrzeją. Ciekawość świata i droczenie się mogą być urocze, ale we wszystkim wypadałoby zachować umiar.
3,5⭐️. Zdecydowanie za dużo tu chichotania. Ja rozumiem, że bohaterom czasami jest wesoło i często faktycznie się krótko zaśmieją, ale kiedy co druga strona jest wzmianka, że Flora zachichotała albo Bastian zachichotał, to aż mnie skręcało w środku od tego całego chichotania. Weźcie się ludzie po prostu śmiejcie, co?
Początkowo te wszystkie mechanicznie przyjmowane wizyty kolejnych magicznych zwierząt mnie nudziły, ale na szczęście z czasem zaczęła się z tego formować fabuła. I to całkiem przyjemna. Wciąż jestem też fanką tego prostego języka autorki i dialogów wyjętych totalnie z życia, a nie ze słownika. “Jesteś niewinna jak nieobsrana łąka” (czy coś w ten deseń) zostanie ze mną na zawsze 😆.
Wow, już wiem, jak mógłby wyglądać poród centaurydy. I jak zajmować się innymi istotami/zwierzętami/stworami. Może kiedyś to wykorzystam w życiu 😁 W tym tomie więcej było odnośnie rasizmu/dyskryminacji, co oceniam na plus, ale momentami coś zgrzytało mi w kreacji bohaterów. Tom przyjemny, tak jak poprzedni, ale w moich oczach słabszy i mniej atrakcyjny. Wciąż jednak gwarantuje dobrą zabawę ✨
3,75; jeszcze bardziej urocza; to mogłoby mieć 20 tomów a i tak bawiłabym się przednio, jedyny mój zarzut jest taki, że Bastian dość mocno infantylizuje Florkę w ich relacji i dość dziwnie to wybrzmiewa
kocham tę serię, co prawda podobała mi się odrobinkę mniej niż tom 1 ale dla mnie to wciąż 4,75 i comfort read. Są tu smoki, kocham Pączka 🥹 Also wyznanie Bastiana w rozmowie z Florką 💔 Jedyne co mi tu trochę zgrzytało to postać Zuzy, która była strasznie przerysowana, no bo kto by ją zatrudnił w ogóle? Szczególnie taka twarda babka jak Izabela??? Anyway I loved it i podobał mi sie ten twist z przepowiednią Marbasa i pieprzykiem.
Wraz z końcem roku powróciłam do weterynaryjno-nekromantycznej lecznicy Izabeli. W takim miejscu nie da się nudzić; nie tylko ze względu na niespodziewanych pacjentów, ale i ze względu na niespodziewane zmiany, które zawitały do Zrębek. Czy jest jakieś zwierzę, które by mogło przebić przygodę z jednorożcem? Okazuje się, że i owszem. Bo kto nie chciałby zobaczyć z bliska smoka.
Drugi tom Necrovet serwuje nam cały przekrój różnistych drakonidów. Magicznych pacjentów, którzy, odwiedzają lecznice jest sporo, kilku z nich już znamy tak jak np. szanownego Ryśka, kilku z wejścia zaskarbiło sobie moją sympatię, a od reszty lepiej trzymać się na dystans. Za to wszyscy są niezwykle ciekawi.
Poza strefą magiczną, kluczową rolę w historii odgrywa zwykłe życie bohaterów. W poprzednim tomie to Florka rozpoczynała pracę u Izabeli Pokot, w tym gabinet zyskuje nową pracownicę Zuzannę. Muszę przyznać, że od początku miałam co do niej podobne odczucia jak Bastian. Nowa bohaterka wprowadza trochę zamieszania, szczególnie, że jej stosunek do małych pacjentów i do metod pracy jest zupełnie inny niż ten, który preferują nasi bohaterowie.
Mówiąc o bohaterach, muszę wspomnieć o pani Irenie, która, za każdym razem, gdy pojawiała się w historii razem z Jagódką, zjednywała moją sympatię coraz bardziej i bardziej.
Autorka poruszyła w tekście kilka ciekawych kwestii społecznych. Duża część fabuły skupiała się na zagadnieniach związanych z tolerancją i akceptacją inności. Zderzenie poglądów pokoleń nie jest dla mnie czymś obcym. Autorka w tym przypadku idealnie przełożyła rzeczywistość na karty książki. W pokazywaniu braku tolerancji, szczególnie jedna scena przy drzwiach restauracji zapadła mi w pamięć, ale jeśli o nią chodzi to mam wrażenie, że niejednokrotnie widziałam jej wariację w filmach, serialach czy innych książkach.
No i nie mogę nie wspomnieć o wątku romantycznym. Jest to relacja, której się spodziewałam i której kibicuje. Mimo, że między bohaterami nie czuje romantycznej chemii. Wydaje mi się, że wciąż jest to bardziej przyjaźń, ale kto wie jak to się potoczy dalej.
Dodatkowo, może by dodać książce powagi czy wprowadzić ważny temat, okazało się, że jeden z bohaterów zmaga się z chorobą psychiczną. Pozostaje to w zakresie tematyki proza życia, ale ta rewelacja wydała mi się być troszkę randomowa. Choć w kolejnych tomach może być to ciekawie rozwinięte.
To co mi nie do końca odpowiadało w lekturze, to fakt, że czasem postaci są niepotrzebnie wulgarne. Ta seria idealnie wpasowuje się w trend cosy fantasy, a sporadyczne teksty, które się pojawiają w wypowiedziach bohaterów, wybijały mnie z tego ciepłego klimatu książki. Mam tu na myśli np. komentarz Zuzy odnośnie do porodu Centaurzycy, czy tekst ciotki Florki „uważaj, bo kociej mordy dostaniesz”. Nie jestem pruderyjną osobą, ale w kontekście tej konkretnej lektury to nie pasowało. W ogólnym rozrachunku, książka trzyma poziom pierwszego tomu. Jestem ciekawa co autorka zaserwuje nam dalej. Przyjemnie się zagląda do codzienności Florki, Bastiana i Izabeli. Ja serię planuję kontynuować. Tylko czym autorka przebije smoki??
This is the second volume of a fresh Polish urban fantasy about caring for magical and ordinary animals, this book’s English title is Necrovet: Methods of healing dragonids and it follows the characters and the world introduced in Necrovet. Usługi weterynaryjno-nekromantyczne, which I reviewed here.
Florka, a veterinary assistant to undead doctor Isabella, continues working in her veterinary clinic. In this novel, a new assistant joins their team, a young mother from another veterinary clinic in a nearby village. Formerly fawn Bastian, who now works with Florka, was working there and has an extremely negative opinion about the whole team there (which usually just injected animal patients with a broad specter antibiotic as the sole method), so he suspects that this new addition is for no good. Moreover, one of the first patients Florka treats this time is a cat witch familiar. It has constipation and a gift to predict the future, therefore, he is extremely unwilling to have a procedure, among other things actively cursing and predicting a lot of bad stuff to Florka.
Overall, this volume ‘specializes’ in treating dragonids, from Aitvaras (a nature spirit in Lithuanian mythology that looks like a white or black rooster with a fiery tail like a meteor) to a ‘real’ dragon, but there are other interesting cases like helping a centauride to give birth to a cozy and innocent romance between Florka and Bastian.
While not as groundbreaking as the first book, it is a nice easy read.
Kontynuacja przygód Florki w lecznicy weterynaryjno-nekromantycznej nie zawodzi. Książka nie tylko utrzymuje poziom pierwszej części, ale dodatkowo w bardzo ciekawy i angażujący sposób rozwija wszystkie wątki.
Tak, jak w poprzedniej części brakowało mi odrobinę akcji, tak tutaj byłam całkowicie ukontentowana stosunkiem spokojnego snucia opowieści do bardziej emocjonujących fragmentów. Ucieszyło mnie, że w książce o drakonidach poznaliśmy smoka właściwego, ale prawdę mówiąc mnogość innych, ciekawych pacjentów lecznicy w Zrębkach, byłaby wystarczającą rekompensatą :) Podobało mi się łagodne i naturalne rozwinięcie znajomości Florki i Bastiana. Ich relacja w miły sposób uzupełniała historię i nawet jeśli okazjonalnie wybijała się na pierwszy plan, nie zdominowała książki, zostawiając wiele miejsca dla dziejów magicznych stworzeń.
W tej części laur najlepszych zwierzątek wręczam wiwernie Jagódce oraz tatzelwurmowi Mambie. Przy tej okazji warto podkreślić, że autorka sięga po bardzo wiele zróżnicowanych zwierząt mitycznych i fantastycznych, dzięki czemu poznałam wiele ciekawych gatunków (np. Lolmisho, czy Schilalyi).
Ponownie lektura była przyjemna i wciągająca, pomagała się zrelaksować i odpocząć. Właściwie nie mam nic do zarzucenia. Zwyczajnie jest to dobra książka, którą z pewnością będę polecać.
Bardzo przyjemna kontynuacja, podobała mi się nawet bardziej od pierwszej części. Czego chcieć więcej jak mamy urocze stworzenia magiczne na wyciągniecie ręki? Tylko ich więcej , więc niczego mi nie brakowało do szczęścia :)
W sequelu w końcu doczekujemy się rozwoju relacji między Florką i jej obiektem westchnień oraz dostajemy garść nowych intrygujących gatunków magicznych zwierząt do zbadania, czyli kontynuację poprzedniej historii. Nie ma co się rozwodzić nad samą fabułą, ponieważ to możecie odkryć już sami, chciałabym jednak docenić poruszane w utworze problemy, które rozpatrywane są w znacznie wiekszym zakresie oraz przedstawione w bardziej otwarty sposób. Dyskusja dotyczy między innymi dyskryminacji ze względu na rasę bądź orientację seksualną oraz krzywd i zaniedbań wobec zwierząt. Historia wciąga tak samo dobrze jak wcześniej i zdecydowanie jest to przykład sequela, który nie ma kwaśnego posmaku wymuszonej treści i doskonale trzyma poziom swojego poprzednika. Jedyne czego mogę się przyczepić to, że faktycznie książka obraca się głównie dookoła drakonidów, które dziwnym trafem napływają do bohaterów falami dzień w dzień. Niby jest to później wyjaśnione, ale też nie jest to jakiś wybitny powód. Sama pokusiłabym się o coś ciekawszego, jak np. niespodziewane migracje wynikające z jakichś klęsk, ale rozumiem zamysł obecnego rozwiązania. Bardzo luźna książka, którą mogę z uśmiechem polecić i aprobować.
"Necrovet" to: 🐾 mała polska wieś 🐾 (nie)zwykły gabinet weterynaryjny 🐾 zwierzęta magiczne i niemagiczne (między innymi zając z porożem i pies wymiotujący brokatem) 🐾 ludzie i istoty magiczne (dusze, wróżki, elfy, czarownice, krasnoludy i fauny) 🐾 lecznicze, magiczne i nekromantyczne praktyki 🐾 rozwijające się relacje 🐾 ważne tematy, takie jak uprzedzenia i zaburzenia psychiczne 🐾 oryginalność, przyjemność i humoru
Jak sama Autorka wskazuje: jest nie tylko lekko, ale także realistycznie - są procedury medyczne i ludzkie zaniedbania 💔
W drugim tomie akcja jest bezpośrednią kontynuacją pierwszej części, a do tego jest pewna tajemnica...🫢
Świetnie się bawiłam! Idealna do odprężenia! Z niecierpliwością czekam na kolejne przygody Florki, Bastiana i Izabeli 🤞
Mocne 3.75, zawyżone, bo polskie książki zawsze mają niższą ocenę na GR niż anglojęzyczne odpowiedniki, więc staram się to wyrównywać :)
Wciąż cudownie sympatycznie się tę serię czyta. Jest magicznie, zwierzątkowo, czasem naukowo (bardzo lubię weterynaryjnie smaczki) i ogólnie szalenie wholesome. Porównywałam już pierwszego "Necroveta" do książek Jamesa Herriota i tego porównania się trzymam. Jest małomiasteczkowo, ujutnie i puchato. Bardzo polubiłam lecznicowy team (poza Zuzą, gtfo!) i fajnie, że postać będąca moją imienniczką nie okazała się kompletną zołzą ;) No i bardzo miło się czytało o... perypetiach sercowych. I ship it :3 Dodatkowy plus za nieco większą stawkę niż w pierwszej książce. Wciąż jest to fabuła blisko "no-stakes", ale tym razem powiedziałabym, że jest "some-stakes". Naprawdę arcy-miły przystanek na fantastycznej mapie Polski. Polecam i czekam na więcej.
Jestem zachwycona książką, bawiłam się chyba nawet lepiej niż na pierwszej części. Podziwiam, w jak zgrabny i nienachalny sposób autorka prezentuje mądre treści dotyczące zwierząt.