Nie lubię gwaru wielkiego miasta, po prawie dwunastu latach uciekłam z gwaru i szumu wielkiego portu na południu Anglii. Bliżej mi teraz do dobrze mi znanego małego uzdrowiska, które pamiętam z czasów dzieciństwa w Polsce. Spokojnie, swojsko i zielono. Lubię przyglądać się miastom angielskim, w niektórych jakby czas się zatrzymał, takie muzealne domki dla ślimaka. Jeszcze inne gonią naprzód, tłamszą ,męczą i poniewierają. Wielka Brytania to prawdziwy tygiel międzykulturowy. To właśnie miasta stają się tu drugim domem dla tysięcy imigrantów. Niektórzy wiodą spokojne życie, wtapiają się w tłum, kulturę i obyczaje. Bywają i tacy, którzy próbują odbudować tutaj utracone momenty dawnego bytu, mają własne marzenia, religię, duchowość, własną wizję.
Mieszkamy obok siebie a czy w pełni do końca zdajemy sobie sprawę z naszego tu i teraz?
Mam dziś dla Was w prezencie opowieść , niezwykłą książkę - Miasta mają duszę , którego autorką jest bardzo utalentowana młoda, polska pisarka Seedemka.
Seedemka jako muzułmanka często porusza w swojej twórczości tematy z zakresu duchowości muzułmańskiej. Kiedy brałam jej książkę do ręki obawiałam się ,że natrafię na jakiś teologiczny traktat, rozprawkę.
Tymczasem do moich rąk trafiła piękna opowieść o ludziach, mieszkańcach miast. Religia nie przeszkadza tu w przekazaniu tego jak bardzo bliskie mogą być nasze problemy. Osobiście poruszyło mnie w tej książce piękno języka. Seedemka jest prawdziwą poetką. Opisy ulic, zapach, smak są niemal namacalne. Do tego dochodzi prawdziwie wnikliwa obserwacja ludzkich charakterów.
Ile ja w tych opowieściach znalazłam wątków dotykających mnie bardzo osobiście, chociażby przy temacie przeżywania żałoby po śmierci ukochanego taty.
Czyżby Seedemka siedziała obok mnie na fotelu w tamtych tak trudnych dla mnie momentach ?
Być moze tak odczuwa wszechświat człowiek głęboko uduchowiony, poeta, wizjoner?
Tutaj już tylko autor odpowie na te pytania.
Osobiście bardzo polecam Wam tą książkę , nie można obok tych historii przejść obojętnie.
Zacznę może od tego, że choć książka jest dosyć krótka, czytałam ją przez dwa miesiące, z przerwami. Jakoś nie mogłyśmy zgrać się w czasie, może akurat potrzebowałam książek bardziej wciągających, a mniej otulających... Bo "Miasta mają dusze" jest lekturą otulającą jak ciepły, miękki koc w deszczowy, brytyjski dzień. I kiedy wreszcie moje zapotrzebowania literackie stały się pledokompatybilne, z prawdziwą przyjemnością otuliłam się pięknym, poetyckim językiem Ajszy, nostalgicznymi portretami miast i gorzko-słodkimi historiami głównych bohaterów.
Sama sięgnęłam po tę lekturę głównie ze względu na tytuł- uwielbiam książki eksplorujące niemal ludzką naturę miast i również w tym aspekcie się nie zawiodłam. Rzeczywiście miasta są tu bohaterami równoległymi, autorka poświęca im tyle samo uwagi, co postaciom ludzkim. W jej słowach odnajduję wiele własnych, wcześniej nienazwanych przemyśleń. Tu wszystko do siebie pasuje, jest lirycznie, jest prawdziwie. Przed przeczytaniem książki zastanawiałam się, czy nie będę odczuwała pewnego zgrzytu zważywszy na to, że polska autorka, stawiająca na narrację pierwszosobową kreuje bohaterów pozornie tak od niej różnych, jeśli chodzi o pochodzenie, ale kompletnie się tego nie odczuwa. Być może dlatego, że Ajsza jest już częścią przedstawianej przez siebie społeczności, a może zadecydował tu fakt, że zawarte w książce historie są prawdziwe - nie znam kulisów jej powstawania, więc nie będę zgadywać, skupię się jedynie na efekcie końcowym. A ten jest naprawdę piękny i bardzo dojrzały. Choć bohaterowie "Miast..." pochodzą z odmiennego kręgu kulturowego niż potencjalni czytelnicy, wrażliwość autorki czyni przekaz bardzo uniwersalnym.
A teraz, żeby nie było tak różowo. Książka ukazała się w selfpubie, co jest w pewnym sensie zrozumiałe, dla wielu wydawnictw mogła się wydawać zbyt niszowa, mimo wspomnianego przeze mnie uniwersalnego przekazu. Na rynku anglojęzycznym mogłaby śmiało konkurować choćby z twórczością Aishy Saeed. Wracając jednak do meritum, "Miasta mają dusze" cechuje wiele wad typowych dla selfpubu, w tym brak widocznej redakcji i korekty. Zapewne były, niestety ich jakość pozostawiła wiele do życzenia. O ile w kiepskich książkach mi to paradoksalnie nie przeszkadza, tutaj irytowało mnie kosmicznie, bo ta książka, te historie zasługują na dużo lepsze potraktowanie.
Jednak, żeby była jasność - mimo tych niedociągnięć, wciąż widać cudowny warsztat pisarski i wciąż można delektować się językiem. Książkę szczerze polecam.
Cztery, przeplatające się niczym pędy dzikiego wina, historie młodych muzułmanów namalowane na płótnie gwarnego, pachnącego orientalnymi przyprawami Miasta. Sadeemka, młoda utalentowana polska pisarka-emigrantka, kieruje reflektory na rozterki bohaterów próbujących poradzić sobie z całym wachlarzem emocji jakie ofiarowuje im miłość. Autorka oplata każdego z nich kolorową siatką uliczek Manchesteru utkaną ze smaków, zapachów i wrzawy. Alia, Zainab, Zoya i Khalil stają się bardzo szybko naszymi przyjaciółmi, zabierają nas na obiad, na przechadzkę po pistacjowym parku, na targ i wyprawę w poszukiwaniu ślubnej sukni a nawet fundują wycieczkę do rodzinnego domu. Jeśli spacerując po dzielnicach zamieszkałych przez emigrantów z Bliskiego Wschodu, niedyskretnie zaglądasz w półotwarte okna, z których roznoszą się dźwięki bębenków i zapach curry - „Miasta mają dusze” będzie dla Ciebie idealną lekturą.
“Miasta mają dusze” to zbiór opowiadań, które pozornie łączą tylko dwie rzeczy: miasta Wielkiej Brytanii i muzułmańscy emigranci, którzy są ich bohaterami. Pozornie. Mniej więcej w 1/4 książki dotarło do mnie, że wszystkie historie się przenikają, a bohaterowie albo się znają albo się poznają, romansują ze sobą, lubią się lub czubią, a to wszystko w takim totalnie egzotycznym dla mnie sosie orientu. Czy mi się podobało? Jak najbardziej! Chciałabym porównać książkę "Miasta mają dusze" do jednego filmu z Indii (nie Bollywood),który również mnie urzekł egzotycznym klimatem i bardzo aktualnymi i uniwersalnymi problemami, ale niestety tytuł kompletnie uciekł mi z głowy :D Jednym słowem - polecam!