Fantastyczny finał kultowej serii, która łączy pokolenia czytelników
Po latach spędzonych na zagranicznych misjach Oda Kręciszewska, z zawodu lekarka, z natury zaś szaławiła, decyduje się na życiową rewolucję. Kupuje działkę pośrodku niczego i na fundamentach starego domu, przed laty strawionego przez pożar, buduje nowy, własny. Gdy pewnej nocy z piwnicy wyłazi coś bardzo zębatego, bardzo rogatego i bardzo, ale to BARDZO głodnego, Oda zaczyna pomału odkrywać, jak wiele tajemnic kryje ta niepozorna okolica – oraz jej własna przeszłość.
Książka zawiera opowiadanie Szaławiła, poprzednio publikowane w wydaniu II (2017) Dożywocia
Przez większość czasu udaje, że robi coś konstruktywnego, czyli niewiele z niej pożytku. Przebrzydła polonistka, beznadziejnie zakochana w romantyzmie i twórczości Juliusza Słowackiego, który wielkim poetą był. Zwierzę odludne, występuje przede wszystkim w środowisku domowym, rzadko wyłaniając się na światło dzienne. Zadebiutowała opowiadaniem Rozmowa dyskwalifikacyjna („Fahrenheit” nr 53/2006). Być może uwierzyłaby w zjawiska nadprzyrodzone, gdyby się o jakieś potknęła, co wcale nie zmienia faktu, że fantastykę czyta namiętnie, a nawet i pisuje. Żadnym tematem nie wzgardzi, począwszy od aniołów w bamboszach (Dożywocie, antologia Kochali się, że strach, Fabryka Słów 2007), przez trupy (Przeżycie Stanisława Kozika, „Science Fiction, Fantasy i Horror” nr 44/2009) aż po nawiedzone zamtuzy (Nawiedziny, antologia Nawiedziny, Fabryka Słów 2009) i insze paskudztwa. Ot, żelazna konsekwencja…
Czytanie Kisiel to jak siedzenia na werandzie, gdy na zewnątrz pada deszcz, pachnie mokrą ziemią i trzaskający ogniem z kominka za plecami, a my rozkoszujemy się puchatym kocykiem, ciepłym bamboszkami, flanelową piżamką i popijamy pyszną herbatę, zagryzając dobrym ciastkiem. I jednocześnie jest nam błogo, ale też nieco rzewnie, bo to ostatni dzień wakacji i jutro wracamy do rzeczywistości, ale też momentami nieco straszno, bo co jeśli nigdy już nie będzie tak super?
nie wiem, nie wiem, NIE WIEM. są fragmenty, które mnie zachwyciły. I na finiszu wszystko nabiera sensu. Tylko zanim dotoczymy się do finiszu, musimy przebić się przez absurdalne ilości dramy, której można byłoby uniknąć, gdyby. Bohaterowie. Ze sobą. Porozmawiali. Ja naprawdę nie cierpię tego zabiegu fabularnego. Bez oceny, bo nie jestem w stanie zdecydować, czy silniejsza jest moja irytacja, czy oczarowanie rzeczami, które mi się podobały.
To jest tak wspaniała seria, że w momencie, gdy właśnie skończyłam ostatni tom, mam ochotę wrócić do pierwszego i zacząć tę przygodę jeszcze raz🥹 najpierw tęskniłam za Liszkiem, a teraz jeszcze będę „tęszknić” za Bazylem😭
Na wstępie chcę powiedzieć, że jestem dumna z Marty Kisiel, z tego jak rozwinęła swój warsztat od czasu "Dożywocia", z tego, jakie książki pisze obecnie. Nie musiała tego robić. Znalazła swoją niszę, sprawdzała się jako autorka komedii fantasy, była poczytna, miała swój fandom. Mogła spocząć na laurach. Wielu autorów tak zrobiło, nie oszukujmy się.
A każda książka Kisiel w ostatnich latach wychodzi trochę lepsza od poprzedniej. "Oczy uroczne" to pierwsza powieść, gdzie nie musiałam iść na kompromis z samą sobą, przymykać - nomen omen - oczu na pewne usterki i braki warsztatowe, na dowcipy oparte na stereotypie, albo których tematem była jakaś grupa dyskryminowana. Nie było problemu ze sprawczością (agency) postaci kobiecych, bohaterki były różnorodne i ciekawe, wielowymiarowe. Każda z nich.
Jestem zachwycona.
Kisiel napisała horror, wciąż okraszony jej specyficznym humorem, który bardzo do mnie trafia, ale też pełen napięcia, straszny jak powinien, z mrocznym lasem, niepewnością, brakiem odpowiedzi i zasięgu, gdzie znikąd nie można liczyć na pomoc. I dodała do tego poważny dyskurs społeczny o wzrastającej popularności antyintelektualizmu i ruchach antyszczepionkowych. To jest bardzo różne od "Dożywocia", nie ma sensu porównywać tych pozycji, to inny typ literatury, ale wyrastający z bardzo podobnej koncepcji. Co zresztą pokazuje, jak różne efekty można osiągnąć pracując w innej konwencji na tej samej koncepcji.
Oda osiadła w swoim domku wiedźmy w głębi lasu, razem z trójnogim psiakiem Kuleczką i sepleniącym diabłem Bazylem. Pracuje w okolicznej przychodni, toczy utarczki słowne z Rochem, gdzieś tak kiełkuje chemia pomiędzy nimi, a poza tym życie jest błogie. Do czasu. Bo nadchodzi czas przesilenia. Zmagań światła z ciemnością. I jej natura wiły zaczyna stwarzać problemy. Szaleje w niej gniew, dzika pogoń za czymś, czego sama nie rozumie. Ludzie nie ułatwiają jej pracy, czy to przez seksizm czy inny przejaw głupoty. Roch o niczym jej nie mówi. To dość, żeby świętego wyprowadzić z równowagi, a co dopiero wiłę-szaławiłę. Oda musi dojść do prawdy o swojej naturze, mocach, o tym, skąd pochodzi i co to oznacza. Czym właściwie są tytułowe "oczy uroczne"? To siła czy przekleństwo?
Każda postać w powieści jest ciekawa i dobrze zdefiniowana, nawet te trzecioplanowe, jak pielęgniarka Genia, dobry duch i tyran przychodni, czy też przypadkowa właścicielka cukierni, która wierzy w lewoskrętną witaminę C i pewnie też płaskość Ziemi. Nikt nie zostaje zamknięty w dowcipie, co byłoby łatwe, zwłaszcza w tym drugim przypadku. W tym sensie to pierwsza naprawdę dojrzała powieść Kisiel. Zalążek tego był już w "Toni", ale dopiero tutaj rozwinął potencjał.
Z góry mówię, że "odwieczne zło skryte w mrocznym lesie" to jeden z moich ulubionych horrorowych wątków, za co obwiniam "Evil dead" i "Blair witch project". Tutaj często miałam podobne odczucia, niektóre sceny czytałam i miałam przed oczyma ten charakterystyczny ruch kamery z klasyka Reimiego, to pełznięcie po ściółce, gdzie coś nas obserwuje i zmierza w naszą stronę, a my nie mamy pojęcia. Świetna robota, szanuję.
W tym przypadku odwieczne zło wyrasta z polskiej demonologii ludowej, całkowicie i do końca, co szanuję jeszcze bardziej i czytając rozpuszczałam się jak masełko na rozgrzanej patelni. Nie chcę zdradzać za wiele, bo warto to wszystko odkryć na własną rękę, ale Kisiel zrobiła naprawdę dokładny research, który się opłacił, bo historia jest spójna, wciągająca i fascynująca, nawet jeśli ten wielki plot twist był widoczny z daleka, wciąż czytałam ciekawa JAK to zostanie rozegrane, skoro wiemy, że do tego dojdzie.
Odpowiedź brzmi - wybitnie.
A, mama Bazyla powala. Dosłownie i w przenośni.
I jeszcze jedno - ta powieść jest tak podatna na queerowe odczytanie, że w połowie zaczęłam się zastanawiać, czy może jednak coś jest na rzeczy. Bo chemia między Odą a Marzeną aż iskrzy, a odkrywanie natury wiły, zmaganie się z nią, odrzucanie i mroczna pokusa to taka cudowna metafora dla gay awekening, że aż oczy mi się świeciły. Nawet porobiłam zakładki na najbardziej gay momentach w razie jakbym chciała to potem analizować w jakimś tekście naukowym. To dobry moment, żeby przypomnieć, że queerowe odczytanie to uzasadniona interpretacja i ważny element naszej kultury. Reprezentacja ma znaczenie, ale udawanie, że queerowe odczytanie jest marginalne utwierdza marignalność samej queerowości. Jeśli kiedyś miałabym wyjaśniać mechanizm queerowego odczytania albo teorię Alexandra Doty'ego, "Oczy uroczne" to fajny poptekst z polskiej kultury na pokazanie, o co w tym chodzi.
Innymi słowy, czytajcie, nie zawiedziecie się. Warto. To horror, komedia i fluff w jednym i żaden z tych elementów nie niweluje działania pozostałych. Jest tu nawet miejsce na romans(e) i obróbkę spawaniem. I piernik. I nie mogę się doczekać następnej książki Kisiel, bo ona dopiero zaczyna pokazywać, na co ją naprawdę stać.
Świetna historia, która powinna przypaść do gustu miłośnikom Kwiatu Paproci. Zupełnie jednak nie rozumiem jak ma być tomem 3 Dożywocia, skoro jedyny łącznik między historiami, to fundamenty (dosłownie).
4.5⭐ Bardzo mi się podobała. Pokochałam styl autorki i sam vibe powieści. Ale też wiem, że dużo dało tej książce to, że słuchałam ją w audiobooku. Myślę, że Bazyl przez audiobook był bardziej wyrazistą postacią niż gdybym czytała ją normalnie w papierze. Ale to tylko moja opinia. Polecam cieplutko🤙🤙
Jestem szczęśliwa, że przeczytałam „Oczy uroczne”, ale rownocześnie smutna, że skończyłam serię „Dożywocie”. Na szczęście są reready, które stworzono dla takich serii jak ta. Pani Kisiel jak zwykle sypie żarcikami sytuacyjnymi jak z rękawa, tworzy postaci do pokochania (Bazyl, Bazyl, Bazyl ❤️❤️❤️) i wplata w perypetie bohaterów tyle życiowej mądrości i ciepła, że się w tym upale podwójnie roztopiłam. A wątek Ody i jej matki jest chyba moim ulubionym z całej serii! W „Oczach urocznych” brakowało mi tylko mojego ukochanego Liszka, ale Bazyl wypełnij tę pustkę doskonale. A jeśli ktoś każe mi kiedyś wybierać pomiędzy Lichem i Bazylem, to obudzi się we mnie któryś z pradawnych słowiańskich demonów.
Rozumiem Michałkę tak bardzo. Ja też nie chcę się rozstawać z tym małym, szalonym czorciwem i jego Odzynką 😭😭😭
#polski styczeń czytelnicze podróże z Natalią kursywa #styczeń jest kobietą - polska autorka
Uwielbiam ten świat, Bazyla - cudownie że było go tak dużo, śmiałam się głośno kilkukrotnie z dialogów. Książka idealna dla mnie jako tzw. ciepły kocyk na odstresowanie
Ogromnie polecam i tę dorosłą serię Dożywocie i dziecięcą Małe licho z tego uniwersum Audiobook świetny - Bazyl rządzi
Przyznaję, większość mojego czytelniczego serducha należy do pewnego aniołka z alergią na pierze i słabością do bamboszków, ale i dla czorta, wraz z jego torebałką i cymbałkami, też znajdzie się kawałek. I dla Kuleczki też.
Dożywocie w listopadzie. To znaczy nie dosłownie, bo w grudniu, ale ten, no. Chciałabym tak umieć pisać ludzi i tak zwane zwykłe życie. A poza tym masa serduszek za wątek główny i złola.
Wiem, że ostatnio na blogu zapanowało istna #kiślomania i niejednemu z Was zapewne już na widok kolejnej notki „kisiel uszami wychodzi” albo – co gorsza – po prostu „kisiel się ulewa”. 😋 No ale co ja biedna mogę począć, jak akurat tak mi się wszystko poukładało. ;) Mogę jednak obiecać, że jeszcze tylko Oczy uroczne i dam Wam na chwilę odpocząć od Ałtorki (wcale nie chodzi o to, że już wszystko przeczytałam 😅). Jednak zanim przejdziemy do zapowiadanej pauzy, uroczy czort imieniem Bazyl chciałby o sobie przypomnieć. 😜
Wiła – Szaławiła, czort Bazyl i nieoczekiwany atak zimy. ;) Oda Kręciszewska lekarka z powołania, a do tego Wiła — Szaławiła (tak dokładnie to ta sama dama z opowiadania Szaławiła) wiedzie sobie spokojny żywot w leśnym zaciszu z psiakiem Kuleczką i uroczym, sepleniącym czortem Bazylem, który po prostu pewnego dnia wyszedł z piwnicy w jej domu.
No dobra. Ostatnio ten żywot nie jest do końca taki spokojny. W przychodni, w której pracuje, pojawia się coraz więcej osób, które wymagają „połatania”, bo zostali zaatakowani przez „coś”. Roch zachowuje się dziwnie. Ich przyjacielskie relacje przechodzą całkiem poważny kryzys, do tego stopnia, że przestali ze sobą rozmawiać. Ona sama zaś czuje się podminowana i nie trzyma nerwów na wodzy. Do tego Bazyl właśnie teraz rozpoczął jakąś dziwną „krucjatę”, w której o zgrozo znalazł sobie sprzymierzeńca.
Czy to całe szaleństwo zostanie zażegnane wraz z zakończeniem zbliżającego się przesilenia zimowego? I jaką tajemnicę skrywa w sobie pobliski cmentarz oraz niewielki staw w samym sercu ciemnego lasu, który ją tak do siebie przyciąga?
Czy te oczy… ;) Marta Kisiel po raz kolejny „pozamiatała”. ;)
W swoim charakterystycznym lekkim stylu „wymieszała” moją ukochaną mitologię słowiańską na czele z Wiłami, Płanetnikami i innymi Demonami z wiedzą naukową. Doprawiła to wszystko pokaźną dawką humoru, skrojonymi na miarę dialogami, świetnie wykreowanymi bohaterami i odrobiną mroku. Mroku, który powoli, acz skutecznie zaczyna spływać na nas z kart książki i uświadamia nam, że zło czyha na nas na każdym rogu i może „zaatakować” nas w najmniej oczekiwanym momencie.
Oczywiście „pod bamboszkiem” tfu… „Pod kocykiem z kosza na pranie” nie zabrakło innych przemyśleń i poważnych tematów, które skłaniają nas do większych bądź mniejszych przemyśleń.
"Sęk w tym wiło, że ludzkie miłosierdzie, gdy nie ma żadnego przewodnika, może zaślepić równie łatwo co gniew. I wtedy pragnienie czystego, nieskalanego dobra przeistacza się w paniczną ucieczkę przed cierpieniem. Nawet matka, gdy próbuje uchronić młode przed wszelkim ciernieniem tego świata, bez względu na cenę, potrafi wyrządzić mu większą krzywdę, niż zdolny byłby wyrządzić świat."
"A teraz… teraz to sobie myślę, że najważniejsze, żeby człowiek miał w życiu kogoś takiego, przy kim nie musi otwierać ust, jeżeli nie chce. Kogoś takiego, komu nawet nie musi niczego tłumaczyć, bo ten ktoś po prostu wie. Rozumie. I niczemu się nie dziwi."
Bazyl the master! Pamiętacie jak pisałam Wam, że wielbię tego tam ze skrzydełkami i w bamboszkach? No to muszę przyznać, że pierzasty zaczyna mieć całkiem poważną konkurencję. ;) Nie żebym „skakała z kwiatka na kwiatek”, ale te placki ziemniaczane. ;)
No, ale tak trochę bardziej na poważnie. ;)
Bazyl ujął mnie swoją osobowością i próbą odnalezienia „samego siebie”. Jego pomysłowość nie zna granic, a w dodatku jest takim mocno pozytywnym elementem całej historii. A może to jednak wciąż chodzi o te placki ziemniaczane.🤔😅
"– Odżinko… Odżinko… Oda podniosła głowę znad książki. – Tak, Bazylku? – Ten szedemnaszty placzek… to chyba był błond… – Bazylku, zjadłeś dwadzieścia cztery placki. – Ale to ten szedemnaszty mi tak zaszkodżił."
Oczy uroczne Marty Kisiel zauroczyły mnie po całości. Ałtorka zaś po raz kolejny udowodniła, że można pisać pięknie i lekko, a poważne tematy „upchać z gracją” między wierszami zmuszając tym samym czytelnika do głębszych przemyśleń. Więc nie wahajcie się i czytajcie, bo książka to rewelacja!
Czuję przesyt. Albo ta część była wyraźnie słabsza, albo w moim książkowym krwiobiegu chwilowo krąży zbyt dużo Marty Kisiel i muszę na moment przystopować.
Historia Ody, zapowiedziana w "Szaławile", wydawała się być czymś, co z miejsca podbije moje serce. Kobieta po czterdziestce, twardo stąpająca po ziemi, z wyboru żyjąca samotnie, zmagająca się z traumą z dzieciństwa - dla mnie bohaterka idealna. I owszem, o Odzie czyta się świetnie, jest postacią, którą da się z łatwością polubić i można jej kibicować, ale co z tego, jeśli opowieść, w jakiej obsadzono ją w głównej roli, jest zwyczajnie nudna. "Dożywocie" i "Siła niższa" to też nie były książki z porywającą fabułą, a jednak tam wszystko działało - humor, postacie, prostota i codzienność. Tutaj miało być inaczej, dostajemy zagadkę, mroczniejsze tematy, tajemnicze rany pacjentów i potwory, przed którymi straszono nas w dzieciństwie - powinno być ciekawie i wciągająco, a nudziłam się przez połowę książki. Dość powiedzieć, że tym, co zainteresowało mnie w niej najbardziej, był wątek romantyczny!
Nie żegnam się z panią Kisiel, bo wciąż chcę poznawać jej twórczość, ale na moment robię sobie przerwę, żeby wrócić z lepszym nastawieniem.
Mega mi się podobał ten tom! Miał więcej fabuły niż poprzednie dwa (które polegały głównie na zebraniu zestawu ciekawych postaci, które mają interakcje między sobą – co również jest świetnym sposobem na fabułę), a ta fabuła była naprawdę wciągająca. I również był zestaw ciekawych postaci, i ich interakcje były często źródłem komedii, ale czuć było, że tu jest jednak więcej też takiej głównej fabuły. A to zakończenie?? Damn.
also wspieram Odę w jej wojnie z antyszczepionkowcami
Wolę dwa pierwsze tomy, ale w sumie końcówka jakoś tak mnie rozczuliła 🥹 + Oda jako lekarka jest bohaterką za którą naprawdę chce się podążać, w przeciwieństwie to Konrada i jego wiecznego niezadowolenia z życia. I tu jest bardziej konkretna fabuła. No tylko… nie było Licha 😢 i tego ciepełka za które pokochałam poprzednie tomy.
Co z tego, że dom kupiony na Allegro pod wpływem impulsu. Postawiony błyskawicznie w ciągu jednego lata, otoczony lasem, bez podłączonego prądu czy nawet zasięgu komórkowego. Uroczy, drewniany domek zasypał śnieg, a właścicielka beztrosko napawa się słodkim lenistwem i spokojem przytulnej chatki. W koszu pełnym kocyków zagrzebał się przyjazny, młodociany czort z wadą wymowy oraz trójnogi pies. Nic więcej do szczęścia nie trzeba.
No, chyba że Marta Kisiel ma coś tutaj do powiedzenia. Zaczynają się dziać niepokojące rzeczy, w życzliwej lekarce Odzie budzi się gniewna natura wiły, czort Bazyl wyraźnie coś kombinuje, Roch niewytłumaczalnie zaczyna się boczyć, a w okolicy pojawiają się diabelnie groźne, przerażające stwory, wzmocnione magicznym czasem równonocy zimowej.
Uwielbiam styl Marty Kisiel. No mistrzostwo świata. Cała historia: idealna proporcja słowiańskiej fantastyki i współczesnej historii obyczajowej. Mówiłam już, że uwielbiam? Od pierwszej strony Marta Kisiel dozuje tajemnicę i humor. Bawiłam się przy tym świetnie. Dobrze, że mam jeszcze na półce dwie inne książki tej autorki, bo nie jestem gotowa pożegnać się z tym błyskotliwym piórem. Oczy Uroczne to historia Ody: lekarki z małego miasteczka, która ma wyjątkowy dar radzenia sobie z ludźmi. Mieszkanie w środku lasu ma ogrom plusów: piękne okoliczności przyrody, możliwość posiadania zwierzątek, na przykład... no nie wiem, gadającej kozy? Bazyl rozbawi Was do łez! Pozostaje też kwestia tajemniczych ataków na mieszkańców mieściny: czy sny, które nawiedzają Odę, mają z tym coś wspólnego? Czy ludzie są jeszcze bezpieczni, czy Oda jest tym, kim zawsze myślała, że jest? Pytań jest więcej, niż dostępnym odpowiedzi, a atmosfera gęstnieje z każdą stroną. Polecam, oczywiście!
odeszła Lichotka, odeszli jej mieszkańcy, przyszła słowiańskość i... nie jestem pewna, czy to kupuję.
kocham "Dożywocie" ogromnie, podoba mi się w nim wszystko. i właśnie tego, co dostałam od Licha, Konrada, panicza, Carmilli, Krakersa i całej reszty, zabrakło mi u Ody i Rocha. nie ma tu tych samych komediowo-poważnych perypetii, humoru, problemów. jedynym, co łączy poprzednie dwa tomy z trzecim jest miejsce akcji.
wiem, że między kolejnymi tomami minęły lata, a styl autorki się zmienił, jednak przy czytaniu "oczu urocznych" cały czas towarzyszyło mi starapolskie powiedzenie "kiedyś to było, teraz to już nie ma". sama książka nie jest zła - ale właśnie, sama, nie jako kontynuacja, zupełne novum w czymś, co już znam. stąd niestety wynika ocena, a zarazem mój zawód. trochę, jakby autorka na siłę dokleiła tę część, by nie musieć za bardzo kłopotać się tworzeniem nowego świata, zamiast po prostu napisać jednotomówkę. w mojej głowie "Dożywocie" i "Siłę niższą" zapamiętam jako dylogię.
Ta historia nie jest zła, ale kompletnie mnie nie zaangażowała. Jedynie Bazyl jest postacią, która rozkręca tę historię, a cała reszta była dla mnie bardziej chaotyczna. Niestety książka kompletnie nie zapadła mi w pamięci. Jeszcze kiedyś wydawało mi się, że książki Kisiel są dla mnie, ale po przeczytaniu 7 jej książek dochodzę do wniosku, że to jednak nie mój humor i czas na szukanie innych autorów, które mają szansę stać się moimi ulubieńcami.
"Miała to wszystko i była tym wszystkim, taką widział ją świat, zwykłą i niedoskonałą, a przy tym jedyną w swoim rodzaju, z charakterem i przeszłością wypisanymi w rysach, w spojrzeniu i w geście."
Oczy Uroczne to kontynuacja wyróżnionej Nagrodą im. Janusza A. Zajdla opowiadania Szaławiła. Jeśli jeszcze go nie czytaliście, to odsyłam najpierw tam, bo przed Wami spojlery! Bardzo ucieszyłam się, kiedy usłyszałam, że Marta Kisiel napisała o dalszych losach Ody Kręciszewskiej i jej przyjaciół, zarówno tych ludzkich, jak i tych mniej. Było to jedno z moich ulubionych opowiadań w antalogii Pierwsze Słowo. Oczywiście i tym razem się nie zawiodłam. Akcja powieści dzieje się w okresie około bożonarodzeniowym, mamy przesilenie zimowe co wprawia, że wszystkie byty nieludzkie stają się niespokojne i rozdrażnione. Oda również to odczuwa, gdy zaczyna bez powodu kłócić się z Rochem i warczeć na biednego Bazyla z byle powodu. Ponadto w przychodni gdzie pracuje zaczyna pojawiać się coraz więcej pacjentów z dziwnymi obrażeniami i jeszcze dziwniejszymi opowieściami. A wszystkie te wypadki mają miejsce w lesie, w którego środku stoi dom Ody. Czuć w powietrzu, że wkrótce wydarzy się coś złego, ale kto konkretnie ucierpi i czy jest cokolwiek, co wiła-szaławiła może zrobić, by temu zapobiec? Uwielbiam pióro autorki i jej humorystyczny styl. Kocham wszystkich bohaterów, a najbardziej oczywiście uroczego Bazylka. Kto by nie chciał by taki słodki, sepleniący czort zamieszkał w ich koszu na pranie? Książka ma bardzo fajny klimat, sprawia, że chciałoby się zakopać w kocach i nie wychodzić z nich, dopóki się nie skończy. I muszę przyznać, że po części tak zrobiłam, bo dobry kawał opowieści przeczytałam leżąc w łóżku i pozwalając kompletnie porwać się tej historii. Oprócz nieuniknionej groźby rodem z podań ludowych Oda musi również w końcu dojść do ładu ze swoją własną naturą. Po tym jak dowiedziała się, że jest wiłą, nie do końca była pewna co ma z tym fantem zrobić i po prostu żyła dalej. Jednak aktualne wydarzenia zmuszą ją do poszerzenia swojej wiedzy na temat tego kim i czym jest, oraz innych istot, które z upodobaniem zamieszkują w jej sąsiedztwie. Jeśli poszukujecie lekkiego i oryginalnego fantasy na motywach słowiańskiej mitologii to sięgnijcie po tę powieść. Na pewno się nie zawiedziecie!
Dziękuję Wydawnictwu Uroboros za egzemplarz do recenzji.
*ENG*
Oczy Uroczne is a sequel to Szaławiła novella awarded with Janusz A. Zajdel award. If you haven't read this short story yet do it, because there are major spoilers in this book and in my review. I was very happy when I've heard that Marta Kisiel wrote a sequel to Szaławiła novella, as it was one of my favourite tales from her anthology Pierwsze Słowo. I was glad that I'll learn more about Oda Kręciszewska and her human and nonhuman companions. And I was not disappointed. The story begins in a Christmas time, with winter solstcie that causes all nonhumans very nervous and jumpy. Oda can feel it too, when she keeps arguing with Roch and growling at Bazyl for no good reason. What's more in a clinic where she works she sees more and more patients with weird injuries and crazy stories. And all the accidents take place in the forest where she lives. You can feel that something terrible is going to happen very soon. But who would be a victim and is there any way Oda can stop it? I love author's writing style. It's full of humour and very original. I adore all the characters, but my favourite is a little demon Bazyl. Who wouldn't like this cute, little devil to move in to their washing basket? The book has really nice atmosphere, it makes you wish you can just cover yourself in blankets and stay there until the end of the book. And to be honest I did just that, as I read a big chunk of this book just staying in bed. Best morning ever. Besides inevitable threat looming on the horizon Oda also has to face her own mythical nature. When she discovered few months ago that she is no human, but one of the Slavic demons she just shrugged this news off and kept living her life. But with strange events happening all around her she is forecd to learn more about what and who she really is and also who are all the creatures that chose to live close to her. If you're looking for light, original fantasy with Slavic mythology it will be perfect read for you!
„Doktor Lewczyński dziś szczepi. A pani doktor wie, jak mu się po szczepieniach ręce trzęsą. Fakt. Pięćdziesięcioletni Krzysztof Lewczyński – kierownik przychodni i lekarz medycyny rodzinnej w jednej osobie – bał się dzieci bardziej niż dzieci jego. Rzecz jasna, nie wszystkich i nie zawsze, w przeciwnym razie nie zdziałałby wiele w swoim zawodzie. Konkretnie to bał się dzieci nakłuwanych i płaczących. Z tego lęku opanował cały repertuar pieśni i przyśpiewek przedszkolnych, wszelkie znane ludzkości dowcipy z cyklu puk, puk oraz szczwane triki na odwrócenie uwagi, które podpatrywał u kolegów po fachu na YouTubie. Dzieciom, owszem, zwykle to pomagało, samemu doktorowi – już niekoniecznie. Stresował się do tego stopnia, że to mali pacjenci wręczali mu naklejki, a nawet lizaczki, jeżeli był wyjątkowo dzielny. […] Dla wzmocnienia pozytywnego efektu rejestratorka przynosiła wtedy pół kilo michałków i chałwę, które podsuwała doktorowi w regularnych, homeopatycznych dawkach. Była to jedyna forma homeopatii nie tylko tolerowana za progiem NZOZ Lew-Med., ale też chętnie sponsorowana przez pracowników. Niestety, na próżno. Po ostatnim szczepieniu doktor Lewczyński wychodził z gabinetu na miękkich nogach”.
Dobrze, że jestem bardziej odporna psychicznie niż doktor Lewczyński, ponieważ dzieci nakłuwane i dzieci płaczące to mój chleb powszedni :)
Oda Kręciszewska wybudowała dom na pozostałościach po Lichotce, co spowodowało lawinę dziwnych wydarzeń w jej życiu. Na przykład pojawienie się małego czorta z dużym tyłozgryzem i paskudną wadą wymowy. A to był dopiero początek! W najśmielszych snach (a raczej koszmarach) Oda nie podejrzewała, z czym przyjdzie jej się zmierzyć. Ani jaką prawdę o sobie odkryje.
Na początku bardzo tęskniłam za Lichem (Alleluja!) i resztą ferajny Romańczuka, ale później totalnie wkręciłam się w klimat tej historii. Może dlatego, że też jestem lekarzem i środowisko tej książki jest mi bardzo bliskie (szczególnie walka z wszelakiej maści szurami). Myślę, że jeszcze kiedyś wrócę do tej książki, bo ubawiłam się świetnie. 7/10
Jest to moim zdaniem najlepsza książka Kisiel jaką czytałem od czasów Dożywocia. A zacząłem moją przygodę z autorką właśnie od niego. Widać tutaj jak Kisiel rozwinęła swój warsztat i była wstanie stworzyć spójną i klimatyczną historię z barwnymi bohaterami. Język przypomina bardziej ten z Toni, niż wcześniejszych jej książek, gdzie żarty były ładowane w co drugie zdanie. A trzeba przyznać, że nie zawsze były one dobre (R.I.P Nomen Omen). W Oczach urocznych autorka udowadnia też, że ma rękę do pisania w trochę mroczniejszych klimatach niż dotychczas. Elementy folk horroru, które się w książce pojawiają są naprawdę krypne, ale też na swój sposób niepokojące i magiczne. Wynika to z dobrego kontrastu jaki pisarka stworzyła pomiędzy rodzinnym ciepłem chatki, a mrocznym ośnieżonym lasem w którym się coś kryje, pokazując jak blisko siebie się te elementy znajdują. I Oda. Oda jest wspaniała.