Przekonaj się, jaki krzyk wydaje wyparta z historii sztuki kobiecość. Czy słyszysz to wołanie?
Sonia Kisza przywołuje znane i mniej znane obrazy i rzeźby, by pokazać je w świeżym, buntowniczym świetle. Przedziera się przez tomy starych podręczników, przez tysiące lat fałszywych przekonań, przez wieki propagandy i metry kurzu. Robi to, żeby dotrzeć do ukrytych znaczeń sztuki europejskiej. Sztuki związanej z kobietami, z zapomnianym światem naszych przodkiń.
Histeria sztuki to drogowskaz, JAK CZYTAĆ OBRAZY, to zbiór świadectw kobiet, bogiń i herosek, które kultura skazała na tortury, a potem zgubiła znaczenie ich dorobku.
Dowiedz się: - Jak to się stało, że na fasadach setek chrześcijańskich kościołów pojawia się postać ostentacyjnie pokazująca swoją wulwę? - Dlaczego wrocławski Ołtarz Świętej Barbary z 1447 roku przedstawia scenę gwałtu zbiorowego? - Czy Bóg ma macicę? - Skąd wiemy, że w średniowieczu żyły osoby transpłciowe? - Co chcą osiągnąć w świecie sztuki przebrane za gorylice aktywistki?
Poznaj na nowo Meduzę, Ewę, Maryję, Dafne i Prozerpinę, ale także Joannę d'Arc, Chrystusa i Świętego Sebastiana. Zrzuć z piedestału artystów geniuszy. Dowiedz się, czy rzeczywiście kobiety nie były wielkimi malarkami. Zobacz, że ludzie w przeszłości wcale nie byli tacy pruderyjni, jak się nam wmawia.
Wsłuchaj się uważnie w niemy krzyk obrazów. Kto wie, może poznasz prawdę?
Szybko przeczytałam tę książkę, najpierw chciałam do niej tylko zajrzeć, ale ostatecznie stwierdziłam, że doczytam ją do końca. Chcę jakoś wypośrodkować swoje wrażenia. Z jednej strony nie jest to niepotrzebna książka, jeśli chodzi o styl bardzo przystępna i może być dla kogoś dobrą lekturą „na początek”, ale mam wrażenie, że tak naprawdę za wiele w niej po prostu nie ma. Po pierwsze: tu jest naprawdę mało obrazów i innych dzieł sztuki. Samo w sobie nie jest to nic złego, ale też te nieliczne przykłady są bardzo skrótowo omówione, mam wrażenie, że można by im poświęcić więcej miejsca, a tak pozostaje wrażenie skrótowości i jedynie zaakcentowania tematu. Nie jestem też przekonana, z jakimi konkretnymi narzędziami można zostać po lekturze tej książki. Przemyślenia autorki są cenne, postępowe i jej punkt widzenia jest mi ogromnie bliski, zgadzam się z jej postulatami i blisko mi do jej metod interpretacji, ale nie mam wrażenia, że wychodzimy z lektury z jakąś mocno usystematyzowaną wiedzą, która pozwoli nam podejść krytycznie do innych dzieł sztuki. No i po prostu koszmarnie się męczyłam czytając tę czcionkę :( Nie podobały mi się też całe strony, na których wytłuszczone zostały wcześniej pojawiające się cytaty z tekstu i fragmenty dzieł, które potem pokazywane były jeszcze w całości. Miałam wrażenie, że były to takie zapchajdziury.
Czytałyśmy już o zapomnianej połowie dziejów, o niedocenionych pierwszych posełkach, kobietach z obrazów i o niewidzialnych kobietach. Natomiast Sonia Kisza w „Histerii sztuki” rozprawia się z męskocentrycznym odbiorem sztuki i pokazuje jak ją na nowo interpretować i odnajdywać w niej perspektywę kobiet. Pisze nie tylko o zapomnianych artystkach, ale o patriarchalnej propagandzie w sztuce czy ukrytych w dziełach najdawniejszych motywów i znaczeń nawiązujących do kobiecości czy queerowości. I tak poznajemy masę sakralnych, antycznych, barokowych i innych dzieł z postaciami osób transpłciowych, homoseksualnych, z kobietami ukazującymi swą seksualność, gniew czy na nowo odczytywane sceny ukazane na obrazach i w rzeźbach. Widziałam głosy oceniające tę książkę jako sporą nadinterpretację autorki. Miałam dwa takie momenty, kiedy przewróciłam oczami i powiedziałam sobie w głowie „Sonia, no tutaj to już przeholowałaś” (nie znam autorki, tylko się bezczelnie spoufalam). Ale dla mnie to TYLKO dwa, dodatkowo przypomniał mi się cytat z Amosa Oza: „Szukać należy nie między dziełem a autorem, lecz raczej pomiędzy tekstem a jego odbiorcą”. I o tym samym pisze autorka, że historia sztuki to nie tylko badanie konkretnych dzieł, ale też analiza ich relacji z odbiorczyniami i odbiorcami. Wspomina też Mieke Bal, holenderską krytyczkę i teoretyczne kultury mówiącą, że „dzieło sztuki to wydarzenie, które odbywa się za każdym razem, gdy jest odbierane przez widza”, a Sonia Kisza dopowiada „gdy spacerujemy po muzeum możemy więc czuć się jak artystki i artyści, ponieważ tworzymy wraz z nimi wiecznie trwający spektakl. To my dopełniamy obrazy”. Autorka nie narzuca nam swojego zdania, pokazuje możliwości interpretacyjne, wskazuje odniesienia czy motywy, które sam rozpoznaje. Ale reszta należy do nas
Dla mnie - sztos. Przejażdżka lub przebieżka przez sztukę i jej tematy. W szczególności kobiecość i mity z nią związane. Tak samo autorka udowadnia przykładami od starożytności, że nie ma czegoś takiego jak „moda” na LGBT+. A poza tym sztuka jest dowodem na to, że feminizm nie powstał w XX ani nawet w XIX wieku tylko wcześniej. Tyle, że tak się nie nazywał. Przy tym dowiedziałem się więcej na temat mojego ulubionego obrazu. O krzywdzie malarki (Artemisii Gentileschi) wiedziałem wcześniej - autorka wykazała, że była to krzywda większa. To tak na marginesie. Generalnie, książka jest… zapładniająca 😄 Rozbudziła apetyt na więcej. Zwłaszcza że jest dosyć krótka - trochę ponad dwieście stron, „z obrazkami”.
Niestety, książka nie spełniła moich oczekiwań. Choć dobór zagadnień i tematyki był interesujący, sposób prowadzenia narracji przez autorkę skutecznie odebrał mi przyjemność z lektury. Zamiast wyważonej analizy, otrzymujemy hiperbolizowaną rzeczywistość i narrację.
Doceniam obecność bibliografii oraz odwołań do artykułów naukowych, jednak wnioski przedstawiane przez autorkę są jednostronne i nie pozostawiają czytelnikowi przestrzeni do samodzielnej interpretacji.
Przez całą książkę miałam wrażenie, że autorka stara się na siłę przekonać mnie do swoich poglądów. Przykładem może być tekst na okładce książki. Pod hasłem „dowiedz się” pojawia się pytanie: Dlaczego wrocławski Ołtarz Świętej Barbary z 1447 przedstawia scenę g... zbiorowego? Kiedy dotarłam do odpowiedniego rozdziału, znalazłam fragment: „Pięciu stojących mężczyzn torturuje siedzącą kobietę. Okaleczają ją, biją. Współcześni odbiorcy mogą skojarzyć to przedstawienie z g... zbiorowym.” Okazuje się więc, że teza postawiona na okładce jest nieprawidłowa, ponieważ sama autorka przyznaje, że to jedynie interpretacja: „może kojarzyć się.” Aczkolwiek narracja prowadzona jest w taki sposób, żeby czytelnik zgodził się z autorką.
To niemiłe wrażenie towarzyszyło mi przez całą lekturę. Na przykład w fragmencie poświęconym Joannie d’Arc pojawia się stwierdzenie: „Nie jesteśmy dziś w stanie odpowiedzieć na pytanie, z jaką płcią identyfikowała się Joanna.” Wydawałoby się, że w tym miejscu wypowiedź mogłaby się zakończyć, dając czytelnikowi przestrzeń do refleksji. Tymczasem autorka dodaje: „Niektóre badaczki i niektórzy badacze uznają ją za osobę niebinarną.” i kontynuuje tę narrację, ponownie starając się przekonać odbiorcę do swojej interpretacji.
Styl książki ma pozory naukowości, co może sprawiać wrażenie, że stawiane tezy są bardziej wiarygodne. Niestety, przy bardziej krytycznym podejściu łatwo dostrzec logiczne nieścisłości. Użycie pseudonaukowego języka często wydaje się mieć na celu wyłącznie podbudowanie autorytetu autorki i (znów) przekonanie czytelnika do jej racji.
Sięgnęłam po tę książkę z nadzieją, że poszerzę swoją wiedzę o sztuce i spojrzę na nią przez pryzmat feministyczny – temat, który bardzo mnie interesuje. Niestety, nie dano mi możliwości samodzielnej oceny treści. Szkoda, bo książka miała potencjał, który został zmarnowany przez zbyt nachalne narzucanie konkretnych interpretacji, tak jakby autorka pisała pod konkretny, światopoglądowy klucz.
Nie mogłam się doczekać tej książki , naczytałam się tyle ultra pozytywnych opinii, że wręcz wiedziałam, że i mnie powinna zachwycić. Niestety, lekko, leciutko się zawiodłam. Z pewnością jest to świeże spojrzenie na historię sztuki, Sonia porusza wątki feministyczne w sztuce, można powiedzieć, że otwiera swoim czytelnikom oczy. Jednak tych przykładów jest stanowczo za mało!... Książka ma ponad 250 stron, ale nie jest “napakowana” treścią. Czuję niedosyt. Do tego serce mi się łamało widząc te puste strony lub krótki cytat na połowę strony. Jakby twórcy książki na siłę chcieli jej dodać objętości.
Napisana językiem przystępnym dla młodych osób. Gdybym miała w towarzystwie jakąś licealistkę-protofeministkę rozważającą zdawanie matury z historii sztuki, to kupiłabym tę książę, przewiązała kokardą i byłabym z siebie dumna, że taki piękny prezent uszykowałam.
takie miedzy 3.5 a 4, struktura wedlug mnie slaba, mnostwo niewykorzystanego miejsca (mimo ilosci stron jest to krotka pozycja), pozostawia po większości rozdziałów wrażenie jedynie liznięcia tematu, raptownego przerwania, okropna czcionka, spodziewalam sie chyba czegos troche lepszego, innego, biorac pod uwage zachwyty.
niemniej z pewnoscia rozszerza perspektywe, na nowo interpretuje, krytykuje, zwraca uwage na aspekty moze czasem pomijane, choc juz pewnie coraz rzadziej, jak np. biografie tworcow, ich problematyczność, mitologizacje, ktora pozwolila im w duzej mierze na miano "wielkiego artysty". plus na pewno tez za wypisanie listy artystek, z ktorymi warto sie zapoznac.
3,5/5 Ilustrowany manifest optyki gender studies! Nie jest to na pewno bezstronna lektura, a autorka trochę zbyt często podsuwa gotowe interpretacje, ale dobrze się czyta, a ja po lekturze zapragnęłam zajrzeć do znienawidzonej mitologii, by poszukać w niej nowych tropów. Przy tym jest bardzo przystępnie napisana (może trochę zbyt prosto?) i nie można jej odmówić kulturoznawczego sznytu i bycia inspirującą!
Świetna książka: wciągająca, zabawna, pełna ciekawostek i ciekawych spostrzeżeń. Co więcej, w interesujący sposób porusza temat nie tylko sztuki, ale również feminizmu, grup marginalizowanych, a także przedstawia inną stronę chrześcijańskiej filozofii, o której ja na przykład nie miałam pojęcia. Dowiedziałam się wielu wartościowych rzeczy i na pewno będę tę książkę polecała, bo warto po nią sięgnąć.
Jestem w absolutnym zachwycie. Uważam, że w swoim gatunku (temat historii sztuki zawierającej wreszcie kobiety) jest to książka naprawdę bardzo dobra. Sonia Kisza bardzo pomysłowo przeplata historię (sztuki i feminizmu) razem z motywami w sztuce, wyjaśnia czym jest male gaze i że wyrośliśmy właśnie w takim postrzeganiu sztuki, że swoje myślenie warto jest przestawić na inne tory. Zresztą pamiętajmy, że to zwycięzcy piszą historię, że znamy wersję tylko jednej strony.
Jako miłośniczka sztuki i feministka jestem przeszczęśliwa, że żyjemy w takich czasach, że możemy sztukę poznawać na nowo, również z kobiecej perspektywy, że oddawana jest sprawiedliwość artystkom i odkopywane są ze zbiorowej niepamięci (często zakopane tam celowo).
Mam takie przeczucie, że książka Soni wiele zmieni i jest wielkim krokiem dla naszego społeczeństwa w postrzeganiu sztuki. Myślę też, że Sonia ma większy wpływ na swoich odbiorców niż myśli. Ja zaczęłam jej profil obserwować dla śmiesznych memów, a odkryłam, że dzięki jej wpisom zmieniam postrzeganie naprawdę ważnych spraw. Na przykład uważałam się za feministkę, a byłam za lokalami, gdzie nie można zapraszać dzieci (bo wiadomo krzyki, piski itd.), a przecież jest to wykluczanie kobiet z przestrzeni społecznej oraz dehumanizowanie dzieci. Każdy z nas kiedyś był dzieckiem i każdy pamięta jak bolało, kiedy dorośli traktowali nas jak przedmioty, które mają być cicho i nie przeszkadzać. Tak samo zmieniłam podejście z kultem indywidualizmu. Jesteśmy istotami społecznymi, mamy na siebie nawzajem wpływ. Kult indywidualizmu i egocentryzmu jest niebezpieczny, dzieli nas społecznie, osłabia naszą empatię. Podzielonym społeczeństwem w kulcie zapie*dolu najłatwiej jest rządzić.
Ciekawe spojrzenie na historię sztuki, chociaż momentami wnioski wysnute przez autorkę były zbyt daleko posunięte. Na pewno jest to potrzebna książka, lecz nie toleruję robienia czytelnika w bambuko - 250 stron, z czego treści jest definitywnie za mało, ponieważ sporo miejsca zajmują cytaty czy przedziały do kolejnych tematów. Tylko to mogę jej zarzucić; oprócz tych dwóch rzeczy, dużo ciekawych informacji, nieszablonowych i nie do zdobycia w szkole.
I really liked it. Talks about a lot of topics I was aware of but didn't have examples for. some conclusions are a bit far fetched for me but I do not disagree with the points themselves. She has really scientific examples and theories proven even beyond what's necessary but for me she tried to hard to connect all of them under one umbrella and sometimes it edged on personal opinion and not a fact.
6/10 Pogłębione spojrzenie na symbolikę w sztuce, dużo ciekawych spostrzeżeń, unaocznienie zakorzeniania patriarchatu. Momentami zbyt wiele naginania faktów do swojej narracji. Polecam wyłącznie z filtrem krytycznym.
Zaczynając tą książkę miałam nadzieję na solidną pozycję opowiadającą o kobietach w sztuce, zwracającą uwagę na ich wkład w znaną wszystkim część kultury. Jednak zamiast feministycznej pozycji, czuję, że dostałam pretensjonalną opowieść, która zdaje się szkodzić feministycznemu spojrzeniu na sztukę.
Lektura pozostawiła we mnie mieszane uczucia. Przede wszystkim miałam w czytaniu jej bardzo wiele przerw, odkładałam ją na później i skończenie jej zajmowało mi zdecydowanie zbyt wiele czasu. Czytanie wywoływało we mnie frustracje i nie mogłam zrozumieć dlaczego. Dziś w końcu doszłam do wniosku, że powodem tego nieprzyjemnego poczucia jest to że autorka przedstawia swoje poglądy czytelnikowi w bardzo narzucający się sposób. Czułam w jej tonie wiele nienawiści i doprowadzało mnie to bardziej do smutku i poczucia bezsensu niż do chęci walki z systemem i zafascynowania tym ile niesamowitych kobiet skrywa w sobie historia sztuki. Nie chciałabym żeby tak był postrzegany feminizm, jako krytyka całej dotychczasowej historii.
Rozumiem że zamysł był taki by wzbudzić świadomość na temat tego o czym się na codzień w temacie Historii Sztuki nie wspomina. I to jest świetne! To popieram i chce tego typu książek więcej, lecz nie w takim agresywnym tonie, zniechęcającym do zakończenia lektury. Autorka twierdzi że historie trzeba napisać na nowo co mi nasuwa skojarzenia z zakrzywianiem historii, cenzurą i ja się z tym nie zgadzam. Z drugiej strony cieszę się że książka z tak innym poglądem niż to co wcześniej znalazła się na rynku i uważam że opinie zawarte w niej są potrzebne, może tylko przedstawione mniej pretensjonalnym tonem (fragment który akurat nasuwa mi się na myśl: „Rzeźba Garbatiego nie jest więc idealnym symbolem, ale można uznać ją za JAKIŚ przełom.” Mowa o rzeźbie wspierającej kobiety wykonanej przez mężczyznę w 2008. Jakiś tam przełom, przecież każdy mężczyzna by go dokonał, a 200 lat temu też mieliśmy jakieś tam tego typu przełomy yhm tak).
Mówmy o artystkach, ale nie cancellujmy artystów (należy mówić o ich przestępstwach i wyrządzonym źle, ale na bogów po co usuwać ich dzieła? Poza tym według mnie artystki też nie są święte. Przychodzi mi na myśl chociażby Łempicka czy Stryjeńska które też potrafiły bawić się emocjami innych ludzi). Nie zgadzam się z tezą postawioną przez autorkę, że: histeryzowanie to jedyna słuszna droga do osiągnięcia równości w tym świecie.
Finalnie myślę że i tak warto przeczytać, chodź jest to sporym wyzwaniem (zwłaszcza dlatego że jest wydana bardzo dziwnie i tekst jest ułożony w niewygodny dla oka sposób). Dużym plusem jest zawarta na końcu lista imion i nazwisk artystek na których temat chętnie zrobie sobie research. Na rynku na pewno istnieją lepsze książki o artystkach z których można się więcej dowiedzieć (i to więcej faktów niż naciągniętych teorii). Polecić mogę chociażby „Polki na Montparnassie”
Najpierw uległem złudzeniu, że będzie to książka o nieznanych artystkach, potem że będzie to książka popularnonaukowa, a jeszcze po drodze, że to będzie to książka z licznymi ilustracjami przedstawiającymi dzieła nieznanych artystek. Tymczasem i na okładce jest dzieło mężczyzny i większość ilustracji to obrazy czy rzeźby wykonane przez mężczyzn, co jakoś dziwnie mi zgrzyta z tymi wszystkimi hasłami o promowaniu sztuki tworzonej przez osoby z waginami. Nawet na liście artystek, które warto znać nie pojawiła się Maria Dulębianka, wspomniana wcześniej w tekście, zupełnie nie rozumiem dlaczego, cztery razy sprawdzałem czy nie przeoczyłem, ale nie, nie ma. A malowała świetnie, polecam obejrzeć obraz "Po wyroku", jaka wspaniała mimika twarzy, jaki klimat. Nie jest to też książka popularnonaukowa, bo większość tez to: "wydaje się", "może się kojarzyć", "niektóre badaczki i badacze uważają, że..." (ale które? którzy? jakieś źródła?), "można uznać", itd. To po prostu esej - jak autorka chciałaby żeby było, niekoniecznie jak jest. Dużo mniej miejsca jest poświęcone malarkom, a dużo więcej tematowi feminizmu, LGBT, patriarchatowi - sztuka jest tu dodatkiem, nie głównym tematem. Co oczywiście jest ok, ale dla mnie to false advertising. Na pierwszy rzut oka ładnie wydane, na drugi i kolejny - przekombinowane. Ta czcionka! Mnóstwo pustych stron albo zawierających tylko wyróżniony akapit sprzed kilku akapitów, praktyka, która kojarzy mi się z amerykańskimi filmami, w których dostajemy retrospekcję tego, co zdarzyło się kilka minut wcześniej, tak jakby widz był tak głupi, że bez tego by nie ogarnął akcji. Pozornie sporo ilustracji, ale duża część z nich to tylko wyróżniony fragment, więc jest dwa albo i trzy razy to samo. Gdzieniegdzie margines to co najmniej jedna trzecia strony - w ogóle zasady szerokości marginesów to jakby ktoś przy każdym rozdziale rzucał kością. To daje łącznie męczący chaos wizualny. No i naprawdę nie mam pojęcia dlaczego słowo "gwałt" jest w tytule napisane z gwiazdką - wszak książka to nie Facebook, nikt nie skasuje posta, bo będzie tam niewygodne słowo, a jednocześnie przecież przez całą treść rozdziału wyraz ten nie zawiera owej gwiazdki, więc PO CO? Wulwa, penis czy prostytucja pisane są normalnie, a gwałt (który przecież nawet nie musi mieć kontekstu seksualnego!) zawiera dziwną gwiazdkę. Spodziewałem się książki o artystkach, sztuce kobiecej, o przemilczanych, zaginionych, zniszczonych obrazach stworzonych przez kobiety, o tym czemu tak się działo, jak jest teraz, zamiast powtórek fragmentów rozdziału bym widział cytaty z kobiecych artystek, a dostałem dość męczący i chaotyczny esej wylewający obficie światopogląd i niewiele więcej. Nie był to zmarnowany czas, bo kilka faktów było jednak dla mnie nowością, ale to nie była przyjemna lektura.
Chyba przestanę czytać książki napisane przez instagramerki...
Ładnie wydane, chociaż nie rozumiem decyzji wyboru fantazyjnego fontu z zawijasem nad "c" - takie fonty sprawdzają się w krótkich tekstach, ale w całej książce są już męczące dla oczu.
Do tego nie wiem, dla kogo jest ta książka. Chwilami autorka tłumaczy naprawdę podstawowe pojęcia...
Do tego nie rozumiem do końca celu książki, mam wrażenie też skakania po tematach i braku pogłębienia treści.
Ogólnie czytało się szybko i było kilka ciekawych rzeczy, ale ogólnie nie wiem. Gdyby nie popularność konta na instagramie autorki, nikt by tego nie wydał.
W tej książce można znaleźć dużo ciekawej analizy o zapomnianej historii sztuki - momentami jest to fascynujące! Momentami, bo niestety, zgadzam się z Kasią z Czytu Czytu - zabrakło tutaj dobrej redakcji - odpowiedniego ułożenia treści. Jestem za to zachwycona wydaniem, bo reprodukcje są przepiękne. No i czekam na więcej książek o histerii sztuki, bo mam poczucie, że jest jeszcze wiele do powiedzenia na ten temat.
Och jak mi brakowalo takiej ksiazki! Nie tylko uczy, jak patrzec i jakie pytania sobie stawiac przy tej odbiorze sztuki, ale uswiadamia, jak bardzo ta sztuka obecna w naszym otoczeniu jest defaultowo meskocentryczna.
Początek roku, a juz czuje, ze ta ksiazka bedzie w jego topce.
PS. Jesli szukasz podobnie erudycyjnej ksiazki, polecam Pocztowke z Mokum.
Mi, jako uprzywilejowanemu, białemu facetowi, Histeria Sztuki otworzyła oczy na lata marginalizowania, spłycania, wykorzystywania oraz poniżania kobiet, której skali na przestrzeni dziejów, nie byłem w pełni świadomy. Z jednej strony przeraziła mnie tego skala oraz zakorzenienie w kulturze, ale jednocześnie dała mi impuls do tego, aby samemu działać i uświadamiać to innym. W kontekście dzisiejszej powrotu skrajnej prawicy i szerzeniu się coraz większej ilości młodych, męskich debili i idiotów, którzy podzielają poglądy wspomnianego w utworze Benvenuto Celliniego, ta książka powinna dotrzeć do jak najszerszego grona ludzi, aby dalej edukować i pokazywać, jak daleko jesteśmy jeszcze w lesie w tym temacie.
Po przeczytaniu ciśnie mi się na usta cytat Pedro Pascala "I would like women to externalise their rage and save us with it. Kick everyone's asses, world needs some whoopin!!!"
Wybitna książka! Nigdy nie czytałem o sztuce w tak ciekawy sposób, bo zwykle książki o sztuce są nieprzystępne i hermetyczne, natomiast ta była świetnie napisana. Jest to spojrzenie na sztukę definitywnie z mocno feministyczno-queerowej perspektywy, co czyni tę książkę jeszcze ciekawszą. Ilość wiedzy, jaką przekazuje autorka jest potężna! Z tej książki dowiedziałem się mnóstwa rzeczy i poznałem mnóstwo motywów, na które nigdy w życiu się nie natknąłem. Definitywnie książka poszerza patrzenie na sztukę i jest niezwykła. Mam nadzieje na kolejne książki. Polecam każdemu, a zwłaszcza miłośnikom sztuki!
bardzo fajna książka. język jest prosty, a więc zrozumiały. jednak tematy i przemyślenia są ciekawe i oryginalne. zgadzam się z opinią że książka jest słabo systematyzowana. wydanie jest absolutnie piękne. ogólnie mi się bardzo podobała, zwłaszcza po Gender trouble. te dwie książki odwołują się do tych samych filozofek/feministek, ale tutaj te idee są opisane krócej i prościej oraz przez pryzmat sztuki (w dodatku z obrazkami). moim zdaniem to jest bardziej książka o feminizmie niż o sztuce, ale jakby it’s okay with me polecam 👍👍👍👍
Potrzebujemy takich feministycznych, inkluzywnych książek, przywracających drugą połowę dziejów, zapomniane, kurzące się w magazynach motywy i artystki, wybijające z ustalonych trybów interpretacje, inne punkty widzenia. Tyle że dłuższych, bardziej pogłębionych, z większą ilością przykładów i reprodukcji. Zapewne prawie każdy z tych tematów zasługuje na osobną publikację, a tymczasem dostajemy krótkie muśnięcie, zarys tematu. Czuję niedosyt i zawód zapychaniem stron wielkimi cytatami, powtarzającymi już przeczytaną treść albo obraz. Bardzo cieszą aspekty, o których wcześniej nie słyszałam.