Co jakiś czas pojawia się idea, która wszystko zmienia. Względność. Faszyzm. Pieniądze. Antybiotyki. Sztuczna inteligencja. Muzyka. Czy potrafimy sobie wyobrazić świat przed wynalezieniem pisma? Albo chrześcijaństwo bez koncepcji piekła? Czasami idee zaskakują współczesnych: kopernikańska koncepcja Ziemi krążącej wokół Słońca, prasa drukarska Gutenberga, teoria ewolucji Darwina. Czasami ewoluują przez pokolenia: instytucja małżeństwa, rozwój hodowli zwierząt, rozumienie genetyki. Tak czy inaczej, kiedy ziarno pomysłu trafi na żyzny grunt, zwykle potem nic nie jest już takie samo.
Ta fascynująca książka w ilustrowanych piktogramami minirozdziałach opowiada aż o 150 przełomowych koncepcjach z różnych dziedzin (nauka, polityka, społeczeństwo, religia, technologia, kultura). O wielkich ideach, które zmieniły świat, lekko, z humorem i jak zawsze z filozoficzną refleksją pisze dla was Jonny Thomson!
“Filozofię dla zabieganych”, czyli poprzednią książkę autora, przed dwoma laty bardzo chciałem przeczytać. Tę pozycję pokazywało lub mówiło o niej tak dużo ludzi, że momentami miałem wówczas odczucie, iż zna ją każdy. Do dziś mnie nie udało jej się przeczytać, ale w moje ręce trafiła drugi tytuł Thomsona: “Wielkie idee dla zabieganych”.
Autor zatem powraca na polski rynek wydawniczy, ale tym razem przychodzi z ofertą do szerszego grona odbiorców. Tam mieliśmy filozofie, tu mamy wielkie odkrycia. Istotne w tym przypadku jest to, że są one podzielone na konkretne dziedziny. Mamy tu bowiem: biologię, chemię, fizykę, medycynę, społeczeństwo, politykę, technologię, kulturę oraz religie i wiarę. Moim zdaniem dzięki tak bogatej ofercie każdy znajdzie tu coś, co go zainteresuje. W moim przypadku były to odkrycia z działów społeczeństwo, polityka i kultura. Pozostałe niespecjalnie mnie zainteresowały.
Dla tych, którzy nie mieli okazji czytać “Filozofii dla zabieganych” wyjaśnię, o co z tymi zabieganymi chodzi. Mianowicie Thomson stworzył dwie książki objaśniające dane terminy z wyraźnie zaznaczoną grupą odbiorców: są to ludzie nie mający czasu iść do biblioteki czy czytelni i zgłębiać wiedzę, a chcą coś wiedzieć na dany temat. Czyli summa summarum adresowane są te pozycje do większości z nas. Z jednej strony jest to sprytne zagranie zarówno pod kątem tytułu, jak również grupy odbiorców, ale z drugiej niebezpieczne. Bo czy na trzech malutkich stronach można wyjaśnić mechanikę newtonowską lub kwantową, tak aby odbiorca to pojął i mógł brylować wiedzą w towarzystwie? Nie do końca. Dlatego jedynie pod kątem zainteresowania tematem “Wielkie idee dla zabieganych” są bardzo ciekawą propozycją. Zresztą sam autor w swojej książce wyjaśnia, że jego celem nie jest nauka, a przedstawienie danych zagadnień.
Trzeba Thompsonowi oddać jeszcze to, że pisze ze swadą i jest sprawny w kondensowaniu faktów. Dla ciekawych świata powieść idealna!
Niby wielu nowych rzeczy z tej książki się nie dowiedziałem, a jednak muszę ją zaliczyć do udanych lektur, ponieważ czytało mi się ją wspaniale. Wielkie idee dla zabieganych to istotnie mała książeczka o przełomowych koncepcjach, które zmieniły ludzkość. Wszystko podzielone jest na dziewięć głównych części jak: biologia, chemia, fizyka, medycyna, społeczeństwo, polityka, technologia, kultura oraz religia i wiara. Każdy z rozdziałów to wiedza w pigułce. Podana w taki sposób, by nie nudzić, a właśnie bardziej zainteresować tematem i moim zdaniem na tyle przydatna, by po lekturze móc spróbować swoich sił w Milionerach czy innym teleturnieju, stawiającym na wiedzę. Wiem, że autor jest filozofem(choć jego poprzedniej książki nie czytałem) i da się tu wyczuć filozoficzne podejście do tematu jak i poglądy autora na wiele kluczowych kwestii(te na szczęście zgadzają się z moimi). Każda koncepcja, do której poznania jesteśmy zaproszeni jest frapująca i bez niej nasza cywilizacja wyglądałaby inaczej albo w ogóle by jej nie było. Mi najbardziej podobała się część o fizyce, szczególnie gdy autor zagłębiał się w jej część kwantową i teorię strun czy względności, bo to leży teraz w kręgu moich najnowszych zainteresowań. Możnaby ponarzekać i pewnie takie głosy się też znajdą, że tematyka tej książki, jak i ona sama jest za krótka, że rozdziały są nierówne, ale prawda jest taka, że ta lektura wciąga i to bez reszty. Dostajemy kompendium tego co powinniśmy chociażby jako średnio wykształceni ludzie wiedzieć, a to czy bardziej zgłębimy temat i rozpoczniemy nad nim samodzielne studia, to już zależy od nas samych. Jeśli jesteśmy w gronie zabieganych, a można zapytać kto nie jest, to ta książka będzie dla nas idealna. Ja jestem jej fanem i serdecznie polecam!!! Za książkę dziękuję @insignis_media
Genialne w swojej prostocie. Cudownie praktyczne. Zaskakujące treścią. Fascynujące pod każdym względem.
W moim odczuciu MUST READ dla wszystkich, których świat w jakiś sposób nurtuje.
Książka "Wielkie idee dla zabieganych", opowiada o świecie, tym razem jednak nie filozofii, ale koncepcjach, które w odpowiednim momencie historii zmieniły wszystko, w tym postrzeganie świata.
Jonny Thomson, jak nikt, potrafi opowiadać o świecie i tłumaczyć jego zawiłości. W zwięzły i intrygujący sposób wprowadza czytelnika w zakamarki teorii 150 tytułowych wielkich idei. Robi to jednak w bardzo lekkim, pełnym błyskotliwego humoru i nieprzytłaczającym czytelnika stylu. Lektura tej publikacji fascynuje i jest czystą przyjemnością, która przy okazji jest również niesamowitą lekcją historii naszej cywilizacji. Przemyślana struktura i podzielenie treści ze względu na kategorię w jakiej się znajdują pozwala na dogłebne, choc dalej dość skrótowe, zanurzenie się czy to w świat koncepcji z zakresu medycyny, polityki, technologii czy kulktury. Krótka forma daje dużo przestrzeni na przemyślenia, na powątpiewanie i podważanie. Autor, prowokuje również do dalszego poszukiwania, wykraczającego poza jego publikacje, co bardzo się chwali. Jestem przekonana, że do tej publikacji również będę wracać.
Książki Jonny`ego Thomsona, to dla mnie lektury obowiązkowe, które powinny być zawsze pod ręką, na widoku i kusić. I tak jak "Filozofia dla zabieganych" tak i "Wielkie idee dla zabieganych" trafi do ulubionych książek tego roku.
Łyknęłam tę wiedzę w pigułce, ale nie powiem, żeby była smaczna. Nie do końca rozumiem, do kogo kierowana jest ta książka i w zasadzie po co... w ogóle jest. Nie wydaje mi się, żeby dorosły czytelnik, taki chociaż trochę zainteresowany światem, mógłby dowiedzieć się z niej czegoś nowego.
Rozdziały są ekstremalnie krótkie i ogromnie różnorodne, dlatego lektura przypomina trochę czytanie miniaturowej wersji encyklopedii. Chociaż to też nie do końca prawda, bo w głowie prędzej utkwi luźny styl autora i żartobliwe (ale mało zabawne) podejście niż wartościowe fakty. Największą konfuzję wywoływały we mnie te fragmenty, w których Thomson pisał, że nie ma miejsca, żeby rozwinąć temat, ale takie i takie nazwiska są ważne w tej dziedzinie. Ok, co mam teraz z tą linijką anonimów zrobić?
Z której strony bym nie podeszła, taka forma mi nie leży. "Astrofizyka dla zabieganych" Tysona też nie wgłębiała się w tematy jakoś mega mocno, a była dużo ciekawsza i dostarczała więcej naukowej rozrywki niż usiłuje to robić Thomson. Czuję się skutecznie odstraszona, ale polecam innym przekonać się na własnej skórze, a nuż chwyci.
Ciekawy zbiór krótkich - kilkustronnicowych - rozdziałów, o bardzo szerokim przekroju. Tak duża różnorodność tematów i poczucie humoru autora powodowały, ze przyjemnie mi się tę książkę czytało. Nie dowiedziałam się zbyt wielu nowych rzeczy, bardziej przypomniałam sobie sporo faktów, o których uczyłam się w szkole. Aczkolwiek kilkoma ciekawostkami chętnie się podzielę ze znajomymi 😉
Zbiór krótkich rozważań na wiele różnorodnych tematów. Poza tym nic szczególnego :) Czyta się dosyć szybko ze względu na to, że rozdziały mają max. 3 strony.