Opowieść przepełniona tańcem w deszczu, łzami wylanymi podczas zachodów słońca i obsypana kwiatami słonecznika.
Evangeline Lilith Pierce i Shade Jack Grey są sąsiadami i znają się praktycznie od zawsze. Mogliby stać się przyjaciółmi, jednak pewne zdarzenia z przeszłości spowodowały, że dobra relacja tej dwójki jest niemożliwa.
Połączyły ich więc nienawiść oraz niechęć. Ale nie tylko. Łączą ich także mające niszczycielską siłę tajemnice.
Pewnego dnia Evangeline i Shade postanawiają zawrzeć rozejm i pójść na układ. Pomogą swoim wspólnym przyjaciołom zostać parą. Nie mają pojęcia, że wkrótce spojrzą na siebie w zupełnie inny sposób, a Evangeline będzie przekonana, że taniec w deszczu i sekretny pocałunek w bibliotece wydarzyły się naprawdę.
czy ja mogę oficjalnie powiedzieć, że to moja nowa obsesja?? kocham tą książkę, kocham bohaterów, kocham autorke, kocham wszystko. KOCHAM TO DZIEKI PA (destrukcja to jest teraz w moim mózgu)
pierwsza przeczytana książka w 2024 i pierwsza której dałam w tym roku pięć gwiazdek
—————————
DESTRUCTION- Amelia Śnieżewska
[ współpraca reklamowa z ]
Sugerowany wiek: 16+ Ocena: 5/5 Gatunek: Romans
[Q] Chcielibyście zatańczyć w deszczu?
„Robił to, co ludzie uważali za ciekawe, i to, czemu przyklaskiwali. Tylko aby zdobyć czyjąś uwagę, której tak bardzo potrzebował i której nigdy nie dostał wystarczająco dużo.”
Ta książka zasługuje na o wiele więcej gwiazdek niż tylko 5. Serio, dawno nie czułam takiego komfortu podczas czytania. Dawno też się tyle nie uśmiechałam. A to niby tylko literki na papierze.
Ale po kolei. Styl pisania Amelki był nieziemski. Tak dobrze mi się tę książkę czytało, tak bardzo płynnie i szybko, a na dodatek przyjemnie. Nim się obejrzałam, przeczytałam już całą lekturę. Nie wiedziałam nawet, kiedy te prawie pięćset stron minęło. Jeśli chodzi o perspektywy, to głównie mamy tutaj perspektywę Evie, ale niekiedy pojawiają się perspektywy Shade’a!! Strasznie mi się to podobało, tak samo jak rozdziały z przeszłości.
Tak naprawdę nie było strony, na której nic by się nie działo. Tu było tyle akcji, że nie sposób się tutaj zanudzić. Dzięki temu wciągnęłam się już od pierwszych stron. Ja osobiście preferuję książki, w których akcja jest praktycznie cały czas, a mimo to nic nie dzieję się przesadnie szybko. W tej książce właśnie to dostałam.
Dodatkową rzeczą, która mi mega zaimponowała, to poruszenie tematu, a raczej choroby, czyli wspomnienie o Zespole Policystycznych Jajników (PCOS). Szczerze mówiąc, jeszcze nigdy nie widziałam, by ktoś w książce poruszył ten temat. Amelka ma u mnie przez to ogromny plus, bo jest to temat bardzo ważny. Strasznie się cieszę, że został poruszony.
I WYSTĄPIŁA MASECZKA Z DINOZAURAMI!!
Kolejnym plusem to poczucie humoru. Było one totalnie trafione w mój typ. Bardzo często gdzieś tam parsknęłam pod nosem, gdy przeczytałam dane zdanie lub dialog.
Jeśli chodzi o bohaterów, to oni nadali cały komfort tej książce. Pomimo tego, że uważam, iż niektóre rzeczy wyglądałyby zupełnie inaczej w rzeczywistości, to tutaj czułam taką wielką naturalność. Wszystko było takie komfortowe, przez co miałam wrażenie, jakby ktoś mnie ciągle otulał kocykiem (bo kocyki dają mi poczucie komfortu). Przyjaźń dziewczyn była niesamowita, dałabym wszystko, żeby mieć takie osoby jak Jude, Hazel i Megan w swoim życiu. Relacja Shade’a i Evie była równie cudowna.
Opiszmy ich sobie jeden po drugim. Zacznijmy od głównej bohaterki, czyli Evie. Od samego początku się z nią polubiłam. W moim odczuciu nie była w ogóle irytująca. Uważam też (myślę zresztą, że nie tylko ja), że nie zasłużyła na to, co spotykało ją w domu. Było mi jej niewyobrażalnie szkoda.
Będąc szczerą, wyobrażałam sobie, że Shade jest raczej postacią gburowatą, poważną i tym podobne. Absolutnie się nie spodziewałam tego, jaki faktycznie jest. Okazało się, iż Shade jest wesołym gościem, który miał w swoim życiu bardzo dużo dziewczyn, ale to tam drobiazg (to sarkazm oczywiście). Oczywiście jest to jak najbardziej pozytywne zaskoczenie. Bardzo go polubiłam. Nawet przez Evie nie wydawał mi się irytujący. Kocham go.
Jude, Hazel i Megan. Kocham te trzy baby po równo, okej? To, jakie one są komfortowe, to jak bardzo widać, że zależy im na przyjaźni między sobą, to, jak się wzajemnie wspierają… To jest dokładnie to, czego ja oczekuję od przyjaźni. A wiecie jak taki motyw się nazywa, gdzie kilku zupełnie różnych ludzi zaczyna się ze sobą przyjaźnić, wspierać i tworzyć wzajemny dla siebie dom? FOUND FAMILY!!! A ja kocham ten motyw całym serduchem, duszą i ciałem. I dlatego pokochałam tę książkę jeszcze bardziej.
Max był w porządku. Nie wiem o nim zbyt dużo, ale wszystkie sceny z nim były, ponownie, bardzo komfortowe. No i tak jak nie lubię dzieci, tak pokochałam Mare i Nathana. Byli p r z e s ł o d c y !!! Nikogo chyba nie zdziwi, jeśli powiem, że byli równie komfortowi, jak wszyscy (i wszystko) inne 😅
Hmm, jakby to łagodnie powiedzieć… zakończenie mnie zniszczyło. Ale co tam, liczę, że na końcu całej trylogii Amelka zrobi naszej wspaniałej dwójce piękny ślub i stworzy im gromadkę dzieci 😁
Już podsumowując. Gdybym miała opisać jednym słowem tę pozycję, byłby to: komfort. Wybaczcie, że tyle razy powtórzyłam w tej recenzji to słowo, jednak to jest po prostu definicja tej książki. I nikogo chyba nie zdziwi, jeśli powiem, że potrzebuję drugiego tomu… najlepiej na wczoraj.
To wszystko na dziś! Jestem ogromnie dumna z Amelki i to był dla mnie straszliwy zaszczyt, że pozwoliła mi zrecenzować jej debiutancką książkę w ramach współpracy. Bardzo Ci za to dziękuję. Sięgaj gwiazd kochana!!!
4,5⭐️ tytuł to dectruction, a nazwa serii to trylogia zniszczenia. więc czemu ja byłam tak głupia i oczekiwałam fajnego, wesołego zakończenia? nie wiem… jedyne co wiem w tym momencie to to, że potrzebuję 2 tomu na wczoraj.
TO BYLO CUDOWNE!! pokochalam ta historie i bohaterow niemal blyskawicznie! doslownie zatracilam sie w nich i nie moglam sie oderwac od tej ksiazki! Bozeee🥹 kocham ich wszystkich i lece czytac kontynuacje!
no bo w końcu „destruction” brzmi bardziej mądrze niż „destrukcja”. Niestety obydwa słowa idealnie obrazują to co się dzieje z szarymi komórkami podczas czytania tej książki. To „dzieło” nie zasługuje na zbyt długą opinię, więc zakończę ją cytatem (pochodzącym oczywiście z ów „dziela”) - „I ze wzwodem. Stanął mi jak głupiemu smarkaczowi a nie siedemnastolatkowi z doświadczeniem”. Dziękuję.
Tytuł tej książki całkowicie do niej pasuje, bo czuję się zniszczona. To jedna z tych historii, gdzie nie ty kończysz z książką, ale ona z tobą. I mówię to, mimo że przeczuwałam jej zakończenie. To była przepiękna przygoda, otulona słonecznikami i tańcem w deszczu.
Uważam, że książka jest naprawdę dobrze napisana i czytało mi się ją rewelacyjnie. Wątek enemies to lovers jest C U D O W N Y. Nie było to tylko czcze gadanie i niechęć, oni rzeczywiście się nie znosili. Przy każdej okazji dogryzali sobie, robili na złość i czasem było to nawet na większą skalę. Relacja pomiędzy bohaterami jest świetnie zbudowana i czuć emocje, które krążą wokół nich. Nie jest ona oparta na niczym, doskonale wiemy, skąd ona się wzięła. Z biegiem czasu widzimy jej ewolucje i to jest absolutnie genialne. Kocham moment stawania się lovers.
Zazwyczaj w tego typu książkach mam problem z głównymi bohaterkami. Bywają one irytujące i po prostu głupie. Evangeline totalnie taka nie jest. Dąży do perfekcji, ale to właśnie ona prowadzi ją do jej własnej destrukcji. I wszystko to za sprawą osób, które powinni być jej najbliższe. Skrywa się za maską obojętności i tej „dobrej dziewczyny”, ale w środku po mału się rozpada. I to właśnie Shade, z którym łączy ją nienawiść, skleja wszystkie jej kawałki z powrotem.
Nie tylko Evie nosi tu maskę, a nawet posunę się do stwierdzenia, że to Shade nosi ją większą. Gwiazda szkoły i król imprez, który skrywa swoje wrażliwe oblicze. W środku jest skrzywdzonym nastolatkiem, który radzi sobie z presją życia za pomocą alkoholu, dziewczyn i dokuczaniu pewnej blondynce. Tak naprawdę ma ogromne serce, które boi się, że zostanie złamane. Widzimy to w tych wszystkich małych rzeczach, które robi dla Evangeline. Niby się nienawidzą, aleeee… Musicie przeczytać, aby dowiedzieć się o ich dzieciństwie, co się w nim stało i jakie uczucia im wtedy towarzyszyły. Przysięgam, że piszczałam wtedy wewnętrznie.
Muszę też wspomnieć, że Shade to największy słodziak. Chcę takiego Shade’a. To jak on troszczył się o Evie i wspierał ją, bożeeee. Pamiętał drobne rzeczy, które mu mówiła, a potem je spełniał. Taniec w deszczu? Wiem, brzmi banalnie, ale to było tak urocze. A nawet się wtedy zbytnio nie dogadywali! Scena w bibliotece? Matko 🥵
Postacie drugoplanowe również są świetnie wykreowane i ich rozterki obchodzą mnie równie mocno. Naprawdę jestem pod wrażeniem tego, jak wszystko tutaj idealnie ze sobą współgra. Pokochałam tę historię i z niecierpliwością czekam na kolejny tom.
kupując nie myślałam że aż tak się zakocham w książce.
relacja Eve i Shade to najlepsze enemies to lovers jakie przeczytałam tutaj było wszystko co chciałam, sprzeczki, zlośliwość, kłótnie do miłości, do romantycznej złośliwości, troskliwość…
dawno nie mialam takiego problemu z ocenieniem ksiazki???? z jednej strony lubie bohaterow a z drugiej mnie niemilosiernie irytowali. nie umiem uwierzyc w relacje glownych bohaterow, frustrowalo mnie ich zachowanie a postacie poboczne mi sie mylily😭😭😭 tez bardzo dlugo nie potrafilam sie wkrecic w fabule i mimo, ze potem sie troche bardzuej zaangazowalam to wiem, ze nie zapadnie mi ona bardzo w pamieci. ksiazka ma 500stron a tak naprawde nie mam pojecia o czym byla bo pamietam tylko ze shade i evie sie nienawidzili a potem jednak nie🤨🤨🤨🤨🤨 +akonczenie jest dziwne, bardzo go nie lubie.... moze bede komtynuowac, ale na pewno nie jest to moj piorytet
no ogolnie nie wiem czytalam to bardzo dlugo i nie czulam jakiejs checi, zeby do tego wracac, ale nie bylo to tez jakies bardzo zle. pozdrawiam jak juz sie zbieralam do czytania to bylo spoko
3,25 (?) bylo spoko, do polowy ksiazki bylo genialne i bylam jak: OMG CZEMU NIE SIEGNELAM PO TO SZYBCIEJ, ale potem troche mialam wrazenie ze bylo o niczym, akcja dziala sie strasznie szybkoc zwlaszcza relacja glownych bohaterow. nie odczulam tego nieznosnego napiecia miedzy nimi tylko nagle sie nie lubili i znowu nagle pocalunki i tym podobne i troche mi to wydluzylo czytanie tej ksiazki
niemniej jednak po drugi tom na pewno siegne bo mnie zainteygowalo, styl pisania amelii jest bardzo przyjemny i sw rzeczy ktore widze ze moglwby poprawic jak np zbedne opisy ale tez wiem ze to debiut dlatego nie byly one jakos bardzo utrudniajace czytanie czy cos w tym stylu. plus za shade’a bo go uwielbiam i jest giga slodziakiem
Chyba poszukam chłopaka, który jest fanem dinozaurów 🦕
Całą trylogię zniszczenia przeczytałam na wattpadzie, więc treść Destruction nie była dla mnie zaskoczeniem. Kocham tę historię i cudownie było powrócić do dzieciaków na papierze 🥺 Zabawnie było czytać o ich początkach, wiedząc, co będzie dalej 🌚 Niesamowicie komfortowa pozycja z dawką humoru i odrobiną bólu. Mam wielką nadzieję, że Restoration zostanie wydane, bo to moja ulubiona część i z chęcią przygarnęłabym papierową wersje 🙈
Ta książka ma specjalne miejsce w moim sercu. Nie sądziłam, że będzie aż tak dobra. Owszem czasem żarty w niej były dziecinne, ale kurde właśnie takie uwielbiam. A zakończenie?? byłam zszokowana, jak zrozumiałam wszystko. Lecę teraz czytać drugi tom, bo kurde moja nowa miłość.
Nie wiem czy to ja skończyłam książkę, czy ona ze mną… Zakochałam się w historii Evangeline i Shade’a od pierwszych stron i z każdym kolejnym rozdziałem przepadłam coraz bardziej. Nie mam się do czego przyczepić a to się rzadko zdarza. Pokochałam styl pisania Amelii i to jak rozwaliła mnie psychicznie podczas czytania. Nie zliczę ile razy się popłakałam albo wzruszyłam 😭. Nie spodziewałam się, że aż tak bardzo przywiążę się to bohaterów i całej historii. Dawno tak pozytywny się nie zaskoczyłam wybierając książkę z polecenia tik toka 🫶🏻