Według opowieści otwierającej tę książkę, to muzyka sprawiła, że wolne i nieokiełznane dusze oblekły się w ciała. Tylko w ten sposób mogły w pełni obcować z pięknem dźwięków. Od tej pory uwięzione są w kształtach, które żyją, mają marzenia, nadzieje i sporo rozczarowań...
"Wiem, kim jestem. Nikim ważnym w tej historii" - to mówi tytułowy stroiciel fortepianów, narrator, który jest tu przecież najważniejszy. Wirtuoz niewiele zdziała bez dobrze nastrojonego instrumentu, opowieść nie porwie, gdy narrator nieumiejetnie ją przedstawi.
Stroiciel, dojrzały mężczyzna, samotny jak czarny klawisz wśród przytulonych do siebie białych, snuje opowieść o sobie - cudownym dziecku, które urodziło się w nieodpowiedniej rodzinie, młodzieńcu zafascynowanym pianistą i rozczarowaniu zostawiającym rysę na duszy i na pięknym fortepianie. Rozmowy z wdowcem, którego żona miała talent i tajemnice, podróż do Nowego Jorku, wreszcie, czy przede wszystkim muzyka, która tu płynie z każdego niemal zdania - ach, piękna to lektura!
Historia stroiciela, "nikogo ważnego", to historia, w której możemy się przejrzeć jak w lustrze. Stracone szanse, ludzie, którzy zaskakują, gorzki smak porażki i przełamujący to smak pogodzenia się ze światem i z sobą. Nie jestem melomanką, ale muzyka jest dla mnie ważna. Bardzo więc przemówiły do mnie emocje człowieka, dla którego muzyka to życie. Podczas lektury słuchałam wspomnianych w niej kompozycji Rachmaninowa (z naciskiem na "Vocalise") czy wykonań Glenna Goulda i było to piękne dopełnienie.
Wydaje mi się, że w tej nostalgicznej opowieści nie ma jednego zbędnego zdania, a te, które zapełniają strony zapraszają do przemyśleń, otulają melancholią i smakują jak płatki śniegu roztapiające się na języku.