Kalina jest pisarką. Tuż przed samymi świętami otrzymuje propozycję napisania biografii ekscentrycznej starszej pani. Dziewczyna propozycję przyjmuje, bo może być dla niej ogromna szansa, ale tak naprawdę historia życia pani Marianny ją ciekawi. By napisać książkę i zanurzyć się we wspomnieniach prawdziwej damy, musi wyjechać na Mazury. W Poznaniu zostawia rodziców oraz ukochanego chłopaka i wyrusza w wyprawę w nieznane. Jedno jest pewne, Kalina nie wróci do domu taka, jaka była wcześniej, a wszystko za sprawą innego pisarza oraz uroku dworku i jego mieszkańców.
„W tym roku święta pachną Tobą” to moja czwarta świąteczna książka przeczytana w tym roku i jak na razie najlepsza.
Jednak nie było tak od początku.
Mniej więcej do połowy ta historia była w porządku, ale bez większych zachwytów. Cierpliwie czekałam na to, co musiało się stać i co zapowiadały wcześniejsze rozdziały. Wszystko się wydarzyło i akcja nabrała tempa.
To zdecydowanie urocza historia o zmianach, których nie chcemy i których się nie spodziewamy, a które są potrzebne, by ruszyć na przód. To historia o leczeniu swojego serca i swojej duszy. To historia o wybaczaniu innym oraz samym sobie - to ostatnie jest niezwykle ważne w naszym życiu.
To też historia o książkach w książce. Jest to jeden z moich ulubionych elementów wplecionych w fabułę. Kalina pisze książkę, ale również pewien tajemniczy jegomość pisze książki, które z czasem dziewczyna będzie pomagała mu doskonalić swoim kobiecym okiem.
Mamy tutaj również romans, który myślę, że w realnym życiu były potępiany przez opinię publiczną. Kalina wdaje się w romantyczną relację z innym mężczyzną po świeżo zakończonym związku. W życiu byłaby nazwana tą rozwiązłą, której „szybko poszło”. Oczywiście jeśli takich wyborów dokonałby mężczyzna, to przecież on ma powodzenie i dobrze, że się nie załamuje, bo trzeba żyć dalej…
„W tym roku święta pachną Tobą” zawierają w sobie również wątek tajemnicy pani Marianny oraz samego dworku. Według tego, co ludzie mówią, dworek jest nawiedzony przez ducha siostry starszej pani. Ten element fabuły był niesamowicie ciekawy, ale liczyłam na bardziej dramatyczne i szokujące rozwiązanie.
Zakończenie wybrane przez autorkę ukoiło moje serce, utuliło moją duszę. Było słodkie niczym polewa na bożonarodzeniowym pierniczku. A ja takie zakończenia kocham, dobrze o tym wiecie. 🥹 Każdy został wspaniale obdarowany przez los w te magiczne święta w mazurskim dworku. Najpiękniej została obdarowana moja ukochana pani Marianna, dostała możliwie najpiękniejszy dar - wybaczenie. A los, jak to los, trzymał dla niej w prezencie na później coś równie pięknego. A co? To już musicie przekonać się sami. Dla samej postaci pani Marianny, uwierzcie, warto.