Osiemnastoletnia Lily Evans była dobrą uczennicą i kapitanką grupy tanecznej. Czas w liceum spędzała ze swoim chłopakiem Markiem Wilsonem, snując wspólne plany na przyszłość. Jednak wkrótce okazało się, że ich drogi się rozejdą, bo każde z nich pójdzie na inną uczelnię.
Lily trafiła do Wood, gdzie studiował jej starszy o trzy lata brat. Teraz jej życie zaczynało zupełnie się zmieniać. Dziewczyna zaczęła zawierać nowe znajomości, a jej szczególną uwagę zwrócił kolega jej brata Josh Stander. Jednak nie był on materiałem na chłopaka.
Josh lubił imprezować, interesowały go tylko numerki na jedną noc, a już na pewno nie niańczenie siostry przyjaciela. Ale co Lily mogła poradzić na to, że to pierwszy chłopak, który sprawiał, że jej skóra płonęła?
➷ .•* Zabierając się za tą książkę nie miałam żadnych oczekiwań, a zaskoczyła mnie tak pozytywnie, że znalazła się w jednych z moich ulubionych. Fabuła książki idealnie trafiła w mój gust i pochłonęłam ją w półtora dnia co oznacza bardzo szybko, bo ma ona 500 stron. Pokochałam tą książkę od samego początku i stała się moim safe place. Kocham relację Lily i Josha i już nie mogę się doczekać kolejnego tomu, który mam nadzieję pojawi się już niedługo, bo książka skończyła się w takim momencie, że od razu chce się więcej i zostaje w głowie wiele pytań na które mam nadzieję dostaniemy odpowiedź w kolejnym tomie. Mam nadzieję, że macie w planach zamówić swój egzemplarz „𝓝𝓮𝓿𝓮𝓻 𝓼𝓪𝔂 𝓷𝓸”.
Sięgnęłam po tę pozycję dlatego, że zainteresował mnie opis oraz wątek, który w niej występuje, a mianowicie przyjaciel brata, którego byłam kiedyś ogromną fanką. Nie miałam dużych oczekiwań co do tej pozycji, jednak i tak niesamowicie się zawiodłam.
Styl pisania autorki był nużący, jednak szybko się go czytało. Opisy były nudne, przez co momentami trudno było mi przez nie przebrnąć, co do dialogów odczuwałam, że są sztuczne i na siłę. Niejednokrotnie podczas czytania zalała mnie fala zażenowania, przez co musiałam robić przerwy, żeby ochłonąć. “Never say no” posiada wiele plot-twistów, które mają zaskoczyć czytelnika, jednak są one strasznie przewidywalne i niestety ani jeden mnie nie zszokował, no może prócz zakończenia.
Bohaterowie zostali strasznie płytko wykreowani Miałam wrażenie, że połowa z nich pojawiała się na siłę i mam tu na myśli np. dwie współlokatorki Lily, które jak dziewczyna wychodziła na zakupy czy na wyścig zostawały w domu, albo jak wyjechały do dziadków, a później jakoś w połowie książki poleciały na wymianę. Kolejnym przykładem jest Pola, która niby mieszkała z dziewczynami, ale nigdy nie było jej w domu, a w całej książce powiedziała może z trzy zdania. Nie chodzi mi o to, żeby nawet akcja skupiała się na pobocznych bohaterach, tylko jeśli autorka wykreowała już jakiś bohaterów to, żeby oni nabrali, choć odrobiny życia, a nie byli tacy bezbarwni. Ogólnie rzecz biorąc to pozostałe postacie tej pozycji, również nie zyskały mojej sympatii, niestety nie znalazłam powodu, dla którego mieliby to zrobić.
Relacja Lily i Josha też uważam, że była płytka. Nie odczułam między nimi żadnej chemii ani napięcia. Zeszli się tak nagle, brakowało mi tutaj tego, jak się poznają, miałam wrażenie, że ten etap całkowicie pominęli. Choć przyznam, że było kilka uroczych momentów, na których się uśmiechnęłam.
Chciałabym również wspomnieć o postaci Josha, która totalnie mi się nie spodobała. Otóż chłopak na początku był przedstawiony jako playboy, jednak kiedy zjawiła się główna bohaterka on automatycznie zaczął sądzić, że ona jest tą jedyną i chce ją chronić. Lily irytowała mnie niemiłosiernie, a to jak się czasem postępowała było tak lekkomyślne.
Fabuła była jak już wcześniej wspomniałam przewidywalna i straszliwie się nudziłam. Był na przykład wątek wyścigów, ale był on słabo opisany, to samo tyczy się tańca. Książka była monotonna, miałam wrażenie, że w kółko dzieje się to samo, a główna bohaterka cały czas gotuje. Irytowało mnie to, że Josh zawsze się nagle pojawiał i ratował Lily. Nie zrozumcie mnie źle, że czekam tylko na to, aż coś złego stanie się bohaterce, jednak jak już coś się takiego ma dziać to niech się to stanie.
Zdecydowanie nie jest to książka, która trafiła w moje gusta, ale pamiętajcie, że to tylko i wyłącznie moja opinia może akurat wam się spodoba.
„Never say no” idealnie wbiło się w mój gust i naprawdę mi się spodobało.
Czytając poznajemy Lily jest to bohaterka, którą bardzo polubiłam. Nie zawsze sobie super ze wszystkim radzi i nie wszystko jej wychodzi, dzięki czemu jest bardziej prawdziwa. Podobały mi się momenty, w których umiała pokazać, że nie da sobą pomiatać.
Oprócz Lily ważną rolę odgrywa Josh. Kocham go totalnie. Jest wspaniały i to jak dba o Lily, no cudo po prostu. Uwielbiam go, zdecydowanie jest jednym z lepszych bohaterów.
Oprócz głównych bohaterów, pojawiło się wiele pobocznych, którzy również skradli moje serce. Uwielbiam Kate, czy też Dylana, przyjemnie mi się o nich czytało.
Wątek przyjaźni jest świetnie napisany i naprawdę czułam, że bohaterowie wskoczyli by za sobą w ogień.
Pokochałam relację Lily i Josha. Wspaniale mi się czytało o tej dwójce. To jak się wspierali było niesamowite. Wszystkie momenty kiedy Josh bronił Lily totalnie mnie rozczulały. Było czuć tą chemię między nimi.
Jeśli chodzi o fabułę, to naprawdę mnie wciągnęła. Bałam się, że będzie się ciągnąć i nic się nie będzie działo, ale było wiele ciekawych wątków. Wyścigi samochodowe, nielegalne działalności i wiele innych, co sprawiło, że nie mogłam się oderwać od czytania.
Całość została świetnie poprowadzona i nie wszystko działo się w jednym momencie, dzięki czemu, ani razu się nie nudziłam.
Pióro autorki jest przyjemne. Bardzo proste, ale w dobrym znaczeniu. Dzięki czemu książkę przeczytałam naprawdę szybko i w ogóle nie poczułam ilości stron.
Zakończenie sprawiło, że byłam w wielkim szoku i cały czas myślę co będzie dalej.
Osobiście uwielbiam książki w tych klimatach. Studia, nielegalne wyścigi i bohater, który się zmienia dla głównej bohaterki.
Jeżeli tak jak ja lubicie tego typu historię, to zdecydowanie musicie sięgnąć po „Never say no” i mam nadzieję, że pochłonie was tak jak mnie!
Sięgnęłam po tą książkę dlatego że naprawdę zainteresował mnie opis i po nim historia wydawała być się bardzo ciekawa. Jednak męczyłam się z tą książką strasznie...
bohaterka niesamowicie działała mi na nerwy. Jednak nie powiem było kilka sytuacji które były spoko i miały naprawdę potencjał na ciekawą i wciągającą historię.
Koszmarnie wynudziłam się przy tej książce. Ciągnęła się ona jak flaki z olejem. Pomimo tego, że znalazły się pojedyncze, naprawdę ciekawe akcje i momenty to gubiły się one gdzieś pośród tych jak dla mnie masy bezsensownych opisów i scen, które równie dobrze można było według mnie ominąć lub opisać znacznie krócej. To lanie wody strasznie mnie znudziło, nie czułam przez to zupełnie żadnych emocji i modliłam się jedynie żeby to jak najszybciej się skończyło.
Poza tym zachowanie bohaterów w szczególności głównej bohaterki Lily strasznie działało mi na nerwy. Ich rozmowy brzmiały według mnie strasznie sztucznie i dziwnie. Totalnie nie umiem zrozumieć ich relacji i tego jak się w wobec siebie zachowywali.
Szczerze mówiąc podczas pisania tej recenzji żadne większe plusy nie przychodzą mi do głowy oprócz tego że fabuła naprawdę miała potencjał. Jednak w większości była dla mnie kompletnie nie zrozumiała, momentami nielogiczna i zastanawiałam się jakim cudem do tego doszło i skąd się to wzięło.
Poza tym już nie na temat samej fabuły, ale też coś co strasznie raziło mnie w oczy. Czyli błędy w tekście. Nie tylko literówki, ale przykładowo powtórzone praktycznie to samo zdanie, które ewidentnie było napisane na dwa różne sposoby i ktoś nie usunął jednego z nich z początku rozdziału...
Podsumowując. Nie byłam w stanie skończyć tej książki. Niesamowicie się przy niej wynudziłam i niestety ja nie jestem w stanie wam jej polecić...
[współpraca recenzencka] Zdecydowanie nie była to książka, która wpisałaby się jakkolwiek w moje łaski. Po poznaniu motywów i opisu książki byłam nią podekscytowana i najzwyczajniej się nią zainteresowałam. Jednak cały mój entuzjazm opadł wraz z przeczytaniem prologu.
Cała ta historia dosłownie od pierwszych stron wywarła na mnie negatywne wrażenia. Dialogi były baaardzo nienaturalne, zachowania bohaterów nielogiczne i żenujące, a sama fabuła była zbyt przewidywalna i pełna niespójności.
Podczas czytania nie czułam dosłownie żadnych emocji, nie licząc fragmentów gdy musiałam zrobić szybki spacer po pokoju, by rozchodzić ciarki cringe’u. Bohaterowie byli nijacy, a im dalej tym bardziej tracili jakiekolwiek charakterystyczne dla nich cechy i wpadali w monotonny schemat.
Autorka chciała nam opisać wiele, a jednocześnie nie dała nam prawie nic, bo jak mam być szczera to niczego sensownego nie zapamiętałam z tej historii.
Zawiodłam się na tym tytule i nie zamierzam sięgnąć po kolejne tomy, jednak autorce życzę dalszego rozwoju i sukcesów w tym co robi!
Never say no czytałam jeszcze na watt i jest to jedna z pierwszych przeczytanych tam książek, przez to mam do niej duży sentyment. Są w niej dwie rzeczy do których mogę się przyczepić.
Po pierwsze pewne nie dopatrzenie autorki. Lily przez większość książki ma 18 lat, czyli w stanach nie może kupić jeszcze alkoholu. A w książce go kupuję dosyć często.
Po drugie książka trochę mnie zażenowała. Tym jak bohaterowie słodzą głównej bohaterce oraz w nie których momentach Josh, jakby fajnie że tak o nią dba itd. ale za dużo było tego przez co czułam się zażenowana.
Pomimo tego wraz kocham ich historię i wiem, następne części są coraz lepsze.
~ Jest to debiut autorki i niestety mocno się zawiodłam. Początkowe rozdziały mnie nudziły i na moje oko nic się tam nie działo. Niektóre sceny można byłoby usunąć, bo nic nie wnosiły do fabuły. Już w czwartym rozdziale Lily była „zauroczona” Joshem, a zaznaczę, że miała chłopaka, którego podobno mocno kochała. Kolejny aspekt, który kuło mnie w oczy to, to jak szybko Lily podniosła się po stracie chłopaka. Może to trwało stronę bądź dwie. Między bohaterami nie wyczuwałam żadnej chemii, a dialogi zdawały mi się sztuczne. Ta książka kompletnie nie przypadła mi do gustu i nie lubię dawać negatywnych ocen, ale nie potrafię tej pozycji dać lepszej.
"Never Say No" pokochałam już za czasów pisania jej na wattpadzie. Historia Lily i Josh'a jest moim domem, gdy jest mi źle i chcę się schować przed światem, wracam właśnie do nich. To właśnie za to kocham tę książkę, za bezpieczeństwo i komfort. Styl pisania Marty jest cudowny, lekki i prosty. Przy tej książce mogę się wypłakać, rozczulić i zdenerwować, nie da się nie przeżywać historii Lily i Josh'a. "Never Say No" pokazało mi, że miłość jest najsilniejszym uczuciem, które ciężko zniszczyć, szczególnie, gdy jest się z odpowiednią osobą.
Czy miałam oczekiwania do książki? Mimo świetnej promocji patronki to jednak ich nie miałam, a i tak cholernie mocno się zawiodłam.
Już na początku miałam wrażenie, że mimo opisu, który naprawdę mnie zaintrygował i są to tematy, które lubię, wiedziałam, że na pewno nie dam 5 ⭐. Im dalej tym było jeszcze gorzej.
Same dialogi były dla mnie ciężkie, tak samo, jak zachowanie każdego z bohaterów, bo kurde są studentami, a zachowują się momentami, jak dzieci.
Akcja w książce jest monotona i czułam się, jakbym w kółko czytała to samo, a te sceny, które miały być "plot twistami" były do przewidzenia. Cała książka była nijaka i nudna. Nie wrócę do niej, to na pewno, ale przez końcówkę, wiem że będę musiała sięgnąć po tom drugi, który mam nadzieję, że będzie lepszy, bo po epilogu, wiem, że fabuła w końcu może się dobrze rozwinąć. Tylko oby nie za szybko, tak jak niektóre rozwiązania plot twistów w tej książce.
Nie jest to jedna z najlepszych książek jakie przeczytalam w życiu. Na samym początku była cholernie nudna i wszystko się powtarzało, ale po 150 stronach zaczęła nabierać zajebistej fabuły. Uwielbiam relacje Lily i Josha i mam nadzieję że wy też ja polubicie.
Książka idealna na wieczór, mega szybko się ją czyta ❤️