Czy dwie niedopasowane części mogą stworzyć całość?
Mallory to outsiderka. Ma wrażenie, że w szkole jest jak niedopasowany puzzel. Najbardziej ceni swoją grupkę przyjaciół. To, że mają siebie, pomaga im przetrwać.
Życie dziewczyny wciąż uprzykrza Elliot. Chłopak robi wszystko, by Mal nie mogła wyrzucić go ze swoich myśli. Po tym, jak obydwoje trafiają na dywanik dyrektorki szkoły, nie mają jednak wyjścia i muszą współpracować.
Dostają zadanie – czeka ich wspólna organizacja Zimowego Balu, czyli jednego z najważniejszych wydarzeń w ciągu roku szkolnego. Od tego momentu spędzają ze sobą więcej czasu i dowiadują się o sobie nowych rzeczy. Wkrótce ich wzajemna niechęć przeradza się w coś więcej. Ale czy uczucia Elliota są szczere? I czy po wszystkim, co się między nimi działo, Mallory będzie w stanie mu zaufać?
Książka, która wygrała konkurs na powieść młodzieżową Wydawnictwa Young!
moja nastoletnia >ja< krzyczy na myśl o tej książce. bardzo przyjemna, zabawna, lecz nie pozbawiona trudnej tematyki. co prawda, liczyłam na troszkę inne zakończenie, ale i tak bawiłam się na niej wspaniale! momenty mal&elliot>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
uwielbiam tych bohaterów i ich relację, to jak się rozwijała i jak na początku naprawdę się nawzajem irytowali, a na koniec stworzyli taki piękny i zdrowy związek i umieli ze sobą porozmawiać ❤️❤️
Zwykła prosta młodzieżówka i chyba to był jej problem. Oprócz standardowego wątku romantyczne i vibe’u szkolnego to książka po prostu była zwykła i bardzo melancholijna. Czytało się ją bardzo szybko i przyjemnie co jest jednym z największych plusów tej książki. Na początku byłam pozytywnie nastawiona Enemies to lovers zaczynał się obiecująco ale gdzieś zanikł, bardzo szybko przeinaczył się w przyjaźń a szkoda bo wolałabym to przejdzie faktycznie enemies to lovers a nie enemies to friends to lovers. Tego klimatu wrogów było bardzo mało co ja osobiście w tym wątku uwielbiam, kocham jak bohaterowie się przedżeźniają i nie lubią a tutaj bardzo szybko to zanikło:( Książka jest bardzo prostolinijna i mimo dodatkowych wątku to nadal oprócz wątku romantycznego nie dzieje się za wiele. Bawiłam się przy niej w miarę okej, na końcu się wynudziłam ale tak to nie narzekam jakoś bardzo. Jak na debiut to jest całkiem okej książka, chociaż było pare niedociągnięć fabularnych.
Jest to książka zdecydowanie dla miłośników Lynn Painter i książki ,,11 papierowych serc". Chociaż nie jestem zwolenniczką tej drugiej książki to ta pozycja bardzo mi się podobała. Wątek enemies to lovers skradł moje serduszko a fabuła tak mnie wciągnęła, że przeczytałam całą książkę w dwa dni 🌈✨ Jest to raczej lekka młodzieżówka, miałam do niej trochę oczekiwań i zdecydownie się nie zawiodłam 🤍 Denerowala mnie torche główna bohaterka, ponieważ zachowała się na dużo młodszą, i jej pomysły były nieprzemyślane ❄️🎡 Główni bohaterowie przygotowywali bal zimowy i uważam, że jest to fajna rzecz w fabule ksiazki. Humor ,,Sztuki przyciągania" bardzo mi się podobał a teksty Elliota to CUDO 💋 [współpraca barterowa z Wydawnictwo Young]
Mallory czuję, że odstaje od reszty świata. Ma kilku przyjaciół i to z nimi spędza najwięcej czasu. Niestety jej życie utrudnia Elliot. Dodatkowo los chce, aby współpracowała z nim przy organizacji zimowego balu. Jednak podczas wspólnie spędzonego czasu ich nienawiść zaczyna się przeradzać w całkowicie inne uczucia…
„Sztuka przyciągania” to powieść młodzieżowa, która zawładnęła moim sercem. Czytałam ją dwa razy i za każdym razem nie mogłam się od niej oderwać 😍 Na początku poznajemy wszystkich bohaterów, co może wydawać się troszkę kłopotliwe, ale nie martwcie się, szybko przyswoicie te informacje. Każdy z nich ma cechy charakterystyczne i po prostu nie da się ich pomylić. Sama Mallory (główna postać) jest dosyć cichą, ale też zagubioną dziewczyną. Ma bardzo niskie poczucie własnej wartości i ciężko jej coś z tym zrobić. Na szczęście z pomocą przychodzi Elliot. Tak, ten wkurzający, arogancki dupek, który uwielbia uprzykrzać życie Mal. Łatwo więc zauważyć, że mamy tutaj do czynienia z motywem enemies to lovers, czyli moim ulubionym! Ich relacja jest naprawdę dobrze napisana. Nie wyczułam żadnej sztuczności. Jedyne co odczuwałam to motylki w brzuchu, serio. Elliot jest tak uroczy i kochany, że nie mam słów. Książka porusza także tematy związanie z samymi relacjami między przyjaciółmi. Nigdy nie jest kolorowo i Zosia świetnie to ukazała. Samo zakończenie baaardzo przypadło mi do gustu. W całej książce nie zmieniłabym zupełnie niczego. Śmiałam się i płakałam. To był dla mnie totalny rollercoaster emocjonalny. Trafiła w moją wrażliwość i za to ją kocham 🩷
Muszę przyznać, że od początku "Sztuka przyciągania" wciągnęła mnie bezapelacyjnie. Nie byłam w stanie oderwać się od niej podczas czytania Przez co skończyłam tą książkę w przeciągu kilku godzin. Nie dziwię się, dlaczego wydawnictwo Young postanowiło wybrać tą książkę, jako zwycięzcę powieści młodzieżowej. Uwielbiam Mallory, jej postać była naprawdę super wykreowana. Oczywiście nie posiadała ona samych dobrych cech, bo autorka nie kreowała ją na ideał. Bardzo się cieszę z tego powodu, że była ona po prostu ludzka, bo w dzisiejszych czasach naprawdę rzadko się to zdarza. Muszę jednak przyznać, że od czasu do czasu irytowała mnie swoimi przesadnymi reakcjami i zachowaniem, ale były to mały element całej historii. Co do Eliota, myślę, że jest to postać, którą znaczna część osób polubi. Zachowywała się on naprawdę w porządku, jeżeli chodzi o Mallory, a jego opiekuńczość i troskliwość zasługują na nagrodę. Fabuła była tak świetna i urocza, że przeczytałam tą książkę w ciągu kilku godzin. Muszę jednak przyznać, że nastawiłam się na więcej fragmentów z organizowania Zimowego balu. Było kilka opisanych takich scen, jednak nie za dużo i mówiąc szczerze liczyłam na odrobinę więcej. Nie zmienia to jednak faktu, że dalsza część była naprawdę świetna i bardzo miło spędziłam przy tej książce czas. Przyznam szczerze, że liczyłam trochę na to, że "Sztuka przyciągania" wywoła we mnie jakieś większe emocje. Może smutek? Radość? Zaskoczenie? Tak się niestety nie stało, a szkoda. Jedyny wątek, który mi niestety nie podpasował, a był on niestety, główną osią całej książki to relacja pomiędzy bohaterami. Od początku wiedziałam, że wątek pomiędzy nimi będzie albo enemies to lovers, albo hate/love i na to też się nastawiałam. Nie spodziewałam się jednak, że ich relacja będzie postępować aż tak szybko. Ja nie mówię, że nie, ale zazwyczaj jeśli w książce poruszany jest motyw, enemies to lovers, to w pierwszej połowie książki zazwyczaj są opisywane sytuacje, w których główni bohaterowi się nienawidzą. Dopiero z czasem zaczyna iskrzyć pomiędzy nimi, przez co zaczynają rodzić się cieplejsze uczucia. Tutaj niestety już około trzydziestej strony, mamy opisaną sytuację, gdzie główni bohaterowie prawie się całują. Myślę, że niestety, iż taka sytuacja zdarzyła się już od razu, prawie, że na początku książki przez całą resztę historii bacznie obserwowałam ich wątek i wcale on mi się nie podobał. Myślę, że była to jedna wielka sinusoida. Sam początek i koniec ich relacji, w ogóle mi nie podpasowały, natomiast środek był naprawdę okej.
Jak na debiut, myślę, że naprawdę bardzo dobrze wypadła "Sztuka przyciągania". Naprawdę jestem ciekawa kolejnych książek od Zofii Golachowskiej i będę ich wypatrywała z wielka ciekawością. J.
Kurczę… miałam dość spore oczekiwania do tej książki, bo zwykle słyszałam same dobre opinie, ale jednak… Wynudziłam się na niej niesamowicie 🫤 Próbowałam przez nią zwalczyć zastój jednak ciężko było przez mase długich opisów. Nie potrafiłam kompletnie zżyć się z bohaterami. Zostali dość dziwnie wykreowani… Decyzje bohaterów były bardzo pochopne i nieprzemyślane, patrząc na to, że większość miała po około 17 lat.
(audiobook) fajna, przyjemna, bezpieczna, komfortowa - pozytywnie mnie zaskoczyła. nie jest to nic specjalnego, jednakże podobała mi się relacja i jej rozwój pomiędzy głównymi bohaterami.
3,75/5⭐️ Bardzo przyjemna młodzieżówka idealna na zimę❄️ Przypomina mi zimową wersję „Lepiej niż w filmach” od Lynn Painter, ale nie narzekam z tego powodu🤭
Nic specjalnego Pierwsza połowa nuda totalna, w drugiej niby coś się dzieje, ale jest tak nijako, że nie jestem w stanie tego docenić Historia nie ma w sobie nic nowego, wyjątkowego, a uczucie mocno papierowe Niby była króciutka, ale niemiłosiernie mi się dłużyła Dla kogoś, kto dopiero zaczyna z romansami może będzie ok, ale mnie mocno zawiodła, po opisie miałam spore oczekiwania
"Sztuka przyciągania" to powieść młodzieżowa, która wygrała konkurs Wydawnictwa Young. Książka przenosi czytelnika do szkolnej rzeczywistości, gdzie główna bohaterka, Mallory, czuje się jak niedopasowany puzzel. Jej życie staje na głowie, gdy zmuszona jest do współpracy z Elliotem przy organizacji Zimowego Balu.
Autorka, Zofia Golachowska, mistrzowsko układa elementy historii, wplatając wątki szkolne z dramatem współpracy dwóch niechętnych sobie osób. Fabuła rozwija się dynamicznie, a postacie stopniowo ewoluują, przechodząc od wzajemnej niechęci do czegoś głębszego.
"Sztuka przyciągania" porusza ważne tematy, takie jak zaufanie i prawdziwe uczucia, co dodaje powadze tej lekturze. Mimo że książka skierowana jest do młodzieży, jej uniwersalne przesłanie może zainteresować czytelników w różnym wieku. Golachowska zdobyła moje uznanie, tworząc historię, która wciąga i pobudza do refleksji. To zdecydowanie lektura warta uwagi dla miłośników książek młodzieżowych.
„Był też Elliot - ten zarozumiały i nadęty chłopak, z którym przyszło mi organizować Zimowy Bal. Irytował mnie, doprowadzał do białej gorączki, a jednak wiedziałam, że będę za nim tęsknić, gdy za parę miesięcy skończy szkołę.”
w okresie jesienno-zimowym, każdy z nas potrzebuję odrobiny ciepła i komfortu, a ta historia właśnie to nam daje.
podczas czytania jej nie obyło się od śmiechów, rozczulenia, tarzania się po łóżku od nadmiaru słodkości... ale i odrobiny smutku i wściekłości bo jak wiadomo, za każdą niesamowicie wspierającą i otulającą serce niczym ciepły kocyk historią, kryje się to drugie ponure dno ukazujące przykrą rzeczywistość, o której wolelibyśmy zapomnieć.
Mal od razu skradła moje serce. wdarła się do niego szturmem i urządziła w nim bal uczuć, o których już nigdy nie zapomnę. od pierwszych zdań wiedziałam, że równo będziemy ze sobą dzielić naszą pierdołowatość i poczucie humoru, które gwoli ścisłości nie należy do tych górnolotnych. a skoro cała historia jest opowiedziana właśnie z jej perspektywy...możecie się jedynie domyślać, jak niesamowicie dobrze bawiłam się podczas jej czytania...
Mal i Elliot totalnie się nienawidzą, ale przysięgam wam, każda jedna interakcja między nimi jest pełna tylu niesamowicie ciepłych uczuć, że aż mnie skręca i wykręca z rozczulenia. podczas czytania miałam ochotę skakać w miejscu i tańczyć do upadłego, bo poziom słodkości wybił tutaj poza skalę...znaczy, to chyba bardziej w mojej głowie, bo za dużo sobie na początku dopisywałam, ale...słowo daje, te małe urocze gesty, które okryte były kurtyną obojętność, dla mnie znaczyły więcej niż tysiąc słów i wprawiały w ruch stadko motyli harcujących w moim żołądku właściwie do samego zakończenia historii.
do tej pory, kiedy tylko o niej myślę, na mojej twarzy zakwita uśmiech, a w sercu uczucie nostalgii, bo wiem, że już nigdy nie będę mogła przeczytać jej po raz pierwszy. a jak wszyscy wiemy, to boli w takich książkach najbardziej...
Zdecydowanie pozytywnie mnie zaskoczyła! Zaczęłam ją słuchać w audio, bo na inne książki nie miałam ochoty, ale totalnie nie miałam co do niej oczekiwań. Myślałam wręcz, że będzie nic nie wyróżniającą się młodzieżówką, ale się myliłam! Bardzo przyjemnie mi się jej słuchało i utożsamiałam się z bohaterami. Kocham Elliota! Jest to książka pokazująca, że warto być sobą i nie można przejmować się tymi, którzy chcą dla ciebie źle. Szczerze? Ta książka idealnie pokazuje wartości, którymi staram się kierować w życiu. Bohaterka zachowywała się lekko nie na swój wiek i były przewidywalne momenty, ale mimo wszystko bardzo polecam, a szczególnie dla trochę młodszych czytelników i takich, którzy są "czarnymi owcami" w swoim otoczeniu.
Nie mam chyba za dużo do napisania. Bardzo nie podoba mi się szkoła Mallory - rygorystyczne zakazy i nakazy, które ograniczają osoby uczniowskie i które nie są powszechnie stosowane we szkołach. Rozumiem ideę zostawania po lekcjach jako karę, jednak myślę, że w przypadku kiedy ktoś spóźni się na lekcje 5 minut chociażby przez spóźniony autobus to niesprawiedliwe jest żeby później zostawał po lekcjach godzinę lub dłużej. To coś co mi utkwiło w pamięci i mnie zdenerwowało. Niestety nie mogę napisać, że polecam tę książkę. Nie mówię, że jest zła, nie o to chodzi. Słuchałam jej w audio i jak to się czasem zdarza z książkami po prostu przeleciała mi przez uszy. Dla kogoś może to być super historia, jednak ja szybko o niej zapomnę.
to była bardzo ciepła i przyjemna młodzieżówka, nie miałam w planach jej czytać, ale cieszę się, że zmieniłam zdanie 🤭
kocham fakt, że bohaterowie NAPRAWDĘ ZE SOBĄ ROZMAWIAJĄ, a nie chowają swoje przemyślenia! szczególnie zauważalne to było, gdy główna bohaterka miała myśl, że chciałaby coś powiedzieć drugiej osobie i rzeczywiście to mówiła 🙈
poza tym, ELLIOT >>>>>>> pls on był taki uroczy i słodki i kochający i troskliwy i aaaaaaaa 🥺❤️🩹
główna bohaterka również zdobyła moją sympatię, miałam momenty, w których się z nią utożsamiałam, a bardzo rzadko doświadczam tego uczucia w literaturze ❣️
4,5/5 ❄️ Bardzo polecam!! Mega przyjemna i otulająca. Totalnie książka na jedno posiedzenie dająca przyjemną rozrywkę 💜 Czekam na kolejne książki autorki bo debiut cudny!